Co o kryzysie mówią rynki

Mamy dość nerwowy tydzień na rynkach całego świata, więc tym razem zmieniam nieco formułę wpisu aby wrzucić kilka podpowiedzi i komentarzy do aktualnej sytuacji.

 

Komentowanie to nie moja działka, nie przepadam za tym, ale to jednorazowa reakcja na pewną prośbę.

Proszę jednak nie wymagać prognoz i przepowiedni, nie ma obecnie na ziemi człowieka, który wie z dużą pewnością co nas czeka. To co poniżej jest raczej odniesieniem do tego, co już się dzieje oraz tego, jakie może mieć to krótkoterminowe konsekwencje. Ale być może komentarze i obserwacje naszych Czytelników okażą się dużo pomocniejsze dla reszty odwiedzających nasze blogi.

Wiele osób zastanawia reakcja kursu EUR/USD. Poniekąd słusznie, lekko dziwne mogą wydawać się wzrosty Euro w tak nerwowym momencie, ale przepływy kapitału je uzasadniają. Luka niemal 200 pips na otwarcie rynków w niedzielę to naturalna i oczywista reakcja na złe wiadomości o odrzuceniu negocjacji przez Grecję. Ale praktycznie całość spadku została odrobiona z nawiązką w poniedziałek, nie było też ruchów wtórnych powodowanych utratą zabezpieczeń na rachunkach (tzw. margin calls) ani specjalnych prób kontynuacji luki otwarcia w dół. Nie oznacza to jeszcze optymizmu i braku obaw o kondycję wspólnotowej unii walutowej, lecz jest w dużej mierze technicznym objawem przepływów kapitałów. Z jednej strony inwestorzy zamykają pozycje w europejskich akcjach, z drugiej trwa likwidacja zabezpieczeń w krótkich pozycjach na Euro, otwieranych na wypadek dalszych spadków europejskiej waluty. Jednocześnie cały czas trwa proces zamykania dużych pozycji w tzw. carry trade, gdzie niskooprocentowane pożyczki w Euro używa się do nabycia walut i aktywów krajów o wyższych odsetkach kapitałowych. Duży spadek Euro w poniedziałek został więc skwapliwie i agresywnie wykorzystany do jego zakupów.

Unia chce za wszelką cenę bronić mechanizmu wspólnej waluty i nie wypuścić z niego Grecji. Z drugiej jednak strony działa na osłabienie wspólnej waluty 18-sto miesięcznym programem skupu europejskich obligacji, który latem nieco osłabnie. Do tego inwestorzy słusznie mogą obawiać się kłopotów, szczególnie o nieznanym dziś jeszcze charakterze, co może powodować ucieczkę z Euro na bezpieczniejsze waluty. Dochodzi do tego oczekiwanie na wzrost stóp procentowych w USA, które się odsuwa, ale z każdym tygodniem będzie działać silniej na umocnienie dolara. Niewykluczone więc, że gdy minie naprawdę silna fala wspomnianego wyżej technicznego wykupu Euro, wróci ono do spadków, co zresztą nikogo specjalnie nie powinno zaskoczyć.

Bezpieczne waluty czyli tzw. „safe heaven” to oczywiście frank szwajcarski, którego sytuacji tłumaczyć nie trzeba, a presja na niego będzie rosnąć wraz z niepokojem o los Grecji, oraz tradycyjnie jen. Tydzień zaczął się z tego powodu sporymi lukami na parach USD/JPY oraz GBP/JPY, ale póki co pierwsza fala strachu minęła chwilę potem. Pamiętam kryzys z 2007 roku, gdy na jenie mieliśmy po 500 –1000 pipsów ruchu w ciągu jednego dnia, dzisiejszy spokój jest więc niczym przy tamtej zmienności. Rynki póki co przestały się bać wpływu Grecji na stabilność Unii.

Przez ostatnie tygodnie również funt był uznawany za ‘safe heaven’, i wprawdzie kłopoty Euro nie powinny mu zaszkodzić, ale sama sytuacja w UE jak najbardziej. Na razie jest jedną z najspokojniejszych walut.

Rynki akcyjne są niemal powieleniem ruchów walut- szybki wyrzut na otwarcie w poniedziałek i w zasadzie to na tyle, paniki nie ma takiej jak straszą media. Demonizowanie 2% spadku to śmieszność i przesada. DAX odchorowuje zeszłoroczne, przesadzone wzrosty już od miesięcy, ale silne do tej pory wsparcie na 10800 obroniło się. Inwestorzy  akcyjni zastygli w oczekiwaniu na referendum, ale ponieważ w zasadzie jego wyniki są już w dużym stopniu przewidywalne, a mimo to akcje już nie spadają niżej, można więc założyć, że potrzeba będzie naprawdę szokujących informacji by je zepchnąć wyraźnie w dół. Trzeba pamiętać, że gospodarka europejska się wzmacnia, a dodatkowo maszyny drukarskie M. Draghiego pracują na korzyść akcji. Każda natomiast dobra informacja, jak ta, że premier Grecji zajął się jednak projektem Junckera, pozwala nawet na mikro wzrosty.

Poczucie pewnego rodzaju siły i optymizmu nadają indeksy amerykańskie. Tamtejsza gospodarka niewiele traci z powodu kłopotów Grecji, od dłuższego czasu zamiera tam zmienność, a wołania o zdrową korektę na nic się zdają. Okazuje się, że inwestorzy indywidualni tkwią na najniższym zaangażowaniu w akcje od lat, fundusze hedgingowe zaczynają lekko sprzedawać, a na serio do sprzedaży zabrały się instytucje, ale na dłuższą perspektywę rynek trzyma w górze nowa zabawka. Obok rekordowego wykupu własnych akcji przez spółki giełdowe, pojawił się ogromny popyt na fuzje i akwizycje. JP Morgan szacuje, że w tym roku może pójść na to 1,2 biliona dolarów, a to ponownie może trzymać rynek długo na tych poziomach. Trzeba jednak pamiętać, że w piątek, tuż przed greckim referendum, USA mają wolne, dzień wcześniej są dane o bezrobociu i amerykanie nie muszą być specjalnie chętni zostać na długi weekend z akcjami. Choć część ich obaw absorbuje również rekordowy rynek zabezpieczeń (hedge). Problemy z wypłacalnością zależnego od USA Puerto Rico są póki co zbyt małe na jakąś większą woltę.

Dużo gorzej wygląda rynek chiński. Praktycznie w Shanghaju mamy do czynienia z pęknięciem bańki, rynek wpadł w ogromną zmienność, zjechał dużo więcej niż 20 % od szczytu i robi niemal co dzień kolosalne przejazdy w obie strony. Chińczycy mówią, że jeśli rząd chce żeby akcje rosły, to będą rosły, choć moim zdaniem to się zaczyna im wymykać spod kontroli. Obniżki stóp procentowych i zastrzyki pieniędzy nie uspokajają sytuacji. Rynek jest zdominowany praktycznie przez inwestorów indywidualnych, nie dość, że niedouczonych, to dodatkowo nie mających specjalnie pojęcia o inwestowaniu. Właśnie otwarto możliwość kupowania akcji przez fundusze emerytalne, co na chwilę może przywrócić spokój i jakieś wzrosty. Ale to będzie tykającą bombą.

Gdyby spróbować to wszystko jakoś podsumować:

Grecja jest w kłopotach, ale tragiczny obraz w mediach jest mocno przerysowany w kontekście reszty rynków. Pierwszy strach naprawdę szybko wyparował, czasu na uporządkowanie portfeli jest naprawdę dość. Rynki czują napięcie dużo dokładniej i nie widać w tej chwili na nich jakiegoś pesymizmu i czarnowidztwa. Grecja sama ich nie zatopi. Zatopić może dopiero coś, co jest nieznane, czyli to jak zadziałać może Grexit na stabilność UE, co jest przecież zupełnie nieznanym wydarzeniem. Lub też utrata bezpieczeństwa przez inwestorów, którzy póki co są uśpieni brakiem poczucia realnego ryzyka. Te bowiem zostało zdjęte z nich przez góry wydrukowanych przez ostatnie lata pieniędzy, i zapewne maszyny drukarskie są nadal ciepłe i zostaną uruchomione ponownie w przypadku kłopotów, co daje pewien rodzaj złudnego spokoju. Do tego mamy niemal zerowe stopy procentowe i nadmiar pieniądza, który nie ma co ze sobą zrobić, a pompowanie go w rynki finansowe zamiast w produkcję staje się silnym i zyskownym trendem, którego nie da się cofnąć z powodu samej Grecji (Ameryka skupuje akcje zamiast nadwyżki inwestować).  To jednak powoduje, że każdy kolejny kryzys giełdowy może być jeszcze gwałtowniejszy i jeszcze bardziej „zaskakujący”.

—-kat—-

[Głosów:36    Średnia:4.7/5]

1 Komentarz

  1. Grzegorz

    Heaven – niebo. Haven – przystań. Chyba o to chodziło? Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *