Dwadzieścia popularnych błędów inwestycyjnych: część I

W poprzednim tekście zwróciłem uwagę na radę Burtona Malkiela by indywidualni inwestorzy skoncentrowali się na eliminowaniu błędów inwestycyjnych a nie na próbach tworzenia skomplikowanych i wyrafinowanych strategii. Z punktu widzenia wysiłku i korzyści to pierwsze podejście wydaje się Malkielowi atrakcyjniejsze.

Tak się złożyło, że kilku śledzonych przeze mnie komentatorów i blogerów inwestycyjnych wypatrzyło listę dwudziestu popularnych błędów inwestycyjnych, którą stworzył analityk Morningstar. Lista wyodrębnionych przez Russela Kinnela pomyłek wydaje się mi sensowna i będzie dobrym rozwinięciem rady profesora Malkiela. Zachowam oryginalny układ listy ale komentarz do poszczególnych punktów wynikać będzie z moich doświadczeń inwestycyjnych.

Podejmowanie decyzji pod wpływem krótkoterminowych ruchów na rynku. Zdanie historyczne wyniki inwestycyjne nie są gwarancją osiągnięcia podobnych rezultatów w przyszłości znane jest każdemu inwestorowi. Mimo tego inwestorzy regularnie podejmują decyzje inwestycyjne w oparciu o stopy zwrotu z nieodległej przeszłości. Z reguły sprowadza się to do kupowania aktywów, które miały lepszy okres i sprzedawania aktywów, które ostatnio gorzej sobie radziły. Używane przez inwestorów horyzonty czasowe nie pozwalają im przy tym na wykorzystanie efektu momentum. Inwestorzy powinni pamiętać, że nawet najlepsze fundusze, najlepsze strategie i najlepsze spółki mają słabsze okresy na rynku, które same w sobie nie przekreślają ich atrakcyjności lub użyteczności. Oparte o krótkoterminowe stopy zwrotu próby wyczucia rynku są podstawową przyczyną luki behawioralnej czyli tego, że przeciętny inwestor w funduszach inwestycyjnych lub na rynku akcyjnym zarabia mniej niż gdyby kupił i nic nie robił.

Kierowanie się ceną zakupu przy decyzji o sprzedaży. To ile inwestor zapłacił za akcje spółki lub ile warta była jednostka funduszu nie ma żadnego wpływu na ich aktualną atrakcyjność inwestycyjną. Inwestorzy mają skłonność używać ceny zakupu jako kotwicy do oceny atrakcyjności aktywów finansowych. Załóżmy, że cena akcji spółki rozpoczęła rok z ceną 10 zł, potem jej kurs zanurkował do 5 zł a teraz akcje kosztują 7 zł. Atrakcyjność tej spółki jako inwestycji jest taka sama – niezależnie od tego czy kupowało się akcje za 10 zł czy za 5 zł. Oczywiście inwestorzy używają ceny zakupu w różnych systemach zarządzania ryzykiem (na przykład zakładających, że strata na pozycji nie może przekroczyć określonej wartości). Błędem jest natomiast używanie ceny zakupu jako dodatkowego kryterium przy dokonywaniu transakcji. Jeśli otoczenie biznesowe spółki znacznie się pogorszyło i z fundamentalnego punktu widzenia spółka nie wydaje się dobrą inwestycją to nie jest nią niezależnie od tego czy w swoim portfelu inwestor notuję na niej kilka procent straty (i nie chce jej zrealizować) czy kilkanaście procent zysku (i chce go zrealizować bo obawia się korekty).

Sprzedawanie po przecenie na rynku. Spadki na rynkach, zwłaszcza te gwałtowne, wzbudzają u inwestorów strach, który pcha ich do wycofania pieniędzy w bezpieczne miejsce. Doświadczenie inwestycyjne uczy jednak, że większość z tych inwestorów nie zdąży wrócić na rynek zanim odbicie wyniesie ceny powyżej poziomu, na którym sprzedawali. Duża część z nich wróci na rynek dopiero po kilku latach: najpierw będą sparaliżowani strachem a potem walczyć będą z dyskomfortem emocjonalnym związanym z wejściem na rynek powyżej ceny sprzedaży (a więc przyznaniem się do błędu). Z historycznej, ponad stuletniej perspektywy wynika, że rynek akcji oferuje dużo wyższe stopy zwrotu niż gotówka. Jeśli ktoś nie zakłada wystąpienia politycznej lub gospodarczej katastrofy to w długim horyzoncie czasowym (kilku dekad) może oczekiwać utrzymania się tej tendencji. Oznacza to, że z punktu widzenia długoterminowych celów inwestowania zbyt długie przebywanie poza rynkiem może być bardzo ryzykowne.

Powyższy punkt można rozszerzyć i przedstawić jako podejmowanie decyzji inwestycyjnych pod wpływem ekstremalnych emocji: panicznego strachu lub totalnego entuzjazmu. Należy jednak zauważyć, że inwestorom na polskim rynku kapitałowym bardzo daleko do tego drugiego niebezpieczeństwa.

Nagromadzenie w portfelu zbyt wielu niszowych aktywów. Analityk Mornigstar pisał o niszowych, egzotycznych funduszach (na przykład z małych rynków wschodzących). Moim zdaniem można rozszerzyć ten punkt o wszystkie niewielkie pozycje w portfelu. Kinnel podkreślił, że niszowe fundusze mają tendencję do bycia drogimi funduszami. To samo dotyczy inwestycji alternatywnych – większość z nich wiąże się z niewielką płynnością i wysokimi kosztami transakcyjnymi Warto także podkreślić, że niewielkie, niszowe pozycje w portfelu mogą absorbować stosunkowo dużo uwagi inwestorów – niewspółmiernie dużo w stosunku do ich znaczenia dla wyników portfela. Spotkałem się z tym problemem gdy kilka lat temu próbowałem stworzyć sub-portfel spekulacyjnych spółek z NewConnect. Okazało się, że te działania pochniały ekstremalnie dużo czasu w relacji do rzeczywistego znaczenia tych pozycji dla portfela.

Brak generalnego planu inwestycyjnego lub jasno zdefiniowanej strategii. Ta pomyłka mogłaby znaleźć się na czele zestawienia. Idealnym rozwiązaniem byłoby gdyby każdy inwestor posiadał jasno zdefiniowane cele inwestowania oraz konkretny horyzont czasowy. Najprostszym przykładem będzie – chcę się samodzielnie zabezpieczyć na emeryturę. W oparciu o tak zdefiniowane założenia powinien powstać plan inwestowania określający między innymi: ile i w jakich okresach wpłacane są środki na rachunek inwestycyjny, w jakie klasy aktywów są inwestowane, za pomocą jakich instrumentów. Jeśli inwestor decyduje się na samodzielną selekcję akcji lub funduszy i zakłada próby wyczuwania rynku to plan inwestycyjny powinien zawierać także kryteria selekcji akcji, kryteria wejścia i wyjścia z rynku wraz z zarysem zarządzania ryzykiem. Co więcej, wspomniane wyżej cele, plany działań czy kryteria w procesie decyzyjnym powinny być na tyle jasno zdefiniowane by możliwa była ich ocena, by inwestor mógł kontrolować czy realizuje swój plan a jego strategia inwestycyjna spełnia pierwotne oczekiwania.

Dla wielu inwestorów największa zaleta takiego planu może leżeć w uproszczeniu i zautomatyzowania całego procesu inwestowania. Badania sugerują, że jednym z powodów, dla którego mieszkańcy USA nie oszczędzają tyle ile powinni na emeryturę (biorąc pod uwagę ich własne oczekiwania) jest fakt, że są przytłoczeni złożonością działań i liczbą koniecznych do podjęcia decyzji. Uproszczenie procesu oszczędzania i inwestowania może więc sprawić, że ludzie oszczędzać będą więcej i łatwiej im będzie zrealizować wyznaczone sobie cele.

Ciąg dalszy nastąpi…

[Głosów:5    Średnia:4.6/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *