Redaktor to ktoś, kto oddziela ziarna od plew, a potem drukuje… plewy.

Lubię to zdanie Adlaia Stevensona (w polskich źródłach pojawiało się w nieco zmienionej formie). Pochodzi z 1964 roku, gdy jeszcze nie było internetu, ale już było dziennikarstwo. Dobre i złe. Dociekliwie i wybiórcze. Rzetelne i plotkarskie. W zasadzie nic się w tym względzie nie zmieniło. A może nawet nieco inaczej, w Polsce w ostatnich kilkunastu latach przerabiamy gwałtowne staczanie się poziomu dziennikarstwa i różnych chorób, których doświadczało ono w historii w krajach rozwiniętych. Chciałbym wierzyć, że kiedyś się to zatrzyma i zacznie się budowa jakości. Choćby nawet miała ona stanowić tylko kilka procent całości dziennikarstwa.

Na razie mamy plotki, pudelki i różne takie. Pewne cechy plotko-dziennikarstwa dotykają również branży mediów finansowych. Od czasu do czasu na blogach pojawia się tag „dziennikarstwo”. Narzekam sobie wtedy, dworuję, kpię i tęsknię z nostalgią za czasami, gdy pracowałem w Gazecie Giełdy Parkiet i staraliśmy się, żeby teksty były merytoryczne, zweryfikowane i logiczne. Sam popełniałem błędy i wpadki, ale odnoszę wrażenie, że nie tak kuriozalne, jak te na które trafiam.

No więc po raz kolejny sobie ponarzekam.

Tydzień temu trafiam na tekst „Ile można stracić w bezpiecznym funduszu? Prawie wszystko!”.

I w pierwszym zdaniu widzę, że chodzi o FUNDUSZ ZAMKNIĘTY. Chodzi o BPH Nieruchomości FIZ. Generalnie to co się zdarzyło temu funduszowi (oraz Arce Nieruchomości) powinno być pouczającym przykładem przy następnej hossie nieruchomości (na pewno nadejdzie), gdy pojawią się znów zwolennicy hasła „na nieruchomościach nie można stracić”. Ja wiem, że autor tego tekstu musi wyrobić kliki. Wiem, że ma być prowokacyjnie i niekoniecznie sensownie. I tak jak bezpiecznymi nie były fundusze obligacji SEB w 2008 roku, tak również nie był bezpieczny fundusz zamknięty inwestujący w nieruchomości. Lista ryzyk w prospekcie miała pewnie kilka stron. W tym ryzyko wyceny.

Dziś widzę, że ten sam autor publikuje tekst „Nowa moda na lokowanie oszczędności? Firmy coraz częściej emitują obligacje dla małych inwestorów”.

Lokowanie oszczędności i obligacje korporacyjne. Zestaw wyśmienity. W sam raz na tytuł. Drogi autorze w obligacje się inwestuje, gra się nimi, spekuluje, ale nie służą do lokowania oszczędności. Chyba, że chcemy się tych oszczędności od czasu do czasu pozbyć. Niby coś tam w tekście jest o zalecanej ostrożności, ale jasnego stwierdzenia, że obligacje korporacyjne to ryzykowny instrument – brak. A gdy zdarzy się jakiś wypadek naczytamy się, że klienci stracili na obligacjach, które przecież powinny być bezpieczne. Minęło 25 lat istnienia naszego rynku, a ja czytając takie teksty mam wrażenie, że chyba on dopiero się tworzy. Jeśli takie brednie są wypisywane w mediach, to cóż dziwić się temu, że edukacja finansowa leży.

Ach. Na pytanie z nagłówka „Nowa moda na lokowanie oszczędności?” da się odpowiedzieć „nie”. Ma tu więc zastosowanie prawo nagłówków Betteridge’a

„Na każdy nagłówek kończący się znakiem zapytania można odpowiedzieć „nie”. Powodem, dla którego dziennikarze stosują ten rodzaj nagłówka, jest to, że wiedzą, że ich narracja jest prawdopodobnie gówno warta i nie ma żadnego pokrycia w źródłach oraz faktach, do których się odnosi, i mimo to, oni (dziennikarze) wciąż chcą upublicznić swój tekst.”

[Głosów:11    Średnia:4.8/5]

1 Komentarz

  1. Tolka

    Jeśli mowa też o funduszu nieruchomości BPH FIZ to głównym problemem przez jaki poniesiono takie straty jest nieodpowiednie zarządzanie kasą w tym funduszu.Mogłoby to wypaść o wiele lepiej gdyby osoby zarządzające robiły to z głową.Mniej więcej wiem jak to wyglądało bo moja ciotka też straciła w tym funduszu sporą sumkę.Suma sumarum jedyne wyjście aby odzyskać utopione pieniądze to pozew zbiorowy,który zasadniczo juź się szykuje tylko jeszcze ludzi więcej by się przydało niż te 250 obecnych osób.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *