Proponuję małe wyzwanie intelektualno-edukacyjne, które pomoże sprawdzić własną wiedzę, zmysł logiczny i doświadczenia inwestycyjne.

 

Przyczynkiem stało się kilka artykułów i poradników dla początkujących, na które natrafiłem lub otrzymałem pod koniec zeszłego roku. Zwykle omijam je, ale tym razem zostałem poproszony o recenzję jednego nich. Z perspektywy lat doświadczeń zauważyłem przy lekturze, że cała wiedza i poradnictwo tego typu wyglądają na nazbyt uproszczone i wyidealizowane, a przy tym do bólu wyświechtane jak wielokrotnie oglądany film. Włącza się więc przy tym automatem krytyczne spojrzenie, zauważa się powielane po wielokroć stereotypy, obietnice bez pokrycia pokryte szpachlą lub rdzą, fragmentaryczność oraz nie poparte solidnymi argumentami czy dowodami lecz wielokrotnie powtarzane – nie ma co owijać w bawełnę – frazesy.

Takie spojrzenie wstecz do korzeni to dobra weryfikacja własnej wiedzy. Ocena tych pomysłów bez przyjmowania złośliwej pozy, ale z poparciem testów, literatury czy badań staje się przy takiej okazji edukacyjnym kołem ratunkowym rzuconym kolejnemu pokoleniu. I z tej właśnie pozycji spróbowałem spojrzeć na te materiały i podrzucić Czytelnikom do refleksji.

***

Pierwszy z nich pojawił się niedawno na łamach „Polityki” jako jeden z kilku w cyklu. Nie znam poprzednich, ale już tylko ten wybrany daje do myślenia:

http://www.polityka.pl/rynek/ekonomia/1563147,1,kupuj-spolki-nie-akcje.read

Zastanawiam się jaki przekaz odebrał ktoś niezbyt doświadczony po przeczytaniu tego? Wygląda to bowiem jak sklejka kilku przypadkowo wybranych aspektów inwestowania i tradingu, z peanem na cześć analityków w finale. Mam świadomość, że nie sposób podać na tacy wszystkiego najistotniejszego w kilku paragrafach, a publikacje medialne mają przy tym swoje prawa i ograniczenia, gorzej jednak jeśli tego typu artykuły zaczynają żyć swoim życiem, być cytowane i propagowane oraz wyznaczają drogę adeptom inwestycji. Spójrzmy niżej na kilka zgrzytających detali. Zaznaczę jednak, że nie chodzi o personalia czy o miejsce publikacji lub styl, lecz o rzetelność, klarowność i walor praktyczny tez i porad. Tam gdzie to konieczne posłużę się cytatami.

***

„Można byłoby z tego wysnuć wniosek, że każda oferta publiczna akcji prywatyzowanej spółki jest łatwą drogą do pomnożenia pieniędzy w stopniu, o którym posiadacze lokat bankowych mogą tylko marzyć.”

Dwa przykłady to żadna istotna próba statystyczna, tym bardziej jeśli nie chodzi o casus jedynie wybranej konkretnej spółki – Jastrzębskiej SW. Skoro jedną ze ścieżek do zysków ma być inwestycja w debiuty to aż się prosi o statystykę zwrotów na kapitale z wszystkich pierwszych notowań – na koniec sesji, dzień po, czy rok po, właśnie w celu oceny skali trudności w osiągnięciu zysków tą drogą i rzetelnego porównania do odsetek z kont bankowych, jak choćby w formie takiego prostego -> zestawienia. I nie ma nic do tego rodzaj wydobywanego węgla, ogromne przebicia na debiutach miewają spółki nie wykazujące zysku w ogóle. Poza tym mam nieodparte, choć być może niesłuszne wrażenie, że profesjonalni inwestorzy również nabywali JSW i nie przeszkadzał im ów gatunek węgla. Jaki rodzaj wytłumaczenia dostalibyśmy gdyby pierwszy kurs był na plusie ?

„Niezależnie od wybranej strategii w podejmowaniu decyzji bardzo przydatne są rekomendacje analityków giełdowych.”

Zastanawiam się ilu z naszych Czytelników, było nie było doświadczonych w tym rzemiośle, udzieliłoby takiej rady początkującemu? Mógłbym się domyślać przy tej okazji, że wszystkie rekomendacje analityków odnośnie JSW brzmiały „sprzedaj” jeszcze przed debiutem czy też tuż po. A tu niespodzianka! “Kupuj” to … 3 pierwsze rekomendacje  chwilę po debiucie! Niezorientowanym podpowiem – kurs JSW od tamtej chwili spada o dziesiątki procent i nigdy nie wyszedł nawet poza poziomy z rekomendacji.

W zasadzie do wszystkich superlatyw odnośnie analityków w rzeczonym tekście można by dopisać kontropinie. Nie zrobię tego, dokonywaliśmy tego wielokrotnie, ostatnio tutaj:

https://blogi.bossa.pl/2013/10/25/kilka-waznych-pytan/

Eksperymenty i badania dowodzą, że eksperci mylą się nawet częściej niż amatorzy, zasadniczo z powodu zbytniej pewności siebie czy też gubi ich złudzenie dostępu do dużej ilości informacji i kilka innych błędów poznawczych. Zamiast długiej wiwisekcji skuteczności analityków użyłbym tym razem jako podsumowania bon motu W.Buffetta:

„Wall Street to jedyne miejsce, do którego ludzie jadą Rolls Roycem żeby otrzymać poradę od tych, którzy dojeżdżają metrem”

„Ekspert odradza też kierowanie się inwestycyjnymi modami, takimi jak słynny w ubiegłej dekadzie trend internetowy.”

Cóż, torturą ale i gorzką nauką byłoby przytoczenie entuzjastycznych rekomendacji i podniebnych wycen dokonywanych w ubiegłej dekadzie podczas internetowej hossy przez tak wychwalanych w artykule analityków, którzy jak nikt inny ponoć znają się na rzeczy. Artykuł, zresztą nie tylko ten wśród innych tego rodzaju, trąci niespójnością, brakiem logiki i wybiórczym podejściem. Proszę bowiem spojrzeć również na akapit dosłownie poprzedzający powyższy cytat. Pada w nim całkiem popularna i sensowna porada by do arsenału decyzyjnego włączyć „stop-loss”, wymyślony dokładnie w tym celu by ucinać straty z inwestycji, która wskazuje na brak szans na pozytywny dalszy rozwój. Przy okazji “stop-limitem” realizować można pokaźne zyski, które wszelkie mody giełdowe oferują. Inwestowanie w mody to nic innego jak podążanie za trendami, jedna ze skuteczniejszych i oczywistych, naturalnych technik inwestycyjnych. Unikanie modnych spółek i branż to nie tylko odcinanie się od zysków lecz również przyczynek do potencjalnych frustracji spowodowanej staniem z boku.

Zresztą skoro o stratach w tym przypadku mowa to skórę na bessie po-internetowej wygarbowano również nie tylko amatorom, miliardy dolarów potracili wówczas również profesjonaliści z funduszy i innych instytucji. Radę P. Lyncha należałoby nieco rozszerzyć dodając „nie kupuj również wówczas jeśli nie rozumiesz na czym polega inwestycyjna gra”.

A propos gry: „Giełda nie jest grą – zapewnia Pliszka – trzeba zawsze pamiętać, że inwestycje na rynku papierów wartościowych wiążą się z ryzykiem”. Tym zgrabnym cytatem zakończę bez rozwijania go. Nie jestem bowiem w stanie pojąć na czym polega rozłączność ryzyka i gry.

Obiecuję jednak C.D.N.

—kat—

[Głosów:32    Średnia:4/5]

35 Komentarzy

  1. kastom

    giełda jak dla mnie temat rzeka 🙂

  2. lesserwisser

    “Giełda nie jest grą – zapewnia Pliszka – trzeba zawsze pamiętać, że inwestycje na rynku papierów wartościowych wiążą się z ryzykiem”.

    Też na to zwróciłem uwagę i jak zacząłem się zastanawiać co autor miał tu na myśli to przypomniał mi taki dowcip.

    Pyta sąsiad sąsiada – Czy gra pan na giełdzie? Nie. A dlaczego?
    Bo jestem niemuzykalny!

    “Obiecuję jednak C.D.N.”

    Ja też. 🙂

  3. kathay (Post autora)

    GPW próbowała przekonać reklamami z naszym znanym piłkarzem reprezentacyjnym, który zresztą z sukcesem inwestował, że na giełdzie się nie gra.
    http://marketing-news.pl/modules/showimage.php?img=3793_large.jpg&text=

    Ciekawe na marginesie jak pan piłkarz wyszedł na kryzysie.
    Bo taki Bieniuk to gra bez kozery 🙂
    http://www.trojmiasto.sport.pl/sport-trojmiasto/1,111904,13699695,Pilkarz_Lechii_Gdansk_Jaroslaw_Bieniuk__Kreci_mnie.html

    Rozumiem być może słuszne w jakims sensie motywy giełdy. Nie rozumiem tylko dlaczego spaprali temat. Bo idę o zakład, że większość odbiorców nie rozumiała i nadal nie wie czym się różni gra od inwestycji, gdzie są granice obu i dlaczego gra nie może być dochodowa.

  4. pit65

    “czym się różni gra od inwestycji,”

    Z tym to nawet najstarsi Indianie mają dziś problem 🙂
    Osobiście mam taką definicję :

    1.Inwestycja – kupno wartości w oczekiwaniu na jego wzrost.
    2.Gra – kupno ryzyka w oczekiwaniu na jego eskalację

    Tylko jest tu mały problem o granice między oboma jak z popularnym twierdzeniem kup tanio sprzedaj drogo.
    W każdym bądź razie każda inwestycja zawiera w sobie czynnik ryzyka natomiast niekoniecznie każde kupno ryzyka nazwiemy inwestycją IMO.

    W dzisiejszym świecie inwestujący ma nie lada kłopot z dookreśleniem czy porywa się na inwestycję czy na grę i nie pomoga mu w tym instytucje giełdy i około giełdowe ponieważ w zasadzie żyją z gry jako takiej do której zostało powołanych mnóstwo rekwizytów opartych o możliwośc wykreowania dowolnej ilości krótkoterminowej forsy opartego o fraction depo , a co za tym idzie możliwość skokowej zmiany potencjalnego ryzyka więc ja nie rozumiem motywów giełdy bo gdyby promowała inwestycje to z czego by się wyżywiła.
    NIe wiem skąd ta schiza , a może wiem 🙂
    Pewnego rodzaju wzrost ryzyka jest tym czym jest zainteresowana bo to zapewnia kontynuację gry.
    Show must go on …

    A może kupno na rynku to zawsze gra wszak “prawdziwi” inwestorzy kupuja zdezelowanego Trabanta by aportem powołać do życia spółkę co by przenieść ryzyko odsprzedaży jeszcze bardziej zdezelowanej maszyny na New Connect.
    NIe ma to jak promować radość z kupna upragnionej maszyny.
    Dzieło Boże w ludzkim wydaniu.
    Buffet też nie gardzi odzyskiem od bankrutów z b. dużym dyskontem najlepiej z gwarantowanym ubezpieczeniem rządowym nie troszcząc się się zbytnio o grę outsiderów próbujących kopiować jego ruchy na rynku.
    “Poczciwi idioci” to woda na młyn wyroczni – cytując klasyka.

    A tak przy okazji czy mi jakaś wyrocznia wyjaśni różnicę w pojmowaniu inwestycji /a może jest ona już widoczna 🙂 / w BTC :

    kupno w roku 2010 za 1k karty grafiki do “produkcji” BTC VS.
    zakup za 1k samych BTC.

  5. kathay (Post autora)

    @pit
    Skoro każda inwestycja zawiera ryzyko to w rezultacie Inwestowanie w twojej definicji jest również kupnem ryzyka tak samo jak w Grze 🙂

    Albo czy short term speculation polegające na kupnie wartości po to by wzrosła jest w takim razie Inwestycją? To dlaczego giełda tego nie chce emitując swoją reklamę? 🙂

  6. pit65

    “Skoro każda inwestycja…”

    Kwestia dookreślenia i akcentowania celu, a to już nie jest takie oczywiste z punktu widzenia obserwatora wszak uczestniczymy w Grze.
    Inwestycja to dziś pojemne pojęcie w tzw. Grze jak w życiu można zainwestować w rewolwer celem obrony i jak i by wykańczać innych .

    “short term speculation polegające na kupnie wartości” 🙂

    Zwłąszcza jeżeli tę wartosc określa np. w 100% strach sprzedających 🙂
    NAwiasem fajna definicja kupna “wartości” , którą jednak najpierw trzeba spowodować , by kupno zaistniało dzieki wykoszeniu podaży.
    To teraz tak ładnie kryje się się pod płaszczykiem dbania o płynność, przechodząc w nadpłynność, która to nadpłynność przysparza “wartości” dla tych którzy są w stanie ją wywołać .

    “To dlaczego giełda tego nie chce emitując swoją reklamę?”

    A jestes w 100% pewien czego chce giełda?
    MOże to tylko pozory, ludzie uwielbiają uwodzenie pozorami, ale czy giełda?
    Nie wiem czego chce giełda, mogę jedynie pospekulować z czego giełda będzie miała chleb , a z czego bułeczki.
    MOże ta reklama to jakieś TAO giełdowe by był i chleb i bułeczki 🙂

  7. lesserwisser

    @ pit65

    “„czym się różni gra od inwestycji,”

    Z tym to nawet najstarsi Indianie mają dziś problem 🙂
    Osobiście mam taką definicję :

    1.Inwestycja – kupno wartości w oczekiwaniu na jego wzrost.
    2.Gra – kupno ryzyka w oczekiwaniu na jego eskalację”

    Indianie może i mają problem ale niektórzy kowboje to już niekoniecznie. Przykładowo ja, jako leciwy pistolero, proponuje takie definicje.

    1.Inwestycja – kupno ceny w oczekiwaniu na wzrost wartości.
    2.Gra – kupno ceny w oczekiwaniu na wzrost ceny.

    Copyright Less!

    To dla giełdy walorów a dla futures trochę inaczej, ale to nie czas by to rozkminiać.

    Chyba czujemy bluesa, kumamy bazę i jarzymy problem? 🙂

  8. ekonom polityczny

    A ja mam inną definicję:

    1 Inwestycja – kupno (lub krótka sprzedaż) instrumentu, gdy prawdopodobieństwo osiągnięcia zysku z tego działania przekracza 50%, a wielkość potencjalnego zysku do potencjalnej straty ma się jak 2:1 lub lepiej

    2. Gra – kupno (lub krótka sprzedaż) instrumentu, gdy prawdopodobieństwo osiągnięcia zysku NIE przekracza lub jest równe 50%

    Copyright…e tam, GNU 🙂

  9. gzalewski

    @ ekonom polityczny
    a jak wiesz o tych prawdopodobieństwach wczesniej?

  10. pit65

    @ekonom

    GNU nie skreśla Copyright lecz je upowszechnia zapobiegając blokowaniu poprzez wykupienie i nic nie robienie aka “pies ogrodnika”.
    Przykładowo taki
    Santoshi upowszechnił swoje Copyright na licencji GNU i nie przeszkodziło mu to czerpać korzyści ze stworzenia czegoś nowego 🙂

  11. ekonom polityczny

    @ GZ

    Przykładem (pierwszym z brzegu) choćby statystyczna skuteczność formacji świecowych wg Bulkowskiego. Jeśli dodać do tego jakiś 2 istotny warunek (np. niech to będzie przecięcie MACD, choć tego akurat nie używam, daję to jedynie dla jasności przekazu i zobrazowania podejścia) pojawiający się równocześnie, to:
    1 – wystąpienie obu takich sygnałów na raz jest rzadsze
    2 – równoczesne wystąpienie 2 lub więcej sygnałów tego samego typu (kupno/sprzedaż) w oparciu o KOMPLETNIE RÓŻNE metody AT zwiększa prawdopodobieństwo sukcesu powyżej 50%.

  12. gzalewski

    @ekonom polityczny
    “równoczesne wystąpienie 2 lub więcej sygnałów tego samego typu (kupno/sprzedaż) w oparciu o KOMPLETNIE RÓŻNE metody AT zwiększa prawdopodobieństwo sukcesu powyżej 50%.”

    Zartujesz prawda?
    Bo to wlasnie za tym mysleniem stoi trend – wpakuje sobie na monitor dziesięc roznych wskaznikow AT i zrobie jeden syntetyczny.
    Bedzie mial 99% skutecznosci

  13. kathay (Post autora)

    @Less

    > 1.Inwestycja – kupno ceny w oczekiwaniu na wzrost wartości.
    > 2.Gra – kupno ceny w oczekiwaniu na wzrost ceny.

    Jak chciałbym kwalifikować “oczekiwania”?

    Przykład 1:
    Inwestor A kupił akcje spółki X, inwestor B kupił akcje spółki Y. Dla obu jedynym celem było OSIĄGNIĘCIE ZYSKU z inwestycji. Obaj sprzedali akcje po 5 latach. Który z nich to Gracz, który Inwestor?

    Przykład 2:
    Inwestor kupił akcje firmy X. Na skutek jednorazowego zdarzenia kurs i wartość spółki skoczyły do góry kolejnego dnia znacznie, więc inwestor sprzedał ją. Czy jest to Gracz czy Inwestor?

    oczywiście przykładów mogę podać więcej 🙂

  14. kathay (Post autora)

    @ekonom
    mocno popracuj nad definicją 🙂

  15. ekonom polityczny

    @ GZ

    Oczywiście, ze znam pojęcie “paralysis by analysis” i nie uważam, ze 15 oscylatorów razem da lepszy efekt.
    Stosuję kilka RÓŻNYCH metod na raz. Np. sygnał uważam za wartościowy i dający znacznie powyżej 50% szans, gdy w czasie rynku Byka dostaję objęcie hossy w istotnym punkcie czasowym, do tego na linii mediany Wideł Andrews’a, bardzo blisko 200SMA. W takie coś grzech jest nie wejść 🙂

  16. astanczak

    Ciekawe, że nikt nie podał przykładu kupna akcji spółki, która płaci regularnie dywidendę.

  17. ekonom polityczny

    @ astańczak

    “Ciekawe, że nikt nie podał przykładu kupna akcji spółki, która płaci regularnie dywidendę.”

    Jako zaprzysięgły Technik nie patrzę na takie “drobiazgi” 🙂
    Poza tym ostatnio wolę derywatywy.

  18. astanczak

    @ ekonom polityczny

    Taka deklaracja to doskonała baza do zadania innego pytania: czy technik może być inwestorem czy też wyłącznie spekulantem?

  19. lesserwisser

    @ Kathay

    Pytania jak najbardziej na miejscu, ba dobrze że padły.

    “Jak chciałbym kwalifikować „oczekiwania”?”

    ” W oczekiwaniu” należy tu rozumieć jako mając nadzieję, spodziewając się, licząc na zarobek. I tyle wystarczy, bez kwalifikowania dodatkowego i kwantyfikowania. Jeśli jednak jakaś kwantyfikacja i racjonalna kwalifikacja wystąpi to jeszcze lepiej, gdyż tzw kalkulowane ryzyko jest mniej niebezpieczne od nieskalkulowanego, czyli wejścia na ślepo.

    “Przykład 1:
    Inwestor A kupił akcje spółki X, inwestor B kupił akcje spółki Y. Dla obu jedynym celem było OSIĄGNIĘCIE ZYSKU z inwestycji. Obaj sprzedali akcje po 5 latach. Który z nich to Gracz, który Inwestor?”

    Na to pytanie nie da się tak łatwo i jednoznacznie odpowiedzieć, gdyż za mało mamy danych. Podobnie jak w przypadku gdy dwie kobitki wyjdą o fryzjera i obie blondynki ze świeżą fryzurą – No i która jest naturalną blondynką? (Ta u której nie widać odrostów? :)).

    Nie wiemy czy obaj zarobili czy nie i ile, nie wiemy czy były płacone dywidendy, nie wiemy jaki jest powód sprzedaży i czy miała ona charakter dobrowolny czy wymuszony. Zbyt dużo nie wiemy.

    Natomiast na podstawie faktu, że obaj trzymali akcje aż przez 5 lat, należy zakwalifikować ich jako de facto inwestorów (niezależnie od wyjściowego motywu transakcyjnego).

    Przykład 2:
    Inwestor kupił akcje firmy X. Na skutek jednorazowego zdarzenia kurs i wartość spółki skoczyły do góry kolejnego dnia znacznie, więc inwestor sprzedał ją. Czy jest to Gracz czy Inwestor?

    Jedno jest jasne, jest to dosyć racjonalny uczestnik obrotu giełdowego i nie jest greedy. 🙂

    Tu nie jestem przekonany wcale czy “zarówno kurs jak i wartość spółki skoczyły” czy tylko sam kurs skoczył. Jeśli skoczył sam kurs to spekulant a jeśli “gracz” uważa, że skoczyła też i wartość ( i dalej nie wzrośnie) to racjonalny inwestor.

    “oczywiście przykładów mogę podać więcej :)”

    Oczywiście chętnie je poznamy i się ustosunkujemy. 🙂

  20. pit65

    @Less

    Jest wiele płaszczyzn celem odróznienia czy też w innych przypadkach łączenia pojęcia inwestycji z Grą aka spekulacją.
    Trudno tu o jedna definicję .W zależności od tła , intencji , celów , sposobów działania jak i oceny ludzi będzie ich wiele.
    NIewątpliwie inwestycja jest pojęciem szerszym aniżeli jedynie umięjętność “skakania z kwiatka na kwiatek” wykorzystując do tego róznicę cen w czasie.
    Budowa lub zakup własnego domu może byc świetna inwestycją niekoniecznie związaną z najtańszym zakupem celem jego droższej odsprzedaży.
    Oczekiwanie na dołek koniunkturalny mieszkając pod mostem też ma swoją cenę niekoniecznie wyrażoną w aktualnej walucie.Czasem warto stracić by cieszyć się zrealizowaniem dobrej inwestycji.

    @Kat

    “Inwestor kupił akcje firmy X. Na skutek jednorazowego zdarzenia kurs i wartość spółki skoczyły do góry kolejnego dnia znacznie, więc inwestor sprzedał ją. Czy jest to Gracz czy Inwestor?”

    To wszystko zależy od warunków startowych , których nie znamy.
    Wiemy jedynie ,że sprzedał.
    NIe znamy powodów zakupu, a nasza ocena z musu ogranicza sie do tego co wiemy , widzimy.

  21. _dorota

    Czy istnieje jakikolwiek powód teoretyczny (nie wspominając już o praktycznym) rozróżniania między inwestorem, graczem a spekulantem?*

    * zakładając, że są to odrębne byty, za co głowy bym nie dała.

    Tak mi się zdaje, że to rozróżnienie odsłania jedynie czyjś stosunek do ryzyka i pozostaje w sferze postrzegania osobistego wizerunku. “Inwestor” i “gracz” (tu też: “spekulant”) mogą inwestować dokładnie tak samo, ale pierwszy postrzega siebie jako rozsądnego faceta, a pozostali postrzegają siebie jako harnasiów 😉

  22. lesserwisser

    @ dorota

    “Czy istnieje jakikolwiek powód teoretyczny (nie wspominając już o praktycznym) rozróżniania między inwestorem, graczem a spekulantem?*”

    Istnieje kilka powodów, ale najważniejszym jest chyba interes samej giełdy (jako organizacji) oraz całej infrastruktury okołogiełdowej (maklerki, analityków a również publicystyki i wydawnictw).

    Albowiem, czy wyobrażasz sobie sytuacje gdy reprezentanci giełdy lub firmy maklerskie będą zachęcali potencjalnych graczy/inwestorów w następujący sposób – “spróbuj swoich sił na giełdzie – bądź spekulantem (z) pełną gębą” albo “Zadbaj dziś o swoją przyszłość finansową i pospekuluj sobie na giełdzie”

    Kiepskie konotacje ma słowo “szpekulant – spekulacja” o wiele lepiej brzmi – gracz – zagraj na giełdzie, ale najlepiej oczywiście inwestor-po/zainwestuj sobie i w siebie.

    Dlatego też ci propagatorzy zazwyczaj używają słowa inwestować w sytuacjach gdy należałoby użyć określenia spekulacja, bo wszystkie znamiona na to wskazują.

    Poza tym jest jeszcze inny aspekt, który odgrywa tu rolę. Otóż określenie gra giełdowa nosi znamiona dynamizmu, rzutkości, otwartości, odwagi, swoistej nowoczesności.

    Jeszcze lepiej brzmi tu trading, ze swoim całym anturażem i instrumentarium – pełna profeska, nieprawdaż.

    To bardziej apeluje do ludzi młodych i aktywnych lub aspirujących do tego by uchodzić za takich.

    Natomiast inwestowanie, szczególnie długoterminowe, jest nudne (zakup i zapomnij i obudź się za parę lat), gnuśne wyczekiwanie, odcinanie kuponów, marazm, wolne piłki itp. – raczej pasuje do ludzi starszych, statecznych, ostrożnych czy zachowawczych, mniej obcykanych w technikach gry giełdowej.

    Ja widzę tu też dodatkowe subtelności – termin gra sugeruje, że coś się dzieje, sytuacja rynkowa szybko się zmienia i trzeba na nią odpowiednio reagować, dlatego też wzdragam się osobiście przed nazywaniem kogoś kto inwestuje w wartość na długi termin graczem giełdowym. Bo on nie bierze udziału w grze, a nawet używając terminologii sportowej “nie grzeje ławy” (czyli nie jest w rezerwie), on obserwuje grę z trybun i myśli raczej o następujących rundach rozgrywek.

    Niektórzy używają określenia gra – na działalność giełdową, która wiąże się ze zwiększonym ryzykiem, coś a la gra hazardowa, i takie użycie rozumiem, choć ja określam to grą na duży sztos (nie mylić z dużym/grubym kuszem).

    No i jeszcze jest jedna powód – jeśli się wybierze dany desygnat: stopień ryzyka, horyzont inwestycyjny, aktywność giełdową, podstawy wejścia w rynek (AT-AF), czy też wynik zabawy w giełdu-giełdu- łatwiej jest przyporządkować danego osobnika do określonej grupy lub kategorii umownej, w oparciu o przyjęte kryteria.

    Stąd powiedzenie: Inwestorami nazywamy tych którzy zarobili na giełdzie a spekulantami tych co stracili. I gra muzyka! 🙂

  23. pit65

    @Less

    “Stąd powiedzenie: Inwestorami nazywamy tych którzy zarobili na giełdzie a spekulantami tych co stracili.”

    Wyjałeś mi to z ust 🙂

    Dodam także ,że spekulantami są także Ci “inwestorzy” którzy mogli się przyczynić w opinii innych do ich strat, lub tzw. “Naszych” strat posługując sie terminologią soc..izmu .
    Stąd Buffet to inwestor dzielnie walczący w “Naszej” sprawie, pomnażający majątek swych udziałowców, a Soros spekulant walczący z “Naszymi” rycerzami z BC obleczonymi w białą szatę i realizujących Dzieło Boże odbierając tym co mają dla “Naszych”, którzy tego potrzebują na tym smutnym łez padole.

  24. Klondike

    Na wszystko można spojrzeć jeszcze w inny sposób. Tak jak w matematyce mamy pojęcia zbioru, podzbioru, nadzbioru itd. tak samo z pojęciami gra, spekulacja, trading, inwestowanie – mogą nachodzić na siebie, jedno zawierać w sobie drugie. W takiej sytuacji rozdzielanie tych pojęć traci sens a dyskusja staje się jałowa.

  25. lesserwisser

    @ Klondike

    “Tak jak w matematyce mamy … rozdzielanie tych pojęć traci sens a dyskusja staje się jałowa.”

    Można i tak pod warunkiem że się precyzyjnie zdefiniuje pojęcia ale od lat jakoś nie wychodzi!

  26. Klondike

    @lesserwiser
    Po co definiować? Przecież to są przynajmniej w części pojęcia abstrakcyjne. Przykładowo zdanie: “Zainwestuj swój czas…” jest nie na miejscu bo nie wiemy co dokładnie mamy na myśli mówiąc “zainwestuj”?

  27. _dorota

    @ Klondike
    Nie tyle abstrakcyjne, co mogące się odnosić do różnego rodzaju “aktywów”. Jeżeli inwestowanie rozumieć słownikowo jako lokowanie środków w celu osiągnięcia zysku, to można to odnieść również do czasu, którym dysponujemy (można go postrzegać jako swoiste aktywo).

    @ Less
    Dzięki za to obszerne wyjaśnienie. Moja intuicja idzie w tą samą stronę: sam opis rzeczywistości może być narzędziem jej kształtowania (stąd np. historycznie negatywna konotacja słowa spekulant, które jest tak naprawdę pojęciem neutralnym).

  28. lesserwisser

    @ Klondike

    Definiować należy, gdyż nie są to wcale aż tak abstrakcyjne pojęcia.

    Piszesz:

    “Przykładowo zdanie: „Zainwestuj swój czas…” jest nie na miejscu bo nie wiemy co dokładnie mamy na myśli mówiąc „zainwestuj”?”

    Jest jak najbardziej na miejscu, gdyż wiadomo co dokładnie mówiący ma na myśli (no chyba że kontekst sytuacyjny to modyfikuje) albowiem słowo inwestować użyte w tej sytuacji znaczy dokładnie – “«przeznaczenie środków finansowych i czasu na (czyjeś) kształcenie z myślą o korzyściach w przyszłości” – według sjp PWN on line.

    I jest gites malina! 🙂

    @ Dorota

    To nie tylko historycznie negatywna konotacja słowa spekulant (ono ma takąż również w krajach od dawna rynkowych (przykładowo w Ameryce toczyły się na ten temat dyskusje nawet z wykorzystaniem argumentów religijnych).

    Jest jeszcze inny aspekt, nazwę go signum temporis, gdyż rozumienie spekulacji zmienia się w zależności od sytuacji społeczno-politycznej: kiedyś u nas ( za PRL) spekulantem nazywano kogoś kto wykupywał deficytowe towary i sprzedawał je z zyskiem, w stanie wojennym za tzw spekulację zamknięto dwóch facetów którzy jeździli na Wybrzeże gdzie kupowali świeże ryby i sprzedawali je w centrum kraju, dziś nazwano by ich rzutkimi przedsiębiorcami (misiami :).

    A sama spekulacja dziś to tez nie ma aż tak negatywnej konotacji bo to jak z grą w pokera, jedni zakazują nazywając to hazardem, inni podziwiają umiejętności ekspertów od gry losowej, inni jeszcze grają dla przyjemności lub dreszczyku emocji.

    Na mojej skali spekulacja jest gdzieś między neutral i be, raz bliżej lewej raz bliżej prawej, w zależności od okoliczności.

  29. pit65

    @less

    Spekulacja jest zawsze objawem niewydolności czynników oficjalnych /systemowych/.
    Przykładowo murzyn z Belize produkujący banany za 10 centów , które sa sprzedawane w Londynie po 2 funty utrzymuje cały po/ciąg/ pośredników /inaczej też spekulantów zafiksowanych w systemie przebranych za białych rycerzy/.
    Gdy to status quo systemowe zostaje w jakiś sposób naruszone /kryzys/ pojawia się spekulant , który być może zapłaci murzynowi 20 i dostarczy towar do Londynu za funciaka.
    Jak myślisz jak przyjmie tego spekulanta cały dotychczasowy “łańcuch pokarmowy” któremu zagraża widmo bezrobocia , a systemowi takiej dystrybucji załamanie.
    To jest akurat przykład spekulacji pozytywnej dla ekosystemu.
    Dzisiaj na rynkach finansowych w spekulacje wmieszane są jednak czynniki oficjalne i ich “prawice” czyli “too big” , których zadaniem jest utrzymać cenę za banana na poziomie 2 funciaków i więcej by chronić ten “pokarmowy łańcuszek” darmozjadów przed rozsypaniem.

  30. któś-taki

    “Przykładowo murzyn z Belize”
    “który być może zapłaci murzynowi 20” – napisał oświecony biały człowiek.
    Czasami lepiej zamknąć dziób niż kwakać, kwakać, kwakać!

  31. pit65

    A Ktoś ty taki? Jak Ulżyło na wątrobie to sie cieszę 🙂
    Bo masz słuszną rację lepiej trzymać dziób na kłódkę bo zawsze znajdzie się ktoś taki, któremu to nie na rękę więc kłapie dziobem ad. persona i sądząc po stylu pretenduje do jaśnie oświeconego rzucającego inwektywy .
    Tak już mają tzw. zamknięte dzioby
    Jak Cie razi murzyn Kolego to może być afroamerykanin.

    Ukłony..od Kwękacza 🙂

  32. lesserwisser

    Pit, dawniej Tuwim Julian tak pisał “bo dobry chłopak z tego murzynka”
    a dziś poprawnościowcy językowi piszą i drukują “bo dobry chłopak z tego Murzynka” natomiast poprawnościowcy polityczni widza to tak –
    “bo bardzo dobry chłopak z tego Murzyn(ka)”!

    Pit powinieneś iść w awangardzie postępu, bo przecież dobry chłopak z ciebie, jak przypuszczam? 😉

  33. pit65

    Ech Less
    Ludziska dzisiaj jakies nerwowe są.
    Jak nie gadają to wcale , a jak już zaczną to “pies ogrodnika” by sie powstydził 🙁
    W awangardzie z kagankiem oświaty to raczej bym był Ciebie wytypował 🙂
    Moje myśli są raczej nieuczesane więc nie każdy je lubi.I tak ma być.

  34. JO

    @astanczak
    “Ciekawe, że nikt nie podał przykładu kupna akcji spółki, która płaci regularnie dywidendę.”

    Jak to nikt nie podał? Sam Autor podał – JSW 🙂

  35. kathay (Post autora)

    Panie i Panowie!
    Nikt nie podał satysfakcjonującej, obiektywnej i jednoznacznej definicji ponieważ w każdym wariancie są jakieś ALE. To tylko potwierdza, że giełda zrobiła piarową kampanię, którą inwestorzy i gracze mogą zrozumieć jedynie na poziomie intuicji (albo w sumieniu). To przypomina mi stary dowcip o małym Jasiu, który po pierwszym w życiu akcie masturbacji stwierdził: “nie wiem co to jest, ale od dziś będzie moim hobby”.

    Korci mnie żeby zrobić więc konkurs, ale w zasadzie może wygrać go jedynie GPW i tylko pod warunkiem, że ktoś tam pamięta jeszcze o co chodziło w tej reklamie. Poza tym skoro dziś robi się wszystko by zachęcić do gry algorytmowców (HFT) to staromodne Inwestowanie pewnie przestało mieć znaczenie w korytarzach na Książecej.
    Pozostaje jeszcze ostatni Mohikanin czyli Tadeusz Mosz, który regularnie strofuje swoich gości w radio lub TV, że na giełdzie się nie gra. Teoretycznie można by go zapytać co to znaczy, ale na 99,9% dostaniemy miałką odpowiedź.
    W tej sytuacji pozostaje tylko jedno – napisać do GPW co oznacza gra versus inwestowanie w ich intencji i dlaczego tak im na tym zależy. Zajmę się tym z niekłamaną przyjemnością i dam znać jeśli odpowiedź się pojawi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *