Forexowi milionerzy: ukłony dla analityków, część 3

Jakie mechanizmy stoją za tym, że potrzebujemy znaleźć powody tego, co stało się na poprzedniej sesji (sesjach), albo że usiłujemy poznać zdanie analityków w tej kwestii?

Małe przypomnienie:

W poprzednich wpisach próbowałem pokazać, że krótkoterminowe ruchy rynków nie są podszyte często jakimiś szczególnymi powodami, nierzadko stanowią informacyjny szum, szczególnie dla długoterminowych inwestorów. Nawet jeśli jakieś przyczyny zmian uda nam się ustalić, nie istnieją najczęściej możliwości weryfikacji ich prawdziwości. Dla analityków wykrywanie i opisywanie tych powodów to część profesji, dla inwestorów i spekulantów ważniejsze powinno być zarządzanie ryzykiem w warunkach tego rodzaju niepewności i informacyjnego chaosu.

Zdaję sobie sprawę, że dla wielu Czytelników analiza tego, co się właśnie zdarzyło, to po prostu część całego procesu inwestycyjnego, a zrozumienie tego stanowi wówczas znaczny asumpt do podejmowania kolejnych decyzji odnośnie najbliższej przyszłości. Być może świadomość tego, że to co już się zdarzyło nie zawsze ma specyficzne powody, a często jest efektem losowości rynków i dziesiątków różnych motywacji tłumu, pomoże skupić się raczej na zarządzaniu pozycjami i skoncentrowaniu się na scenariuszach działania wobec tego, co może się dopiero zdarzyć.

Istnieje jednak kilka procesów osadzonych głęboko w ludzkiej psychice, które pchają nas usilnie ku próbom odnajdywania i wyjaśniania przyczyn wszystkich ruchów rynku oraz budowaniu na tym własnego aparatu decyzyjnego. Często zawodnego, skoro statystyki pokazują duże procenty przegranych. I o tym chwilę poniżej.

Punktem wyjścia do wszelkich analiz jest tzw. narracja, czyli budowanie historii. Człowiek lepiej rozumie, przyswaja oraz zapamiętuje zdarzenia, fakty i zależności jeśli składają się na spójną opowieść. Tę bowiem da się zapamiętać, odtworzyć, przerabiać czy przekazywać dużo prościej, szybciej i dokładniej niż abstrakcyjne wytwory ludzkiej myśli i działań. Praktycznie budujemy narracje niemal na każdy temat, nawet nie do końca świadomie, świat prościej dzięki nim objąć. Nawet eksperci o mistrzowskich możliwościach pamięciowych tworzą historię na temat pojedynczych elementów, które mają do zapamiętania. A cóż dopiero kiedy przechodzimy do kompleksowo złożonego i naprawdę trudnego środowiska finansów.

Proszę zauważyć, że to, co podają nam co dzień analitycy, to właśnie opowieści na temat rynku, mniej lub bardziej złożone, ale zwykle posiadające pewną ciągłość przyczynowo-skutkową, zazębiające się argumenty i wnioski. Przy czym podanie ich w formie pisanej czy rysowanej wymaga większej spoistości, zwartości i logiki niż układane ich ad hoc w głowie przez inwestora przy przetwarzaniu informacji z rynku. Ale interpretowanie świata w jakiejkolwiek spójnej formie, która wymaga logicznej konstrukcji, nie oznacza wcale, że produkt końcowy jest pozbawiony wad. Można pomylić się zarówno w interpretacji pojedynczych faktów jak i w zakresie układania ich w opowieści. Wkradają się tam bowiem wówczas fałszywe powiązania, złudne korelacje, nieprawdziwe wykładnie, dorabianie zależności w miejscu gdzie brak informacji i cały szereg innych błędów poznawczych.

W jednym ze starszych wpisów przywoływałem tzw. błąd narracji (ang. narrative fallacy). Jest on nieunikniony i pojawia się regularnie i wszędzie, a bierze się stąd, że nieustannie podejmujemy wysiłki na rzecz zrozumienia skomplikowanej rzeczywistości przy użyciu niepełnej wiedzy oraz zawodnego często umysłu intuicyjnego (tzw. System 1), i tylko w pewnej mierze analitycznego (tzw. System 2). Narracje, które tworzymy na temat przeszłości, mają być przede wszystkim przekonujące, spójne, konkretne, im prostsze tym lepsze, choć często nieświadomie oszukujemy w ten sposób samych siebie i innych. Trochę to oczywiście niepokojące, ale trzeba nauczyć się z tym żyć jeśli ktoś wybrał taki rodzaj strategii inwestycyjnej opartej na budowaniu historii. Zarządzanie ryzykiem jest wówczas niezbędnym wyjściem ewakuacyjnym.

Największy jednak problem pojawia się wówczas, gdy narracje o tym co było próbujemy wykorzystać do prognozowania przyszłości. Świetnie wykłada to Kahneman w rewelacyjnej książce „Pułapki myślenia. O myśleniu szybkim i wolnym”, którą moim zdaniem powinien znać każdy inwestor zajmujący się giełdą na poważnie. Opisuje on tam pewnego rodzaju istotnej rangi złudzenie, które wzbudza w inwestorach określony rodzaj zachowań związanych z konstruowaniem analiz. Polega ono na tym, że piękno i prostota tego jak potrafimy objaśnić przeszłość, wzbudza w inwestorach iluzję tego, że w ten sam łatwy sposób możemy odgadywać przyszłość. W takim momencie spekulacja i inwestycje wydają się naprawdę łatwe. Skoro bez większych trudności udaje się wytłumaczyć zależności przyczynowo-skutkowe zaszłe na rynku na przeszłych sesjach, to zrobienie tego samego w stosunku do sesji nadchodzących wydaje się bez trudu osiągalnym zadaniem. Ten proces jak wiemy jednak „poprawnie” działa jedynie w jednym kierunku – w przeszłości, w drugim napotyka nieoczekiwanie sporo problemów. Celowo użyłem cudzysłowu przy słowie “poprawnie”, ponieważ jak pokazywałem w poprzednich wpisach, właściwe wytłumaczenie powodów ruchów na sesji poprzedniej czy wcześniejszych wcale nie jest takim oczywistym i prostym zadaniem w sensie prawdziwości, choć nie wydaje się czymś skomplikowanym w każdym innym aspekcie.

Przy tym wszystkim Kahneman przestrzega, że im mniejszą ilością danych dysponujemy, tym barwniejsze i bardziej wybujałe historie wymyślamy po to, by wszystko harmonijnie łączyło się w spójną narrację. Odpowiada za to tzw. System 1 czyli myślenie intuicyjne, które jest szybkie, ale mocno zawodne. Niepoprawnie ocenia ono statystyki i prawdopodobieństwa, popełnia wiele błędów poznawczych, pozwala nam się oszukiwać, szczególnie jeśli okraszamy wszystko silnymi emocjami. O analizach wszelkiego typu, nawet tych odnośnie przeszłości, powinniśmy myśleć wyłącznie w kategoriach prawdopodobieństwa, gdy tymczasem nasz mózg traktuje je jako pewnik. Nikt przecież nie konstruuje wielu scenariuszy do tego, co już się wydarzyło! Ważne jednak, by tworzyć ich wiele na wypadek każdego rodzaju możliwego ruchu w przyszłości.

Historia o tym, co było wczoraj, jest więc w wielu przypadkach tylko losowym trafem, przypadkowo być może prawdziwym wnioskiem, ale ani nie sposób tego rzetelnie zweryfikować, ani w miarę efektywnie użyć do podejmowania decyzji o przyszłości. Mimo to musimy się z tym pogodzić, nic lepszego w tym temacie, poza równoległymi metodami ilościowymi, nie wymyślono. Dlatego uczulam nieustannie, że zarządzanie pozycją i ryzykiem staje się tak ogromnie istotnym zadaniem.

Mimo to analizy, które czytamy my jak i Milionerzy, są potrzebne. Dlaczego? O tym w kolejnym wpisie.

–kat—

[Głosów:20    Średnia:2.4/5]

1 Komentarz

  1. Jason Bourne

    Van Tharp twierdzi, że chodzi tutaj o dwie potrzeby emocjonalne:
    potrzeba rozumienia, czyli ktoś próbuje zrozumieć przyczyny ruchów cen, bo lepiej się z tym czuje (innych korzyści raczej z tego nie ma) oraz, potrzeba kontrolowania sytuacji.

    Taki cytat:

    „Zawsze czułem, że syndrom totolotka jest metodą radzenia sobie z lękiem przed brakiem kontroli nad sytuacją. Większość ludzi będzie raczej udawać, że kontrolują sytuację (nie mając racji), niż przyzna się do niepokoju wywołanego przez brak kontroli nad realiami, w których muszą zaistnieć. Dużym krokiem naprzód jest uświadomienie sobie, że ma się kontrolowanie nad własnymi działaniami” (Van Tharp „Giełda, wolność i pieniądze” S. 25)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *