W poszukiwaniu drogi do sukcesu, część 2

W kolejnej części poznamy czynniki określające precyzyjnie przewagę i jej ujęcie w wynikach inwestycyjnych.

Podejmujący się lokowania środków na giełdzie czy forexie zakładają, jako podstawowy cel, osiągnięcie zysku, najlepiej przy jak najniższym ryzyku. Każdy dodatni wynik inwestycyjny w długim terminie już stanowi w zasadzie przewagę, jego osiągnięcie oznacza po prostu utrzymanie rachunku powyżej bariery zera (bez strat) w szeregu transakcji. Mówi się często o „przewadze nad rynkiem”. Ma to znaczenie w tradingu, czyli w grze o sumie zerowej, gdzie moja wygrana oznacza stratę innych inwestorów, którzy w swej zbiorowości stanowią właśnie ów „rynek”. Praktycy wiedzą, że aktywne działanie wcale nie tak prosto i oczywiście prowadzi do utrzymania dodatniego wyniku. Zresztą nie zawsze się udaje to również na rynku akcji, gdzie znaczna część zysków powstaje po prostu przez wzrost wartości firm, co nie wymaga aktywnego podejścia (timingu).

Zróbmy jednak przy tym pewne istotne zastrzeżenia definiujące przewagę.

Pierwsze: świat akademicki idzie dalej w swych określeniach, poniekąd logicznie zakładając, że stopa wolna od ryzyka, albo częściej po prostu pasywny dochód z indeksowania rynku (popularnie zwany ‘beta’), stanowią minimum, powyżej którego dopiero mówi się o generowaniu przewagi, którą oznacza się nobilitującą nazwą ‘alfa’. Skoro bowiem wystarczy zakupić dowolny instrument naśladujący indeks rynkowy (np. ETF na S&P500, który do tej pory generował średnio ok. 9% rocznego zysku w USA), to po co tracić czas, energię, siły witalne i zasoby emocjonalne na aktywne poszukiwanie zysków, które nie przekraczają tak skonstruowanego portfela, opartego na zwykłej indeksacji? To logika, której nie można ominąć w swoich planach życiowych. Ale ponieważ tłumy inwestorów przychodzą na giełdę w poszukiwaniu lepszego zysku niż z kupna indeksów, to choć nie zawsze się to udaje, każdy wynik lepszy od zera nazywamy przewagą, i tak będziemy ją tutaj rozumieć. Nawet jeśli jest mikroskopijna, to w ogromnej ilości transakcji pozwala zarabiać grubo, dzięki czemu zyskownie działa choćby cała branża algorytmiczna (jak i kasyna, które stanowią dobry przykład przewagi).

Drugie ważne zastrzeżenie dotyczy matematycznej podbudowy przewagi. Najprostszy wzór, który podawałem wcześniej w -> tym wpisie, zawiera w sobie wyniki transakcji zamkniętych, tylko tak bowiem uda się wyliczyć zysk i stratę oraz częstotliwość ich występowania. A to oznacza, że pojęcia przewagi nie da się przypisać i określić dla samych metod otwierania pozycji. Znalezienie się na rynku nie jest jeszcze oznaką lub zapowiedzią zysku, który przeważy powstałe straty. Dopiero sposób, w jaki udaje się z rynku wyjść daje podstawę mówienia o przewadze. Co za tym idzie, identyczna strategia decyzyjna w ręku wielu inwestorów przyniesie mocno różnorodne wyniki. Zależnie bowiem od sposobu kontroli ryzyka, to samo narzędzie dla jednego gracza oznaczać może posiadanie przewagi, dla innego wcale.

Po trzecie – przewagi nie można przypisywać jedynie do samych strategii i metod inwestycyjnych. O ile generują one swym działaniem jakąś przewagę, to skutecznie może użyć ich dowolny inwestor lub komputer przez zwykłą replikację. Trzeba jednakże przyznać, że źródłem przewagi może być nie kto inny jak sam inwestor (czy tader) ze swoją wiedzą i umiejętnościami, które po angielsku w literaturze określa się nazwą ‘skills’. A ponieważ rzadko udaje się je w pełni opisać i dotrzeć w nich do związków przyczynowych, dlatego jedyną drogą ich identyfikacji jest poznanie rozkładów zysków i strat oraz siłą rzeczy przyrównanie ich do pewnych odnośników (benchmarków). Choćby po to, by odróżnić wcześniej wspomniany „rynek byka od rzeczywistych umiejętności”. Co istotne w tym przypadku, tego rodzaju przewagę bardzo trudno zanalizować, precyzyjnie określić, przekazać i nauczyć. A w takim razie wszelkie szkolenia oparte na tego rodzaju przekazie umiejętności mogą być wielce nieskuteczne, jak bowiem nauczyć kogoś w prosty sposób np. pożądanego rodzaju intuicji, oceny zdarzeń, wyczucia nieprawidłowości? To często kwestia podświadomości, do której dotarcie zwykle jest niemożliwe. Jedyną drogą jest w takim wypadku długa praktyka pod nadzorem uczącego, która może prowadzić do wykształcenia własnego, zupełnie innego rodzaju przewagi.

Po czwarte – zakłócaczami przewagi są losowość (ang. randomness), niestacjonarność oraz wspomniane wcześniej szczęście, traf (ang. luck). Do pewnego stopnia udaje się  zidentyfikować ich wpływ za pomocą kompleksowej statystyki i logiki, ale nie wszystko i nie zawsze da się bez ich udziału wyjaśnić, albo ich wpływ odizolować. Tym bardziej więc z ostrożnością podchodzić należy do przewagi generowanej przez samego inwestora. Mogliśmy przekonać się o tym w wywiadach z forexowymi milionerami w BOŚ, które opisywałem ze szczegółami -> tutaj. Znacząco prościej oddzielić owe czynniki od rzeczywistej przewagi w strategiach działających bez każdorazowego udziału decyzji człowieka.

Po piąte – przewaga dość często ulega odkształceniu w czasie. Coś, co wczoraj działało zyskownie, dziś może się nie sprawdzać, ale niewykluczone, że ponownie zastartuje z sukcesem jutro. Czasem po drobnej modyfikacji. Dotyczy to zarówno replikowalnych strategii jak i ludzi, używających jedynie swoich umiejętności.

Z taką wiedzą można już ruszyć do poznawania źródeł pochodzenia przewagi, które pomogą mam nadzieję Czytelnikom odnaleźć inspirację i swoje miejsce w tym ekosystemie.

Najprostsza ze wszystkich możliwych przewaga na giełdzie to po prostu:

PASYWNE INDEKSOWANIE

Nie potrzeba tu żadnej szczególnej wiedzy ani umiejętności, żadnych analiz, ani przetwarzania i gromadzenia informacji. Można stosować ją po prostu mechanicznie, i każdy jest w stanie ją samodzielnie z sukcesem zastosować. Dotyczy zasadniczo rynków akcji, które w przeciągu dziesiątków lat przejawiają dryf wznoszący, co powoduje, że pozwalają zależnie od kraju zarabiać średnio kilka procent rocznie (w USA ok. 9%, ale w dolarach, zmiana waluty wprowadza zaburzenia). Żyjemy w pięknych czasach, gdzie można zrobić to jednym instrumentem, na przykład i przede wszystkim ETF-em. Natomiast zakup tylko wybranych akcji w celu ich wieloletniego przetrzymywania, wcale przewagi nie musi generować, ponieważ część z nich bankrutuje, odchodzi z giełdy, albo spada do rankingu śmieciowego.

To najlepsza alternatywa dla wszystkich tych, którzy chcą zacząć, uczą się, nie mają jeszcze śmiałości na nic innego, nie pociąga ich trading, nie czują powołania czy kompetencji, nie wychodzi im aktywne inwestowanie. Wymaga to jednak cierpliwości, korzyść z takiej przewagi wymaga czasem 10-20 lat utrzymywania portfela, który może być w międzyczasie dobudowywany na spadkach. No i przy tym wymaga uświadomienia sobie i poniesienia ryzyka przetrwania okresowych korekt czy bess. Indeks wprawdzie nie zbankrutuje, ale może przez pewien okres nie rosnąć, jak nasz WIG20 w ostatnich latach.

Poprawić nieco tego rodzaju pasywną przewagę, szczególnie łagodząc ryzyko, udaje się przez zastosowanie dywersyfikacji. Do portfela wprowadza się wówczas obligacje, towary, nieruchomości, fundusze. Aby jednak utrzymać między nimi właściwe proporcje, potrzeba nieco aktywnego, lecz prostego zabiegu, czyli wyrównania procentowego zaangażowanie co jakiś czas (rebalancing). Nadal jest to jednak działanie czysto mechaniczne, nie wymagające analiz, układania planów, testowania statystycznego i wcześniejszej praktyki.

O kolejnych źródłach aktywnej przewagi w dalszych wpisach.

—kat—

[Głosów:9    Średnia:4.1/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *