Tydzień temu na stronach Bloomberga ukazał się interesujący tekst o działalności biznesowej emerytowanego, czterogwiazdkowego generała amerykańskiej armii i kandydata na prezydenta z 2004 roku – Wesleya Clarka. Po wycofaniu się z polityki zajął się zasiadaniem w radach nadzorczych spółek groszowych z rynku pozagiełdowego.

Jedna ze spółek, z którą Clark jest związany – Grilled Cheese Truck, zadebiutowała w styczniu na amerykańskim rynku pozagiełdowym. Jej kapitalizacja rynkowa, której jednak w przypadku mało płynnych rynków nie należy utożsamiać z wyceną rynkową, przekraczała 100 mln USD. To całkiem sporo jak na spółkę z 1 mln USD aktywów, która w pierwszych trzech kwartałach 2014 osiągnęła sprzedaż na poziomie 2,6 mln USD i zanotowała 4,4 mln USD straty. Od stycznia kurs spółki stracił ponad 70%. Wesley Clark nie tylko zasiada we władzach spółki. Nakręcił także promocyjne video nakłaniające inwestorów do inwestycji w jedną z najszybciej rozwijających się młodych spółek w USA.

Dziennikarze Bloomberga podliczyli, że od 2004 roku Clark zasiadał we władzach 18 spółek publicznych, w tym 10 spółek groszowych z rynku pozagiełdowego. Tylko kilka osób z liczącej ponad 30 000 nazwisk bazy danych Bloomberga zasiadało we władzach większej liczby spółek niż Clark. Dziennikarze sprawdzili jak radziły sobie spółki pozagiełdowe, z którymi współpracował emerytowany generał – w czasie gdy Clark był we władzach spółek kurs 9 z 10 spółek spadł a jego średnia zmiana wyniosła w tym okresie -55%.

Clark twierdzi, że spółki pozagiełdowe współpracują z nim ze względu na jego kwalifikacje i kontakty międzynarodowe. Dla obserwatorów rynku nie ulega wątpliwości, że głównym celem Clarka jest uwierzytelniane (poprzez rozpoznawalne i szanowane nazwisko) wątpliwych przedsięwzięć biznesowych.

Tak się składa, że wiele mechanizmów na polskim rynku finansowym pojawia się z opóźnieniem w stosunku do rynku amerykańskiego. Jest bardzo prawdopodobne, że w najbliższych latach będziemy świadkami wykorzystywania celebrytów do promocji ofert inwestycyjnych i uwierzytelniania przedsięwzięć biznesowych.

Takie działania miały miejsce już wcześniej. Rady Nadzorcze, zarówno WGI jak i WGI TFI, pełne były znanych na rynku finansowym nazwisk, które zapewne uwiarygodniały działalność tych podmiotów w oczach potencjalnych klientów. Można także zaryzykować stwierdzenie, że gwiazdorski status Piotra Tymochowicza odegrał kluczową rolę w przyciągnięciu inwestorów do jego przedsięwzięcia biznesowego, które na NewConnect wkroczyło pod nazwą Infinity i przetrwało nieco ponad dwa lata, zmieniając w międzyczasie nazwę i przedmiot działalności.

Jeden z inwestorów powiedział dziennikarzom Bloomberga, że traktuje pojawienie się Wesleya Clarka we władzach groszowych spółek jak sygnał ostrzegawczy, wskazujący, że spółka desperacko stara się zdobyć zaufanie inwestorów. Naturalnie, traktowanie w ten sposób każdej współpracy celebrytów z podmiotami z rynku finansowego pozbawione jest większych podstaw. Warto jednak pamiętać, że pojawienie się znanej postaci w akcjonariacie czy władzach spółki, zwłaszcza jeśli to jest osoba pozbawiona doświadczenia na rynku finansowym, nie jest gwarancją biznesowych sukcesów ani uczciwości władz spółki.

Amerykańskie media zwróciły uwagę na sektor rynku finansowego, na którym celebryci zaczynają odgrywać istotną rolę, i na którym ich aktywność nie budzi dużych kontrowersji. To sektor venture capital, czyli inwestycji w start-upy. Okazuje się, że wielu aktorów i muzyków wykazuje się dużą aktywnością w tym segmencie rynku. Koncentrują się na spółkach technologicznych, zwłaszcza w sektorze mediów społecznościowych. Bono (z Elevation Partners inwestował między innymi w Palm i Facebooka), Ashton Kutcher (inwestor między innymi w Airbnb) czy Dr. Dre (współzałożyciel przejętej przez Apple za 3 mld USD spółki Beats Electronics) to jedne z najbardziej znanych gwiazd inwestujących w start-upy.

Domyślam się, że pierwszą myślą, która przyszła do głowy wielu czytelników jest idea, że jest to kolejna oznaka bańki w tym sektorze. Być może tak jest ale warto pamiętać, że gwiazdy filmu i muzyki już od kilku lat (w przypadku Bono ponad dekadę) aktywnie inwestują w start-upy.

Warto też zwrócić uwagę, że w tym przypadku celebryci inwestują własne pieniądze a więc biorą na siebie ryzyko porażki. Obserwatorzy rynku zwracają także uwagę, że w przypadku wielu inwestycji rozpoznawalność i medialna siła gwiazd muzyki i filmu może okazać się sporą pomocą w przyciągnięciu nowych użytkowników, na przykład do platform społecznościowych. Można więc traktować miliony dolarów inwestowane przez celebrytów w start-upy jako przykład “głupiego kapitału” napływającego pod koniec hossy. Myślę jednak, że jest to coś więcej niż chwilowe zjawisko, które zniknie wraz z załamaniem rynku.

[Głosów:16    Średnia:4.5/5]

3 Komentarzy

  1. Paweł Cymcyk

    “Jest bardzo prawdopodobne, że w najbliższych latach będziemy świadkami wykorzystywania celebrytów do promocji ofert inwestycyjnych i uwierzytelniania przedsięwzięć biznesowych.”

    Nowe celebryckie kanały są już otwarte. Na razie jednak z uwagi na 3-letnią hossę obligacji i niską inflację dotyczą głównie lokat i funduszy obligacji. Tysiące osób zakładające lokaty przez bloga Michała Szafrańskiego są tego najlepszym przykładem.
    Jak niskie odsetki z lokat zaczną “parzyć w ręce” w analogicznych odsłonach pojawią się bardziej ryzykowne inwestycje. A wtedy Małysz będzie skakał nie tylko na pocztę, ale i po zyski 🙂

    1. trystero (Post autora)

      @ Paweł Cymcyk

      Dobra uwaga o kanałach ale z tamtą lokatą to dla mniej zamożnych ludzi dobry deal był bo oni tam dostawali chyba 80 zł za założenie wartej 1000 zł lokaty. Tak więc dla kogoś komu się chciało schylać po 80 zł to była atrakcyjna oferta.

  2. Paweł Cymcyk

    @Trystero
    Była tam premia w wysokości kilkudziesięciu złotych, ale i ograniczenia żeby za dużo na tą lokatę nie wpłacić. Max 10K PLN z tego co pamiętam. Ta i podobne oferty nie mają wiele wspólnego z okazją, bo to żadne schylanie się po kilkadziesiąt złotych, ale sprzedawanie swoich danych osobowych za dokładnie taką kwotę. A bank przecież nie szuka znajomych na FB, ale kontaktów do sprzedaży produktów o dodatnich marżach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *