Krzyczący wątpliwościami tekst o hossie bez fundamentów i pytania o przyszłość świata, aż proszą się o notkę, która wniesie nieco uspokojenia. Spojrzymy zatem na scenariusze, które pokazują, iż nie wszystko zostało przegrane, a obecne kryzysy zadłużenia państw, których częścią jest doskonała postawa giełd, miały swoje odpowiedniki w przeszłości.

Szczęśliwie się złożyło, iż mam na ekranie najnowszy raport firmy McKinsey Global Institute (MGI), pod tytułem Debt and (not much) deleveraging, który analizuje zmiany procentowe i strukturalne zadłużenia w ważnych gospodarkach świata. Autorzy zaczynają od prostej tezy, iż oczekiwane przez wielu delewarowanie się gospodarek po kryzysie nie ma jeszcze miejsca. Wręcz przeciwnie, rządy zadłużają się coraz bardziej, a spadek poziomu zadłużenia odnosi się tylko do sektora prywatnego. Zamiany procentowe poziomu długu pokazuje wykres poniżej.

debt1

(źródło: MGI “Debt and (not much) deleveraging”)

Jak widać, na progu kryzysu dobra kondycja gospodarek rozwiniętych pozwalała redukować dług publiczny, a optymizm sektora prywatnego napędzał wzrost długu w tym segmencie. Kryzys był radykalnym przestawieniem zwrotnicy. W pierwszej fazie dług prywatny i publiczny rosły razem, by w kolejnej dźwignia ożywienia gospodarczego przesunęła się w stronę sektora publicznego. Oczywiście w długu publicznym część zadłużenia stanowiła pomoc dla sektora prywatnego, więc to nie jest zaskoczeniem.

Problemy zaczynają się wtedy, gdy postawi się pytanie, kiedy sektor prywatny zakończy proces delewarowania i przejmie pałeczkę od sektora publicznego, jednocześnie pozwalając zacząć redukować zadłużenie rządów. Temat jest o tyle ważny, iż budowanie wzrostu gospodarczego na dmuchaniu balona publicznego długu jest niestabilne i na giełdach wywołuje pytania o zasadność hossy. Naprawdę dług publiczny nie rozwiązuje problemów gospodarek, które doprowadziły do sytuacji kryzysowej, raczej łagodzi objawy i sam w sobie staje się zalążkiem przyszłych kryzysów, gdy lewarowanie nie jest połączone z reformami.

Autorzy raportu pokazują, iż w bliskiej przyszłości taka sytuacja miała już miejsce w czasie tzw. kryzysu skandynawskiego. Szersze omówienie całość można znaleźć na stronach NBP w publikacji Kryzysy finansowe w krajach skandynawskich. Szybko rekapitulując w końcówce lat osiemdziesiątych radykalny wzrost długu prywatnego wywołał bańki spekulacyjne na rynkach nieruchomości i rynkach akcji, które pękły w kryzysie około 1990 roku. Jedną z odpowiedzi była między innymi pomoc dla banków lub ich nacjonalizacja finansowane publicznym długiem.

Kolejny wykres z publikacji MGI pokazuje, jak zmieniały się dług prywatny i publiczny po 1990 roku w Szwecji i Finlandii – publikacja NBP omawia również przypadek Norwegii. Jak widać, w pierwszej fazie, która trwała do połowy lat dziewięćdziesiątych, doszło do radykalnego wzrostu długu publicznego, przy jednoczesnym procesie delewarowania się sektora prywatnego. W kolejnej fazie – trwające do kryzysu z 2008 roku – sektor prywatny przejął na siebie rolę lokomotywy pozwalając redukować dług publiczny. Częścią procesu były również mocne reformy, które spowodowały, iż kraje skandynawskie przeszły kryzys roku 2008 znacznie łagodniej niż inni.

debt2

(źródło: MGI “Debt and (not much) deleveraging”)

Polecam rzucenie okiem na dwa raporty z notki, które dają stosunkowo proste wyobrażenie kontekstu, w jakim przyszło inwestować swoje pieniądze w tej hossie bez fundamentów. Szwecja i Finlandia nie są może najlepszymi przykładami, jak wyjść z tej pułapki publicznego długu w skali poszczególnych gospodarek, ale innych nie mamy. Jeśli w bliskiej perspektywie uda się powtórzyć model skandynawski, to wątpliwości wobec hossy zostaną zalane nowym układem gospodarczym świata pokryzysowego. Alternatywą jest model japoński, który raport MGI również omawia, ale akurat w wariancie pesymistycznym.

[Głosów:20    Średnia:4.6/5]

2 Komentarzy

  1. MZ

    “It’s the end of the supercycle. It’s the end of the great debt cycle.” -Ray Dalio, Davos 2015
    i tyle może być ze scenariusza optymistycznego 😉 bo najpierw trzeba zadać pytania: 1) czy obecne poziomy długu są do utrzymania, obsługi i możliwe do spłacenia? 2) czy robi się jakieś zmiany i reformy w realnej gospodarce aby wygenerować nadwyżki, aby ten dług redukować?

    bo marzenia, że dług będzie można w nieskończoność powiększać i w ten sposób tworzyć “rozwój gospodarczy” mogą się nie ziścić…

    i jeszcze coś o “optymistycznym” przykładzie Finlandii: według danych the Research Institute of the Finnish Economy, w latach 1998-2007 Nokia odpowiadała za jedną czwartą wzrostu fińskiej gospodarki, jedną trzecią wydatków tego kraju na prace badawczo-rozwojowe i 20% fińskiego eksportu. Jedna czwarta fińskich wniosków patentowych pochodzi z Nokii. A podatki płacone przez tą firmę stanowiły ponad 20% wszystkich wpływów podatkowych. Nie wiem więc czy ten przykład, to nie przypadek bo jedna firma w małym kraju znalazła sie “na właściwym miejscu, we właściwym czasie” czyli w czasie boomu IT i komórkowego. Szwecja ma Ericcsona, ale jak duży jest jego udział w sukcesie Szwecji, tego już nie wiem.

  2. astanczak (Post autora)

    @ MZ

    To wyliczenie odnośnie Finlandii należy uzupełnić jeszcze o jedną zmienną – to kraj o populacji około 5 mln ludzi. Inaczej mówiąc, w całej Finlandii mieszka tyle, co mniej więcej w metropolitalnym regionie Warszawy.

    Naprawdę jednak chodzi o coś innego – w bliskiej przeszłości nie mamy innego laboratorium dla kryzysu, który przebiegał podobnie do obecnego. Stąd ta Skandynawia. Czy historia się powtórzy? Nie wiemy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *