Emocjonalność wykresów, część 4

Analizę wykresów uważa się za analizę szumu, co poniekąd jest prawdą, ale nie to przesądza o jej efektywności.

Z poprzednich wpisów już wiemy bowiem, że to głównie zarządzanie ryzykiem oraz pozycją decydują o skuteczności AT, a nie same wzory dostrzegalne na wykresach w cenach, jak i wskaźnikach na ich podstawie tworzonych. To powoduje zresztą, że skuteczny analityk techniczny będzie potrafił zyskownie tradować nawet na wykresie o losowym rozkładzie cen (jakkolwiek obrazoburczo to brzmi), który w wielu przypadkach wygląda dużo bardziej „trendowo” niż wykres zmian realnych aktywów. Na obu tych rodzajach wykresów występują bowiem takie same formacje (znane jako techniczne). Nie one są jednak pożywką dla zysków, lecz ruchy, które po nich następują i ich nadwyżka wartościowa nad stratami.

Natomiast równie groźnym wrogiem tradera obok losowości samych cen na wykresie, jest losowość podejmowanych decyzji i transakcji. Ratunkiem są takim przypadku dwa rozwiązania:

1. Systematyczność powiązana z dyscypliną

Dzięki temu udaje się nie omijać tych transakcji o największych stopach zwrotu, które decydują o całości wyniku.

2. Duża próba, czyli duża ilość wejść na rynek.

Obnaża ona rzeczywistą przewagę i umiejętności inwestora. W małej ilości prób rządzi przypadkowość i wyniki ulegają wykrzywieniu.

Niewykluczone, że to właśnie analiza wykresu i w jej wyniku reakcje inwestorów stoją za przyczyną tego, że rozkłady kursów stają się mniej losowe, a bardziej „techniczne”, jak zwykło się to nazywać. O jednym z tego typu objawów traktował ten -> wpis. Badania decyzji i reakcji inwestorów dowodzą, że impet na wykresie nakręca jego kontynuację. Inwestorzy widząc silny ruch kursów w jednym kierunku poddają się tej fali, generując kolejne transakcje w tę samą stronę. Sam wykres w ten sposób staje się podglebiem decyzji następnych inwestorów i dalszej zmienności cen, a więc tylko na podstawie tych zmian można  przewidywać prawdopodobne, kolejne ruchy. Wykres staje się w takim razie istotną informacją.

O Analizie technicznej pisze się czasem jako o zjawisku „samospełniającej się przepowiedni”. W tym sensie formacje, czyli wzory widoczne w przebiegach cen, nakręcają obserwujących je inwestorów do stosownej reakcji na samo pojawienie się ich. To powoduje wzmocnienie działania tego rodzaju graficznego sygnału na zasadzie obiektu wprawionego w ruch, który prowadzi do wzmożenia istotności jego działania jeśli rzesza przyłączających się do rozpędu inwestorów rośnie. Warunkiem jest oczywiście jak największa liczba użytkowników widzących to samo.

Znaczną pomocą w procesie decyzyjnym opartym na AT ma POWTARZALNOŚĆ sygnałów, czyli mniej lub bardziej regularne reprodukowanie się tej samej formacji na wykresie. Pozwala to na złożenie własnego tradingu w plan, poznanie możliwych scenariuszy ciągu dalszego pojawienie się wzoru, policzenie prawdopodobieństw, być może dorobienie filtrów. W rezultacie pomaga to w wykształceniu pożądanych nawyków, automatyzmie działania, a także wyrobieniu doświadczenia, które jest podstawą intuicji, jak również pewności siebie.

A wreszcie tego rodzaju wzory to chyba jedna z nielicznych pomocy w ogarnięciu chaosu świata. Wprowadzenie porządku w postrzeganiu pomaga zrozumieć otoczenie, przystosować się i rozwijać w coraz lepszej kreatywności. To sprzyja komunikacji z innymi o podobnych poglądach i wymianie doświadczeń.

Wszystko to zmienia nieco znaczenie apofenii, czyli zjawiska spostrzegania specyficznych, choć pozornych wzorów w danych. Kiedy 1000 osób widzi w układzie barw coś, co przypomina religijną postać, nie zmienia to realności, czyli tego, co rzeczywiście się tam znajduje, bez względu na to, co owi obserwatorzy zrobią. Kiedy 1000 osób swoimi działaniami powoduje powstanie określonego wzoru na wykresie, który w rezultacie staje się kolejną inspiracją do działania, mamy do czynienia z czymś, co Soros nazywa „Alchemią finansów”. Obserwator staje się jednocześnie sprawcą zmian w obiekcie obserwacji, co wzmacnia lub wykrzywia przekaz. W tym sensie trudno mówić o braku zależności między tym, co na wykresach się pojawia, a wynikającymi z tego działaniami, prowadzącymi do decyzji, transakcji i kolejnych zmian na wykresach.

Można jednakże spytać, czy tego rodzaju zależności rzeczywiście mają znaczenie i prowadzą do racjonalnych decyzji na ich podstawie w postaci Analizy technicznej?

Z punktu widzenia radzenia sobie z tym szumem, znajdowania punktu zaczepienia/odniesienia, a także zarządzana ryzykiem, jak najbardziej ma to sens, o ile prowadzi to do pozytywnych wyników.

Z punktu widzenia znaczenia tych zależności – już niekoniecznie. Zmiany cen aktywów to zbyt kompleksowe zjawisko by można było mówić o istotnych związkach między powstaniem formacji a ruchem, który po niej następuje i możliwością jego prognozowania. Czasem korelacja być może staje się istotna, gdy wielu inwestorów w tym samym momencie silnego ruchu otrzymuje sygnały zajęcia pozycji w tę samą stronę na podstawie różnych narzędzi. Zwykle jednak sygnały nie są tak synchroniczne i nie w tę samą stronę, nie mówiąc o tym, że nie tylko technicy tworzą grupę grających na giełdzie. Zależności wówczas rzeczywiście stają się losowe.

Zbadanie tego jest niemożliwe w czasie rzeczywistym i mało produktywne spoglądając w tył. Autokorelacje są bardzo niestabilne, niestacjonarność rządzi tymi przebiegami. Z tego powodu odnalezienie zyskownie działającego wskaźnika czy formacji szybko może okazać się totalną porażką, by za jakiś czas wrócić z podobną siłą lub zadziałać w nieco zmodyfikowanej formie.

Niemniej jednak pewne formacje powstają dużo częściej i mają znaczącą trafność niż inne, często zależnie do rynku, łatwo można to zaobserwować choćby przy lekturze książek Thomasa Bulkowskiego. Co powoduje to zjawisko? Nauka nie przynosi jeszcze odpowiedzi, przynajmniej na tyle dobrej, by pomogła prognozować przyszłe zmiany cen. Ale dość łatwo zbadać stopień losowości tego procesu. Wystarczy owe statystyki porównać do losowo utworzonego szeregu danych, by obliczyć istotność różnic w częstotliwości i trafności. Poszukiwanie tych najefektywniejszych to właśnie domena komputerów kopiących w danych (tzw. Data mining). I w zasadzie używanie tylko takich ma sens dla uzyskania większej przewagi przez inwestora. Reszcie pozostaje jednak coś, na co mają sami największy wpływ i daje największą moc w AT – zarządzanie ryzykiem.

—kat—

[Głosów:2    Średnia:4.5/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *