Czy strata jest błędem? Część 3

Na koniec tego mikro wątku proponuję próbę odpowiedzi na banalne pytanie: jak żyć z błędami? Czyli zrobimy mały porządek w umyśle i higienę w psychice.

I nie obejdzie się bez kontrowersji.

Wiemy już, że do strat prowadzić mogą zarówno decyzje złe jak i dobre z punktu widzenia obranej metody inwestycyjnej. Ma to znaczenie przede wszystkim dla inwestorów, którzy posługują się jakąkolwiek strategią czy planem, dążą do powtarzalności i stabilności, pracują nad optymalnym procesem inwestycyjnym. Im jednak więcej w nim intuicyjnych decyzji, tym szersze pole dla popełnienia świadomych i nieświadomych błędów. A im ich mniej, tym teoretycznie efektywniejszy proces i zyskowniejsze transakcje.

Tyle teoria. W praktyce jednak wszystko się nieco gmatwa. Zacznijmy niestety od złej wiadomości:

W wielu przypadkach błędy są nie do wykrycia, a co za tym idzie – złe decyzje trudno odróżnić od dobrych.

Najprościej wygląda to w strategiach ilościowych, algorytmach, systemach i częściowo w Analizie technicznej. Wszystkie procedury są tam w miarę ściśle zdefiniowane, a więc wszelkie odchylenia w miarę prosto wyłapać. A przy tym nie opierają się one na objaśnianiu świata, tylko na reakcji na zmiany cen (i ich pochodnych), mamy więc w ręku pełną i w miarę obiektywną informację, którą da się bez problemu analizować w czasie.

Kiedy jednak do procesu inwestycyjnego wprowadzamy intuicję, interpretację, impulsywne decyzje, prognozowanie  i oceny faktów (czyli owo objaśnianie świata), wówczas nie tylko same błędy, ale i ich przyczyny są w wielu miejscach NIE DO WYŁAPANIA. Tym bardziej, jeśli część z nich popełniona zostaje nie w pełni świadomie.

Zwykle nawet po fakcie nie jesteśmy w stanie ustalić RZECZYWISTYCH przyczyn ruchu danego instrumentu. Dziennik tradera pomaga co najwyżej odnaleźć wszystkie swoje myśli na dany temat podczas analiz, ale nie odkrywa powodów ruchu rynków. Jak więc możemy w takiej sytuacji odkryć błędy w swoim myśleniu, analizie i decyzji? A jak ocenić czy decyzja nie była podyktowana chwilową emocją lub błędem poznawczym? Co jeśli rynek ruszył w oczekiwanym przez nas kierunku, ale dużo po czasie – czy z powodów, które podejrzewaliśmy? A może pod wpływem nowych informacji? A jeśli po prostu tylko dlatego, że to algorytmy doszły do głosu albo ktoś manipuluje? Tego typu pytań można niestety postawić dziesiątki i nie znajdziemy na nie nigdy dobrych odpowiedzi…

Jedna z mądrości życiowych podpowiada, żeby uczyć się na błędach, własnych lub innych. No to mamy mały problem jeśli nie jesteśmy w stanie wielu błędów zlokalizować i opisać, a potem unikać. W najgorszej sytuacji są w tym momencie początkujący, nie mający jeszcze stosownej wiedzy w tej kwestii. Częstym powodem rezygnacji jest właśnie to, że nie są w stanie ustalić co poszło nie tak, gdzie popełnili błędy i jakie. Dobry coach czy mentor jest w takiej chwili nieocenioną pomocą. W tym biznesie taka opieka to jednak raczej rzadkość.

Przetrwają więc ci, którzy podtrzymają w sobie naturalną tendencję do samodoskonalenia. Więc dla tychże właśnie kilka podstawowych podpowiedzi odnośnie omawianego problemu:

Najlepszy sposób dochodzenia do stabilnej zyskowności to oczywiście metoda nieustannych „prób i błędów”, z naciskiem, że tych błędów będziemy mimo wszystko aktywnie poszukiwać, analizować je, wyciągać z nich wnioski i zdyscyplinowanie unikać. Z czasem robi się to łatwiejsze. Albo po prostu człowiek robi się mniej wrażliwy, bo zaczyna rozumieć rynek z jego ułomnościami.

Część błędów ma dość oczywisty charakter, łatwiej je więc zidentyfikować, np. zbyt duży lewar czy brak strategii. Najtrudniej poradzić sobie z tymi typowo wartościującymi, oceniającymi, analitycznymi, powstającymi w pewnej mierze z powodów mentalnych. Z jednej strony pomaga w ich redukcji coraz dłuższa praktyka. Z drugiej trzeba się pogodzić, że działamy w świecie niepełnej i niedoskonałej informacji, co jest wliczone w ryzyko tej gry. Nie znaczy to, że można machnąć ręką. Doskonalenie swojego warsztatu i wypracowanie jak najlepszego procesu inwestycyjnego to nieunikniona kolej rzeczy. Proponuję chętnym przez kolejny tydzień starać się robić ćwiczenie z uważnej analizy własnych błędów z kartką w ręku. Pouczające, zapewniam. Ale niech to będzie ćwiczenie, a nie samobiczowanie.

Bez stosownej wiedzy nie sposób dokonać progresu. Można oczywiście tracić czas posługując się ignorancją, tylko po co? Jest sporo literatury dotyczącej błędów behawioralnych w inwestowaniu czy zarządzaniu emocjami. Jak bowiem inaczej unikać czegoś, o czym się nie ma pojęcia? Sporo o błędach można znaleźć w historii naszych blogów.

Obarczanie innych winą za błędy, jak perfekcyjnie robi to pewna partia nad Wisłą, jest niedojrzałe i nierozwojowe, mówiąc najdelikatniej. Prędzej czy później trzeba za to zapłacić, a rachunek jest wówczas wyższy niż początkowe korzyści.

Z drugiej strony nie można popadać w nieustanne poczucie winy, jedną z najbardziej destruktywnych emocji. Błąd trzeba emocjonalnie przeżyć, ale wszystko ma swoje granice. Żeby się rozwijać trzeba nauczyć się sobie wybaczać. I mieć świadomość, że nawet najbogatszy z inwestorów – Warren Buffett – wielokrotnie błędy popełniał. Strata nie jest porażką, nie można tego traktować zbyt osobiście, rynek nie zamachnął się na nasz honor i godność. To jest tylko biznes.

A wreszcie na koniec wiadomość-petarda. Ci przed nami wymyślili doskonały sposób, który pozwala korygować najgorsze nawet błędy. Nazywa się to ZARZĄDZANIE RYZYKIEM. To najlepsza broń, której doskonalenie pozwala z czasem nie przejmować się błędami niemal wcale.

“Silne umysły debatują o ideach, przeciętne umysły dyskutują o wydarzeniach, słabe umysły rozprawiają o ludziach” – Sokrates

—kat—

[Głosów:8    Średnia:4.9/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *