Proszę poniższy wpis potraktować jako krytyczny głos w dyskusji, nie inaczej.

 

Choć szczerze mówiąc nie bardzo wiem czy dalsza dyskusja miałaby sens.

Ostatnio non stop ścigam się z czasem i brak mi dłuższych chwil na choćby odrobienie takich czy innych zaległości. Dziś jednak musiałem na nieco dłuższy moment zapuścić się w czeluści internetu, potrzebowałem bowiem pewnej informacji, i przypadkiem trafiłem na notatkę o inwestowaniu, do której linkuję poniżej:

Ale w zasadzie o co tu chodzi?

 

Na gorąco spisuję więc kilka spostrzeżeń :

Żeby kupić drożejące akcje NIE potrzeba kompletnie żadnej analizy. Wystarczy odruchowy impuls, poprawny z punktu widzenia logiki i oczekiwań. Ale prawdziwa jest również teza przeciwna – każdy dowolny rodzaj analizy może wskazać sygnał kupna drożejącej akcji. Tylko co z tego? O wynikach portfela decyduje to, kiedy się posiadaną spółkę sprzedaje. Technik wywali ją na pierwszym stopie, fundamentalista przetrwa wiele wahań zmienności. Nie ma tu wspólnoty analiz, jest co najwyżej wspólnota kliknięcia myszką w tym samym momencie.

Nie jest prawdą, że rosnące kursy spółki zwykle czy zawsze oznaczają, iż jest ona zdrowa finansowo. Warto przypomnieć sobie choćby najbardziej wyrazisty przykład: “dot-com bubble” z przełomu wieków, kiedy dziesiątki czy wręcz setki śmieci “technologicznych” rosły w ekspresowym tempie wbrew wynikom finansowym. Nie bez powodu Buffett ich nie dotykał. Jak wiemy natomiast zapalczywie kupował pikujące akcje w środku ostatniego kryzysu.

Zbieżność poziomów kupna dla analityka technicznego i fundamentalnego nie jest wcale rzadka (co naturalne), ale też nie jest jednostajnie ciągła. Technik kupi przewartościowane papiery o ile dostaje sygnał, fundamentalista nie dotknie ich. Ale ten drugi kupi spadające akcje jeśli uzna je za niedowartościowane, technik niekoniecznie.

Szukanie wspólnoty na podstawie tego, że analizuje się to samo aktywo prowadzi do nonsensów – równie dobrze można bowiem wówczas stwierdzić, że analiza na podstawie korelacji kursu spółki z produkcją masła w Bhutanie jest połączona w swej idei z AT czy AF, albo równie dobrze wspólnotę taką można by znaleźć w analizie moczu prezesa spółki i jego wpływu na kurs. Podobnie będzie z szumami z kosmosu, babraniem się w niedopitej kawie czy rwaniem w lewym biodrze, w kontekście całego rynku czy pojedynczej spółki.

AT opiera się na dyskontowaniu w cenie wszystkich zdarzeń, w tym fundamentalnych + setek innych. Nie potrzeba jednak kompletnie żadnej znajomości AF żeby wyłapać jakiekolwiek większe ruchy na wykresie po danych, nawet nie wiedząc, że są oczekiwane.

Profesjonalistę od amatora różni w tej branży przede wszystkim to, że ten pierwszy zna dokładnie motywy i plan swoich transakcji, jak również genezę swoich błędów, z których potrafi wyciągać wnioski i je wdrożyć praktycznie.

—kat—

p.s. Jeśli jakiekolwiek pytania Czytelników wymagają mojej odpowiedzi, w dowolnej sprawie, będę wdzięczny za informację na kathay(w)bossa.pl . Proszę jednak o cierpliwość.

[Głosów:12    Średnia:5/5]

1 Komentarz

  1. jan

    przecież wykonanie zyskownej jednej czy nawet kilku transakcji absolutnie nie wymaga żadnych umiejętności, co innego systematyczne odnoszenie zysków to już całkiem inna bajka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *