Indyjskie krowy, kapitalizm i rynek finansowy

Co powinni zrobić badacze, którzy analizowali wyniki sondażu gospodarstw domowych w indyjskim stanie Uttar Pradesh, by wyniki ich pracy stały się popularne? Powinni zatytułować badanie: Czy ciągłe istnienie krów podważa kluczowe założenie kapitalizmu?

Tak właśnie zrobili Santosh Anagol, Alvin Etang, Dean Karlan (AEK) i kilka miesięcy temu media, od The Atlantic po Financial Times, poświęciły ich pracy całkiem sporo miejsca. AEK zbadali stopy zwrotu, które indyjskie gospodarstwa domowe uzyskują z hodowli krów i bawołów. Zgromadzone w sondażu dane pozwoliły oszacować zarówno koszty związane z hodowlą jak i finansowe korzyści z hodowli. Co się okazało?

Hodowla krów i bawołów jest z finansowego punktu widzenia fatalną inwestycją. Roczna stopa zwrotu przy rynkowym koszcie pracy to odpowiednio -64% i -39% a przy założeniu zerowego kosztu pracy -6% i pozytywne 13%. Naturalnie, zarówno pierwsze jak i długie założenie odbiega od rzeczywistości więc rzeczywiste stopy zwrotu są pewnie gdzieś w tym szerokim przedziale.

W tym czasie, lokalne banki oferowały depozyty oprocentowane na poziomie 4-10% a indyjskie obligacje miały około 8,5% rentowności.

Badacze poświęcili więc sporą część artykułu na wyjaśnienie dlaczego mieszkańcy indyjskich wsi masowo hodują krowy i bawoły choć z ekonomicznego punktu widzenia przynosi im to straty. Zaproponowali między innymi:

  • błąd w pomiarze (na przykład deklarowanie zawyżone ilości czasu pracy)
  • preferowanie własnego, domowego mleka
  • preferowanie mało płynnych inwestycji uniemożliwiających zmianę decyzji i przeznaczenie pieniędzy na konsumpcję
  • zawodność rynku pracy (zwłaszcza dla kobiet), która sprawia rynkowa wartość dodatkowego czasu pracy jest bliska zero
  • preferowanie pozytywnej skośności wyników (część farmerów osiągała bardzo wysokie stopy zwrotu)
  • społeczne i duchowe (religijne) korzyści związane z posiadaniem krów (ale nie bawołów)

Warto jednak zauważyć, że indyjskie krowy i bawoły są jednym z wielu przykładów popularnych w państwach rozwijających się inwestycji oferujących negatywne stopy zwrotu. AEK podają przykłady rachunków oszczędnościowych o negatywnym oprocentowaniu w Kenii i w Afryce Zachodniej. Autorzy książki Dlaczego narody upadają?, Daron Acemoglu i James Robinson w tekście krytykującym ograniczoną wyobraźnię badawczą AEK podają przykład… krów w Lesotho – małym afrykańskim państwie, którego większość mężczyzn zatrudnionych jest w sąsiedniej Republice Południowej Afryki. Krowy są popularną inwestycją w tym państwie choć z ekonomicznego punktu widzenia przynoszą bardzo niskie stopy zwrotu.

Acemoglu i Robinson cytują antropologa, który wyjaśnia popularność krów jako inwestycji w Lesotho. Społeczne normy przyznają własność nad krowami mężczyznom a ich sprzedaż za gotówkę jest bardzo trudna – to czyni krowy bezpieczną inwestycją dla mężczyzn pracujących wiele kilometrów od domu.

Zwróciłem uwagę na badania AEK i przykład podany przez Acemoglu i Robinsona ponieważ pokazują one, że negatywne stopy zwrotu z inwestycji postrzeganych jako bezpieczne nie są niczym niezwykłym na rynkach, którym daleko do efektywności, a więc na których nie ma alternatyw dla inwestycji o bardzo niskich lub ujemnych stopach zwrotu.

Być może więc niczym niezwykłym nie były ujemne rentowności niemieckich bonów skarbowych w szczycie kryzysu w strefie euro ani negatywne rentowności amerykańskich TIPS? Inwestorzy, tak jak indyjscy rolnicy czy lesothańscy imigranci zarobkowi, po prostu nie znajdowali lepszych sposobów na inwestycje a rynek nie był ich w stanie zapewnić. Być może komentatorzy rynkowi potraktowali ją jako coś nadzwyczajnego i nienaturalnego ponieważ przez ostatnie kilka dekad nie mieli do czynienia z taką sytuacją

Można więc wyniki badań, takich jak analiza AEK, rozważać w kontekście ewentualnej nieracjonalności (w sensie ekonomicznym) ludzi, zwłaszcza biednych ludzi ale można także popatrzeć na nie w kontekście tego co się dzieje na nieefektywnym rynku, na którym występuje silny  popyt na postrzegane jako bezpieczne aktywa lecz ich podaż jest ograniczona.

[Głosów:44    Średnia:4.2/5]

18 Komentarzy

  1. pit65

    Trystero

    nie neguje poprawności finansowych aspektów chowu krów.
    Ale jak moja śp. babka mawiała procentami sie nie najesz , a z krową z głodu nie umrzesz w świecie z procentami jak i bez 🙂
    I coś w tym jest.
    Podobnie z własnym M4.
    Nie przynosi procentów rokrocznie, a nikt jakoś nie pała chęcią masowej zamiany na procenty z długów innych osób w banku.
    Wręcz przeciwnie dopłacają do Inwestycji życia.
    Pewnie jest to forma zdrowej egzystencjalnej ekonomii , w której wirtualny procent sterowany trudno ma sie zadomowić.
    Ciekawe gdyby wszyscy Hindusi sprzedali czy wycięli krowy i rzucili się na procenty co by sie stało.
    Kapitalizm by się nie zawalił procenty by może spadły , a ceny wzrosły.
    Coś na kształt naszej Unijnej tzw. “kwoty mlecznej” sprzed kilku lat.
    Rozmawiałem z producentami i jeśli im wierzyć gdy rzeka mleka była zbyt duża dostawali 50gr za 1 litr i jak mówili dopłacali .
    JAk finansowo i przepisowo “wykoszono” drobnicę i rzeka przyschła maja teraz 1.50 zł/l .
    A drobnica ma teraz procenty akurat spadające i nie ma krów , ani mleka po 1.5 , ale radośnie poszła na garnuszek samorządów i państwa lub wyjechała do Unii “za mlekiem” bo procenty nie starczają
    na litr tego co kiedyś było za bezcen .
    Samo życie, jak byś się nie obrócił to 4 litery zawsze z tyłu.

    1. trystero (Post autora)

      @ pit65

      Z M4 jest często tak, że jeśli potraktować M4 i kredyt hipoteczny jako narzucenie sobie obowiązku oszczędzania (teoretycznie rata kredytu buduje oszczędność w postaci własnego M4) to może mieć to spory sens zwłaszcza u ludzi, którzy “samodzielnie” oszczędzać nie potrafią – nawet jeśli z czysto rachunkowego punktu widzenia bardziej opłacałby się najem.

      Tak więc hipoteza krów jako niepłynnych inwestycji, które nie pozwalają ludziom na konsumpcję przemawia do mnie.

      Tak samo jak przemawia do mnie hipoteza mało efektywnego rynku, który nie stworzył sensownych możliwości inwestycyjnych – alternatywnych do krów.

  2. pit65

    @Trystero

    Wiesz granica między tym “co zarabia”, a tym “na co zarabiamy” jest płynna i czysto umowna.
    Model finansowy pewne rzeczy porządkuje , ale
    rzeczywistość ekonomiczna jest wielowymiarowa.
    Stąd rola rola hipotez , które maja pewną wartośc poznawczą lecz rzadko praktyczną.
    Wszystkie wymienione maja pewien sens logiczny zgodnie z przesłankami na których zostały zbudowane.
    Hindus pewnie tak samo egzotycznie patrzy na “zarabiające procenty” jak procenty na jego “kiepski biznes” 🙂

  3. Krzysztof

    Dnia 2014.02.24 20:07, pit65 napisał:
    JAk finansowo i przepisowo „wykoszono” drobnicę i rzeka przyschła maja teraz 1.50 zł/l .
    A drobnica ma teraz procenty akurat spadające i nie ma krów , ani mleka po 1.5 , ale radośnie poszła na garnuszek samorządów i państwa lub wyjechała do Unii „za mlekiem” bo procenty nie starczają

    Opracowywałem kiedyś system dla mleczarni i później go wdrażałem. Poznałem wszystkie niuanse i oszustwa jakich dopuszczali się “drobni”
    Taki drobny (dostarczał od 10 do kilkudziestu litrów. Jak podjeżdżał samochód i pobierali próbki – podstawiał 1 bańkę. Jak nie brali próbek (pobieranie próbek uruchamiał kierowca w trakcie pobierania mleka) to podstawiał 3 bańki. Ponieważ orientowano się w oszustwach drobnych to kierowca czasami pobierał próbki z tych dodatkowych baniek. Próbki szły do laboratorium i tam wychodziły oszustwa. W mleku od krowy nawet po odciągnięciu śmietany jest 4,0 – 4,6% tłuszczu. W tych “dodatkowych bańkach było czasami zaledwie 0.4 % tłuszczu. (Zawartość białka również bardzo niska). Świadczyło to , że w bańce było więcej wody niż mleka. Zanieczyszczenia mleka u drobnych były na porządku dziennym (np. IXI po myciu baniek, lub mleko z zawartością antybiotyków, które podawano krowie w przypadku choroby. U dużych dostawców nigdy to się nie zdarzało. Dużym sie to nie opłacało. Dostawca, od którego codziennie odbierano 2000 lub więcej litrów mleka, nie mógł sobie pozwolić, że przez miesiąc lub więcej po wykryciu oszustwa, mleko od niego nie będzie odbierane. Drobni, takie mleko wozili do miast i sprzedawali jako “prosto od krowy”. To, że z antybiotykami, ixi i niewielką ilością mleka w mleku, ale prosto od krowy. I dlatego nigdy nie kupowałem i nie kupuję mleka „prosto od krowy”.
    Odnośnie Indii i tamtejszej kultury. Krowy to mały problem. Największym problem jest wszechobecny brud na ulicach. To jest coś niewyobrażalnego na nasze Europejskie stosunki.

  4. astanczak

    @ Model finansowy pewne rzeczy porządkuje

    W przypadku krów w Indiach upraszcza i pomija zmienne kulturowe.

    > rzeczywistość ekonomiczna jest wielowymiarowa.

    W tym wypadku raczej społeczna niż ekonomiczna. W przypadku stosunku do krów w Indiach trzeba analizować raczej proces dyfuzji kulturowej.

    Przepraszam, ale trzeba być naprawdę nieoczytanym debilem – używam tego z pełną premedytacją – żeby nie rozumieć, że sprowadzanie krowy do czynnika ekonomicznego akurat w Indiach jest analfabetyzmem kulturowym. Badania nad świętością krów w Indiach trwają od dziesiątek lat i przeanalizowano to na setki sposobów. Obalano zarówno mit świętości krów, jak i kwestionowano ich użyteczność ekonomiczną.

    Tak przy okazji Gandhi – najważniejsza postać w historii Indii – całkiem sporo mówiła o krowach i nie są to zdania o kremówkach zjadanych na rynku.

    http://dahd.nic.in/ch2/an2.6.htm

    Ktoś jeszcze ma odwagę sprowadzać krowy w Indiach do czynnika ekonomicznego? Niech spróbuje sprowadzić konia do czynnikach ekonomicznego w kulturze europejskiej. Tylko niech ma odwagę i odnotuje, jak kultura posiadania konia przerodziła się w kulturę posiadania samochodu. Może wszyscy miłośnicy motoryzacji policzą koszt posiadania własnego przedłużenia – hmm – konia.

  5. mcgravier

    Hmm, moim zdaniem równie dobrze można by pytać o ekonomiczny sens kupowania topowych laptopów Apple. Niby nie ma, a jednak ludzie kupują.

  6. _dorota

    “silny popyt na postrzegane jako bezpieczne aktywa”
    Tak mi się jakoś ze złotem skojarzyło. Bywa równie nieefektywne, a mieć i tak przyjemnie.

    Poza tym Astanczak ma całkowitą rację z tym analfabetyzmem kulturowym. To tak jakby rozpatrywać święte obrazki na ścianach wiejskich domów w kontekście inwestycji w dzieła sztuki.

    1. trystero (Post autora)

      @ dorota, AStanczk

      Przecież autorzy wspominają o aspekcie religijnym i wspominają, że aspekt ten nie dotyczy bawołów.

      Świat pełen jest niespodzianek ale byłbym ostrożny z oskarżaniem Santosha Anagola (nawet jeśli wychował się w USA) o analfabetyzm kulturowy w kontekście hinduizmu, tym bardziej, że z biografii wynika, że spędził kilka lat w Indiach.

  7. pit65

    @Krzysztof

    Widzisz tak sie składa , żę wychowałem sie w domu “drobnego”
    i coś na ten temat wiem.
    NAdal smakuje mi “mleko od krowy” tylko schłodzone , a nie chemiczne produkty mlekopodobne szeroko dziś dostępne.
    Bardzo lubię kefir i specjalnie kupuje mleczko od drobnego “brudasa” by się “zsiadło” w domu gardząc “czyściochem” dużym bo miałem okazję napatrzeć się na tych czyćcioszków, u których profilaktyka jest niby nienaganna wg. przepisów.
    Mniej więcej różnica tak jak obiad domowy u mojej babci i baru mlecznego z czasów Tow. Gierka .
    A i spróbuj zrobić tę sztuke z tymi chemikaliami ze sklepu , ale to nie wada lecz cecha jak to mówią specjaliści od reklamy.

    Znałęm też “drobnych” oszustów i tych co higieny nie zachowywali.
    Ale każdy kij ma dwa końce.
    KIedy w “labolatorium” bakterie znikały tylko jak “posmarowałeś” bo w inny sposób poprzez właściwe schładzanie i czystość nie mogły.
    Mnożyły sie i cena surowca była zaraz o połowę niższa.
    Ale jak tylko ojciec zajechał z reklamacją na drugi dzień było czyściutko.Takie cuda ozdrowienia mleczka były na co dzień.
    Tłuszcz zaniżany zawsze.
    Mineło już ponad 10 lat jak ojciec rzucił “biznes” bo z wiekiem miał dość traktowania jego pracy jak idioty.
    Trochę rozumiem tych drobnych jak miał połowę tłuszczu na ekspertyzie i wiedział co ma to niejeden dolewał wody by ekspertyza równała się prawdzie.
    Myślisz ,że duzi nie dolewali, dlatego mieli zawsze lepsze ceny by im ochota nie przyszła, a i tak coś tam wiem 🙂
    Masz racje duży więcej może: ma na prawnika i niezależne badania , dużego ot tak wykosic nie można bo skąd surowiec z Indii, trzeba umowę szanować.
    U znajomych rodziców /duży/ w kadzi parę tysięcy litrów pływal był sobie kiedyś zdechły prosiak.Smacznego. Żadnych bakterii nie wykryto.
    W końcu i tak bakterie znikają w procesie pasteryzacji, a bród na filtrach zostanie i z dodatkiem zdrowej chemii mamy zdrową żywność .
    Tylko mleko jakieś takie gorzkie sie po otworzeniu robi nie to co “prosto od krowy”, które dopiero nabiera smaku nie wspominając o śmietanie na widok której niejednej anorektyczce robi sie niedobrze od nadmiaru kalorii 🙂

    Ogólnie puenta jest taka ,że to nie duży, drobny, mleczarnia czy czystośc jest problemem. To jest jedynie pretekst by iść w jedynie słusznym kierunku. Dziś decyduje urzędnik, dzieli polaryzuje i doktrynalnie nie wspiera rozdrobnienia i pod to jest wszystko podporządkowane -obustronne przekręty także jako wypadkowa tych decyzji.
    Cóż takie czasy. Ciekawe znaczy się.

  8. astanczak

    @ trytero

    Problem nie polega na tym, że nie zauważają, tylko na zarzuceniu elementarnego dla myśli ekonomicznej pojęcia homo oeconomicusa na rzeczy, które są niemierzalne stopą zwrotu z kapitału. Panowie robią badanie w pewnym paradygmacie i dziwią się, że ludzie nie jawią się jako racjonalni ekonomicznie.

    Nie zauważyli też, że respondenci mogą kłamać, bo Indie są w fazie, w której widać proces sekularyzacji. W efekcie w społeczeństwie cały czas może funkcjonować tabu świętości krowy, ale równolegle trwa proces, który z krów czyni towar. Tabu wokół wołowiny i generalnie jedzenia mięsa jest w Indiach łamane:

    http://timesofindia.indiatimes.com/articleshow/msid-1273309,curpg-1.cms

    Indie są też bardzo dużym producentem skór i producenci muszą tam uciekać się to różnych sztuczek, żeby móc zabić krowę na skórę. Popularnym sposobem jest pogarszanie stanu zdrowia zwierząt, żeby można było je podać procesowi produkcji. My to przerabiamy w przypadku schyłkowych faz życia pacjentów. Znajdujemy jakieś furtki, żeby ominąć moralne czy wręcz prawne nakazy i podnosimy wątki racjonalności ekonomicznej np. uporczywych terapii.

    Najlepszym sposobem na sprawdzenie sensu tego badania jest jednak zamiana krowy na dziecko czy dziadka i zadanie tego samego pytania na gruncie idei człowieka racjonalnego ekonomicznie. Ideę o zakład, że okaże się, iż w większości przypadków ludzie są skrajnie nieracjonalni ekonomicznie decydując się na dzieci czy opiekę nad starszymi. Odważymy się na taki wniosek?

    Na gruncie ekonomii pytanie jest całkiem zasadne, ale kiedy uświadomisz sobie, że racjonalizm jest w społeczeństwie wartością, to drugą stroną takiego badania jest element oceny respondentów i zaczynasz być moralistą potępiającym ludzi nieracjonalnych. Istniały społeczeństwa – np. na Grenlandii – które wyrzucały poza społeczność starszych ludzi, kiedy stawali się ciężarem. To było całkowicie racjonalne ekonomicznie.

    Naprawdę, badanie jest przykładem pewnego skrzywienia ekonomicznego naszych czasów, gdzie wszystko ma być klasą aktywów ze stopą zwrotu (to po części doprowadziło do mody na sekurytyzację). Krytyka Polityczna wydała książkę na ten temat (albo obok tematu) Tyrania wyboru. Osobiście nie podzieliłbym wszystkich idei z tej książki i punktów widzenia, ale w jakiś sposób uwrażliwia na pewne aspekty.

    1. trystero (Post autora)

      @ AStanczak

      Specjalnie odszedłem od idei racjonalności poruszonej w tym badaniu i skupiłem się na występowaniu ujemnych stóp zwrotu i małej efektywności rynku. O małej efektywności rynku piszą także zresztą autorzy.

      Zresztą sami autorzy rezygnują z paradygmatu, o którym piszesz bo w podsumowaniu piszą tak: Our goal here is not to determine conclusively why Indian households invest in cows and buffaloes despite the fact that economic returns to such investments seem to be frequently negative. Our goal, rather, is put forward a puzzle, with the aim to motivate either better data, or better understanding of these markets or behavioral decisions, in order to explain the puzzle.

      Najlepszym sposobem na sprawdzenie sensu tego badania jest jednak zamiana krowy na dziecko czy dziadka i zadanie tego samego pytania na gruncie idei człowieka racjonalnego ekonomicznie. Ideę o zakład, że okaże się, iż w większości przypadków ludzie są skrajnie nieracjonalni ekonomicznie decydując się na dzieci czy opiekę nad starszymi. Odważymy się na taki wniosek?

      To jest argument ad absurdum. Czy w podobny sposób broniłbyś idei kupowania domu za dług z kart kredytowych albo inwestowania ilościowego w 10% rynku z najwyższym P/E (to miał być przykład oczywiście niekorzystnej strategii inwestycyjnej)? Rozumiem, że ludzie kierują się innymi motywacjami niż ekonomiczne ale uważam, że są dziedziny, w których ekonomiczne motywacje są najważniejsze a błędy są błędami a nie wynikają z innych użyteczności. Przecież gdyby przyjąć Twoje ad absurdum to nikt nigdy nie popełnia błędów inwestycyjnych bo zawsze możesz założyć, że są jakieś nie-ekonomiczne powody, dla których ktoś regularnie pakuje się na miny inwestycyjne.

      Znajdujemy jakieś furtki, żeby ominąć moralne czy wręcz prawne nakazy i podnosimy wątki racjonalności ekonomicznej np. uporczywych terapii.

      Poza tematem ale pozwolę sobie zaprotestować. Wątek ekonomiczny (choć nie można go ignorować) jest wątkiem pobocznym przy tegu typu dyskusjach.

  9. Krzysztof

    @pit65
    Ja opracowałem system i następnie go wdrażałem na potrzeby dużej spółdzielni, która specjalnymi samochodami odbierała mleko z dużego obszaru na terenie wschodnich rejonów Polski. Samochody niemieckie , automatycznie pobierały próbki od dużych dostawców codziennie, od drobnych okresowo. Zawsze mierzona była ilość pobranego mleka oraz jego temperatura. (Schładzanie było obowiązkowe). Nadzorując wdrażanie systemu zapoznałem się jedynie z wynikami badań. To co napisałem to interpretacja wyników badań. Nie twierdzę, że każdy drobny to oszust i flejtuch. Ale tych kilku, którzy takimi byli pracowało na opinię dla pozostałych. Ja nie mam doświadczeń jak Ty bo całe życie mieszkam w mieście. Jedynie ostatnimi laty w okresie letnim przebywam na wsi. A co do mleka “prosto od krowy” to w rodzinie mojej zony został otruty takim mlekiem 11 miesięczny chłopiec. Aby mleko się nie zważyło dostawca dolał do bańki mocz. Chłopczyk dostał skrętu kiszek. Takich otrutych w tym dniu dzieci było troje. Wszystkie zmarły. Zdarzenie miało miejsce w czasach gdy mleko było tylko „prosto od krowy” a życie bardzo trudne (sierpień 1945r). Mleko prosto od krowy jest niewątpliwie smaczniejsze od pasteryzowanego, Ale jeżeli masz pewność, że jest to mleko naprawdę prosto od krowy. Przebywając na wsi chętnie takie kupuję ale od osób którym ufam i jestem pewien, że mnie nie oszukują. Natomiast nie kupuję od przypadkowych dostawców oferujących mleko „prosto od krowy”.

  10. Freeman

    www.mtgox.com

    Padlo zupelnie. Co za przypadek… A kto powiedzial, ze to przypadek?

  11. pit65

    @Krzysztof
    to jest tylko moje spojrzenie “z drugiej strony” nie jest obiektywne bo takiego po prostu nie będzie i nie bylo to moim zamiarem.
    NA pewno mała liczba dostawców oznacza lepszą kontrolę, redukcję pewnych kosztów itd.Ale jedne problemy znikają i ich miejsce zajmują inne.
    Wiesz w promieniu 3 km tam gdzie mieszkam jest co najmniej 5 dużych dostawców . KAżdego znam osobiście i wiesz nikt do nich się nie fatyguje po ich “zdrowe” mleko.Głupcy prawda.
    Powód.
    Jest okropne wodniste, cuchnące wszechobecna kiszonką faszerowaną koncentratami ,coś jakbyś powąchał wodę po ogórkach, pomarzyć żeby się zsiadło na kefir śmietany masz tyle co kot napłakał, ale wg. norm sanitarnych podobno zdrowe 🙂
    I obok jest kilka krówek drobnicy trzymane dla siebie na odwiecznym wikcie czyli trawa , jakieś okopowe typu ziemniaki, czy buraki , finansowo mało opłacalne /skansen/ i okolica właśnie u nich sie zaopatruje mając w nosie przepisy kiedy bez przetworzenia w mleczarni do niczego to się nie nadaje.
    NIe wszyscy oczywiście kupują, ale ci którzy jeszcze nie utracili smaku prawdziwego mleka i zaufania do drugiego człowieka , a w tym przypadku niema znaczenia czy duży , czy mały, a w małej społeczności trudno ukryć swoję niekompetencje.

  12. astanczak

    @ trystero

    Ależ oni mogą deklarować co chcą, faktem jest przyłożyli paradygmat na potrzeby innej kultury. Używają pojęcia inwestycja i negatywny zwrot, które w pewnych sytuacjach albo nie przystają do rzeczywistości albo nie mają (lub mają inny, np. dopiero nabiera lokalnej treści) odpowiednika w kulturze badanej. W tym badaniu kryje się tyle wstępnych założeń, że można je tropić tygodniami. Zresztą polemiki, które przytoczyłeś jakoś to punktują.

    Osobną sprawą – odnotowałeś to – jest tytuł tej pracy o badaniu z indyjskiej wsi, która ma zaprzeczać podstawom świata ekonomicznego, ale tu już dochodzi problem tego czym stała się nauka w świecie walki o bycie popularnym, komentowanym i cytowanym.

    > To jest argument ad absurdum.

    (Prośba – to nie jest spór ludzi, którzy właśnie dowiedzieli się, że był taki gość o nazwisku Schopenhauer, więc możemy założyć, że nie sięgamy po chwyty retoryczne i nie bawimy się w ich tropienie).

    Ad rem: operujesz w ramach europocentryzmu i świata zlaicyzowanego. Historia świata pokazuje, że ludzie oddają życie za ideały religijne, co pozwala na tezę, że religia jest dla nich wyższą wartością niż życie. Z punktu widzenia świata, gdzie krowa jest bóstwem to sprowadzanie jej do racjonalności ekonomicznej może być absurdem.

    > Wątek ekonomiczny (choć nie można go ignorować) jest wątkiem pobocznym przy tego typu dyskusjach.

    Nie jest a jeśli ktoś tak uważa to rozmawia tylko o połowie problemu.

  13. Klondike

    Oni może po prostu chcą mieć te krowy i już. Równie dobrze można badać ekonomiczne uzasadnienie prowadzenia ogródków działkowych przez działkowiczów z uwzględnieniem kosztów robocizny.

    1. trystero (Post autora)

      @ Klondike

      Oni może po prostu chcą mieć te krowy i już.

      Tak, to jest możliwe.

      @ AStanczak

      Z punktu widzenia świata, gdzie krowa jest bóstwem to sprowadzanie jej do racjonalności ekonomicznej może być absurdem.

      Tak, to jest jedna z możliwości, którą przyjmuję pod uwagę.

  14. AlGebriod

    A koty i psy trzymane w domach i mieszkaniach przez miastowych – to dopiero jest inwestycja o ujemnej stopie zwrotu! I wiele z nich traktuje się, jakby były święte. Krowa przynajmniej daje mleko…

    @pit65

    Babcia miała rację, polecam film “Krowa”(Kráva) z 1992 (reż. Karel Kachyňa, tam to jest wyjaśnione).

    Jeśli idzie o krowy, prestiż i emocje,
    film “Krowa” z r. 1969, reż. Dariush Mehrjui.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *