Giełdowy poker, część 3

Do pełnej analizy losowości na giełdzie i odróżnienia jej od hazardu brakuje nam jeszcze jednego elementu.

 

Jak wskazywałem w poprzednich 2 częściach, kursy papierów wartościowych bardzo przypominają losowe rozkłady, w których mieszają się również segmenty całkiem nie-losowe, jakich nie spotkamy w grach hazardowych. To daje szansę na różnego rodzaju prognozowanie prowadzące do zyskowności, pod warunkiem jednak, że dołożymy do tego od siebie odpowiednie umiejętności. Jako inwestorzy (lub traderzy) nie mamy wpływu na ten element losowości, który ukryty jest w cenach, jak również we wszystkich wydarzeniach mających wpływa na ceny, za to mamy jak najbardziej wpływ na wszystko to co dokładamy od siebie – wiedzę, kompetencje, umiejętności, intuicję, spryt, inteligencję (w tym emocjonalną). I tu zaczynają się schody, z jednej bowiem strony potrafimy sami się wystawiać na losowe zachowania, z drugiej pierwiastek szczęścia (ang. luck) wchodzi bocznymi drzwiami do tej naszej gry z rynkiem.

Gdyby giełdę przyrównać do pokera mamy następującą sytuację: wszyscy dostajemy identyczne karty i gramy przeciwko sobie, płacąc prowizje za tę przyjemność brokerom i instytucjom organizującym grę. O ile posiadamy stosowne umiejętności, będziemy potrafili w pewnym stopniu ustalić prawdopodobieństwo otrzymania dobrych kart w przyszłości lub nawet przewidzieć niektóre z nich. Dobre zarządzanie stawkami w grze pozwoli nam utrzymywać się w grze jak najdłużej. Blefowanie na nic się jednak zda, gdyż rynek jest na nie niewrażliwy. Potrzebujemy natomiast 2 składników do ostatecznego zwycięstwa w tej grze:

1.      Statystycznej przewagi w postaci dobrej strategii lub umiejętności jej uzyskiwania w sposób systematyczny.

2.         Szczęścia, którego brak mimo wszystko potrafi poczynić nieco szkód.

Ponownie jednak nie mamy wpływu na to ostanie czyli szczęście (lub jego brak – niefart). Jedyne co możemy w takim razie zrobić to OGRANICZYĆ wpływ losowości na te nasze działania, które pozostają pod naszą kontrolą. A katalog tych ostatnich, które dotyka losowość, jest dość pokaźny. Spójrzmy tylko na niektóre z nich aby uświadomić sobie w jakim stopniu sami przyczyniamy się do tego, by przegrywać „giełdowego pokera”.

To co pozwala i pomaga nam przewidywać na wiele sposobów kursy, lub kalkulować ich prawdopodobieństwa, to oczywiście informacja. Mamy więc newsy z rynku, giełdy, jej otoczenia, spółek, gospodarki, polityki ekonomicznej, ale też analizy, prognozy i rekomendacje ekspertów, jak również po prostu informacje na temat kursów (i ich pochodnych – wskaźników). Jakkolwiek by na to nie spojrzeć, jedynie owe ostatnie stanowią kompletną, aktualną i chronologiczną całość. Każdy inny rodzaj informacji napływa do nas w dość losowym porządku i nigdy nie mamy pewności czy ich zakres jest kompletny i prawdziwy. Losowość rozchodzenia się i przetwarzania informacji ma istotny wpływ na losowość powstawania kursów giełdowych, dlatego uznaje się je w świecie akademickim za nieprzewidywalne.

Losowość zaczyna się już na samym wstępie do transakcji – to, w którym momencie cyklu danego rynku wchodzimy do gry determinuje wyniki. Dwóch graczy, używających idealnie tej samej strategii, może po pewnym czasie skończyć w krańcowo dwóch różnych punktach na skali wyników.

Losowe są rozkłady naszych zysków i strat, czyli kolejność ich pojawiania się. To akurat nie ma znaczenia w dobrze skomponowanej strategii czy planie gry, liczy się bowiem sumaryczny wynik w długim okresie. Ogromne znaczenie ma natomiast ignorowanie własnych zasad, pomijanie sygnałów, nie honorowanie stopów, świadomo wybiórcze podejście do własnej metody, a więc działanie przeciwko wszystkiemu, co składa się na statystyczną przewagę nad rynkiem i w rezultacie wystawienie się na losowy wynik końcowy. Pół biedy jeśli zdajemy sobie z tego sprawę i możemy odpowiednio ulepszyć podejście. Istnieją jednak obszary, który umykają naszej świadomości.

W Analizie technicznej to na przykład selektywne podejście do wybranego narzędzia analitycznego. Jeśli np. na rynku akcji, które pozostają w orbicie naszych analiz, pojawi się powiedzmy w ciągu roku 100 formacji podwójnego dna, a nam udało się wykorzystać tylko 50, to nawet jeśli to narzędzie posiada istotną przewagę statystyczną, może się okazać, że akurat te 50 „naszych” formacji okazało się stratnych, a pozostałe 50 przyniosłoby zysk!

Podobny przykład z Analizy fundamentalnej: 30 spółek w badanym okresie wykazało się na tyle dobrą sytuacją, że można było je kupić do portfela zgodnie z preferowaną metodą wyceny. Być może jednak udało się zakupić tylko 20 (brak wystarczających środków) albo któreś umknęły analizie. W rezultacie portfel może okazać się znacznie gorszy niż indeks albo niż lista spółek losowo wybrana przez… małpę.

O właśnie – rynek potrafi nagrodzić losowe decyzje kogoś kto nie ma pojęcia o inwestowaniu (małpa) lub kogoś, komu wydaje się, że ma umiejętności, choć tak naprawdę pomylił rynek byka z własnym „geniuszem”. To wszystko jednak wychodzi w praniu w dwóch momentach:

1.     Kiedy przychodzi do zarządzania ryzykiem i pozycją (małpa tego nie potrafi).

2.   Kiedy szacunków zyskowności dokonuje się w długich terminach, które obejmują hossy i bessy  – szczęście nie trwa wiecznie.

Doskonałą lekturę w tym zakresie stanowi „Ślepy traf” Nicholasa Taleba, lektura wręcz obowiązkowa dla inwestorów.

Rynek niestety nagradza również często złe, głupie czy impulsywne zagrania, bez względu na umiejętności inwestora, a z drugiej strony – karze stratą za poprawnie wejście do transakcji innego, który działa zgodnie z planem i przewagą. Tak działa losowość rozkładu transakcji i losowy charakter zmian kursów na giełdzie. Ważne by zdać sobie sprawę ze znaczenia tego procesu i wyciągnąć właściwe wnioski. Szczególnie by nie zmieniać dobrej strategii na inną podczas obsunięć, w takim akcie nierozwagi losowość ponownie może się zemścić.

Wiele z tych dziur w losowym charakterze rynku zalepiają strategie automatyczne. Ale one z kolei podlegają innego rodzaju problemom, które w statystyce ujmuje się w pojęciach Error Type I i Type II (Błędy Typu I i II). Te pierwsze to najprościej rzecz ujmując znajdowanie „skutecznej” strategii tam gdzie ona nie występuje (np. przez dopasowanie parametrów do danych z przeszłości, czyli wzięcie losowej strategii za zyskowną) lub użycie narzędzia, które nie posiada rzeczywistej przewagi wcale (zasadniczo z powodu braku jej testów w ogóle). Błąd drugiego rodzaju to nie odnalezienie zyskownej strategii w danych, mimo, że ona tam występuje. W rezultacie sami sobie zakładamy pętle losowości wyniku na szyję. Radzenie sobie z błędem pierwszym to cały przemysł. W przypadku tego drugiego to dopiero cała radość odkrycia, która nas czeka (los zadecyduje czy nam się udaje).

Co generalnie robić z tak postawionym problemem:

Po pierwsze primo – posiąść jak najszerszą wiedzę.

Po drugie – określić listę działań i decyzji losowych w swoim inwestowaniu/tradingu.

Po trzecie – określić zasób tych działań, które losowość ukrócą (postaram się pomóc w tym w najbliższej przyszłości).

Po czwarte – zaakceptować w inwestowaniu losowość tych zjawisk, na których nie mamy wpływu.

Po piąte – zacząć działać skuteczniej dzięki tej wiedzy.

Cóż, tak jak wszędzie, tak i na giełdzie potrzeba trochę szczęścia, ale opieranie się tylko na nim to prosta droga do ruiny.  A giełda hazardem jest zasadniczo tylko dla tych, którzy chcą tego…

—kat—

[Głosów:40    Średnia:3.1/5]

1 Komentarz

  1. pit65

    @Kathay

    “Blefowanie na nic się jednak zda, gdyż rynek jest na nie niewrażliwy.”

    Ech tam niewrażliwy 😉

    Wczorajszy 15 minutowy blef na otwarcie naszych futków 🙂
    A dzisiaj skutek imć “blefu” .

    bankfotek.pl/view/1913314

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *