Coraz częściej słyszę z różnych stron, że młodzi ludzie odwrócili się od rynku finansowego i giełdy. Że nie widzą sensu w jej istnieniu. Nie ufają mechanizmom rynkowym, uważając je za manipulację i kasyno, grę w której nie da się zarobić. Podobną tezę postawił Trystero w swoim tekście sprzed kilku dni (https://blogi.bossa.pl/2016/12/04/wykres-dnia-to-nie-jest-gielda-dla-mlodych-ludzi/) omawiając badania najnowszą edycję Ogólnopolskiego Badania OBI.

Z badań wynika jednoznaczny trend – od siedmiu lat spada odsetek młodych ludzi zaangażowanych na giełdzie. Zarówno w najmłodszej grupie, czyli tej która najczęściej nie ma pieniędzy tylko marzenie o pieniądzach, ale również w tej między 25 a 35 rokiem życia, która teoretycznie może pozwolić sobie na wygenerowanie jakichś, niewielkich nawet, kwot na inwestowanie. Czy jest to trend niepokojący, czy zupełnie naturalny?

Spójrzmy na kilka spraw. Przede wszystkim rynek w Polsce ma dopiero 25 lat. Czterech spośród blogerów na blogi.bossa.pl zaczynało swoją przygodę z giełdą w jej początkach, gdy mieściło się w przedziale najmłodszym. Wraz z rozwojem rynku zyskiwali doświadczenie (i pieniądze), oraz przypadkiem lub nie związali się z tym rynkiem zawodowo. To pierwszy czynnik, który dość mocno determinuje długoterminowe wyniki tych badań, a przede wszystkim bardzo wysoki odsetek młodych w pierwszych latach rynku.

Dane przytaczane za OBI przez Trystero rozpoczynają się w 2009 roku, choć samo badanie wystartowało w 2003 roku. Rozmawiałem z Michałem Masłowskim z SII w sprawie wcześniejszych wyników, ale jak to czasem bywa w pierwszych latach nie archiwizowano ich aż tak dokładnie.  Choć… z tego co można znaleźć w sieci wynika jednoznacznie zjawisko, o którym wspomniałem.

2004 – łącznie 58% z przedziałów do 25 oraz od 26 do 35 lat (znalazłem tylko dane łączne z obu przedziałów)
2006 – do 25 lat – 20,7%, przedział 26-35 – 28%,
2007 – do 25 lat – 30,7%, przedział 26-35 – 34%, 36-45 lat – 16,9%, 46-55 – 12,1%

2008 – do 25 lat – 20%, przedział 26-35 – 35,9%, 36-45 lat – 20,5%, 46-55 – 11,6%

Skok o 10 punktów procentowych w 2007 roku nie powinien być zaskoczeniem. Właśnie kolejny rok trwała hossa. Młodzi ludzie, którzy zaczęli studia w 2002-2003 roku byli jej świadomymi świadkami. Idee łatwych i szybkich pieniędzy krążą wśród studentów zawsze. A podczas długotrwałej hossy tak właśnie jest traktowany rynek akcji.

Pamiętam organizowane w 2006 i na początku 2007 roku szkolenia i konferencje. Największa z nich, a właściwie jeden popołudniowy wykład na SGH przyciągnął ponad 400 studentów. Koła Inwestorów przy uczelniach kipiały od energii młodych ludzi. Na płatnych kursach organizowanych przez Parkiet, niemal raz w miesiącu zapisywało się po 80-100 osób. Zaledwie dwa lata później to wszystko było już zaledwie wspomnieniem.

Kolejna sprawa to systematyczny spadek na naszym rynku roli inwestorów indywidualnych.

W 1997 roku jest ich 38 procent. Trzy lata później podczas szczytu hossy internetowej ich udział rośnie do 50 procent. W 2003 roku spada do 29 procent. Od tego czasu ich znaczenie systematycznie maleje. Nasz rynek przestał być rynkiem drobnego inwestora. Zaczynają dominować instytucje (TFI, OFE) i zagranica. Podczas hossy 2005-2007 roku udział indywidualnych inwestorów w szczytowym momencie to 35 procent. Dziś nie przekracza 12 procent. Na głównym rynku akcji. Bo w przypadku rynku New Connect indywidualni stanowią ponad 70 procent.

Dajcie młodym hossę i przylecą jak ćmy do światła. Młodość to duża akceptacja dla ryzyk i zazwyczaj zbyt mało pieniędzy. W ostatnim Magazynie ThinkThank również poruszyłem kwestię tego odejścia młodych od rynku, jako świadomego unikania ryzyka. Ci, którzy taką tezę stawiają chyba nie widzą, jak ogromną popularnością cieszą się start-upy. To też wizja łatwego i szybkiego pieniądza, tam przyciąga młodych, a nie to, że nagle obudzili w sobie demona przedsiębiorczości. W 1994 roku sale egzaminacyjne KPW (dzisiejszy KNF) pełne były ludzi zdających egzaminy na maklera lub doradcę inwestycyjnego, dziś konferencje „zbuduj własny start-up” przyciągają setki zainteresowanych.

Wiadomo ze statystyk, że efektywność biznesu jest taka sama jako skuteczność na foreksie. Udaje się jednemu na dziesięć. Tymczasem o foreksie słyszymy, że to oszustwo. Za to o start-upach, że to szansa.  Gdy rozmawiam ze studentami i pytam o to, jakie mają konkretnie pomysły, odpowiadają najczęściej: „Nieważne – najpierw założymy start-up. Uda się”. Licytują się hasłami o tym, że ktoś dostał milion lub kilka milionów i stał się bogaczem. To hasła i mity, brak rozsądku i młodzieńcza fantazja. I tak jak podczas na giełdzie hossy pojawiają się cudotwórcy obiecujący gruszki na wierzbie, tak dzieje się również podczas hossy start-upów

W komentarzach do tekstu Trystero pojawia się również ważny wątek – młodzi ludzie nie mają pieniędzy, więc czym mają inwestować. Szanowni czytelnicy, zapytajcie nas jakimi pieniędzmi zaczynaliśmy inwestowanie w latach 90. Jak zbieraliśmy się w grupy, żeby stać było nas na otwarcie rachunku, bo wówczas wymagano minimalnych kwot. Jak pożyczaliśmy od rodziny niemałe wówczas kwoty, bo hossa wyryła nam przekonanie, że to wszystko jest łatwe, a my jesteśmy panami świata. Pod tym względem młody człowiek się nie zmienił. No z jednym wyjątkiem. Nie mieliśmy potrzeby posiadania najnowszego iPhone’a. Bo go jeszcze wtedy nie było.

Jeden z moich znajomych (dziś prezes funduszu Venture Capital) powtarzał, że przed utratą pieniędzy, gdy pękła bańka w 1994 roku uratowało go jedno – przypadek. Za niemal wszystko kupił samochód. I nie było to Porsche. Wierzcie mi.

Młodzi nie inwestują bo mają poczucie ryzyka? Wolne żarty. A Bitcoin, pomysł na zostanie jutuberem, czy innym vlogerem i inne wynalazki? Szybko, tanio i małym kosztem. To charakterystyka młodości.

Nie jest tak źle, jak mogłoby się wydawać. Po prostu rynek akcji nie stwarza na razie okazji widocznych na pierwszy rzut oka. Do tego, jak już pisałem, będzie potrzebna hossa. Taka, o której jest głośno na wszystkich portalach i w tradycyjnych mediach.

 

[Głosów:9    Średnia:4.6/5]

5 Komentarzy

  1. podtworca

    Tak właśnie jest, tam gdzie jest moda, tam pędzi kapitał. Zwrócę jeszcze uwagę na inny powszechny trend, który wyrósł 10 lat temu i wciąż ma się doskonale – ci, którzy dorobili się i zmienili mieszkanie na lepsze (lub odziedziczyli), nie chcą pozbywać się starej nieruchomości, tylko ją wynajmować. Idea pasywnego przychodu z wynajmu, nawet jeśli ma się 2 kredyty (na poprzednie małe i obecne lepsze mieszkanie/dom) jest powszechna w grupie 30-40 latków, czyli właśnie tej grupy, której brakuje na giełdzie.

    Wystarczą dwa lata hossy na giełdzie i marazm w nieruchomościach, żeby zmieniło się nastawienie. Trend demograficzny powinien raczej zmienić paradygmat nieruchomości jako lokaty na starość, ale niekoniecznie kapitał popłynie do akcji. Osobiście liczę na jeszcze jedną hossę akcyjną dzięki nowej transzy dotacji z UE, a potem główną opcją zostanie pewnie emigracja kapitałowa.

    1. Andres

      Coś w tym jest – mój 25 letni kolega liczy, że mieszkanie (którego, jeszcze nie kupił) w Warszawie da mu zysk 7% z wynajmu.

  2. aasdf

    Ciekawe z tymi startapami, ciekawe czy sa jakies dane na ten temat..

  3. Tommy

    Rynek nieruchomości w naszym kraju zadziwia.
    Jednak największy ruch jest w małych mieszkaniach, domy mają się średnio. Jeżeli do tego dołączymy mniejsze miejscowości to jest posucha. Liczą się tylko największe miasta.

  4. pak

    Mam wrażenie że właśnie ostatnio w mediach gdzieś tam się napotyka nagłówki – chociaż niezbyt nachalne ale są że giełda bez sensu, że zabijają nasz rynek itd. spółki wychodzą z giełdy – hmm no trochę tak jest – ale to miód na moje uszy i aż mi się tym bardziej chce akumulować a przynajmniej trzymać:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *