Dawno nie było na blogach tematu emerytur, a wszystko wskazuje na to, że szykuje się nam kolejna odsłona „reformy” wcześniejszej „reformy”, która tym razem ma zmienić X w Y, a po drodze jakoś dosypać pieniędzy do deficytowego systemu zusowskiego.
Stali czytelnicy blogów bossy mogą pamiętać naszą notkę z 2011 roku, w której pisałem o początku końca, więc rozumiem, iż nie jesteśmy zaskoczeni. Nie chcę też wchodzić w polemiki z prezentowanymi w mediach programami. Wiemy przecież, że nie o reformę chodzi, tylko o zarządzanie kryzysem. Jeśli bilans instytucji jest ujemny, to jest w kryzysie. Anglicy mają ładne określenie na to, co od kilku lat dzieje się z reformowaniem polskich emerytur – kicking the can down the road. Nie miejmy wątpliwości, iż nadzieja wszystkich sprowadza się do idei, że system nie wysypie się przez kolejne kilka lat. Naprawdę więcej w tym magii niż matematyki. Całość opiera się na warunku, że po drodze nie dojdzie do jakiegoś kryzysu, który wywróci gospodarkę. We wszystkich prognozach zwyczajnie nie ma zmiennej typu jednostkowe wydarzenie, które załamie nie tyle system, co żywiciela systemu.
Dlatego proponuję rzucić okiem na ładną grafikę przygotowaną kiedyś przez The Economist, w której pokazano ile razy na przestrzeni 200 lat upadały państwa. Odnotujmy, iż nie ma tam wszystkich państw i takich, które może formalnie nie upadły, ale były wspomagane np. przez IMF lub pomoc bratnich rządów. Coś takiego spotkało np. Wielką Brytanię. Tabelka obejmująca 200 lat wydaje się zbyt długa z perspektywy pobierania emerytury przez powiedzmy 20 lat, ale już z perspektywy średniej długości życia można myśleć o „załapaniu się” na upadek własnego rządu, który jest gwarantem systemu emerytalnego. Nigdy nie widziałem polityka, który powiedziałby przyszłemu emerytowi, że system jest wart tyle, ile talent rządu do flirtowania z granicą bankructwa.
(źródło: The Economist)
W Polsce żyjemy w zakłamaniu w kwestii emerytur. Wszyscy obrońcy ZUS i krytycy np. systemu kapitałowego powtarzali zawsze, że ZUS nie zbankrutuje, bo nie może zbankrutować, a np. OFE – jak każda instytucja finansowa – mogą upaść. To prawda, ale nie dodawali, że może jednak zbankrutować państwo, bo państwa zwyczajnie bankrutują. Najwyraźniej kryzys 2008 roku nie nauczył ludzi szacunku dla rzeczywistości, a greckie obniżki emerytur nie zostały odnotowane przez polskich reformatorów. Nassim Nicholas Taleb – po napisaniu książki o Czarnych łabędziach – napisał kolejną o problemie elastyczności. Nasi reformatorzy nie czytali, ani pierwszej, ani drugiej, bo w każdej swojej wypowiedzi ignorują pierwszą i drugą.
Problem przyszłości systemu emerytalnego w Polsce jest oczywisty dla ludzi, którzy potrafią patrzeć na świat przez pryzmat otwartych granic i konkurencji o zasoby ludzkie w otwartej gospodarce. Pozytywnego rozwiązania problemu emerytur w Polsce nie będzie przez dekady. Niezależnie od prognozy system emerytalny w Polsce będzie operował w ramach permanentnego deficytu przez wiele lat. Polska będzie się starzała, wyludniała i zostanie poddana drenażowi mózgów przez silniejsze gospodarki, jak np. niemiecka, która sama staje przed perspektywą spadku podaży siły roboczej i starzenia się społeczeństwa. Mimo politycznego zamieszania i niechęci do imigrantów z Europy Wschodniej wywołanej przez Brexit ludzie trzeźwo myślący wiedzą, że Europa Zachodnia będzie drenowała Europę Wschodnią z siły roboczej i to niezależnie od napięć politycznych, bo od tego między innym zależy przyszłość ich gospodarek.
Właściwie już dziś się mogę założyć, że jednym z kluczowych elementów, który zostawi otwarte drzwi na Wyspy Brytyjskie po wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej będzie edukacja. Stanie się tak nie dlatego, że brytyjskie uniwersytety szczególnie mocno kochają pieniądze europejskich studentów – czesne dla studentów spoza UE jest wyższe – tylko dlatego, żeby przyciągać najlepsze jednostki ze świata, jak zawsze robiły to amerykańskie uniwersytety. Podobny proces będzie miał miejsce w Niemczech, które – wedle wyliczeń Komisji Europejskiej – czeka poważny szok w kolejnych trzech dekadach. Jeśli Niemcy nie odmłodzą swojego społeczeństwa imigracją, to w kolejnych pokoleniach wydatki związane ze starzeniem się społeczeństwa pochłoną czwartą część niemieckiego budżetu. To między innymi dlatego w Europie Kontynentalnej problem migracji w ramach Unii nie wywołuje poważniejszych tarć.
Jeśli ktoś uznaje, że procesy w kluczowych gospodarkach w bliskim sąsiedztwie nie będą miały wpływu na rynek pracy w Polsce i system emerytalny w Polsce, to uparcie dzieli przez zero. Polska będzie naturalnym rezerwuarem podaży młodych ludzi tak długo, jak nie dojdzie do sytuacji, w której zarobki na rynkach w bliskim sąsiedztwie nie zostaną zrównane z zarobkami w Polsce. Nie stanie się tak przez kolejne dwie dekady, a po dwóch dekadach staniemy przed perspektywą kryzysu demograficznego, który już zaczyna być widoczny między innymi spadkiem ludzi w wieku produkcyjnym. Demografii nie można oszukać Demografia to matematyka, w której kluczową zmienną jest liczba kobiet w wieku rozrodczym. Dziś system jest „zaprogramowany” przez proces demograficzny tak, iż za około dwadzieścia lat w każdym roku w Polsce będzie umierało około 200 tys. ludzi więcej niż się rodziło. Przy takiej dynamice starczy pięciu lat, by populacja zmniejszyła się o 1 mln. Dla obecnych 40-latków oznacza to nic innego niż przejście na emeryturę w sytuacji kryzysu demograficznego.
Uwzględniając powyższe procesy demograficzne i emigracyjne należy liczyć się z tym, ze za 20 lat populacja w Polsce będzie o około 10 procent niższa niż obecnie. Mieszanka tych dwóch procesów połączona z drenażem siły roboczej w ramach Europy i starzenia się społeczeństwa w Polsce przyniesie nowe trendy na polskiej scenie politycznej, która będzie musiała więcej uwagi poświecić elektoratowi roszczeniowemu. Konflikt pokoleń nasili proces emigracyjne i siłą sprzężenia zwrotnego popadniemy w jeszcze większe kłopoty demograficzne. Oczywiście, jakimś lekarstwem na depresyjne procesy demograficzne byłoby dodatnie saldo migracji, ale nie sądzę, żeby w starzejącym się społeczeństwie pojawiła się zgoda polityczna na powiększenie puli imigrantów do 10 procent społeczeństwa. Dlatego, szanowny czytelniku, nie przejmuj się kolejną reformą reformy emerytalnej – za twojego życia będzie jeszcze kilka. Każda kolejna będzie tylko przypomnieniem, że twoim obowiązkiem jest uniezależnić się od systemu zanim będzie za późno.


