Kilka ważnych pytań, część 13

Jak nauczyć się zarabiania w oparciu o Analizę techniczną i/lub Analizę fundamentalną o nieudokumentowanej skuteczności ?

 

Zbierzmy na wstępie wiedzę z poprzednich wpisów w tym cyklu:

Jedynie czysta, obiektywnie podana, jednoznacznie aplikowana Analiza techniczna lub fundamentalna może być oceniana pod względem swojej skuteczności i siły działania/zarabiania. Wszędzie tam gdzie wkrada się do nich element interpretacji, subiektywnej decyzji, oceniać można jedynie skuteczność samego inwestora w powiązaniu z narzędziami z obu analiz, ale nie je same.

W tym drugim, subiektywnie nacechowanym procesie mamy więc do czynienia z realnym problemem rzeczywistego ustalenia źródła przewagi, bez której pokonanie w długich terminach średnich zwrotów oferowanych przez rynkowe indeksy (lub anomalie typu ‘efekt stycznia’) jest niemożliwe, co zresztą dostrzegł ostatni laureat Nobla- E.Fama- w swojej Hipotezie Efektywnego Rynku (pomińmy na chwilę inne jej założenia). A co zresztą potwierdzają statystyki. I w zasadzie nie ma znaczenia czy inwestorzy posługują się jednym czy drugim rodzajem analizy (lub jednocześnie oboma), jeśli bowiem przynajmniej odrobina decyzji opiera się na subiektywnej ocenie wówczas mamy do czynienia z inwestowaniem intuicyjnym, które w wielu elementach różni się od rygorystycznie technicznego czy fundamentalnego. To rodzi problem faktycznej przydatności AT i AF w praktyce, ich nauczania, jak również odwiecznych sporów o wyższości tych podejść nad sobą nawzajem lub nad innego rodzaju metodami.

Żeby nie rozwlekać problem nadmiernie skupmy się głównie na AT, która nie tylko że stosowana jest przez inwestorów indywidualnych częściej, to z założenia nastawiona jest na timing, który powinien generować zyski dużo wyższe niż wynikające z tego co oferuje rynek w postaci indeksów i w formie niezależnej od tego czy stosuje się AT na akcjach, derywatach czy forexie.

Zastosowanie AT opartej choć w części na intuicji i subiektywności budowania oraz stosowania poszczególnych narzędzi przenosi odpowiedzialność za skuteczność z niej samej na barki inwestora. Bez problemu można to wychwycić a nawet zmierzyć w prostym eksperymencie: zaangażować 10 czy 100 inwestorów w tym samym czasie i rynku prosząc o zastosowanie tego samego narzędzia, a niemal na pewno uzyskamy 10 czy 100 różnych wyników końcowych. Powodem takiej różnicy nie jest więc sama AT lecz różne podejścia do zastosowania jej we własnej strategii w sposób intuicyjny, elastyczny, emocjonalny, kontekstowy. To przeniesienie skuteczności rodzi podstawowe konsekwencje:

– nie psioczmy na tak stosowaną AT (czy AF) ponieważ to nie ona „nie działa” lecz my sami wpływamy na wynik końcowy posługując się nią jako narzędziem, inspiracją, tworzywem, mieszając odczyty z wykresu z własnymi odczuciami, przewidywaniami, innymi narzędziami,

– nie poddawajmy się bezceremonialnie urokowi literatury w tym temacie gdyż dostajemy tylko narzędzia a nie sposoby zarabiania; to zupełnie tak jak otrzymanie wędki NIE gwarantuje udanych połowów albo posłużenie się pełnym zestawem narzędzi chirurgicznych NIE gwarantuje udanej operacji bez dodatkowego zestawu wiedzy i umiejętności,

– nie bierzmy na serio technicznych analiz w mediach czy internecie, ani nie próbujmy ich ślepo naśladować o ile ryzyko pozostawione jest gestii czytającego albo sposób doboru narzędzi na wykresie wymaga interpretacyjnego podejścia; analizy zwykle pokazują jedynie kontekst sytuacyjny lub stanowią próbę prognozowania a nie zarabiania przy koniecznym udziale taktyki zarządzania ryzykiem.

W prognozowaniu za pomocą AT nie ma nic złego pod warunkiem, że zdajemy sobie sprawę jakiemu celowi to służy. Często jak obserwuję ma to zaspokajać potrzebę weryfikowania siebie, udowadniania sobie racji, zaspokajania ego, ale i praktycznemu poszukiwaniu najwyższej trafności. Tyle że trafność nie ma często nic wspólnego z zyskownością, co omawiałem niedawno w tym wpisie. I tu jednak uzmysłowić sobie należy 3 rodzaje owej trafności, które praktykuje się w tym biznesie:

1. Trafność prognoz czyli pokarm dla ego – zabawa w udowadnianie racji sobie i/lub innym.

2. Trafność wejścia w transakcję czyli poszukiwanie takiej metody inicjacji pozycji, która chwilę potem pokazuje zysk, ale nie przesądza końcowego sukcesu.

3. Trafność finalizowania transakcji czyli procent tych wejść, które skończyły się sukcesem i które generują zyskowność dzięki temu, że suma zysków w udanych transakcjach przewyższa straty w nieudanych z uwzględnieniem kosztów.

Jeśli sobie uświadomimy, że AT (czy AF) jest jedynie tworzywem, narzędziem dla naszych własnych kreacji, inspiracją do subiektywnego sposobu podejmowania decyzji, to w zasadzie do tego samego celu może służyć DOWOLNY rodzaj czy źródło natchnienia, każdy proces czy zjawisko, każda rzecz czy znaleziona korelacja. Dlaczego? Ponieważ my sami osądzamy w swojej subiektywnej interpretacji i intuicji ich znaczenie, przydatność, inspirujący wpływ, sami choć nieświadomie do pewnego momentu regulujemy swoją podatność na błędy behawioralne i losowość zdarzeń, ale w ostatecznym rozrachunku nie liczy się sama trafność wejścia lecz punkt 3 powyżej czyli sposób zarządzania ryzykiem w otwartej pozycji.

Wracając do samego procesu edukacji – jak najoptymalniej się do tego w takim razie zabrać tam, gdzie AT czy AF okraszamy mniejszą lub większą dawką własnej intuicji decyzyjnej? Otóż tylko przez nieustanną praktykę czyli wystawianie się na ryzyko i ustawiczną, wewnętrzną naukę sposobów radzenia sobie z nim. Odbywa się to w dużej mierze za pomocą emocji, które nadają całemu procesowi kontekst, umożliwiają zapamiętanie poprzez doświadczanie, ładują naszą podświadomość określonymi wzorami postępowania i czytania ruchów rynku. Nie gwarantuje to ostatecznego sukcesu z wielu innych powodów, o których w kolejnych częściach, ale zamykanie się na emocje jest największym błędem, któremu towarzyszy inny – nieuświadamianie sobie w ogóle jakiego rodzaju emocji doświadczamy i jak je poprawnie identyfikować oraz nimi w pewien sposób zarządzać. I dlatego może to trwać latami.

A ponieważ pamięć emocjonalna ma tutaj ogromne znaczenie dlatego trzeba sobie przy okazji uświadomić pewne zjawisko związane z nabywaniem umiejętności poprawnego inwestowania i szczególnie tradingu. Oto bowiem fakt tego, że każdy z nas przywiązuje się do określonego zestawu narzędzi technicznych, fundamentalnych czy każdych innych, związany jest z emocjonalnym doświadczaniem, które buduje w mózgu szczególnego rodzaju powiązania neuronalne. Przeżycie więc znaczącej stratnej lub zyskownej transakcji zostawia w rezultacie określony ślad związany z myśleniem, decyzjami i narzędziami wówczas użytymi. W ten sposób przesądzamy o skuteczności czegoś lub jej braku, chociaż to samo narzędzie w innych rękach może okazać się ekstremalnie różne w efektywności. To właśnie kontekst emocjonalny o tym w dużej mierze przesądza a nie wyczytany paragraf w jakiejś książce. I dlatego też wyczyny na rachunku demo niewiele mają wspólnego z realnym tradingiem – po prostu nie nabywamy emocjonalnej pamięci.

W takim razie wszelkie spory o wyższości którychkolwiek podejść czy narzędzi tracą jak najbardziej na znaczeniu tam, gdzie najważniejszym elementem decyzyjnym jest wyobraźnia, odczucia i błędy człowieka.

—Kat—

[Głosów:40    Średnia:3.8/5]

1 Komentarz

  1. Jack

    Kiedyś, dawno temu pamiętam jak po długich godzinach analiz wykresów (cykle, Fiobonacci, Elliott) doszedłem do wniosku, że rynek jest w ważnym punkcie zwrotnym i postanowiłem podzielić się tą analizą z moim kolegą, który uchodził w BM za głównego speca od AT.
    Przejrzał z uwagą moje analizy i jego reakcja była taka : A co Ty p…lisz, właśnie że będzie odwrotnie.
    To taki ślad w emocjonalnej pamięci… 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *