W poszukiwaniu drogi do sukcesu, część 10

Tym razem kilka słów o tym rodzaju rynkowej supremacji, o której marzą wszyscy inwestorzy zanim nie urealnią swoich oczekiwań albo rzeczywiście trafią na żyłę złota.

PRZEWAGA INFORMACYJNA

Nie potrzeba wielu słów by ją określić, ale też nie należy podchodzić do niej zbyt płytko i obcesowo. To oczywiste, że mając dostęp do znaczących informacji zanim poznają je inni inwestorzy, już na starcie otrzymujemy do ręki solidne wsparcie do wygrywania z rynkiem. Pokuszę się jednak o krótką refleksję na temat tego, czy rzeczywiście informacje dają przewagę i w jaki sposób.

Przewagi nie stanowi, jak już wiemy, samo otwarcie pozycji, o skuteczności decydują wszystkie kwestie związane z ryzykiem i zarządzaniem kapitałem. Informacje niejawne zwykle nie sprawiają wielu problemów z interpretacją ich wpływu na rynek, a przy tym odrzut kursów po ich ujawnieniu robi się na tyle mocny, że zabezpieczenie zysków nie stanowi kłopotu. Jednak mowa jest o dość teoretycznej kwestii, zdecydowana większość inwestujących nie ma dostępu do tego rodzaju informacji, a jeśli już się taka okazja pojawi i uda się ją wykorzystać, w perspektywie czekać może, z mniejszym lub większym prawdopodobieństwem, spotkanie z nadzorem rynkowym lub nawet sądowym i więziennym. Badania wskazują, że większość inwestorów nie wahałaby się jednak ich użyć mając taki dostęp. Pozostawmy jednak tego rodzaju przewagę właśnie analizom nadzoru.

Ciekawsze jest pytanie o to, czy gdzieś jeszcze przewagi informacyjnej można poszukać bez narażania się na penalizację. W tym momencie wkraczają na scenę zjawiska, na które nie zawsze zwraca się wystarczającą uwagę. Otóż spora część inwestorów bezustannie poszukuje cennej informacji wśród wiadomości powszechnie dostępnych w potwornych ilościach w mediach tradycyjnych, raportach, rekomendacjach i przede wszystkim w internecie, kierując się kilkoma praktycznymi względami:

A/ Stawiając na szybkość w dostępie do nich, na przykład przy ogłaszaniu danych makro czy raportów ze spółek, konkurując jednakże tym samym z algorytmami, którym niestety przypada największy kawałek z tego tortu.

B/ Próbując odkryć news, którego rynek nie zdążył jeszcze w pełni zdyskontować w cenach, zignorował, nie zauważył, czy też nie przyłożył do niego odpowiedniej wagi. Tym samym pielęgnując przekonanie, że rynek nie zawsze ma rację lub nie jest dość efektywny. I w tym tkwi całkiem sensowne oczekiwanie, choć zwolennicy Hipotezy Efektywnego Rynku zawsze je schłodzą suponując, że giełdowe ceny na bieżąco dyskontują już wszystkie informacje, nawet te niejawne, nie pozostawiając miejsca na zysk generowany przy ich użyciu. Jednakże wiele badań, a nawet zwykła obserwacja, wskazują, że znaczące informacje nawet przez kilka dni mogą przekładać się na ruch cen, głównie z powodu ludzkiej inercji a czasem również braku odpowiedniej płynności. Pozostaje więc kwestia ustalenia które informacje i w jaki sposób pozwalają zarobić, nawet z opóźnieniem. To robota detektywistyczna, często z udziałem statystycznych narzędzi i raczej dość trudna w realizacji dla przeciętnego inwestora. Tym bardziej, że tego nie uczą w podręcznikach, jeśli już to w akademickich broszurach.

C/ Zbierając możliwie największy zestaw informacji po to jedynie, by efektywniej zrozumieć i zanalizować rynek oraz ocenić możliwości odpowiedniego zagrania pozycją bez ścigania się o czas z innymi inwestorami.

Dwa pierwsze przypadki z powyższych same w sobie stanowią wysoko postawione wyzwanie w epoce powszechnego i błyskawicznego dostępu do informacji, ale w żadnym razie nie powinny zostać wykluczane jako niemożliwe. Ważne w tym wszystkim jest natomiast uświadomienie sobie istotnej kwestii: po co tych informacji tak intensywnie poszukuję i jaką realną przewagę mogę na ich podstawie stworzyć?

Natomiast trzeci przypadek z opisanych wyżej to emanacja dość ciekawej i nie zawsze w pełni uświadomionej tezy:

Wszyscy czytają te same informacje, ale tylko nieliczni na nich zarabiają. Po części chodzi tutaj o trafną interpretację, tyle że w takim momencie przechodzimy od „Przewagi INFROMACYJNEJ” do „Przewagi ANALITYCZNEJ”, a więc szeregu działań opartych na przetwarzaniu w odpowiedni sposób informacji tak, aby przełożyć je na trafne decyzje (A.T. czy AF lub systemy). Ale jeszcze większa w końcowym sukcesie jest w tym zasługa „PRZEWAGI TIMINGOWEJ”, czyli stosownemu zarządzaniu ryzykiem i kapitałem, a także „PRZEWAGI BEHAWIORALNEJ”, czyli psychologicznej, emocjonalnej elastyczności, która sama w sobie pieniędzy jeszcze nie daje, ale bez której pieniędzy zarabiać się nie da.

Przypomnę jednakże, że tym razem omawiamy Przewagę Informacyjną, czyli w zasadzie przypadek czystego albo zdecydowanie znaczącego zarabiania jedynie na samej informacji. Ciężko to odseparować od Przewagi Analitycznej, tym bardziej, że informacja wymaga właśnie właściwej oceny pod kątem przyszłego zachowania się rynku po poznaniu jej. O ile prosto w takim kontekście zinterpretować fortel bankiera Rothschilda, który zarobił krocie dzięki informacji o przegranej Napoleona pod Waterloo przyniesionej błyskawicznie, jak na tamte czasy, przez gołębie, o tyle trudniej było zarobić komuś np. na szybkiej informacji o wygranej Trumpa, po której rynek zachował się kolejnego dnia dość nieoczekiwanie. A co gorsza, weszliśmy w epokę alternatywnej rzeczywistości, gdzie fakty przestają mieć znaczenie, zacierając znaczenie rzetelnej informacji.

Dodajmy jeszcze nieco więcej dziegciu do tej beczki informacyjnego miodu. Oto szereg badań wskazuje, że:

– posiadanie większej ilości informacji wcale nie przekłada się na większą trafność prognoz, inwestor jednak gromadząc je wpada w szkodliwą, przesadną pewność siebie,

– mózg ludzki ma znacznie ograniczoną zdolność przetwarzania dużej ilości informacji, przez co przeładowuje się, zwalnia, narażony jest na szereg błędów poznawczych,

– analitycy potrafią zdiagnozować przyszłość trafniej od insiderów, czyli pracowników spółki, którzy mają przecież dostęp do wszystkich informacji na jej temat,

–  analitycy i profesjonalni zarządzający posiadają kolosalnie większe ilości informacji niż przeciętny inwestor, ale wcale nie przekłada się to na większe zyski.

Itd., itp., można by mnożyć wszelkie tego typu kontrargumenty.

Nie sposób w jednym wpisie wyczerpać wszystkich kwestii objętych tematem znaczenia informacji, chciałbym jednakże przynajmniej uczulić poszukujących w nich przewagi na następujące dylematy do osobistego przerobienia na początek:

– czy jestem w pełni świadom jakie informacje są mi tak naprawdę potrzebne?

– czy nie tracę być może czasu i energii na gromadzenie i przetwarzanie informacji zbędnych, nic nie wnoszących?

–  czy podświadomie nie łudzę się, że znajdę cudowną informację, której jeszcze nikt nie posiadł?

–  czy znam w miarę dobrze mechanizmy przekładania się różnego rodzaju informacji na ceny i wiem jak z tego korzystać?

–  czy wiem, że cena to jedna z najcenniejszych informacji, która skupia już w sobie wszystkie możliwe newsy z otoczenia, lecz w sposób nie zawsze w pełni efektywny?

–  czy jestem przekonany, że nie można zarabiać bez posiadania informacji z rynku (i w jakiej ilości jeśli nie można)?

Czystą przewagę informacyjną trudno zidentyfikować i policzyć w oparciu o dane z przeszłości. Wcale nie łatwo znaleźć do niej porady w podręcznikach (poza sporą ilością prac naukowych), jeśli już to w powiązaniu z Przewagą Analityczną. Istnieje więc potrzeba znalezienia zdrowego stosunku wobec niej.

W teorii finansów istnieje podział inwestorów na poinformowanych (ang. informed traders), do których zalicza się przede wszystkim instytucje, oraz tych niedoinformowanych (ang. uninfomed traders albo noise traders), a więc przede wszystkim indywidualnych. Jak nazwa wskazuje linia podziału biegnie wzdłuż właśnie informacji. Ale nie wygląda to tak, jak można by się spodziewać. Otóż chodzi przede wszystkim o tzw. informację jakościową, a więc wszystko to, czego nie da się zapisać w liczbach (informacja ilościowa), typu: ocena jakości kadry zarządzającej, relacje z klientami i dostawcami, efektywność zarządzania itd. To wszystko składa się na wartość wewnętrzną spółki, którą instytucje mogą precyzyjniej wyliczyć i wykorzystać, w przeciwieństwie do inwestorów detalicznych. Czy daje im to aż tak odrzutową przewagę? Zdaje się, że nie aż w takim wymiarze jak wskazuje na to magia ukryta pod tymi pojęciami. Owszem, zdecydowanie większy procent instytucji zyskuje, ale w swej masie tylko mała część jest w stanie pobić pasywny dochód z indeksowania rynku.

I na koniec krótko o jeszcze jednej przewadze informacyjnej – chodzi o samą informację na temat tego jak efektywnie inwestować (edukacja). Bez wątpienia sięganie po ten rodzaj przewagi to najbardziej chyba zyskowna forma poszukiwań siebie w kontekście giełdy.

CDN

—Kat—

[Głosów:6    Średnia:4.2/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *