Prognozy jako takie niespecjalnie mnie wciągają, wolę w 2016 rok wejść wpisem o tym jak i gdzie praktycznie inwestować.

Będzie to dość subiektywny przegląd. I jak zwykle moje opinie nie mają nic wspólnego z jakimkolwiek stanowiskiem czy działaniem DM BOŚ. Celowo to zaznaczam, widzę bowiem, że mocno zmienił nam się świat „narodowych” wartości i próbuje nam się wmówić, że czarne jest białe.

Jako posiadacza portfela IKE dość mocno interesuje mnie wszystko, co dzieje się przede wszystkim na GPW. Z mojej perspektywy wygląda to mniej więcej tak oto:

Spółki małe zwykle poruszają się z inną prędkością niż blue chipy z WIG20, ale stopień owej polaryzacji mam wrażenie ostatnimi miesiącami był dość mocny. Te duże zrobiły nam zły klimat bessowy, a te małe zbyt często potrafią ogromnie rozczarować albo odwrotnie- odlecieć w kosmos. Patrzę na nie wszystkie pod kątem dłuższych terminów w IKE, w którym nie spekuluję, ani nie stosuję jakichś specjalnych strategii. Staram się mieć w portfelu ok 20 spółek różnej wielkości i nie reagować na zmiany koniunktury nazbyt reaktywnie. Głównie z powodu braku czasu, który zużywam na spekulację forexową.

W połowie roku zlikwidowałem połowę portfela, głównie wówczas, gdy zaczęło się tąpnięcie w Chinach. Do dziś czekam z ponownym wejściem. I choć kilka ostatnich sesji zmniejszyło nieco rozmiar rozpoczętej w sierpniu bessy na WIG20, to moim zdaniem mamy nazbyt pesymistyczny klimat by traktować to odbicie jak wstęp do nowej hossy. Chciałbym się mylić oczywiście, ale zbyt wiele faktów przemawia na „jeszcze nie teraz”.

Po pierwsze – otwarta sprawa kredytów frankowych, która nadal wisi niczym miecz Damoklesa nad sektorem bankowym, nad wyraz mocno obciążającym główny indeks.

Po drugie – wciąż nieznajdujące dna spadające kursy surowców, które zdołowały drugi sektor sciągający w dół parkiet (miedź, węgiel). Doprawdy dziwnie wyglądają te surowcowe bessy, niemal tak jak gdyby na świecie panował ostry kryzys gospodarczy.

Po trzecie – stabilność i przewidywalność się skończyła po ostatnich wyborach. Wprawdzie główną kotwicą ustroju gospodarczego jest nadal Unia, ale zapowiedzi ratowania górnictwa kosztem energetyki, wymiany kadr, nowe podatki, czy przeglądy cen transferowych, to może być dopiero początek naszego lokalnego łubu-dubu.

Nie chcę nawet męczyć się dalszym poszukiwaniem powodów, to zresztą może być bez znaczenia. A czołobitne hołdy biznesu w Krynicy mogą się na niewiele zdać, już samo to, że „skoro ktoś ma pieniądze, to skądś je ma” może wystarczyć za powód do tego czy owego. Nowa władza planuje zarządzać przez zastraszanie, a strach to często dobry powód do nieoczekiwanych trendów wzrostowych. Chciałbym jednak zobaczyć jakieś przebijane nowe lokalne mini-maksima na indeksie zanim wrócę na rynek. Zdaje się, że inwestujących przez to w międzyczasie w światowe aktywa na forexie przybywa. OFE również uderzają za granicą, ale niewykluczone, że ich wpływ na GPW pewnego dnia może zniknąć w ogóle jedną ustawą przyjętą którejś nocy.

Jako kotwicę pozytywną nadal uważam światową koniunkturę na giełdach. Nie widać powodów ani chęci do tego by miała zacząć się wyprzedaż, choć to słowo nie jest w pewien sposób na miejscu. W USA bowiem przepływy środków wskazują coraz niższe zaangażowanie funduszy, jak i przede wszystkim inwestorów indywidualnych, a tak wysokie kursy to zasadniczo wynik rekordowo masowego skupu własnych akcji przez spółki, przejęć i akwizycji, oraz dominacji 4-5 spółek-gigantów w obrocie. Jak wskazywałem kilka dni temu, podwyżki stóp procentowych nie muszą przeszkadzać wzrostom. W Europe napęd daje nadal skup aktywów przez ECB i słabe Euro, a stopniowy wzrost produkcji i PKB potwierdzają krzepiące odbicie.

Nazywam to hossą na kredyt i chyba spora rzesza inwestorów tak to odczuwa. Drukowanie pieniędzy i bicie rekordów zadłużenia państw to nie jest wizja świetlanej przyszłości. Najmniej efektywnie wygląda to w Japonii, gdzie rząd wcale się nie kryje ze skupem miliardów ETFów na giełdzie. Ale świat do tego przywykł, strach znany nie ma więc tak wielkich oczu. Natomiast potencjalnie najmniej stabilnie postrzegane Chiny dysponują na tyle ogromnym potencjałem finansowym i politycznym by trzymać sztucznie giełdę centralnym zarządzaniem i spuszczać powietrze z nadmuchanego balona gospodarki w sposób powolny i cierpliwy jak na Azjatów przystało. Jeśli może świat powalić coś nieoczekiwanego, to i tak o tym pewnie dziś nie wiemy lub tego nie doceniamy.

Może w 2016 roku uda się wymazać z mapy państwo ISIS, odbudowa tego regionu byłaby impulsem pozytywnym dla świata. Gdybym miał ulokować gdzieś swoje obawy to raczej w stabilności UE. Udało się z Grecją, z uchodźcami nie będzie łatwo, ale w sensie gospodarczym oni są raczej traktowani jako pozytywny bodziec w starzejących się społeczeństwach. Uchodźcom nie mówi się przecież o gościnie, lecz próbuje się ich asymilować. Natomiast groźne mogą być siły odśrodkowe, czyli rosnące nacjonalizmy narodowe.

Jeśli chodzi o inwestycyjne trendy na świecie to warto wspomnieć o trzech:

1/  Moda na „smart beta”, czyli inwestowanie w anomalie rynkowe nieco straciło blask. Pozytywne jest to, że inwestujący posiedli dzięki temu nową wiedzę.

2/ Drastycznie powiększa się różnica między malejącymi wpływami do tradycyjnych funduszy a rosnącymi w ETFy. Uznaję to za bardzo pozytywne zjawisko, jeśli w końcu i u nas ETFy staną się taką powszechnością i rozmaitością, sam przekieruję tam swoje IKE.

3/ W siłę rosną tzw. robo-advisors. To automatycznie układane przez wyspecjalizowanych brokerów i doradców portfele na życzenie, zależnie do stopnia ryzyka i preferencji. A więc i praca doradcy wkrótce przejdzie do historii.

Na nowy rok dostajemy w prezencie film „Big short” oparty na książce M. Lewisa o ostatnim krachu w USA na nieruchomościach. Mnie to zaskoczyło, nie przyszłoby mi do głowy robienie filmu fabularnego w oparciu o specjalistyczny, choć mocno fabularyzowany, ale w zasadzie dokument.

Moim odkryciem było kilka książek z zakresu psychologii giełdowej. I tu mamy całkiem nowy trend, który przypadł mi do gustu. Obiecuję wyłożyć to szerzej w kilku wpisach w nowym roku.

W metodologii tradingowej udało mi się nieco podrasować dotychczasowe strategie o dwa filtry. Niby niewiele, ale czuję przez to dopływ pozytywnej energii. Czego również wszystkim w nowym roku wszystkim życzę! I zapraszam do opisywania swoich prognoz w naszej dorocznej zabawie obok.

–kat—

[Głosów:4    Średnia:3.8/5]

1 Komentarz

  1. Marcin

    A może wpisy na temat tego ostatniego? “W metodologii tradingowej udało mi się nieco podrasować dotychczasowe strategie o dwa filtry.” To ciekawy temat, stosowanie filtrów i kryteria ich skuteczności.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *