Zarówno w dopiero co opublikowanym przeze mnie wywiadzie jak i w dyskusjach internetowych, które ostatnio śledziłem, a teraz pośrednio i we wpisie Grzegorza, pada dość ważka kwestia: nauki inwestowania/tradingu pod okiem nazwijmy to umownie „Mistrza”.

 

Trener, doradca, instruktor, coach, mentor, nauczyciel, guru. Takie synonimy można by zmieścić w rozwinięciu pojęcia umownego „Mistrza”, zależnie od kontekstu, celu, relacji. Nie będę ich jednak tym razem definiował ani analizował, po prostu przywołuję je tylko po to aby zindeskować dobrze cały problem. A problemem tym dziś w szczegółach będzie:

Czy osoba nauczająca innych inwestowania/tradingu za wynagrodzeniem powinna legitymować się namacalnymi dowodami zyskownego wykorzystywania swoich umiejętności w praktyce czyli pozytywnymi wynikami zarabiania na rynkach finansowych ?

Wielu czytających powyższe pytanie, podobnie jak wielu uczestników internetowych dyskusji, bez wahania stwierdzi: TAK! Jak można bowiem uczyć czegoś, czego samemu w praktyce się nie potrafi?! A ja odpowiem: TAK i dodam baaaaardzo duże ALE. Lub może bardziej logicznie i warunkowo: jeśli tenże wykaże się potwierdzonymi i rzetelnymi realnymi wynikami, wówczas może to być dodatkowym atutem, jeśli jednak ich nie posiada – nie musi to być w żadnym razie dyskwalifikujące. Jednakże nawet jeśli je ujawni, to niekoniecznie wskazują one na jego umiejętności, wiedzę i kwalifikacje.

Argumentem najprostszym za odrzuceniem konieczności przedstawienia dowodów zyskowności byłby ten, który wielokrotnie przywoływałem już w swoich wpisach na zasadzie adekwatności: trenerzy, np. sportowi, wcale nie muszą być jednocześnie wybitnymi sportowcami aby dobrze prowadzić drużyny czy pojedynczych zawodników. Wymieńmy Jose Mourinho, który jako zawodnik nie pokazał żadnej wielkiej klasy, jako prowadzący wiele drużyn okazał się doskonałym trenerem. Często zresztą, co jest pewnego rodzaju dowodem a rebours, świetni sportowcy nie dają sobie rady jako trenerzy.

Fakty te jednak z kilku powodów mogą nie przekładać się 1:1 na finanse, znacznie bardziej wymierną i skomplikowaną dziedzinę. W takim razie sięgnijmy po argumenty innego rzędu.

Zadajmy sobie w tym celu następujące pytanie:

Na jaką wiarygodność pokazanych wyników możemy liczyć przy weryfikacji tego czy wybrany Mistrz-nauczyciel jest rzeczywiście doskonałym traderem lub inwestorem? Otóż w tym wypadku mamy do czynienia niestety z kilkoma dość istotnymi niewiadomymi ponieważ pokazane wyniki mogą zawierać następujące wady:

1. Obejmować tylko jeden wybrany z wielu rachunek inwestycyjny.

2. Obejmować tylko zyskowną część całej historii rachunku inwestycyjnego.

3. Nie mieć związku z rzeczywistością (np. podrobione, spreparowane, przywłaszczone).

4. Obejmować tylko wyniki hipotetyczne (np. symulacje na danych historycznych) pod pozorem wyników realnych.

5. Nie uwzględniać tak zwanego ‘survivorship bias’ czyli tych dokonań, które skończyły się fatalnie, ale już „nie istnieją” (zamknięty rachunek, nieistniejący broker).

6. Nie odzwierciedlać dokładnie tej samej metody, która stanowi przedmiot kursu.

7. Historyczne wyniki nie muszą powtórzyć się w przyszłości (nazywam to na własny użytek „efektem Schumachera”, wielokrotnego mistrza Formuły 1, który nie odnalazł się już na torze w nowych warunkach po powrocie do ścigania).

Wymieniam tylko 7, chyba najbardziej prawdopodobnych, choć listę można by zapewne rozszerzyć. Pozostaje więc tak naprawdę jedynie kwestia wiary i zaufania. Nie dysponujemy bowiem możliwościami skutecznej weryfikacji. Zresztą żaden podpieczętowany, oficjalny dokument ani dostęp do rachunku, nie muszą pokazywać całej prawdy. Możemy w niektórych wypadkach co najwyżej pokusić się o jakieś działania zbliżające nas do prawdy – np. wynająć detektywa, poprosić o audyt czy PIT, spisać jakieś formułki u notariusza, nadal jednak nie zagwarantuje to nigdy 100% pewności odpowiednich kwalifikacji.

Nawet trading live z udostępnieniem nam do niego dostępu nie będzie wymierny jeśli nie obejmie wystarczająco dużo transakcji, które wykluczą losowość i naturalne obsunięcia kapitału. Bez tego bowiem taka forma może wyeliminować kogoś wybitnego, kto niczym Mourinho nie miał daru do praktycznego zastosowania swojej wiedzy na zadowalającym poziomie. Ale nawet jeśli ktoś był fenomenalnym praktykiem, dziś może to nie mieć żadnego znaczenia, stąd odniesienie do przykładu Formuły 1, w której wielokrotny mistrz M.Schumacher powrócił do ścigania w zupełnie innych technologicznie warunkach, z innego rodzaju zawodnikami, sprzętem i regułami. Piszę o tym nie bez przyczyny – spotkałem się z takim przypadkiem, a o innym słyszało pewnie wielu czytających te słowa: Curtis Faith.

W tradingu znajdziemy ludzi, którzy piszą ciekawe i odkrywcze materiały czy software/systemy, ale nie parają się inwestowaniem na własny rachunek. Choćby z tego powodu, że nie mają do tego ciągot (pasjonuje ich kreowanie a nie odtwarzanie), albo otwarcie deklarują, że nie mają ochoty wystawiać się na zabójcze emocje niweczące strategie (tzw. behavioral gap), bądź też nie posiadają predyspozycji mentorskich. Wymieńmy chociażby w tym miejscu Ehlersa czy Tharpa. Brak wyników nie musi się wiązać z niedostatkiem odpowiedniej wiedzy.

Natomiast pytania o to dlaczego ktoś chce zarobkowo nauczać nie prowadzą do żadnej przydatnej odpowiedzi, której rzetelności ponownie zresztą nie sposób zweryfikować.

Jednym zdaniem ani pokazanie wyniku, ani nie posiadanie takowego, w żaden sposób nie pomaga w rzetelnej weryfikacji kwalifikacji potencjalnego nauczyciela. Być może w jakiejś mierze pomogłoby, przynajmniej w pierwszym zakresie, zadanie powyższych 7 kwestii w formie pytań, bez gwarancji jednak na szczere i prawdziwe odpowiedzi. Nikt jednak takich pytań w praktyce nie zadaje, nikt również nie wysila się na sprawdzenie tych wyników, które dostaje (i słusznie – to jak widać bezcelowe), co jest w ogóle tematem na osobny wpis. Tak naprawdę to po prostu kolejne ryzyko, na które wystawiamy się co dzień w wielu dziedzinach (czy ta żona/mąż to naprawdę „na zawsze”?). Zresztą żadna gwarancja, jak choćby stosowana w handlu, która jest dużo prostszym i pewniejszym zobowiązaniem, nie zapewnia jakości, lecz jedynie naprawienie uszczerbku, ale nie całej szkody.

 P.S. Nie zostałem upoważniony do informowania o wynikach finansowych IronMana, z którym robiłem wywiad. Wyjaśnieniem tego nie jest powyższy wpis. Przeprowadzenie wywiadu z kimkolwiek na temat inwestowania nie jest zobowiązaniem do ujawniania jego finansów! Wyjątkiem może być co najwyżej cel komercyjny odpytywanego. Nasza długa rozmowa była przede wszystkim nakierowana na wymianę doświadczeń, a dla mnie przy okazji inspiracją do kilku wpisów (jak ten właśnie), ale również przyczynkiem do pewnych działań osobistych. Gdybym nie był przekonany, że ten wywiad warto było zrobić, nie tłukłbym się do Londynu ani nie zawracał głowy Czytelnikom.

P.S. II   Z przyjemnością zrobię wywiad z każdym kto uważa, że ma coś do powiedzenia. Może być mailowo, zapraszam na kathay.w.bossa.pl. W żadnym razie nie będę pytał o wyniki. Interesuje mnie treść.

—-kat—

[Głosów:32    Średnia:3.8/5]

2 Komentarzy

  1. Warszawiak

    Szanowny Panie Tomaszu!

    Czy może istnieć analogiczność między trenerem sportowym a naszym Mistrzem-nauczycielem inwestowania/tradingu?

    Moim zdaniem tak a jeżeli tak, to dobrego trenera poznaje się po tym czy osoby, które trenuje mają rezultaty…. czy każdy kogo ten trener trenuje może mieć rezultaty… nie i nie musze tłumaczyć dlaczego… a jeżeli tak jest, to minimum jakie należy wymagać od naszego Mistrza-nauczyciela, to wskazanie i najlepiej udowodnienie tego, że kilku osobom, które nauczał właśnie się powiodło na giełdzie…. ponieważ często bywa tak, że giełda jest wykorzystywana do uzasadnienia swoich lewych interesów a jeżeli tak, to każdy kto bez dowodów wierzy szczególnie osobie spotkanej przypadkowo w internecie… jest naiwny a to całkowicie eliminuje go moim zdaniem z rynku finansowego.Kropka.

    A co do wywiadu, to całkowicie zgadzam się z Dorotą co na temat tego wywiadu pisała i jak ten wywiad należy odbierać…. jednak żeby być konkretny i nie być naiwny, to muszę dodać łyżkę dziegdziu… 😉

    Jak już pisałem IronMan był moim zdaniem wyjeżdżając z USA do Anglii za przeproszeniem gołodupcem, dlatego żeby chociaż trochę uwiarygodnić swoje wypowiedzi powinien podać czas przez jaki pracował w Anglii na etacie i ile udawało mu się odkładać rocznie i z jakim kapitałem startował usamodzielniając się… jak długo od usamodzielnienia się inwestował czy spekulował…. jak rósł w danych latach jego kapitał – przykładowo na koniec kalendarzowego roku…. tych informacji nie śmiałbym wymagać gdyby bohater wywiadu podał swoje dane jednak gdy występuje pod nickiem, to wszelkie jego bajdurzenie jest mało lub całkowicie niewiarygodne i tak to sobie może opowiadać na Kółku Gospodyń Wiejskich… proszę Szanownego Pana…. ;-)))

    Serdecznie pozdrawiam, Warszawiak.

    PS. I jeszcze jedno…. czy do sukcesów na giełdzie jest wymagana wiedza w tym kierunku… oczywiście ale twierdzę, że zbyt duża wiedza utrudnia lub całkowicie eliminuje zawodnika…. a jeżeli tak, to jeżeli miałbym takie możliwości, to twierdzę, że na swojego Guru czy Mistrza-nauczyciela wybrałbym właśnie IronMana, ponieważ nieskromnie powiem, że spełniam warunki moim zdaniem do tego, żeby to szkolenie przyniosło rezultaty.Kropka.

  2. pit65

    “W tradingu znajdziemy ludzi, którzy piszą ciekawe i odkrywcze materiały czy software/systemy, ale nie parają się inwestowaniem na własny rachunek.”

    To jest bardzo dobre pytanie. Też się dziwię.
    Ale odpowiedź chyba jest prozaiczna.
    Bo to jest praca wyrobnicza, jeżeli nie mam odpowiedniego kapitału by z tego żyć.
    Dla tych co mają kapitał nie potrzeba byc wyrobnikiem.

    Przykładowo: mając 10K co jest niczym, by go podwoić przy całkiem do przyjęcia 20% rocznie potrzebujemy 4 lat wyrobnictwa itd. i tak po 20 latach jak wytrzymamy lub ktoś z nami wytrzyma dojdziemy do oszałamiającej sumy ponad 300k.
    Poniewczśnie każdy do tego dochodzi i przy pewnym juz zasobie wiedzy zaczyna się dorabianie na boku mniej stresujące, typu ksiązki, software, elitarne kursy.
    JAk taki biznes wypali to w imię czego wracac do niepewnego efektu wyrobnictwa?
    Widziaał kto jakiego milionera prócz starego poczciwego Buffeta 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *