Ten wpis kończy naszą rozmowę. Nie mogłem nie spytać o emocje związane z inwestycjami kwot sięgających setek tysięcy funtów.
kathay: Kończy nam się czas a ja jeszcze chciałem Cię koniecznie spytać jak przy kwotach, którymi operujesz, radzisz sobie z emocjonalnymi pułapkami w tradingu?
IronMan: Ponownie mam wątpliwości czy jestem odpowiednią osobą, która powinna publicznie zabierać jakikolwiek autorytarny głos w tej sprawie. Może raczej umówię Cię ze znajomym psychologiem ? 🙂
O ile doradza traderom i inwestorom to bardzo chętnie! Póki co nie odejdę jeśli nie potwierdzisz, że jesteś normalnym homo sapiens, który nie sypia po nocach z powodu strat, nadużywa używek i regularnie niszczy w drzazgi klawiaturę.
No skoro ma być groteskowo to może lepiej niech będzie z sensem. Kanalizowanie negatywnych emocji i stresów jest konieczne wszędzie tam gdzie od poprawności decyzji i jasności osądu zależy twoje życie, i twojej rodziny. Jeśli komuś poprawia ostrość widzenia roztrzaskana klawiatura to nie ma w tym nic złego dopóki tylko na tym się kończy. Traderzy w mojej prop tradingowej firmie w Nowym Jorku mieli możliwość korzystania z opieki swego rodzaju coacha. Dla mnie to była chyba jedna z najlepszych lekcji jaką dostałem.
W skrócie chociaż gdybyś mógł w takim razie powiedzieć jak uczono was radzić sobie z przeciwnikiem, którym w tradingu jesteśmy zawsze my sami?
Ech, ponownie nie jest to temat na krótki wywiad. Zresztą nie będąc fachowcem od mentalnych problemów mogę nieopatrznie wyrazić się w tym temacie nie dość precyzyjnie czy niepoprawnie. Mogę co najwyżej powiedzieć o tym co sam z tych lekcji wyniosłem.
No właśnie, dokładnie o to chodzi. Czy naprawdę poważna kasa stresuje i paraliżuje nieproporcjonalnie silniej?
Powiedziałbym chyba, że to przede wszystkich kwestia proporcji. To znaczy proporcji w sensie tego jak bardzo twoje ryzyko wygląda na tle całości kapitału. I tu jest kilka elementów. O pierwszym ci wspominałem – nie mam ciśnienia, żeby w transakcji wystawiać się na ryzyko rzędu 2%. Dla mnie 0,5% kapitału to już naprawdę bardzo rzadkie maksimum i to całego portfela jednocześnie. Ale nadrabiam dużą ilością transakcji i ich rozproszeniem w sensie pozycji w 2-3 aktywach jednocześnie, czyli forex, akcje i indeksy. Rzadko jednak straty mi się kumulują w jednym momencie na wszystkich rynkach razem. Częściej straty w jednym kompensują się w innym. To daje większe poczucie kontroli i spokoju. Po drugie – kwoty ryzyka nominalnie wyglądają być może na spore, ale dojście do nich to był proces adaptacji, a więc gry coraz większymi sumami, ale nie procentami. Kiedy jednak budowałem kapitał operacyjny nie miałem tak wiele do stracenia więc proporcje ryzyka były większe. Powiedziałbym, że 2% to była średnio niska norma. A jeśli zaczynałem odczuwać niepokój to dla mnie sygnał, że pozycje są zbyt duże. To samo jeśli siadałem przed monitorem i czułem, że obciążają mnie jakieś problemy, choćby rodzinne. Wolałem wówczas grać małymi pozycjami niż rezygnować w ogóle, to w ramach powiedzmy terapii.
A co z dyscypliną? Wspominałeś o błędach.
Tak naprawdę kiedy twardo i krótko stosuję stop-lossy a przy tym spora część decyzji jest w zasadzie automatyczna, i wiem co robię i skąd biorą się moje zyski, to na łamanie dyscypliny nie zostaje dużo miejsca. Świadomość tego jak cały ten kram działa, doświadczenie z ciągłego wystawiania się na ryzyko, a przede wszystkim logiczna i sprawdzona strategia gry budują zaufanie do tego co robisz. A błędy? Cóż… któż ich nie popełnia… przy szybkiej grze zdarza mi się błędnie kliknąć w klawiaturę. Tak jak zdarza mi się często błędnie ocenić głębokość i siłę zleceń na akcjach, ale na to właśnie mam stopy, to część biznesu. Ryzyko jako wyzwanie a nie tragedia.
No dobrze, ale w prop tradingu warunki były nieco inne, więc jak was utwardzano? Kozetka i leczenie wspomnień?
No nie, nie przesadzaj 🙂 Ludzie, którzy mieli naprawdę spore problemy ze sobą byli eliminowani już na etapie naboru i szkolenia. Choć bywały trudne momenty, w tym te związane z ciągiem strat, które wymagały czasem małej pracy, wyciszenia albo wręcz przymusowego 2-3 dniowego postu od tradingu. Wtedy zawsze można było umówić się z coachem.
Czym cię wówczas motywował?
Motywacja to nie był cel, byliśmy wystarczająco zmotywowani bonusami i wewnętrzną rywalizacją. To była raczej kwestia pracy nad zarządzaniem emocjami, co procentuje chyba do dziś.
No to zamieniam się w słuch. Skonfrontujmy nasze doświadczenia w tym zakresie 🙂
Cóż, najważniejszym zadaniem była chyba konfrontacja z emocjami czyli nie uciekanie i nie chowanie się przed nimi lecz próba ich identyfikacji, dotarcia do potencjalnych źródeł ich pochodzenia, przyjrzenie się im. Potem człowiek nabierał w tym wprawy i nawet tutaj zaczął pojawiać się pewien automatyzm. Wiedzieliśmy, że zasadniczym sprawcą złych emocji był nasz system przekonań, może nierealnych oczekiwań, czasem nadgryzione ego a przede wszystkim to skutek pojawiających się nieuczesanych myśli. Jeśli np. pojawia się seria strat, a wiesz, że wszystko zrobiłeś poprawnie w sensie analitycznym, to nie szukasz wymyślnych powodów, nie szukasz winnych, tylko przyjmujesz do wiadomości, że to nieunikniona część procesu i po prostu zyski i straty mają taki falowy charakter. Poza tym mieliśmy wsparcie firmy w każdej chwili. Dziś musiałem je zamienić na wsparcie rodziny z jednej strony i poukładane wszystkie problemy dookoła, a z drugiej – rezerwowe środki niezaangażowane w transakcje. Wspominałem ci jak pamiętasz.
Tak, pamiętam dobrze, chciałem nawet cię zapytać czy przechowujesz je w jakiejś specjalnej formie.
To nawet nie istotne. Ważniejsze, że mam ułożone plany rezerwowe na wszelkie wpadki i wypadki. To również daje poczucie spokoju.
Zgadzam się bez słowa sprzeciwu. No to wróćmy do emocji. Jakieś praktyczne porady? Rozwiązania?
W zasadzie jak wiesz pewnie dobrze, emocje w sensie fizjologicznym to nic innego jak mieszanka hormonów i wszelakich neurowskaźników, które po prostu zalewają ci komórki mózgowe i blokują połączenia w nerwach. Najprostszym i najpraktyczniejszym sposobem pierwszej reakcji i przerwania tego ataku jest po prostu zrobienie sobie pauzy i skupienie się na krótkiej chociaż relaksacji. Każdy sam pewnie wie najlepiej jak się chwilę zrelaksować. Ja po prostu robię wówczas zestaw ćwiczeń rozciągających. To daje czas na ochłonięcie i dotarcie do źródeł złych emocji. A przy okazji konieczne rozprostowanie mięśni. Błyskawiczny sposób na ochłonięcie to ochlapanie twarzy zimną wodą. Organizm działa wówczas jak gdyby było to nurkowanie i zwalnia bicie serca oraz krążenie wszystkich płynów.
Ale jest jeden problem – spora część emocji rodzi się podświadomie i zwykle nie masz szans do nich dotrzeć. Nawet bez myślenia powstają automatycznie.
Tak, tylko że wszystko co możesz zrobić to tylko to na co masz realny wpływ. A więc świadome działanie. W tradingu w zasadzie mniej więcej wiesz skąd i jak się biorą wszelkie lęki. Nam powtarzano: „masz do dyspozycji wszystko by wygrywać z rynkiem, zrób to po prostu bo potrafisz”. Wiesz dlaczego wielu traderów przegrywa? To pewnie trywialne, ale z powodu braku świadomości tego skąd bierze się w ich transakcjach jak to się mądrze nazywa ‘dodatnia wartość oczekiwana’. Bo to nie jest tak, że jesteś młody, zdolny, wykształcony więc masz już wszystko żeby wygrywać. Musisz wiedzieć jeszcze jak, a to nie jest wiedza, którą jesteś w stanie znaleźć albo przyswoić sobie na weekendowym kursie. Jeśli ktoś siedzi w takiej czarnej dziurze nieświadomości to żadne opowieści o emocjach nie pomogą. Największym wsparciem jakim można sobie zafundować jest więc zrozumienie rynku i znalezienie własnej strategii na pokonanie go. I dla każdego będzie ona inna ponieważ każdy ma inną mentalność, geny, pasję czy nawet powołanie. Jeśli wsadzę się na serię strat to mam w sobie dość siły by z nich wychodzić, wiem bowiem skąd i jak te zyski mogę i potrafię póki co wyciskać.
Setki wpisów na blogu staram się temu poświęcić 🙂 W progu tego twojego arcyangielskiego domu widziałem kije golfowe. To twój sposób na odreagowanie stresów?
Dokładnie tak. Ale od niedawna. Do tej pory to był cały czas triathlon, którego jestem dozgonnym pasjonatem. Kilkadziesiąt kilometrów roweru albo 15 km biegiem ładuje akumulator i wycisza bardzo dobrze. Masz czas na rozmowę z samym sobą i przemyślenia. A przy tym zdrowie i kondycję na godziny przed monitorem. Jednak jakiś czas temu doszło do mnie, że za dużo tej adrenaliny. I w tradingu i w triathlonie. A gdzie czas na nicnierobienie? Próbowałem z różnymi rzeczami, ale póki co golf udał się najbardziej a gotowanie najmniej 🙂
OK., musimy niestety kończyć bo samolot nie będzie na mnie czekał. Bardzo ci dziękuję i szkoda tylko, że nie o wszystkim udało nam się jeszcze porozmawiać. Może jeszcze zdarzy się okazja.
Było mi miło spotkać się po latach i wymienić doświadczeniami. Jeśli wstawisz zapis tej rozmowy na blog to proszę uprzedź czytelników, że może ta wiedza, którą przekazałem nie jest najdoskonalsza, ale to jedyna, którą posiadam i na coś się jednak przydaje. Ja również nadal się uczę…
—kat—

