Nawiązując do naszych dyskusji pod wcześniejszymi wpisami, chciałem poruszyć jeszcze jeden problem, o którym w zasadzie sam tytuł powyżej mówi niemal wszystko.

Zaczęło się od systemów transakcyjnych, i obiecałem ciąg dalszy, ale ponieważ zeszliśmy w kręte koleiny tego, ile warte jest wszystko to, co sprzedają traderzy-celebryci, więc przepinam problem do nowego wątku.

Zawiążę temat ponownym cytatem z postu pita65:

„A duża wiekszość tych co dotarli dzisiaj celebrytów /van Tharpów, Wiliamsów i innych podobnych/ zdając sobie sprawę o co tak naprawdę chodzi założyła o wiele bardziej atrakcyjny biznes okołorynkowy w postaci pisania książek, kursów , live tradingów itp by się nie nudzić i żyć pełnią życia pozując na Katonów.

Lepiej sprzedawac dobre pomysły na giełdę niż je wdrażać nudno samemu przez kawał życia.”

Nie mam zamiaru urządzać sądu kapturowego, poszukałbym raczej wartości lub ich braku w tym, co cały około giełdowy rynek wydawniczy i szkoleniowy oferuje.

Nie mając w Polsce własnych podręczników, zaczęliśmy tłumaczyć te amerykańskie, zresztą tak jak cały świat. Nie da się ukryć, że podobnie jak w innych dziedzinach, to USA były pionierem i kolebką giełdowych innowacji, pomysłów, terminów, strategii, metod itd. Początkowo jednak sami próbowaliśmy wynaleźć koło, nie było bowiem szerokiego dostępu do materiałów szkoleniowych. Bezwstydnie się przyznam, że moja najlepsza strategia była własnym autorskim pomysłem, choć przecież zdecydowaną większość wiedzy zasysałerm z literatury amerykańskiej, potem z angielskojęzycznego internetu, byłem więc jak to się ładnie określa: pod wpływem. Do Polski sprowadzaliśmy tylko wybrane pozycje, szybko więc rzuciłem się na oryginały, mam więc dość dobry przegląd tego, które dziury na naszym rynku zdołaliśmy zapełnić i jak ma się to do całości dostępnych w USA i na świecie materiałów.

W Polsce wydawano klasyki, których dystrybucja dała szansę na rentowność. Nie wyszło wcale tak najgorzej, uniknęliśmy przeszczepiania góry śmieci, a dzisiaj inflacja w literaturze giełdowej sięga sporych rozmiarów. Dobrych rzeczy niszowych, które nie miały szans się sprzedać u nas, nie było aż tak wiele. Sporo dobrych materiałów weszło za to do internetu, tylko toną w powodzi innych śmieci i trudno je odfiltrować niezorientowanym. Natomiast szkolenia u nas gwiazd z USA czy Europy to moda ostatnich lat. Choć znam też ludzi, którzy latali lata temu do Ameryki na szkolenia (np. Tharpa), i chociaż uważali to za krok milowy w rozwoju, trudno mi to wiarygodnie ocenić. Tak naprawdę więc to zapóźnienie, niedostępność i selektywność pozwoliły nam uniknąć „kosztów” obcowania z celebrytami. Problem z oszustwami, przekrętami, manipulacjami i sprzedażą „snake oil” (reklamowe badziewie) mieli więc raczej Amerykanie. Co ciekawe, ten cykl ciągle się powtarza, choć w mniejszej skali, docierając i do nas (forum Navigator jest kopalnią wiedzy o różnych tego typu przekrętach).

Nie przeszkadza nam to jednak spróbować ocenić wartości rad zawartych w podręcznikach, szkoleniach i mediach wszelkiego rodzaju, które w skrócie nazwę na użytek tego wpisu „publikacjami”. Mam w tym zakresie parę rad, które postaram się zebrać w kilku zwięzłych punktach:

1/  Publikacje NIE UCZĄ ZARABIAĆ na giełdzie.

Co najwyżej pokazują JAK MOŻNA ZARABIAĆ (np. podręcznik do A.T. uczy A.T., a nie zarabiania). To jest zasadnicza różnica. Podrzucają porady, pomysły, sposoby, a także opisują historię. Ale nauczyć się zarabiać można jedynie samemu, albo np. w firmie, która pokaże i przypilnuje jak to robić (np. prop traders – firmy zatrudniające do tradingu za powierzone pieniądze i w zamian za część zysku). Publikacje mogą być jedynie poradnikiem.

2/ Nie istnieją DOBRE lub ZŁE strategie, rady i pomysły.

Coś, co dla jednego inwestora może wydawać się kompletnym szmelcem, inny z tego samego potrafi wycisnąć zyski. Nie urzekają mnie w żaden sposób fale Elliota, geometria Gunna, zniesienia Fibonacciego inwestowanie w wartość, czy Analiza fundamentalna, nie potrafię zrobić z nich użytku, ale sporo ludzi dzięki temu osiąga zyskowność (cóż, żeby zadość uczynić tradycji wymienię Buffetta).

3/ Nie oceniajmy ludzi tylko pomysły, które nam podsuwają.

Nie ma znaczenia, czy ktoś jest celebrytą, ile publikacji wyprodukował, jakie ma zasługi dla branży, jeśli to, co oferuje nie ma wartości. Ale w tym miejscu patrz zarówno punkt 2 i 1 wyżej. Każdą strategię proponuję dogłębnie przetestować przed użyciem jej na własnym rachunku. Nikt inny poza nami nie poniesie odpowiedzialności za jej stosowanie.

4/ Łatwowierność zawsze pociąga za sobą jakiś koszt.

Żyjemy w cudownych czasach informacji, dysponujemy więc przebogatymi źródłami, które pomogą nam ocenić proponowaną inwestycję, system, strategię, kurs. To najtańszy sposób. Niemal zawsze uda się znaleźć jakieś słowa krytyczne, poczytać doświadczenia innych, zapoznać się z ewentualnymi ostrzeżeniami czy pochwałami. Empiryczny sceptycyzm zawsze jednak wskazany.

5/ Testy systemów i strategii w publikacjach mają ograniczoną wartość predykcyjną.

Nie zawsze pokazują pełny lub prawdziwy obraz. Ich użyteczność w takiej prezentacji może być ograniczona z kilku co najmniej powodów:

A/ Nie zawsze wiemy czy są poprawnie zakodowane, czy uwzględniają wszystkie koszty, nie wiemy na ile były dopasowane do danych, nie wiemy czy faktycznie i jak sprawdziły się w realu, nie wiemy czy w międzyczasie nie zostały podrasowane (reoptymalizowane).

B/ Test na danych historycznych nie gwarantuje działania w przyszłości (zresztą brak działania w przeszłości nie przekreśla pojawienia się przewagi w przyszłości).

C/ Podany test pokazuje zwykle jedną lub kilkanaście z możliwości, czasem niewielkie nawet zmiany i ulepszenia mogą prowadzić do całkiem innych wyników (z lepszych na gorsze, stabilniejsze, mniej zmienne itd.)

D/ Nie działanie (lub działanie) strategii na jednym rynku nie przekreśla jej użyteczności na innym (lub jej brak).

6/ Publikowane strategie często są niekompletne, choć sprawiają inne wrażenie.

Najczęściej nie zawierają słowa o ryzyku, nie podaje się sposobu zarządzania nim i towarzyszą im zwykle tylko najbardziej pozytywne przykłady, które zniekształcają odbiór. Nie oznacza to jednak, że są złe, albo odwrotnie – że rzeczywiście mają przewagę. Przewaga bowiem zawsze kryje się w sposobie zarządzania ryzykiem, a nie w wejściu na pozycję. Aż mnie kusi by podać tu przykład pewnej polskiej firmy, która w ten sposób mocno ostatnio rozpycha się na rynku…

7/ Edukacja jest bezcenna, byle robiona z głową.

Publikacje, nawet te złe, są wehikułem poznawczym i skracają okres nauki, pod warunkiem wzięcia pod uwagę wszystkich powyższych punktów. Jakoś musimy przechowywać wiedzę i ją dystrybuować, a potem przyswajać i usprawniać.

O tym ostatnim szerzej w kolejnym wpisie.

—-kat—

[Głosów:9    Średnia:5/5]

5 Komentarzy

  1. analitykgranagieldzie.pl

    Pouczający wpis 🙂 Tak, jak nie ma na giełdzie Świętego Graala, tak też nie da się cały czas iść na skróty. Raz się uda, drugi raz się uda, a przy trzeciej próbie… spadniemy w przepaść.

    Niestety, wielu początkujących inwestorów, skuszonych wizją milionów zarobionych w krótkim czasie, trafia na rewelacyjnych sprzedawców. Skorzystać można również i na ich pomocy, ale bez odpowiedniej wiedzy nie da się odsiać tego, co przydatne od tego, co jedynie ładnie zapakowane.

    1. GZalewski

      to nie dotyczy tylko giełdy. Skąd niby popularność wszelkich cołczów i sprzedawców marzeń – ludzie myślą, że ktoś coś im poda łatwo na tacy.

  2. Grzegorz

    "Sporo dobrych materiałów weszło za to do internetu, tylko toną w powodzi innych śmieci i trudno je odfiltrować niezorientowanym."

    — może w takim razie wpis, albo nawet cała seria, poświęcone takim dobrym materiałom internetowym? Ja mam z tym problem. Ponad 20% czasu przeznaczonego na szukanie nowych strategii zajmuje mi znajdowanie nowych źródeł internetowych, a subiektywnie oceniam użyteczność 90% tych źródeł na bardzo, bardzo niską.

    1. Tomasz Symonowicz (Post autora)

      Pomysł dobry, ale nie na to miejsce niestety.
      Czułbym się źle oceniając hurtowo innych na blogu, na którym sam jestem gościem w pewnym sensie. Jeśli czasem sięgam tutaj do takich linków to tylko dla zobrazowania problemu, ale nie wystawiania cenzurki. Problemy miałby BOŚ nie ja…

  3. _dorota

    "Przewaga bowiem zawsze kryje się w sposobie zarządzania ryzykiem, a nie w wejściu na pozycję."
    O, to jest zdanie, na które czekałam. Nieoczywiste wbrew pozorom.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *