Załamanie rynków w 2007 roku przełożyło się na mnóstwo obszarów gospodarki i zwykłego życia. Ludzie zmuszeni byli zacisnąć pasa, firmy zwolniły setki pracowników, światowe spowolnienie było zauważalne. Domowe budżety prawdopodobnie również należało zacząć prowadzić nieco bardziej restrykcyjnie.
Wygląda na to, że w pewnym obszarze postanowiono nie poddać się za bardzo pesymizmowi. Chodzi o dziecięce marzenia. Od 1998 roku największa sieć gabinetów dentystycznych w USA – Denta Dental prowadzi ankietę wśród rodziców dotyczącą tego, ile płacą swoim dzieciakom za wypadające mleczaki. Oczywiście w rzeczywistości robi to Wróżka Zębuszka, być może dlatego, że w Krainie Marzeń kryzysy przebiegają znacznie łagodniej. W efekcie tej ankiety publikowany jest indeks Tooth Fairy IndexSM, czyli wskaźnik Wróżki Zębuszki.

Gdy spojrzymy na jego przebieg na tle indeksu S&P500 być może w głowie wielu z nas pojawia się myśl – czy gdzieś jest wtórny rynek mleczaków? Może są jakieś kontrakty na dziecięce „jedynki”. Piękny wzrostowy trend z niewielkimi tylko korektami, w konsekwencji którego od 15 lat wartość wypadających mleczaków wzrosła z 1,5 dolara do 3,91, czyli 160 procent. Największe spadki miały miejsce w 2011 i w 2015 roku.
Wartość zębów jest uśredniona dla wszystkich stanów, w poszczególnych zaś mogą występować istotne różnice. (W zamożnym nowojorskim hrabstwie Westchester stawka za pierwszy utracony ząb wynosi 50 dolarów, zaś za kolejne 10 dolarów*).
Być może niewielki wpływ recesji i kryzysów gospodarczych na to ile Amerykanie płacą za wypadające zęby ma coś wspólnego z koncepcją wymyśloną przez Leonarda Laudera (szefa firmy kosmetycznej Estee Lauder Companies), nazywaną efektem szminki. Lauder zauważył w 2001 roku, że mimo spowolnienia gospodarczego sprzedaż kosmetyków, zwłaszcza szminek rośnie. Zaczął więc podejrzewać, że kobiety zastępują luksusowe kosmetyki różnego rodzaju drobnostkami – jednostkowo tańszymi, ale również dającymi poczucie pewnego luksusu. W przypadku Wróżki Zębuszki sprawa ma drugie dno – mało, który rodzic chce, żeby domowe kłopoty finansowe odczuwały dzieci. Może nie ma pieniędzy na drogie zabawki, ale te 1-3 dolary za każdego zęba nie wydaje się wygórowaną kwotą. W zamian za to otrzymujemy szczerbaty uśmiech naszego dziecka. To zaś bywa zupełnie bezcenne.
A Wy ile płacicie za mleczaki Waszych pociech?
(zapytam w modnym ostatnio stylu internetowym)
*informacja o stawkach z Westchester pochodzi z książki Sztuka liczenia do trzech Rona Liebera. Książka porusza temat trudnych rozmów o pieniądzach z dziećmi – oszczędzaniu, wartości, znaczeniu pieniędzy. Trochę więcej o niej napisałem na speculatio.pl.

