Na początku września autor bloga Humble Student of the Markets zwrócił uwagę na ignorowane przez dużą część inwestorów ryzyko polityczne i geopolityczne. By uzmysłowić sobie to ryzyko warto spojrzeć na wykres z najnowszego wydania Global Investment Returns Yearbook, który porównuje nominalne zachowanie rynków akcyjnych w państwach wschodzących i rozwiniętych w ostatnich 114 latach.

Wnikliwi inwestorzy zauważą zapewne dwa mocne spadki na rynkach wschodzących pod koniec drugiej i piątej dekady XX wieku. Łatwo zrozumieć te obsunięcia jeśli weźmie się pod uwagę, że zgodnie z przyjętym przez autorów GIRY kryterium (poziom PKB per capita powyżej 25 000 USD korygowany historycznie o amerykańską inflację) w skład rynków wschodzących wchodziły wtedy Rosja, Chiny, Japonia, Portugalia, Hiszpania i Południowa Afryka. Można się więc domyślić, że spadek około 1920 roku to efekt rewolucji bolszewickiej w Rosji a spadek pod koniec lat 40. to efekt porażki Japonii w II wojnie światowej i zwycięstwa rewolucji komunistycznej w Chinach.

Za Global Investment Returns Yearbook

Za Global Investment Returns Yearbook

Jeśli przejdziemy do części raportu szczegółowo omawiającej poszczególne rynki akcyjne to zobaczymy, że na rynkach akcyjnych przytrafiły się inne gigantyczne obsunięcia. Także one miały związek z ryzykiem politycznym: albo rewolucją albo przegraną wojną. Jako punkt odniesienia dla poniższych wykresów podam wyniki akcyjnego rynku w USA i syntetycznego indeksu światowego, które pozwoliłyby wartej 1 dolara inwestycji urosnąć do odpowiednio 1248 i 314 dolarów (wszystko z uwzględnieniem inflacji).*

Tak wyglądają wykresy skumulowanych, 114-letnich realnych stóp zwrotu z rynku akcji, obligacji i bonów w dwóch państwach, w których szyki inwestorom pokrzyżowały rewolucje, w Rosji (z lewej) i Chinach:

Za Global Investment Returns Yearbook

Za Global Investment Returns Yearbook

W XX wieku inwestorom mogły się także przytrafić przegrane wojny i okupacje jak w przypadku Niemiec (z lewej) i Japonii:

Za Global Investment Returns Yearbook

Za Global Investment Returns Yearbook

Z przegranymi wojnami zmagali się także inwestorzy w Austrii (tutaj doszedł rozpad imperium) i we Włoszech:

Za Global Investment Returns Yearbook

Za Global Investment Returns Yearbook

Warto podkreślić, że nie były to rynki marginalne. W I połowie XX wieku rynek niemiecki czy austro-węgierski (przed rozpadem) należały do największych rynków akcyjnych na świecie. W momencie wybuchu rewolucji w Rosji tamtejszy rynek akcyjny odgrywał istotną rolę na świecie. Na początku XX wieku stanowił około 6% kapitalizacji giełd światowych.

W wydanej dekadę temu książce Triumph of the Optimists straty inwestorów na niemieckim i japońskim rynku akcyjnym po II wojnie określono na odpowiednio 91% i 97%. Tam gdzie przyczyną zawirowań na rynkach finansowych były także rewolucje inwestorzy często tracili wszystko. Dotyczy to także polskiego przedwojennego rynku finansowego.

Powyższe rozważania powinny zwrócić uwagę inwestorom na dwa problemy. Po pierwsze, oczekiwania zysków z rynku akcyjnego wykreowane zostały głównie przez dwa niezwykle “szczęśliwe” rynki w XX wieku: amerykański i brytyjski (można wskazać rozwinięte rynki europejskie – choćby Belgię i Francję – które nawet nie zbliżyły się pod względem stóp zwrotu do USA i UK). Co ciekawe, na tych rynkach koncentrują się także badania empiryczne (choć w ostatnich 40 latach dostępność danych pozwoliła je rozszerzyć o kolejne rynki). Po drugie, w ubiegłbym stuleciu dla dużej grupy inwestorów ryzyko polityczne zdominowało (czasem nieodwracalnie) portfel inwestycyjny. Istotne pytanie brzmi: czy istnieją dobre powody by oczekiwać, że to ryzyko odegra mniejszą rolę w obecnym stuleciu? Jeśli odpowiedź na to pytanie jest negatywna to inwestorzy mogą się zastanowić w jaki sposób zabezpieczyć się przed politycznym zagrożeniem.

* Proszę pamiętać, że pierwszy wykres opiera się na nominalnych stopach zwrotu a więc nie może być porównywany z kolejnymi wykresami.

[Głosów:48    Średnia:4.8/5]

30 Komentarzy

  1. pit65

    @Trystero

    10/10
    Brakowało mi tego we wszystkich porównaniach z angolo-saskimi rynkami.
    Żyjemy w Polsce, takie proste rzutowanie tego co za oceanem na naszą rzeczywistość jest tylko pewną mrzonką nie do powtórzenia .
    NIe muszą to byc także wojny .
    PAmietam jak to moje komunijne 3k na lokacie założonej w PRL po 20 latach “urosło” do 50gr.
    NIezapomniane doświadczenie rynkowe, choć rynku nie było.
    Wojny też nie i dzisiaj jak słyszę ,żę z ostatnich 100 lat /miara anglosaska/ stopa zwrotu przebija tyle i tyle coś tam wiec lokujmy wszystko na rynku to wykwita u mnie pewien nieśmiały uśmiech.
    Może tak być , ale u nas może bardziej nie być biorąc nasze 100 lat.
    Czasem fajnie pomarzyć ,że u nas Ameryka 🙂

    1. astanczak

      @ Trystero

      > Można się więc domyślić, że spadek około 1920 roku to efekt rewolucji bolszewickiej w Rosji

      W przypadku Portugalii nie. Wówczas kraj miał swoje kłopoty z rewolucją przeciwko monarchii i okresem rządów całkowicie dysfunkcjonalnej klasy politycznej pod sztandarami Republikanów. Portugalia właściwie nie była obecna na arenie I Wojny Światowej – dopiero w końcówce – a efektem tego chaosu był reżim Salazara (doktor ekonomii!) z 1933 roku, który przetrwał do tzw. Rewolucji Goździków w 1974 roku.

      Tak się składa, że ostatnio rozmawialiśmy z Grześkiem Zalewskim o wiedzy w Polsce na temat Portugalii. Popełniasz ten sam błąd, który popełnia większość ludzi w Polsce pisząc o Portugalii – zwyczajnie nic o tym kraju nie wiemy, bo drugim końcem Europy, jak Polska. Naprawdę coś tam słyszeliśmy o wielkiej przeszłości Portugalczyków, ale później już jest zima w głowach.

      Żeby jednak wesprzeć siłę twojej notki i to, co napisał pit65 – spróbujecie sobie zadać pytanie, co naprawdę wiecie o Portugalii a później odwróćcie pytanie, co świat naprawdę wie o Polsce np. w kontekście wagi GPW. Wnioski będą bolesne.

      1. trystero (Post autora)

        @ AStanczak

        Dzięki za uwagi o Portugalii. Prawdą jest, że wiekszość z tego co o Portugalii wiem pochodzi od Saramago i Antunesa (i z Europy Universalis) co nie najlepiej rokuje.

        Trochę inne było natomiast znaczenie tego co napisałem. Nie miałem na myśli, że rynki wschodzące spadły bo w Rosji była rewolucja tylko, że indeks rynków wschodzących spadł bo dramatycznie spadła Rosja (bo była tam rewolucja) a Rosja stanowiła dużą część indeksu. To samo miałem na myśli w przypadku Japonii i Chin w latach 40.

  2. etf

    Nie pozostaje nic innego jak kupować etf na sp500 dostępny na gpw.

  3. astanczak

    @ Trystero

    Jasne. Wprawdzie słyszę nazwisko Antunes (musiałem pytać Google, ale i tak nie wiem, czy dobrze trafiłem), ale polecam jednak rzucenie okiem na historię Portugalii w XX wieku. Nie dlatego, że jest jakoś szczególnie imponująca, ale właśnie dlatego, żeby zadać sobie pytanie o Polskę widzianą z drugiego końca.

    1. trystero (Post autora)

      @ AStanczak

      To może być całkiem interesujące (rzucenie okiem na historię Portugalii w XX wieku) tym bardziej, że jak wspomniałem jakoś tak się złożyło, że niespecjalnie pamiętam bym coś o tym czytał.

  4. GZalewski

    @trystero
    Ja bym dorzucił: o Portugalii XX wiecznej (tak jak to napisał Adam), a nawet dalej o Portugalii po II WŚ.
    Ja byłem zaskoczony tym, co było w tym kraju jeszcze w latach 70, czyli gdy już byłem na świecie 🙂

  5. _dorota

    Co Wy z tą Portugalią? (gotyk izabeliński, trzęsienie ziemi, fado, dobre wino).

    Spójrzcie, Panowie na pierwszy wykres wpisu Trystero, ale odetnijcie go w 1950.
    Dlaczego akurat tam? Świat zmienił się w latach 1945-50 zasadniczo i nieodwracalnie. Pierwsze użycie broni atomowej i pozyskanie jej przez konkurencyjne mocarstwo (Rosenbergowie) sprawiło, że w dużej części świata wojna stała się mało prawdopodobna. Mocarstwa naparzają się w kilku miejscach, ale bezpośrednio między sobą nigdy już tego nie zrobią. Ani w naszej części świata.

    Pozostaje uzmysłowić sobie, które kraje mogą być gorącym polem zimnej wojny, a które raczej nim nie będą. Otworzyć buteleczkę madery i wyluzować się.

  6. astanczak

    @ _dorota

    To ma nawet swoją nazwę – proxy wars.

    Niemniej, asymetryczność świata powoduje, że wojny mogą mieć już nieco inny przebieg. Rzuć okiem na to, jak rozwija się Marsylia. To będzie pierwsze północnoafrykańskie miasto w Europie z dominującą religią, która jest postrzegana jako obca w Europie.

  7. GZalewski

    “Co Wy z tą Portugalią? (gotyk izabeliński, trzęsienie ziemi, fado, dobre wino).”

    no dobra czas na reklame. Zwlaszcza, ze ksiązka jest nieslychanie dobra:
    http://lubimyczytac.pl/ksiazka/225351/samotnosc-portugalczyka

  8. _dorota

    “Marsylia (…) pierwsze północnoafrykańskie miasto w Europie”

    Tak 🙂 Pojawiają się nowe ryzyka. Pozwolę sobie zauważyć, że akurat to ryzyko dotyczy krajów rozwiniętych, w tym Wielkiej Brytanii.

    Marsylia – 30% ludności muzułmańskiej (europejski rekord póki co). Luton (GB) – 25% (i jeszcze kilka miast brytyjskich na tym poziomie). Amsterdam, Rotterdam – 25%. Paryż 15%, Londyn 12%. Dane z pamięci.
    Dodajmy do tego kilkadziesiąt tysięcy salafitów w Niemczech.

    Ale to wszystko dotyczy krajów rozwiniętych.
    Pora przedefiniować, co znaczy “ryzyko polityczne”.

    1. trystero (Post autora)

      #muzułmanie

      Ta dyskusja przypomniała mi o pewnym zabawnym/smutnym fakcie z UK: Brytyjczycy są przekonani, że muzułmanie stanowią 24% populacji. Prawdziwy odsetek to 5%

  9. pit65

    @astanczak

    “i to, co napisał pit65 – spróbujecie sobie zadać pytanie, co naprawdę wiecie o Portugalii”

    NO właśnie o co chodzi z ta Portugalią?
    Jako, że zostałem w swej wypowiedzi brutalnie uśredniony z szanownym Trystero jako ta real equity z emergin markets , a ja nic o Portugalii nie wspominałem 🙂
    Więc protestuję 😉

  10. astanczak

    @ Trystero

    Dla inwestora liczą się bardziej dwie zmienne – ile będą stanowili za 20 lat i jaką formę przyjmie ich asymilacja. Pierwszy jest policzalny, bo to demografia. Drugi, nie odważę się, choć nie jestem pesymistą, iż będzie w Europie jakiś Kalifat.

  11. astanczak

    @ pit65

    Ten twój przykład z Polską dobrze koresponduje z wydarzeniami w Portugalii. Reszta to dynamika dyskusji.

  12. _dorota

    Do zmiennych istotnych dla rozwoju kwestii muzułmańskiej dodałabym jeszcze kształt europejskiego systemu zabezpieczeń socjalnych. Wśród muzułmanów brytyjskich np. nie pracuje 60% mężczyzn i 85% kobiet. Jak to połączyć z ich ekspansywnością demograficzną (i agresywnością polityczną), to pesymizm staje się znacznie łatwiejszy.

  13. brysio

    Dodajmy że największym muzułmańskim miastem w Europie jest Moskwa. Najradykalniejsze, i raczej mocno przesadzone, szacunki mówią o 3 mln.

  14. brysio

    @_DOROTA
    Z tego co kiedyś czytałem to wskaźnik dzietności wśród brytyjskich muzułmanów wynosi poniżej 2,5, wśród holenderskich Turków jest niższy niż wśród nejtiwów, a wśród francuskich Senegalczyków wynosi 2,17 przy śr. krajowej 2,07. Uwaga zdaję sobie sprawę że zbliżony TFR może przekładać się na wyższy przyrost naturalny.

  15. _dorota

    @ trystero, brysio

    Obecność muzułmanów jest postrzegana silniej niż występuje (tak samo zagrożenia demograficzne) pewnie dlatego, że stanowią oni grupę bardzo ekspansywną (właściwie należałoby rzec: agresywną). Nie jest to fakt “zabawny/smutny”, to prawidłowa percepcja rzeczywistego zagrożenia.

    Dosyć ciekawe zestawienie, jak się zachowują muzułmanie w zależności od tego, jaki procent populacji stanowią:
    (cenzura – T.)

    Co do Rosji – w państwach niedemokratycznych zagrożenie islamskie jest mniejsze. Muzułmanie perfekcyjnie wykorzystują praworządność i “miękkość” demokracji.

    1. trystero (Post autora)

      @ dorota

      Z całym szacunkiem: nie mam nic przeciwko dyskusji o mniejszościach religijnych czy islamie (choć to nie jest temat przewodni blogów). Jak trafnie zauważyłaś mój komentarz zasugerował jedynie, że najprawdopodobniej Europejczycy znacznie przeszacowują liczebność islamskiej mniejszości. Myślę, że ten mechanizm, to skrzywienie, dotyczy wszystkch dominujących grup, które przeszacowują liczebność i siłę mniejszości, zwłaszcza tych, których nie lubią czy którym nie ufają. Dobrze byłoby jednak oprzeć tę dyskusję na źródłach bardziej rzetelnych niż blog piszący o “islamskiej świni trojańskiej”. Tym bardziej, że doskonale wiemy dlaczego autor tamtego bloga pisał akurat o świni.

  16. _dorota

    @ trystero
    O mniejszości muzułmańskiej w Europie mówimy tutaj tylko dlatego, że pewien dyskutant wskazał ten czynnik (trafnie) jako jedno z ryzyk politycznych.

    I widzę, że posunąłeś się aż do cenzury. Zaskakujące 🙂
    Gdybyś rzucił okiem na link – artykuł cytował materiały z książki, która jest tam wymieniona (Peter Hammond “Slavery, Terrorism & Islam: Historical Roots and Contemporary Threat”). Jak rozumiem, cenzura obejmuje również tę książkę, uznałeś ją za “źródło nierzetelne” (na jakiej podstawie?).

    Ot, co może uczynić poprawność polityczna z człowieka pozornie rozumnego.

    A zestawienie jest naprawdę ciekawe, do wygóglowania pod hasłem: “Muslim Immigration And The Prolonged Effect On The Political And Social Net Of Society”
    Jest i strona bez świnki 🙂

    1. trystero (Post autora)

      @ dorota

      I widzę, że posunąłeś się aż do cenzury. Zaskakujące

      Jeśli Ciebie zaskakuje fakt, że cenzuruje odnośnik do źródła, które przedstawia kilkanaście milionów mieszkańców Europy jako “świnię trojańską” to najzwyczajniej w świecie mamy po prostu inne zasady etyczne.

      Jak rozumiem, cenzura obejmuje również tę książkę, uznałeś ją za „źródło nierzetelne”

      Na jakiej podstawie twierdzisz, że cenzura obejmuje także tę książkę?

      Ot, co może uczynić poprawność polityczna z człowieka pozornie rozumnego.

      Moja droga. To nie ma żadnego związku z poprawnością polityczną. To po prostu elementarna przyzwoitość, dobre wychowanie, nic więcej.

  17. _dorota

    “źródła, które przedstawia kilkanaście milionów mieszkańców Europy jako „świnię trojańską””
    Pewne wyostrzanie przekazu jest charakterystyczne dla współczesnej publicystyki, szczególnie tej zachodzącej w internecie (trzeba się przebić do odbiorcy). Topik “świni trojańskiej” nie jest szczytem polemicznej subtelności, ale jakoś szczególnie drastyczny też nie jest. A te kilkanaście milionów mieszkańców Europy zgotuje jej nieciekawy koniec. Może to nie jest nasz problem, ale odpryskowo i my oberwiemy.
    Porównaj zresztą oba argumenty polemiczne: z jednej strony “trojańska świnia”, z drugiej nagrania, jak się obcina głowę nożem. Zauważam różnicę.

    “Na jakiej podstawie twierdzisz, że cenzura obejmuje także tę książkę?”
    Blogerzy na ogół własnych badań nie prowadzą; artykuł zacytował dosłownie część czyjejś książki (podano źródło, więc OK). Czemu została uznana za nierzetelną, nie rozumiem.

    “elementarna przyzwoitość, dobre wychowanie, nic więcej.”
    Ja to widzę tak, że z jednej strony mamy dobre wychowanie, a z drugiej publikowane w necie zdjęcia pokazujące obcięte ludzkie głowy nadziane na patyk.
    Masz oczywiście prawo kształtować treść swojego bloga zgodnie z zasadami, które akurat mnie mogą się wydawać bezsensownie konformistyczne.

    Dlaczego w ogóle strzępimy klawiaturę w tym sporze? Bo część tych, którzy (niepomni na dobre wychowanie) teraz obcinają głowy gdzieś w Syrii, wróci do Europy, gdzie się zresztą urodzili. Kwestia muzułmańska kiedyś odbije się na rynkach; to mnie interesuje.

    1. trystero (Post autora)

      @ dorota

      Ok, widzę szansę na zrozumienie. Nie mam nic przeciwko krytyce ideologii, które się ludziom nie podobają albo na pokazywaniu negatywnych konsekwencji implementowania tych ideologii. Mało tego, uważam, że ideologie religijne nie powinny posiadać pod tym względem specjalnej ochrony. Natomiast dostrzegam różnicę pomiędzy krytykowaniem ideologii a wzbudzaniem nienawiści do jej wyznawców i moim subiektywnym zdaniem tamten blog tę granicę przekroczył. Tylko dlatego zareagowałem.

      Jestem przekonany, że roztropni ludzie znajdą miliony sposobów na krytykowanie nielubianych przez siebie ideologii bez przekraczania tej granicy. Osobiście zupełnie nie czuję się przez nią ograniczany.

  18. _dorota

    Przy okazji tego, że pojawiło się tu zdanie “źródła, które przedstawia kilkanaście milionów mieszkańców Europy jako „świnię trojańską””.

    Otóż powszechny jest w Europie mit, że mniejszości muzułmańskie składają się głównie ze zwykłych obywateli nie różniących się niczym prócz wyznania od reszty. Mit “cywilizowanego islamu”, zdolnego do pokojowego współistnienia z resztą społeczeństwa.

    Jak znalazł – w weekendowej Rzeczpospolitej (to taki dziennik opiniotwórczy w Polsce, mam nadzieję, że się ostanie) artykuł o tym, jak postępowe władze związków dziennikarskich cenzurują niewygodnego im publicystę piszącego o włoskich muzułmanach. A szerzej: o tym, jak ekspansywny i agresywny jest “zwyczajny” islam i jak mocno wspierany jest przez lewicę:
    http://www.rp.pl/artykul/61991,1145816-Plus-Minus–Wloskie-okopy.html

  19. etanolek

    Bardzo lubię Wasze dyskusje.
    @Dorota: sugerowanie, że wszyscy muzułmanie mają coś wspólnego z przemocą wobec kobiet i dziewcząt oraz egzekucjami w wykonaniu islamistów jest tak samo błędne, jak sugerowanie, że wszyscy chrześcijanie mają coś wspólnego ze zbrodnią w Sabrze i Szatili (http://pl.wikipedia.org/wiki/Masakra_w_Sabrze_i_Szatili).
    Duża emigracja z krajów muzułmańskich gwarantowała tanią siłę roboczą w Zach Europie i mam wrażenie, że skala radykalizmu wśród członków pierwszego pokolenia muzułmanów na Zachodzie była zdecydowanie mniejsza niż wśród ich dzieci wychowanych już w Europie. Śmiem postawić tezę (prawie “lewicową”), że radykalizacja części potomków muzułmanów w EU to efekt nieumiejętnej polityki integracji, a nie wyznania/kultury.

  20. etanolek

    “Co do Rosji – w państwach niedemokratycznych zagrożenie islamskie jest mniejsze.”
    Nic bardziej błędnego, jeśli “islamskie zagrożenie” rozumieć jako islamistyczne. Rosja ma ogromny problem z ruchami radykalnymi na Płn Kaukazie i w Azji Środkowej tzw. “miękki brzuch Rosji” na granicy z innymi satrapiami postsowieckimi.

  21. _dorota

    @ etanolek
    “sugerowanie, że wszyscy muzułmanie mają coś wspólnego z przemocą wobec kobiet i dziewcząt oraz egzekucjami w wykonaniu islamistów”
    Faktem jest mizoginizm islamu (może być skrajny, jak w IS lub łagodniejszy) i brak tolerancji wobec innych wyznań. Nie mówimy o czyimś widzimisię, ale o dogmatach religijnych (“A kiedy spotkacie niewiernych, to uderzcie ich mieczem po szyi”, cytat z pamięci).
    Te dogmaty dodatkowo ulegają zaostrzeniu przez możliwość ich interpretacji, ale istnieją zawsze i wyznaczają “profil” islamu na całym świecie, bo pochodzą z Koranu.

    Brak tolerancji wobec innych wyznań może być lokalnie złagodzony: na Ludy Księgi można nałożyć dżizję (podatek) zamiast je eksterminować, ale to eksterminacja pozostaje dla muzułmanina podstawową opcją. Wszystko, co może przeszkodzić rozszerzaniu ummy należy usunąć.
    Przypominam też, że to chrześcijanie są na świecie najmocniej prześladowaną mniejszością religijną.

    “Duża emigracja z krajów muzułmańskich gwarantowała tanią siłę roboczą w Zach Europie”
    Sytuacja się zmieniła. Teraz muzułmanie europejscy są grupą niepracującą. Dane dotyczące GB podawałam, a np. w Niemczech wśród Turków bezrobocie wynosi 40% (przy bardzo niskiej ogólnej stopie bezrobocia).
    Europejscy muzułmanie utrzymują się głównie z zasiłków i przy tym serdecznie nienawidzą państwa, które im te zasiłki przyznaje i społeczeństwa, które im je finansuje (o integracji już nikt nie mówi, nawet lewica). To nałożenie czynników ekonomicznych i etnicznych tworzy mieszankę zapalającą: wszelkie próby reformowania europejskich systemów socjalnych eksplodują w pełnowymiarowy konflikt etniczny.

    “Rosja ma ogromny problem z ruchami radykalnymi na Płn Kaukazie i w Azji Środkowej”
    Bez wątpienia, ja myślałam o czymś innym. Muzułmanie na zachodzie Europy bardzo sprawnie i bezwzględnie korzystają ze zdobyczy demokracji i państwa prawa. W państwie totalitarnym i bezprawnym nie zdobędą tak wiele jak już zdobyli w Europie. A “problem” z Zakaukaziem to Rosja miała już za czasów Lermontowa.

  22. etanolek

    @Dorota
    mizoginizm islamu – wg mnie tak samo, jak w większości religii monoteistycznych np patriarchat w katolicyzmie, prawosławiu, ruchach prostestanckich w USA, konserwatywnym i ortodoksyjnym judaizmie; na boku to ciekawy temat, które dogmaty religijne/systemy etyczne wpłynęły na rozwój kapitalizmu/wolnego rynku – bardzo ciekawie na ten temat u Tomasa Sedlacka “Ekonomia dobra i zła”;

    “Europejscy muzułmanie utrzymują się głównie z zasiłków”
    analogicznie Afro-Amerykanie w USA, Romowie na Słowacji itp -jeśli są obywatelami tzn są częścią społeczeństwa i nie pozostaje nic innego jak wypracować system aktywizujący te grupy. próby odcięcia się od tego problemu trącą rasizmem i ksenofobią.
    Zachód w postaci Rzymu juz raz upadł z powodu “barbarzyńców” i na gruzach powstała ciekawa mieszanka kulturowa nowożytnej Europy (z resztą bardzo agresywna i wykorzystująca inne kultury) 🙂

    Rosja – zgoda; chciałem tylko zauważyć że w odróżnieniu od innych potęg kolonialnych XVIII/XIX w. Rosja zrosła się terytorialnie ze swoimi koloniami/zdobyczami i ludnosć skolonizowana jest w środku. Proces dekolonizacji, jaki przeszły dawne kolonie Zachodu, dla niektórych terenów rosyjskich chyba jest nie możliwy, a niektórzy upatrują kontynuacji w kolonizowaniu własnych współobywateli w tradycji państwowości rosyjskiej.

  23. _dorota

    @ etanolek
    Patriarchalizm w chrześcijaństwie nijak się ma do pogardliwego, odczłowieczającego traktowania kobiet przez islam.

    “jeśli są obywatelami tzn są częścią społeczeństwa i nie pozostaje nic innego jak wypracować system aktywizujący te grupy”
    Zasadniczo słuszny postulat, tyle że niewykonalny. Grupy już licznej, a przy tym niezwykle agresywnej, nie da się odciąć od zasiłków, dzięki którym funkcjonuje. Konflikt, który przy tym powstanie będzie naprawdę poważny.

    “Zachód w postaci Rzymu już raz upadł z powodu „barbarzyńców” i na gruzach powstała ciekawa mieszanka kulturowa nowożytnej Europy”
    Ano, to chyba mogłaby być puenta tej naszej rozmowy: będziemy mieli przez najbliższe kilkadziesiąt lat okazję obserwowania niezwykle ciekawego procesu, jak barbarzyńcy od wewnątrz podbijają Zachód. Rekonkwisty żadnej przy tym nie będzie, bo poprawność polityczna jest zbyt silna i gęganie o “ksenofobii” i “rasizmie” zwiąże ręce każdemu, kto będzie chciał zmierzyć się z problemem. Może powstanie coś “ciekawego”, ale raczej będzie to regres cywilizacyjny. Islam jest jałowy intelektualnie.

    No coż, będzie to na swój sposób zabawne obserwować jak dawne imperia kolonialne terroryzowane są od wewnątrz przez różne “milicje szariackie” i co jeszcze tylko do głowy islamistom przyjdzie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *