Czy straty da się lubić? Część 8

W poniższym wpisie spróbuję wskazać kilka najważniejszych czynników poprawiających poczucie własnej wartości w tradingu.

Wiemy już z poprzedniej części, że straty negatywnie oddziałują na poczucie własnej wartości, szczególnie u tych, którzy z owym poczuciem mają na ogół problem. To właśnie powoduje złe nastroje i emocje, poczucie krzywdy, winy i wstydu, zwątpienie we własne siły i strategie gry, separację, widzenie wszystkiego w czarnych kolorach itd. W takim razie pomocą w przechodzeniu okresu strat powinno stać się przede wszystkim umocnienie poczucia systemu własnej wartości. Wstępem do tego proponuję uczynić rewizję osobistych przekonań na ten temat, a następnie ich mentalną zamianę, o czym zresztą szerzej traktowałem w poprzednim wpisie. Niezbędne staje się bowiem wyraźne odseparowanie wyników inwestowania czy tradingu od reszty wartości, ról i ocen, które nas definiują i które powinny stać się źródłem wewnętrznej siły. Doświadczenie przychodzące z wiekiem zwykle pomaga pozytywnie rozliczyć się z tego typu problemami, pod warunkiem, że nie wpada się w nowe, toksyczne relacje.

O ile ktoś jednak czuje, że pozagiełdowe moce, mające generować owe silne poczucie, są niewystarczające i nie ma się ku czemu zwrócić po pomoc w tej mierze, potrzebne jest zrobienie inwentury owych zasobów i ich zoptymalizowanie/ulepszenie.

Czasami będzie być może potrzebna pomoc psychologa czy psychoterapeuty. Niestety lata dzieciństwa i nastoletniości, czyli okres budowania własnego świata wartości, zaradności i kompetencji wszelkiego rodzaju, mogły zostać nieco wynaturzone przez najbliższych lub środowisko. Powtarzanie przez rodziców „do niczego się nie nadajesz” czy podobnie deprecjonujące określenia, brak akceptacji rówieśników z powodu np. wyglądu, czy różnego rodzaju wady fizyczne obciążające samoakceptację, z dużym prawdopodobieństwem mogły prowadzić do zaburzeń w postrzeganiu siebie, dołowanie, odrzucenie siebie, być może depresje i uzależnienia.

Objawy tego typu, a jest ich znacznie więcej, nie muszą objawiać się jednorodnie we wszystkich aspektach życia człowieka. Może się okazać, że ktoś jest lwem na polu zawodowym, ale manipulowaną myszką w domu. Aby to przykryć często używamy masek. Herod szefowa w korporacji nie musi wcale być osobą o silnym poczuciu wartości, władza daje jej to poczucie w pracy, ale poza nią obraz wyglądać może całkiem przeciwnie. Niewykluczone, że właśnie trading i inwestowanie mogą stać się dla kogoś znakomitym polem dla odbudowania własnego poczucia wartości, ale w przypadku wielu strat – utraty tego poczucia.

Te zasoby generalnie wymagają odbudowania, nadania im właściwych proporcji, nowego spojrzenia, poszukania przyczyn i ustawienia ich w należytym porządku, odnalezienia siebie, rozliczenia przeszłości i zbudowania poprawnych odniesień do teraźniejszości. To zadanie wykraczające poza tematykę tego bloga, wymagające nierzadko porady specjalisty, dlatego nie ośmielę się sugerować jakichś „prostych” recept i rozwiązań. Z całą pewnością jednak ta kwestia mocno waży na tym, jak radzimy sobie z: przechodzeniem strat na rachunku, oceną popełnianych błędów, wpadaniem w emocje niebezpieczne dla decyzji inwestycyjnych i postępem w dochodzeniu do zyskowności. Być może komuś wystarczy sięgnięcie do stosownej literatury z zakresu psychologii dla zrobienia rozrachunku i odbudowy, ale konsultacja ze specjalistą w trudniejszym przypadku nie jest niczym złym czy wstydliwym, wręcz przeciwnie – zdrowym, a nawet modnym.

Być może w tym miejscu trzeba by następnie sięgnąć do kolejnego mitu z zakresu psychologii tradingu, o którym nie rozprawiałem w cyklu poświęconym tej tematyce. Chodzi mianowicie o kwestię tego czy trader to ta sama osoba, która po godzinach spędzonych nad wykresami i analizami wchodzi w codzienne życiowe role, czy może mamy do czynienia z Jeckyllem i Hydem (dwiema rozczepionymi osobowościami). Oczywiście najlepszym rozwiązaniem byłoby to, w którym do decydowania o transakcjach siadamy po wyłączeniu się z codzienności, zostawiając cały bagaż problemów i złych emocji za drzwiami i koncentrując się na tym co w danej chwili wydaje się najważniejsze w osiąganiu zyskowności. Jest to możliwe, wymaga ponownie aktywnej pracy nad sobą. To samo niezbędnie musi  zaistnieć w drugą stronę – zamykając komputer z notowaniami nie powinniśmy przenosić stratnych transakcji do życia rodzinnego.

Te obustronne relacje znajdują swoje odzwierciedlenie w poziomie poczucia własnej wartości. Jego wysoki poziom może zostać zbudowany dzięki sukcesom w tradingu, ale również wówczas, gdy znajdujemy wsparcie w rodzinie, u najbliższych, u przyjaciół, stąd te relacje są tak ważne, szczególnie gdy trading staje się zawodem i wymaga chłodnej, spokojnej głowy. Kiedy pojawiają się straty, wsparcie owo jest potrzebne tym bardziej im niższe poziomy poczucia wartości. Z tym jednak wiąże się problem stosownej komunikacji z bliskimi. Oni muszą wiedzieć, że straty nie są złem wcielonym, symbolem nieudacznictwa i braku kompetencji, lecz znacznikiem procesu, który podejmujemy, okresowym dopasowywaniem strategii do niekorzystnych dla niej warunków rynkowych, po którym zawsze wraca zyskowność. Sam przekonałem się naocznie w wielu przypadkach jak ważne jest osiągnięcie na tym polu zrozumienia a także kompromisu. W przeciwnym bowiem razie grozi to osłabieniem poczucia wartości z jednej strony („nie jestem dobrym ojcem, mężem”), z drugiej – poszukiwaniem ujścia tej złej energii w tradingu, co może okazać się trudne, lub nagłymi wybuchami emocji poza godzinami spędzonymi poza tradingiem. Takiemu właśnie zdrowemu balansowi poświęcił ostatnią książkę znany psycholog i trader zarazem, wielokrotnie przywoływany przez mnie tutaj w przeszłości  – Brett Steenbarger. Więcej dla ciekawych w jego “Trading Psychology 2.0: From Best Practices to Best Processes”.

W innej książce – Jasona Williamsa-  również wcześniej przez mnie wspominanej przy zagadnieniach pożądanego charakteru tradera, pojawia się znaczący czynnik budujący poczucie wartości, zaobserwowany u najlepszych z najlepszych: otwartość. Na zmiany (w tym siebie), na świat, na idee, na nowinki, na wiedzę, na relacje, na kontakty, na inne wartości, na akceptację innych. Ludzie stają się wówczas mniej lękliwi, mniej homofobiczni i mniej paranoiczni, a przede wszystkim nabywają niższej awersji do ryzyka i do strat, znoszą je więc dużo spokojniej. Zamykanie się w swoim getcie, odcinanie od świata, lęk przed innymi, tkwienie w miejscu ze swoimi przekonaniami gdy świat idzie naprzód, nie służą w takim razie pozytywnemu rozwojowi, w tym jako trader. Buduje się bowiem w ten sposób dość swoiste poczucie własnej wartości – bardzo niepewne, lękliwe, kruche.

Ale uwaga – istnieje element z konserwatywnego świata, który pomaga znacznie wzmocnić nasze poczucie – religia. To naprawdę silny czynnik wartościotwórczy, zanotowany w wielu badaniach naukowych. Jest jednakże pewien warunek – nie może ona służyć wyłącznie budowaniu niezdobytej twierdzy, jednostronności, zapalczywości, odrzuceniu innych ludzi i wartości.

W wielu wypadkach poczucie wartości łatwo na moment zgubić, albo wręcz przeciwnie – polepszyć. Związane to jest z aktualnym nastrojem i potrzebami energetycznymi. A na te wpływ ma szereg czynników,  każdy z nas może z łatwością je ustalić i praktykować jak najczęściej dla osiągnięcia pozytywnego efektu. Rozrywka, sport, muzyka, rozmowa, a w najprostszych przypadkach jedzenie czy spanie. Oglądanie notowań z całego świata przez 24 h nie jest w żadnym razie jednym z nich. Dla niektórych nawet czytanie o tego typu sprawach powoduje bunt (pod)świadomości i spadek nastroju. To niestety nierozwojowe, prędzej czy później zemści się w tradingu.

To wszystko wygląda być może prosto na ekranie komputera, gorzej z realizacją w praktyce. Wspomnę więc o pewnym paradoksie – znaczna część inwestorów uważa, że za sukces odpowiada przede wszystkim psychika (nawet w 90-ciu procentach). Jednak taka ocena pozostaje w sferze jedynie deklaratywnej, a skupienie kieruje się na sprawy techniczne. Owszem, zyskowność podnosi poczucie wartości, a więc siłę psychiczną i odporność, ale istnieje przecież druga strona tego medalu – żeby osiągnąć zyskowność potrzeba owej siły i odporności. Koło się więc zamyka. Żeby jednak wzmocnić oba te procesy proponuję kilka drobnych usprawnień, o czym w kolejnej części.

—kat—

[Głosów:2    Średnia:5/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *