Czy straty da się lubić? Część 9

Co może być najczęściej stosowanym środkiem dla poprawy poczucia własnej wartości w czasach masowej konsumpcji?

W zasadzie istnieją dwa takie sposoby.

1. ZAKUPY

Prawdopodobnie znacznie większą wagę do nich w charakterze plastra na zbolałe emocje przywiązują kobiety. Poprawić nastrój może kolejna (nie)potrzebna torebka czy sukienka, ale też jakiś specjał kulinarny czy trunek. To są jednak zakupy tzw. kompulsywne, a więc doraźnie poprawiające nastrój, które zresztą nierzadko kończą się kacem moralnym i powrotem do poprzedniego stanu emocjonalnego, tyle że z lżejszym portfelem (albo dodatkowym kredytem na karcie). Taki strzał dopaminy może rzeczywiście osłodzić pojedynczą stratę na inwestycyjnym rachunku, choć istnieją badania sugerujące, że inwestorzy tracący na giełdzie powstrzymują się od wydawania pieniędzy w przypadku dłużej trwających obsunięć kapitału.

Da się jednak zauważyć nieco mocniejszy trend budowania całego systemu poczucia wartości oparty na konsumpcji. Markowe ubrania, buty, gadżety, akcesoria to nieustanny wyścig zbrojeń i naśladownictwa. W ten sposób próbuje się pokazać swoją przynależność do określonej grupy, znaleźć cel oraz sens dla ciężkiej pracy i nadążyć za innymi lub wręcz czarować ich swoimi nowymi zabawkami. Nierzadko wcale nie chodzi o to by się wyróżnić, ale tylko o to, by nie popaść w otchłań bycia gorszym. Materialne oznaki budowania swojej tożsamości to oczywiście najczęściej ułuda, ale jest to chyba dziś najpopularniejszy lub może najszybciej dostrzegalny środek walki z kulejącym poczuciem wartości, tak skrupulatnie zresztą hołubiony w tej roli przez sprzedawców wszelkich dóbr (i marzeń). Szczególnie nastolatki, nienauczone jeszcze innych skutecznych sposobów budowania swojego silnego Ja, wpadają w ten wir imponowania i naśladowania, choć ta granica wieku coraz wyżej rośnie.

2. PIENIĄDZE

Lub może ogólnie materializm, posiadanie, majątek. To tzw. zewnątrzsterowne wyznaczniki osobowości. A więc oparcie swojego poczucia wartości na ocenie innych, głównie przez pryzmat stanu posiadania, zamiast skoncentrowania się na tak „niemodnych” wskaźnikach jak to, co potrafię, kim jestem, co robię, czyli wszystkim, co można znaleźć wewnątrz siebie i również pokazać światu. Pieniądze jednak kuszą, potrafią dać władzę, pozwalają poczuć się jeśli nie „lepszym”, to przynajmniej komfortowo. Ale też, jak podkreślają psychologowie, generują egoizm, obojętność, samolubstwo i zaślepienie, i do tego wystarczy sam ich wizerunek.

Daleki jestem od tego by wytykać komukolwiek chęć, choćby nieuświadomioną, oparcia swojej siły mentalnej na czynnikach materialnych. Raczej staram się zwrócić uwagę, że pod tym względem tkwimy w szczególnej sytuacji: straty inwestycyjne, a te są przecież okresowo nieuchronne, zubażają nasz aktualny stan posiadania, a w takim razie pozbawiają nas części znaczącego filara decydującego o poczuciu wartości (o ile to właśnie pieniądze go wyznaczają). Tracimy dobrą samoocenę, wpadamy w złe emocje, to ma wpływ na kolejne decyzje, spirala się nakręca. Żeby uniknąć tej pułapki w takim razie, kiedy środkiem pracy i jednocześnie źródłem dobrego samopoczucia staje się ta sama wartość czyli pieniądz, niezbędne wydaje się poszukanie innych zasobów poczucia wartości!

Podsunę w tym celu kilka dodatkowych trików, leżących w zasięgu możliwości każdego i nie wymagających wielkiego nakładu pracy (choć nie wyczerpują całego możliwego repertuaru).

Porównywanie się z innymi może być jak się okazuje zabójcze dla własnego samopoczucia i akceptacji. Nie ma sensu w takim razie wyliczanie sobie tego, czego jeszcze nie posiadamy w porównaniu do innych. Lepiej skupić się na tym, co sami rzeczywiście chcemy posiadać, albo jeszcze lepiej kim chcemy być i co potrafić. A potem realizować te potrzeby MAŁYMI KROKAMI. Cele zbyt ogólne, zbyt kompleksowe, za daleko leżące poza zasięgiem, nadmiernie rozdęte, powodują szybkie wyczerpanie woli i sił, a potem zniechęcenie czy rezygnację i pomniejszanie przez to siebie. Lepiej więc rozpisać je na drobne kroki, realizowane po kolei. A potem każde drobne osiągnięcie NALEŻY świętować, celebrować, choćby tylko mentalnie. Cele osiągane poza tradingiem w ten sam sposób równie silnie podbudowują poczucie własnej wartości.

Świętujmy każde wyjście ze straty. To pozwala w przyszłości przypomnieć sobie swoją moc, poprawić przez to samoocenę, a ta z kolei w ten sposób podnosi naszą kreatywność i zdolności zaradcze czy adaptacyjne.

Psychologia udowadnia, że szata ma wpływ na to jak myślimy i jak się zachowujemy. Założenie garnituru, jak i zdjęcie go w innych okolicznościach, znacznie zmienia percepcję i poczucie własnej wartości. Jak mawia mój znajomy – jeśli tradujesz przed komputerem w szmacie, sam poczujesz się jak szmata gdy przychodzi strata.

Prowadzenie dziennika transakcji ma pewną, dodatkową zaletę – pozwala się „wygadać”. Wyrzucenie w ten sposób na papier (ekran) emocji znacznie obniża ich negatywny poziom. Nie musi to być zresztą dziennik. W jednej z książek o psychologii tradingu trafiłem na prostszy pomysł: po wstaniu z łóżka przelej na papier wszystkie swoje myśli i odczucia, aż do wyczerpania. Działa terapeutycznie na podobnej zasadzie jak prysznic.

Zaangażowanie w hobby i pasje inne niż giełda, szczególnie jeśli czujemy się silni w ich realizacji, pomaga przenieść stres powodowany stratą na inny poziom. Wygranie jakiejś rozgrywki, osiągnięcie dobrego czasu w sporcie, znalezienie czegoś nowego do kolekcji, to sukcesy, które wspomagają poczucie własnej wartości, a przede wszystkim pozwalają nie zespawać swojej osobowości tylko z wynikami inwestycji.

Media społecznościowe to pułapka na poczucie wartości – nie być tam i nie zaistnieć oznacza dla wielu nie istnieć wcale. I to lajki stają się wyznacznikiem własnej osobowości. Otrzymywanie ich za zdjęcie z kotem to jałowe i nierozwojowe. Lepiej spróbować zbierać je za coś, co rzeczywiście ma związek z samooceną. Kiedy doskwiera strata wystarczy czasem drobiazg dla rozładowania napięcia – np. podzielenie się dobrą radą na forum. Drobne uczynki poprawiają zresztą samoocenę również w realu.

Eksperci od pomiaru szczęścia dowodzą, że nie przynosi go kupowanie i posiadanie, poprawia jedynie na chwilę. Znacząco bardziej za to na dobrostan, samoakceptację i emocje działają pieniądze wydane na „przeżywanie i uczestnictwo” – wyjścia, wyjazdy, spotkania, kontakt ze sztuką. A także … prezenty dane innym lub woluntariat.

Wizualizacja to potęga. Ważne jest jednak, by w wyobraźni posługiwać się realnymi szczegółami sytuacji, mózg nie odróżnia wówczas abstrakcji od rzeczywistości. Można więc w ten sposób zapłodnić go wizją wychodzenia ze strat, łagodząc stany depresyjne i przydając optymizmu.

I na koniec tej krótkiej listy bardzo fajny trik psychologiczny – parkowanie mentalne. Być może ktoś zauważył jak po błędzie w tenisie gracz podnosi piłeczkę, przygląda się jej chwilę a potem odrzuca. Tak właśnie dokonuje się „pozbycia” wspomnienia straty lub błędu, zaklinając go w ową piłeczkę. Nie tylko chodzi o redukcję złej emocji, ale też o to by błąd czy stratę odstawić na później do wglądu i oceny, gdy ochłoniemy i powrócimy do normalnego stanu myślowego. Zamiast piłeczki wystarczy zmięta kartka papieru.

CDN

—kat—

[Głosów:4    Średnia:4/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *