Kilka wpisów poświęcałem dopiero co Analizie technicznej (AT), obnażając jej niektóre słabości, a przy okazji wyznając, że jestem jej oddanym zwolennikiem. Zostałem zapytany o powody owego afektu, więc kilka słów w jej obronie.

 

Do przewagi wszystkich wymienionych niżej korzyści jestem absolutnie przekonany.

Aspektem dla mnie chyba najważniejszym jest jeden z trzech paradygmatów AT, który zakłada, że w cenach aktywów znajdujemy zdyskontowane (odzwierciedlone) w pełni i na bieżąco wszystkie informacje jakie generuje rynek i jego otoczenie (poza informacją o kursach z przeszłości, dzięki czemu AT, wykorzystująca właśnie przeszłe ceny, może być skuteczna). Implikacją tak kompleksowego a przy tym oryginalnego zdyskontowania jest bardzo istotna zaleta:

Brak konieczności poszukiwania i przetwarzania wszelkich możliwe użytecznych informacji, co łączy się ze znacznie niższymi kosztami finansowymi, czasowymi oraz psychologicznymi ich pozyskiwania.

Te ostatnie opierają się na tzw. nieperfekcyjnym poinformowaniu (ang. imperfect informed) co oznacza po prostu niemożliwość dotarcia do wszystkich mogących mieć znaczenie danych i newsów, jak również opóźnieniach w docieraniu do nich. Szczególnie chodzi o informacje niejawne (tzw. insiding), które i tak prędzej czy później znajdą swoje odzwierciedlenie w samym ruchu cen.

Co ważne przy tym – wszystkie informacje dostajemy w cenach na bieżąco i nieustannie. Tworzy to co prawda mały szum na wykresach, ale nie jest to aż tak istotny koszt dla wprawnego technika, tym bardziej, że zwolennik Analizy fundamentalnej nieustannie żyć musi w stresie, głowiąc się czy dysponuje już wszystkim ważnymi informacjami, czy ktoś nie używa informacji niejawnych albo w napięciu czekając na kolejne bilanse kwartalne (głód informacyjny).

Nie można przy tym zapomnieć o kolejnej zalecie: informacje o cenach są obiektywne i jednoznaczne, nie wymagają przy tym interpretacji tego co pod każdym ruchem się kryje, no i dostajemy od razu na tacy wiadomość o tym co myślą na temat samych cen i zdarzeń rynkowych inni inwestorzy. Dla mnie – wzrokowca – to błogosławieństwo.

I jeszcze dodajmy: ceny to informacja nie tylko przebogata, ale również prawdziwa. W odróżnieniu często od tego co oferują nam wcale nierzadko działy informacyjne spółek.

Bieżący dopływ informacji w formie cen, szybka tzw. informacja zwrotna (ang. feedback) do działań na ich podstawie, a także uniwersalność stosowania narzędzi technicznych sprawia, że A.T. można używać w dowolnej skali czasowej, na dowolnym instrumencie finansowym, a przede wszystkim przytłaczająco bardziej niż innego rodzaju metody nadaje się do timingu czyli zmian pozycji zależnych od koniunktury w wybranych formatach czasu (od sekund po lata). Timing oparty na skutecznych narzędziach bez wątpienia umożliwia znacznie wyższe zyski niż klasyczne, długoterminowe inwestowanie, nie mówiąc o tym, że pozwala unikać bess i znaczących korekt, lub przynajmniej je aktywnie wykorzystać. Timing to przy okazja emanacja usposobienia inwestora – czekanie na pozycji długoterminowej może być wyniszczające emocjonalne dla osób o określonym profilu osobowym (określenie „niecierpliwych” to zbytnie uproszczenie). W takim razie przebogate działania tylko w oparciu o wykres – np. wejście z kontry, polowanie na wybicie, podążanie za tłumem czy choćby wrażenia estetyczne – odzwierciedlają naturę ludzkiego zachowania i harmonizują z nim, co ma istotne znaczenie emocjonalne.

Nie każdy to rozumie czy akceptuje, ale możliwość komputerowych symulacji i weryfikacji pojedynczych narzędzi technicznych lub ich całych grup otwiera naprawdę ogromne możliwości poznawcze i edukacyjne. Nie trzeba zaraz komputerowego tradingu stosować, ale obcowanie z nim na etapie nauki nie tylko pozwala sprawdzić realną wartość poszczególnych narzędzi, ale również ich ograniczenia, a także wczuć się w puls rynku za ich pomocą. Zaręczam, że świat po takim doświadczeniu wygląda całkiem inaczej, nawet jeśli okaże się ono negatywne w sensie poszukiwania mechanicznej skuteczności.

Analiza Techniczna ponadto niesie takie oto unikalne pożytki:

– pozwala na łatwiejszą komunikację między inwestorami (wykres zamiast 1000 słów),

– jest tańsza i szybsza w obsłudze,

– dużo prostsza w nauce, nie wymaga obszernej wiedzy ekonomiczno – finansowej,

– wymusza naukę dyscypliny,

– pozwala na łatwiejsze określenie ryzyka wszelkiego typu,

– dysponuje nieograniczonymi możliwościami, które tylko wyobraźnia limituje.

To ostatnie łączy się również ze zjawiskiem, do którego mam dość ambiwalentny stosunek: subiektywność niektórych narzędzi i procesów. Moja taktyka to jednoznaczność jak najdalej posunięta. Mam świadomość tego, że jeśli wypływa się na głębokie wody intelektualne, gdzie wszystkie triki, pomysły i interpretacje nie są związane z żadnym reżimem systematyczności, to w zasadzie owo „wszystko” tak naprawdę oznacza „nic”. Uważam, że interpretacyjne, lub może intuicyjne podejście, jest jedynie pewnego rodzaju ucieczką i usprawiedliwieniem, na które sam nie chcę się narażać. Ale daleki jestem od tego by odwodzić od tego innych. Przekonuje mnie bowiem do pewnego stopnia teza, że stosunkowo długi staż, wsparty wiedzą i dobrym przewodnikiem prowadzi ku sukcesom w intuicyjnym tradingu technicznym. Weryfikatorem niech będzie jednak rynek. Moja A.T. ma więc ograniczenia, ale mimo to pozytywne strony nie pozwalają mi zmienić jej na nic innego.

—kat—-

[Głosów:24    Średnia:4.8/5]

1 Komentarz

  1. investor_ts

    Nietzsche twierdził, że nie istnieją fakty, a jedynie interpretacje. Choć nie jestem aż tak radykalny, to pozwolę sobie na odrobinę polemiki.

    Po pierwsze, już samo stwierdzenie, że “w cenach aktywów znajdujemy zdyskontowane (odzwierciedlone) w pełni i na bieżąco wszystkie informacje jakie generuje rynek i jego otoczenie” jest interpretacją ceny w świetle pewnej teorii.

    Po drugie, żaden technik nie ogranicza się do historycznych cen po jakich zawierano transakcje. Odwołuje się on do pojęć arytmetyki i geometrii oraz abstrakcyjnych pojęć AT, takich jak: średnie, trójkąty, wsparcia, opory, kanały, trendy itd. Analizę techniczną moglibyśmy więc uznać za obserwację, której towarzyszy interpretacja. Interpretacja ta zastępuje konkretne dane abstrakcyjnymi i symbolicznymi danymi, które odpowiadają im na mocy teorii, mniej lub bardziej świadomie, przyjmowanej przez inwestora.

    Nie istnieje analiza rynku wolna od interpretacji. Być może podziały na analizę techniczną, fundamentalną, trading intuicyjny itp. określają jedynie styl myślowy lub język opisu, przy czym wybór któregoś z nich jest wyłącznie kwestią gustu. A gusta, jak wiadomo, non est disputandum.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *