Postawmy pytanie najprostsze z możliwych: czy wskaźniki rynkowe posiadają jakąś praktyczną wartość predykcyjną w inwestowaniu?

 

Czym są owe wskaźniki? W angielskiej wersji ich nazwa brzmi „market indicators”, ale proszę ich nie mylić z popularnymi w A.T. „wskaźnikami technicznymi” (typu RSI czy MACD). Wskaźniki rynkowe również opierają się na obliczeniach danych ilościowych generowanych przez rynki, z tym że nie obejmują one jedynie pojedynczych papierów wartościowych lecz zagregowane statystyki całych grup papierów, a także nastroje inwestorów. Z bardziej popularnych można wymienić tutaj: Indeks zmienności (lub indeks strachu) czyli VIX, AD Line (advance-decline line), wskaźniki nastrojów Amerykańskiego Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych (AAII) lub Inwestorów Instytucjonalnych (II), Short Interest Ratio, Put/Calls volume, Dividends Ratio, ARMS index.

Spełniają w zasadzie pomocniczą rolę jako mierniki obecnego stanu rynku i stanowią narzędzie określania długoterminowych trendów w przyszłości. W literaturze podpina się je często pod Analizę Techniczną, ale chyba dużo większe zastosowanie mają w analizach i komentarzach rynkowych jako tzw. wypełniacze i zastraszacze (przepraszam za mało eleganckie ich nazwy, ale to moja osobista inwencja w nazewnictwie). Od czasu do czasu odczyty owych wskaźników przyjmują bardzo ekstremalne wartości, co w mediach z przytupem używa się dla podbicia czujności i uwagi inwestorów. A bywa czasami, że niemal w punkt pokazują zwroty trendów na rynkach akcyjnych (innych również, tyle że rzadziej), co sprawia, iż podchodzi się do nich z nabożną czcią.

Przetestowaniem ich działania w praktyce zajęli się trzej spece od finansów (Fang, Qin, Jacobsen) w pracy „Technical Market Indicators: An Overview” opublikowanej w czerwcu 2014. Link -> tutaj.

Takie prace zwykle podnoszą mi poziom adrenaliny we krwi i z przyjemnością referuję je Czytelnikom blogów.

Do sprawdzenia jakości prognostycznej w sumie 93 wskaźników (wymienione na końcu pracy pod podanym linkiem) autorzy użyli najobszerniejszej istniejącej bazy danych z Global Financial Data, które sięgają nawet 200 lat wstecz (średnio 54 lata). Wskaźniki te dzielą się pod względem funkcjonalności na dwie grupy:

1. Barometry nastrojów

Przewidują one przyszłe ruchy indeksów i akcji zależnie od „byczego” lub „niedźwiedziego” nastawienia rynków czyli w zasadzie psychologicznego nastroju ich uczestników, ich optymizmu lub pesymizmu. To informacje, których nie da się wydobyć bezpośrednio z cen, oddają natomiast stosunek inwestorów do ich aktualnego poziomu. Tworzy się je w oparciu o badanie dwóch grup inwestorów, które tworzą:

(I) Gorzej poinformowani i posiadający niższy poziom umiejętności inwestorzy indywidualni. Z racji niedostatków wiedzy i typowych błędów poznawczych (jak np. odruchy stadne), odczyty tego rodzaju są traktowane jako „antywskaźniki”.

(II) Profesjonaliści, czyli instytucje (głównie fundusze) oraz znaczący spekulanci. Ich poziom wiedzy, informacji oraz działania, bardziej racjonalne i analityczne, sprawiają, że wskaźniki oparte o ich nastroje (np. VIX) dużo dokładniej wskazują rzeczywisty a nie kontrariański stan rynków.

2. Wskaźniki siły rynku

Mierzą one w zasadzie „szerokość” rynków, np. stosunek papierów zwyżkujących do taniejących. Jeśli panuje hossa, a siła, lub właśnie owa szerokość rynku rośnie, jest duża szansa na kontynuację trendów. Słabość natomiast tych wskaźników teoretycznie oznacza możliwość zmiany trendu (dywergencje). Dzielą się na 3 zasadnicze grupy:

(I) Wolumenowe

Czerpią informacje z wielkości i relacji obrotów.

(II) Proporcje rosnących do taniejących spółek

Hossa na niewielkiej liczbie rosnących akcji ma często krótki zasięg.

(III) Proporcje nowych szczytów i dołków cenowych

Im więcej spółek bije rekordy notowań tym potencjał trendu większy.

Wśród testowanych 93 wskaźników, 65 to tak zwane „czyste” czyli ekstrahowane bezpośrednio z rynku, pozostałe 28 są transformacjami wynikającymi z przeliczeń za pomocą formuł. Można je przedstawiać na wykresach, stąd pewnie bliskość do klasycznej A.T., z którą są spowinowacone. Do pierwszej grupy – Barometrów nastroju – należy 50 z nich, drugiej – 43. Za pomocą statystyki autorzy poszukiwali rzeczywistej skali ich praktycznego działania, jak i stabilności użytkowej w długich terminach. Badano również ich przewagę osobno w okresach rozwoju gospodarczego i recesji.

Wyniki i wnioski:

Prosta technika poszukiwania skuteczności w całym zakresie danych (tzw. data mining) pokazuje, że tylko około 1/3, czyli 30 z wszystkich 93 wskaźników, posiada minimalną wartość predykcyjną na dość niskim poziomie ufności, a więc ich odczyt może od biedy wskazywać kierunek rynku w przyszłości. Pisząc rynek mam tu na myśli indeks S&P500 i jego zmiany. Tylko 10 z owych 30 wskaźników działa w naprawdę znaczący sposób czyli poza trafnością dodatkowo można na ich podstawie zyskiwać. Ale co najdziwniejsze, 8 z tych 10 wskazuje zyskownie zmiany rynkowe przeciwnie do roli, dla której je wymyślono! Np. tak bardzo popularny wskaźnik „AAII bullish index”, który z założenia miał spełniać rolę kontrariańską (inwestorzy indywidualni ponoć się mylą w swej masie), działa zyskownie w sposób odwrotny, czyli jego odczyty wskazują raczej korelację nastrojów z rynkami, a nie odwrót trendu jak to zwykle analitycy pokazują.

Kiedy całość danych podzielono na mniejsze grupy i dokonano weryfikacji stabilności działania (podobnie do „walk forward test” znany z testowania systemów), okazało się, że z pierwotnych 30 zostało już tylko 10 takich, które wytrzymują próbę czasu z raz określonym parametrem. Wbrew obiegowym opiniom, że metody zużywają się z biegiem czasu ponieważ stosuje je coraz więcej inwestorów, nie zanotowano tutaj takiego efektu.

Kolejna ciekawostka – aż 52 wskaźniki NIGDY nie działały w dłuższych terminach (nawet w przeciągu 200 lat), ich skuteczność była jedynie iluzoryczna i sprowadzała się do pojedynczych zdarzeń! W takim momencie trudno nie docenić użytkowej wartość technik testowania algorytmów i wszelkich mechanicznych strategii.

A np. wskaźnik jakim jest ilość pozycji krótkich (specjalistów czy reszty inwestorów) ma silne właściwości predykcyjne, ale… w obu kierunkach w różnych okresach. Są więc obszary czasu gdy działa on tak jak się zakłada, czyli duża ilość krótkich pozycji = spadki, a w innych okresach zapowiada właśnie wzrosty.

Inwestycje hipotetyczne za pomocą tych wskaźników, z uwzględnieniem kosztów transakcyjnych, nie pokonałyby zwykłej strategii „kup i trzymaj” w żadnym wypadku.

Również żaden ze wskaźników nie okazał się skuteczny kiedy okresy danych podzielono według cykli rozwoju gospodarczego i stagnacji, próbując dobrać do nich jakiś prognostyczny miernik rynkowy.

Jednym słowem – wielokierunkowe testy zmiażdżyły potencjalną skuteczność rynkowych wskaźników, a w wielu wypadkach wskazały ich iluzoryczną wartość predykcyjną lub odkryły efekt kontrakcji w stosunki do tego czego się od nich oczekuje. Jako główny składnik strategii decyzyjnych w zasadzie się nie sprawdzają. Można je co najwyżej stosować pomocniczo, ale z dużą ostrożnością.

Pomimo to raczej nie znikną z kart podręczników do nauki inwestowania. Kompletnej tragedii jeszcze jednak nie ma. Po pierwsze dlatego, że nie weryfikowano wszystkich istniejących w tej branży wskaźników. Po drugie – w oparciu o tę lekcję zawsze można wynaleźć kolejne, lepiej przystosowane do realności. Po trzecie – można wprowadzać rozliczne modyfikacje, szczególnie intuicyjne, adoptujące je do skutecznego działania. Po czwarte – w testach nie używano metod zarządzania ryzykiem, które mogą wprowadzić nieco więcej użyteczności. Po piąte – skuteczność mierzono w dość sztywnych okresach, większa elastyczność, szczególnie krótkoterminowa, być może pomogłaby w uzyskaniu poprawy działania.

Niemniej jednak weryfikowano je w takim stanie, w jakim są na co dzień używane przez branżę. W takim razie owe wnioski powinny zapalić wszystkim czerwone światło ostrzegawcze.

—kat—

[Głosów:40    Średnia:4.6/5]

2 Komentarzy

  1. podtworca

    Artykuł ciekawy, ale to kolejne badanie, na które dla gracza z paroletnim stażem nic nie wnosi. Weźmy taką AT – są okresy, gdy można w trendzie bocznym zarabiać na samym RSI, w trendzie wzrostowym wystarczy kilka średnich kroczących, w wybiciach, korektach analiza wolumenu i zniesienia fibo itd. Zadaniem gracza jest zorientowanie się w porę, które narzędzia działają.

    Podobnie z przedstawionymi w artykule wskaźnikami – analiza sentymentu bywa skuteczna, gdy rozpatrujemy nastrój kontrariański względem trendu (co pokazywało extreme bearishness po każdej korekcie na S&P500).

  2. Jason Bourne

    Dużo zależy jak się interpretuje wyniki takich badań. Wskaźnik,który sprawdza się tylko w 30%, ale umożliwia uzyskanie relacji zysk/strata powyżej 10 jest bardzo wartościowy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *