Weryfikujemy pryncypia, część 4

Kolejna część tego cyklu, a więc źródła inspiracji pochodzące z omawianego wcześniej tekstu poradnikowego nadal się nie wyczerpują.

Tradycyjnie rozpocznijmy cytatem:

„Akcje mogą być dobrym sposobem inwestowania pod warunkiem, że wcześniej zainwestuje się we własną wiedzę.”

Jak to jest z tą inwestycją we własną wiedzę? Że jest potrzebna, że przydatna w wielu innych dziedzinach, że ubogaca nie tylko materialnie – to bezdyskusyjne, ale ile, jak i w co konkretnie trzeba zainwestować zapytam, ponieważ autor cytowanych słów nie rozwija tej jakże ważkiej tezy. Być może zanim w wiedzę zainwestuje początkujący inwestor powinien wiedzieć ile gotówki potrzebuje wyasygnować na ów cel, a przede wszystkim jak i gdzie ją wydawać.

A może w ogóle nie ma potrzeby inwestowania czegokolwiek w tego rodzaju wiedzę? W tekście mamy bowiem w pewnym momencie propozycję strategii „kup i (nie) zapomnij” czyli zbuduj portfel i pasywnie go utrzymuj, ale co jakiś czas sprawdzaj kondycję zmagazynowanych tam spółek. Autor nazywa ją „pasywną” i „najmniej absorbującą”. Czy tak jest w istocie? Spójrzmy: potrzeba wiedzy i analiz do tego by podjąć decyzję o wyborze czasu, konkretnych spółek i podziale portfela, by oceniać kiedy ich sytuacja się pogarsza, kiedy inwestycję zamknąć, jak poradzić sobie emocjonalnie ze zjazdami kapitału – i to jest program minimum. Trochę sporo jak na pasywną strategię…

Początkującym można alternatywnie polecić taką, która rzeczywiście nie wymaga żadnej aktywności ani fachowości – tzw.‘ indeksowanie’ czyli zakup indeksu rynkowego obejmującego cały pakiet akcji jednocześnie, np. w formie ETFa. Koszt tej wiedzy: zero złotych. Minus: pozbywamy się premii za samodzielny wybór pojedynczych akcji, które mogą przynieść daleko wyższe zwroty niż indeks, choć oczywiście zasada ta działa w drugą stronę również – możemy stracić stawiając nieopatrznie na outsiderów. Nieco kosztowne może być natomiast w przypadku indeksowania coś innego – emocjonalne katusze podczas spadków, ale do tego potrzeba kapitału innego rodzaju – emocjonalnego.

Kosztowna w kilku aspektach, w tym również emocjonalnym, może być natomiast pokusa i chęć sprawdzenia dlaczego inni twierdzą, że podejście aktywne do inwestycji (aż po jej ekstremum czyli szaloną spekulację) może przynieść ponoć dużo większe profity. Tu jednak początkujący natrafi na przynajmniej 3 ściany:

(I) Nadmierna obfitość źródeł

(II) Nieznana wiarygodność źródeł

(III) Wybór właściwej drogi i uzyskania pomocy, podpowiedzi

Nie ulega wątpliwości, że każdy z nas inaczej poradziłby odnośnie potencjalnych źródeł wiedzy i w inne miejsca skierował początkującego. Weteran Analizy Technicznej akcji z pewnością bowiem zwróci uwagę na inne aspekty niż zwolennik A.F. czy miłośnik szybkiej jazdy na derywatach, wobec czego droga adepta nabierze różnego rozpędu. Skupmy się jednak na pewnych ogólnych, uniwersalnych wyborach i kosztach.

Etap startowy – najprostsze i darmowe, co najwyższej kosztowne czasowo, będzie dzisiaj uzyskanie niezbędnej wiedzy o funkcjonowaniu giełdy czy forexu. Strony internetowe i broszury GPW czy brokerów załatwiają temat.

Kolejny etap- zdobycie wiedzy teoretycznej na temat samego procesu inwestycyjnego czy tradingu. Pierwsze co przychodzi do głowy to oczywiście literatura. I tu zaczną się pierwsze schody. Nie ma jednej książki, która obejmuje wszystkie najpotrzebniejsze zestawy pomocowe do przekrojowego i w miarę pełnego zrozumienia wszystkich zagadnień. Nasza przewaga jednak nad poprzednimi pokoleniami to największy zbiornik wiedzy, a zarazem w wielu momentach śmietnik informacyjny jakim jest internet, szczególnie jeśli ktoś posługuje się w miarę zrozumiale językiem angielskim. Początkujący jeśli zostanie dobrze pokierowany ma szansę więc za darmo poznać praktycznie wszystkie najistotniejsze zagadnienia. Choćby nie szukając daleko czyli w bossa.pl/edukacja/ lub bossafx.pl/fx/edukacja. Pogłębienie wiedzy za pomocą książek być może nawet nie będzie konieczne, zresztą 3-4 pozycje najbardziej interesujące nie będą jakimś wielkim wydatkiem, choć trafiają się pozycje, które legalnie i za darmo są dostępne w sieci lub w bibliotekach naukowych.

Krok kolejny – czytanie o inwestowaniu/zarabianiu to nie to samo co nauka inwestowania/zarabiania więc potrzebny byłby kurs pokazujący jak przełożyć teorię na praktykę czyli poznanie kilku, kilkunastu praktycznych strategii inwestowania czy spekulacji. Książki, te najpopularniejsze, nie są w tym zbyt pomocne. Strategie, nawet okraszone filmami i bogatymi ilustracjami znajdziemy natomiast ponownie i za darmo w internecie. Nie ma się co łudzić oczywiście, że będą to gotowe instrukcje zarabiania. Chodzi jedynie o to by podejrzeć jak praktycy przekładają wiedzę na działania, oswoić się, podejrzeć warsztat, a potem spróbować tworzyć coś na własny użytek. Ponownie sięgnę do tego co mamy pod bokiem czyli darmowe kursy i webinary bossowe:

bossa.pl/szkoleniaonline/

(ps. można się tam zapisać przez internet na kolejne wykłady odbywające się on-line niemal co dzień!)

Czy warto skorzystać z płatnych szkoleń, seminariów czy konferencji, szczególnie tych okraszanych pokazami guru czy reklamą wiedzy tajemnej? To zależy od kilku czynników – osoby wykładowcy, jego osiągnięć, programu, przekazywanej wiedzy objaśniającej motywy transakcji itd., ale też oczekiwań i poziomu zaawansowania uczestnika. Nie chciałbym kogoś urazić, ale w Polsce nie zdarzyło mi się brać udział lub poznać opinie o tego rodzaju płatnym szkoleniu, po którym wychodzi się z gotową osobowością do zarabiania na giełdzie. Ale może Czytelnicy podsuną jakieś propozycje?

Wreszcie etap podsumowujący – wirtualny czy papierowy trening. Żaden z nich dziś nie wymaga nakładów finansowych. Platformy demonstracyjne oferują dziś taki zakres instrumentów, że można praktykować w dowolnej dziedzinie, z akcjami włącznie. Ze względu jednak na długoterminowy charakter inwestycji w akcje potencjalny inwestor może się jednak do czasu pełnego cyklu nauki zestarzeć. Oczywiście początkujący nie wie, więc mu podpowiadamy, że jest to forma nauki pozwalająca poznać rynek i narzędzia, lecz z powodu braku emocjonalnego zaangażowania nie pozna siebie gdyż nie jest to symulacja realnej sytuacji, jedynie jej sucha, hipotetyczna imitacja.

I etap finałowy – test realnego inwestowania czy spekulacji. To chyba w całym procesie może okazać się najdroższą lekcją wiedzy. Trzeba więc docenić fakt tego, że platformy forexowe są dziś najtańszym środkiem realizacji tego celu. Mamy dostęp do masy rynków i instrumentów, bez kosztów (nie licząc punktów swapowych czy czasem prowizji) i za naprawdę niemal kilkadziesiąt złotych można sprawdzić i usprawnić swoje przygotowanie.

Bilans? Największym wkładem, który również często da się szacunkowo przeliczyć na złote, to oczywiście czas. Natomiast realne koszty finansowe bez problemu da się za to zbić do zera, o ile ostatni, ale nieodzowny i ważny etap nauki uda się zakończyć powodzeniem. Koszt emocjonalny zależy od osobnika, nie można go jednak zaniedbać lub pominąć, choć jego skutki mogą być odsunięte w czasie. A wszystko to da się zoptymalizować pod warunkiem, że trafi się na dobrego przewodnika, który zaoferuje przefiltrowaną dawkę informację i ustawi porządne drogowskazy. Tę rolę przejęliśmy właśnie na blogach 🙂

—kat—

[Głosów:24    Średnia:4.3/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *