Jim Chanos w rozmowie z Barrym Ritholtzem zwrócił uwagę na jedną z zalet koncentrowania się w działalności inwestycyjnej na krótkiej sprzedaży. Idea, o której wspomniał może się okazać inspirująca dla wszystkich inwestorów.

Chanos stwierdził, że dzięki temu, że jego strategia inwestycyjna koncentruje się na wyszukiwaniu krótkich pozycji (Chanos zasłynął z odkrywania i nagłaśniania oszust finansowych na rynku finansowym między innymi Enronu) może konfrontować swoje idee inwestycyjne z dużą ilością przeciwstawnych, optymistycznych opinii. Rynek akcyjny, jego otoczenie medialne i analityczne, posiadają optymistyczne skrzywienie co najlepiej widać w stosunku rekomendacji “kupuj” do rekomendacji “sprzedaj” (tych pierwszych jest zdecydowanie więcej). Jim Chanos wykorzystuje ten fakt na swoją korzyść. Z łatwością znajduje optymistyczne analizy dotyczące spółek, na których akcjach rozważa zajęcie krótkich pozycji. Jak wspomina, najbardziej zdolni analitycy, niemal nieustannie tworzą materiały, które kwestionują jego pomysły inwestycyjne. Otrzymuje więc wiele sposobności by sprawdzić czy czegoś nie pominął w swoich analizach albo czy nie oparł ich na nierealistycznych założeniach.

Przeciętni inwestorzy na rynku akcyjnym są pod tym względem w trudniejszej sytuacji. Z reguły także mają optymistyczne skrzywienie, które samo w sobie, przynajmniej z historycznego punktu widzenia, nie jest błędem. Oznacza to, że trudniej im jest znaleźć wartościowe materiały skłaniające ich do przemyślenia swoich oczekiwań rynkowych.

Umiejętność kwestionowania swoich idei inwestycyjnych wyda się jednak istotna jeśli uświadomimy sobie, że z reguły tylko niewiele więcej niż połowa z nich jest zyskowna. Przeglądnąłem ostatnio krótką analizę inwestycyjnych wychowanków Juliana Robertsona z Tiger Management – zarządzających funduszami hedge, którzy na jakimś etapie swojej kariery współpracowali z Robertsonem lub ich fundusze zostały zasilone jego kapitałem. Z analizy wynikało, że koncentrujący się na rynku akcyjnym wychowankowie Robertsona okazali się w okresie badania (2006-2013) wyraźnie lepsi od benchmarku (w postaci S&P 1500). Wskaźnikiem, który zwrócił moją uwagę by odsetek zyskownych pozycji w portfelu – w przypadku różnych kategorii wychowanków Robertsona wahał się od 51% do 57%. Myślę, że niewielu inwestorów na rynku akcyjnym osiąga wyraźnie lepszą skuteczność.

Oznacza to, że z reguły 4 na 10, może 5 na 10 pomysłów inwestycyjnych kończy się stratą. Relatywnie niska trafność pomysłów inwestycyjnych oznacza, że inwestor nie powinien mieć trudności by w dowolnym momencie znaleźć interesującą, koherentną analizę albo komentarz, który doprowadził ich autora do przeciwnych wobec pomysłów inwestora wniosków.

Nie musi to oczywiście oznaczać konieczności zmiany swojego nastawienia rynkowego. W przypadku inwestowania zapoznanie się z dobrze udokumentowanymi przeciwnymi opiniami może jednak ułatwić na przykład ustalenie warunków rynkowych falsyfikujących pomysł inwestycyjny. Inwestor może wykorzystać analizę niezgodną ze swoim pomysłem inwestycyjnym do ustalenia co musi się stać by uznał, że się pomylił.

Na Blogach Bossy wielokrotnie podkreślaliśmy zagrożenia związane ze smogiem informacyjnym: nadmiarem informacji napływających do inwestorów. W niniejszym tekście chciałem zwrócić uwagę, że oprócz uważnego kontrolowania ilości docierających do nas informacji dobrym pomysłem może być zadbanie by przynajmniej część z nich kwestionowała nasze idee inwestycyjne. Oczywiście, tego pomysłu nie trzeba ograniczać do informacji i komentarzy rynkowych.

Dwa tygodnie temu ukazał się w Financial Times artykuł omawiający wyniki badań ponad 200 biznesowych użytkowników Twittera. Autorzy badań doszli między innymi do wniosku, że najbardziej efektywni użytkownicy Twittera nie tylko ograniczyli ilość docierających do nich informacji (poprzez ograniczenie obserwowanych osób) ale dokonali specyficznej dywersyfikacji źródeł informacji – obserwowali osoby o odmiennych poglądach, często nawet osoby, za którymi nie przepadali. Co ciekawe, około 1/3 obserwowanych przez nich osób pochodziła z zupełnie różnych dziedzin co było zapewne motywowane chęcią poszerzenia horyzontów i poznania kompletnie odmiennych punktów widzenia.

Spotkałem się kiedyś z opinią, że znalezienie analityka albo komentatora rynkowego, którego cenimy, lecz z którym często się nie zgadzamy jest dużo bardziej pomocne niż znalezienie takiego, który niemal zawsze myśli tak samo. Kwestionowanie swoich poglądów, nie wspominając o ich zmienianiu jest kosztowne z emocjonalnego punktu widzenia. Być może właśnie dlatego istnieje wiele mechanizmów kognitywnych, które utrudniają to zadanie. Umiejętność dostrzegania i naprawiania swoich błędów jest kluczowa w udoskonalaniu procesu inwestycyjnego. Inwestorzy mogą popracować nad taką postawą świadomie konfrontując swoje pomysły inwestycyjne z wartościowymi opiniami, z którymi się nie zgadzają.

[Głosów:32    Średnia:4.4/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *