Wyborcza gorączka w USA powoli przechodzi – przynajmniej w niektórych środowiskach – w powyborczego kaca, więc jako antidotum na medialny szum proponuję spokojne spojrzenie na to, co do końca roku będzie ogniskowało uwagę rynku i już na starcie mówię, iż nie będzie to prezydentura Donalda Trumpa.

Przyznam szczerze, iż zaskakuje mnie, jak bardzo poważni ludzie potrafią koncentrować się na tym, co o gospodarce mówią politycy. Rozumem dziennikarzy – żyją z tego – ale reszta kibiców zdaje się zapominać o banalnym fakcie: gdyby kondycja gospodarki zależała od polityków, to już dawno jako ludzkość dorobilibyśmy się prostych reguł rządzenia i zarządzania gospodarką. W kampanii wyborczej wszystko jest proste, a później zawsze ulega komplikacji. Gospodarce można pomagać lub szkodzić. Ustawić gospodarkę na ścieżce rozwoju lub postawić fundament pod przyszłe kryzysy, ale nie można jej zastąpić. Nie ma prostego przepisu na zarządzanie gospodarką operującą w rynkowym otoczeniu. Wszyscy politycy, którzy mówią, że jest inaczej kłamią. Muszą, bo w kampanii sprzedaje się raj, a nie pot, krew i łzy.

Dlatego zostawmy już politykę amerykańską i skupmy się na rynku. Jedna z poprzednich notek na naszych blogach przypomniała, iż rynki wchodzą właśnie w okres, który statystycznie i psychologicznie uznawany jest za najlepszy dla akcji. W istocie dużymi krokami zbliża się grudzień, a giełdy mają wiele powodów do zbudowania sobie kolejnego rajdu Świętego Mikołaja. Osobiście uważam, że gdyby nie wybory prezydenckie w USA, amerykańskie indeksy szukałyby właśnie spotkania z rekordami wszech czasów niesione przez znacznie lepszy od oczekiwań sezon wyników kwartalnych. Nerwowy finisz i zaskakujący finał kampanii odebrał rynkom możliwość zareagowania na koniec recesji wynikowej.

Powoli uwaga zacznie przesuwać się na inne polityczne wydarzenie, jakim jest referendum we Włoszech. Wielu komentatorów przedstawia referendum włoskie w kategoriach votum zaufania dla Unii Europejskiej i premiera obecnego rządu, ale w przypadku Włoch cały czas warto przypominać, iż jednym z elementów włoskiego modelu jest to, iż kraj potrafił rozwijać się niezależnie od tego, czy klasa polityczna była w stanie wygenerować stabilny rząd. W istocie w ostatnich kilkudziesięciu latach Włochy miały niemal równie dużo premierów, co zabytków w Rzymie i pierwsza zmienna nie przeszkodziła zostać jedną z największych gospodarek świata.

Potencjalną porażkę premiera M. Renziego niektórzy zechcą przedstawiać też w kategoriach zagrożenia dla kondycji peryferyjnego długu, ale przypomnę, iż ostatnio Hiszpania nie miała stabilnego rządu przez blisko rok, a rynek długu zachowywał się spokojnie zabezpieczany polityką Europejskiego Banku Centralnego i powrotem gospodarki na ścieżkę wzrostu. Podobnie powinno być we Włoszech. W istocie, jak na włoskie zwyczaje obecny premier rządu jest na stanowisku całkiem długo, więc znający wspomnianą wyżej specyfikę włoskiej sceny politycznej nie będą specjalnie zaskoczeni upadkiem Renziego. Włoska scena polityczna od lat rządzi się swoimi sprawami, a świat nie ulegał załamaniu.

Paradoksalnie największym zagrożeniem dla giełd jest teraz Rezerwa Federalna – zdawałoby się oaza stabilności w niestabilnym świecie. Ostatnie dane makro jawią się jako wystarczająco dobre, by podnieść cenę kredytu na grudniowym posiedzeniu Federalnego Komitetu Otwartego Rynku. Sama podwyżka nie jest groźna i nie będzie zaskoczeniem. Groźne są konsekwencje w postaci zmiany układu sił na rynku długu. Wzrost rentowności amerykańskich obligacji stanie się konkurencją dla akcji zanim spółki zaczną ogłaszać lepsze wyniki w kolejnych kwartałach. Jeśli dług nie wyprzedzi gospodarki, to byki powinny świętować dobrą końcówkę roku.

W szerszej perspektywie patrząc właśnie polityka Fed i innych banków centralnych wydaje się kluczem do przyszłości giełd. Jeśli w kolejnym roku Fed podniesie stopy procentowe dwa lub trzy razy, to proces będzie miał znacznie większy wpływ na giełdy niż rok rządów Trumpa w Białym Domu. Pytanie, o politykę banków centralnych w 2017 roku wydaje mi się dziś najważniejsze i zarazem najtrudniejsze w szukaniu odpowiedzi. Inflacja zdaje się ożywiać, a wraz z tym zmienią się oczekiwania rynku wobec Fed, EBC i innych. Tu należy szukać zagrożeń, a nie w tym, iż jakiś polityk powiedział, że coś zrobi tak, czy inaczej.

[Głosów:5    Średnia:4.8/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *