W poniedziałek na polskojęzycznym Twitterze poruszenie wywołała laurka, którą Polsce wystawił Marcin Piątkowski w raporcie pod tytułem Polski nowy Złoty Wiek. Praca ta ukazała się w serii raportów Banku Światowego.

Autor rozpoczął swój raport od wykresu, na którym pokazał niemal pięćsetletni, relatywny względem Zachodniej Europy zastój gospodarczy w Polsce. Na wykresie, opartym o bazę danych Angusa Maddisona  pokazano PKB per capita Polski (do 1870 Europy Wschodniej) wyrażony jako procent PKB per capita Europy Zachodniej. Proszę zwrócić uwagę, że dane makroekonomiczne z okresu przed XX wiekiem mają charakter przybliżony a wraz z odsuwaniem się od współczesności ich wiarygodność istotnie się zmniejsza. Myślę jednak, że wykres dobrze oddaje trend – w tym przypadku dywergencję w tempie rozwoju Polski i Europy Zachodniej.

Za Marcin Piątkowski

Za Marcin Piątkowski

Efekt tego zjawiska był taki, że zamożność (PKB per capita) Polski w 1992 wynosiła około 28% zamożności obecnej strefy euro (z uwzględnieniem różnic w sile nabywczej). Ważną rolę odegrał tu okres PRL, w którym Polska zdecydowanie straciła dystans gospodarczy do Europy Zachodniej. Warto przypomnieć, że jeszcze 1950 roku Polska znajdowała się na porównywalnym poziomie rozwoju co Hiszpania czy Finlandia.

Marcin Piątkowski uważa, że po 1989 roku Polska przeżyła dwie najlepsze dekady w swojej gospodarczej historii i nadrobiła 500 lat zastoju gospodarczego. Obecnie, PKB per capita Polski znajduje się na poziomie 61% PKB per capita strefy euro.

Na potwierdzenie tego autor pokazuje między inny wykres PKB per capita w 11 nowych państwach UE z Europy Centralnej oraz EU-15 po znormalizowaniu danych do 100 w 1989:

Za Marcin Piątkowski

Za Marcin Piątkowski

Tego typu zestawienia są czułe na rok początkowy bo poszczególne państwa Bloku Wschodniego w odmiennych latach osiągały dołek transformacyjnej recesji (zasada kciuka jest taka, że im bardziej na wschód tym dołek był później). Tym niemniej, że każdym znanym mi zestawieniu wyniki gospodarcze Polski po 1989 stawiają ją w czołówce, lub na szczycie, państw Europy Centralnej i Wschodniej.

Powyższe dane skłonią zapewne pesymistę do żalu nad losem całego regionu (skoro Polska transformacja wypada na jego tle całkiem dobrze). Moim zdaniem takie zestawienia zapewniają potrzebny kontekst do dyskusji o sytuacji gospodarczej w Polsce. Umożliwiają odniesienie jej do realnych punktów a nie scenariusza idealnego.

To była mało kontrowersyjna część raportu. W tej bardziej kontrowersyjnej części Marcin Piątkowski omawia prognozy rozwoju gospodarczego Polski i perspektywy dogonienia Europy Zachodniej. Z przytoczonych trzech prognoz (Komisji Europejskiej, firmy konsultingowej PWC i banku Goldman Sachs) wynika, że dzięki szybszemu wzrostowi gospodarczego, PKB per capita w Polsce osiągnie około 80% poziomu w Europie Zachodniej w 2030 i będzie dalej rosnąć, lecz wolniej, do 2050 roku. Najbardziej optymistyczna prognoza, PWC, zakłada osiągniecie poziomu 97% zamożności państw EU-15.

Raport kończy analiza czynników przemawiających za bardziej pozytywnym i bardziej negatywnym scenariuszem. Wśród tych pierwszych autor wymienia:

  • szybszy niż w prognozach wzrost w obecnej dekadzie
  • zmniejszenie negatywnego efektu demografii przez… masową imigrację
  • stabilność polityczną i gospodarczą, którą tworzy członkowstwo w NATO i EU
  • korzyści z wysokiego poziomu edukacji w Polsce
  • wsparcie finansowe Unii Europejskiej
  • czynniki kulturowe – czyli wejście na rynek pracy nowego “kapitalistycznego” pokolenia
  • inne czynniki, w tym gaz łupkowy

Mniej uwagi poświęcono czynnikom, które mogą spowodować negatywny scenariusz:

  • niski poziom oszczędności i inwestycji
  • niski poziom inwestycji w badania i rozwój
  • ciągle nienajlepsze warunki do prowadzenia biznesu

Traktuję prognozowanie w kilkuletnim czy kilkudziesięcioletnim horyzoncie czasowym jako rodzaj intelektualnej rozrywki, nic więcej. Zwróciłem jednak uwagę, że w dostępnych w Polsce prognozach rozwoju gospodarczego dominują raczej negatywne scenariusze. Dlatego postanowiłem przedstawić na blogu inny punkt widzenia.

Tym bardziej, że kwestia przyszłego rozwoju gospodarczego Polski i regionu wydaje się fascynująca ze względu na pytanie o to, że Polska i region już pokonały pułapkę średniego dochodu czy może w przypadku tego regionu znajduje się ona trochę wyżej. Równie interesujące pytanie dotyczy tego, że Polska zerwała już wszystkie nisko wiszące owoce pomagające jej doganiać bardziej zamożne państwa czy ma jeszcze coś w zapasie.

Powyższy raport wydaje się mi interesujący także z innego powodu – pełen jest interpretacji, raczej oczywistych i obserwowanych przez każdego zjawisk (takich jak wartości kulturowe młodego pokolenia albo gigantyczny rozrost wyższej edukacji albo członkostwo w Unii Europejskiej), która zdecydowanie odbiega od opinii wielu uczestników dyskusji na Blogach Bossy. Na przykład, nie oceniam sytuacji na rynku edukacyjnym równie korzystnie co autor raportu.

[Głosów:4    Średnia:5/5]

31 Komentarzy

  1. ekonom polityczny

    Oj pojechał pan Piątkowski na cacy z tym tekstem:

    ◾zmniejszenie negatywnego efektu demografii przez… masową imigrację

    Czyżby oczekiwał wielkiego napływu emigrantów do kraju Konopnickiej i Reymonta?
    A na jakiejze to podstawie?

    Albo ja go źle zrozumiałem i chodzi mu o to, że negatywna demografia nie będzie tak źle wpływać na Polskę bo młodzi (no bo chyba nie starzy? A może On chce starych eksportować?) Polacy wyemigrują?

    Cokolwiek to tajemnicze i w sekretnej mowie ekonomicznej Basnku Światowego napisane, takiej z podwójnym i potrójnym dnem…

    1. trystero (Post autora)

      @ ekonom polityczny

      Nie. Miał na myśli imigrację i to najpierw wymienił imigrację ekonomiczną z państw gorzej rozwiniętych a potem dopiero powroty emigrantów i osiedlanie się polskiej diaspory.

  2. mechanicznieoddzielanemieso

    Wszystkie badania, jakie kojarzę (aczkolwiek nie są to pewnie wszystkie), wskazują jasno, że imigracja nie jest w stanie w sposób istotny zmienić kształtu piramidy demograficznej. Co sugeruje, że imigranci nas jednak nie uratują. A to oznacza, że problem demografii pozostaje. Prywatnie, gdybym miał wskazać jedno największe zagrożenie dla polskiej gospodarki, to byłoby to to. Nie jesteśmy przygotowani i nie będziemy na falę, która w praktyce nas zmiecie. Podobnie, jak sprzężenia zwrotne między demografią, gospodarką i emigracją.

  3. edd

    *zmniejszenie negatywnego efektu demografii przez… masową
    Już widzę na Polacy traktują imigrantów… Zwłaszcza arabów 🙂

    *stabilność polityczną i gospodarczą, którą tworzy członkowstwo w NATO i EU
    Od kiedy to UE jest gospodarczo stabilne?

    *korzyści z wysokiego poziomu edukacji w Polsce
    Ilość dyplomów nie jest proporcjonalna do wykształcenia narodu ogółem.

    *wsparcie finansowe Unii Europejskiej
    Nie ma nic za darmo.

    *czynniki kulturowe – czyli wejście na rynek pracy nowego “kapitalistycznego” pokolenia
    inne czynniki, w tym gaz łupkowy
    “Kapitalistyczne” pokolenie eksportuje swoją pracę na zachód jeśli jest coś warta 🙂

    1. astanczak

      > wejście na rynek pracy nowego “kapitalistycznego” pokolenia

      http://gazetapraca.pl/gazetapraca/1,90443,11766201,Polak_marzy_o_urzedzie.html

      Właśnie na czymś takim wywaliła się Grecja. Płace “na państwowym” wymuszały podwyżki płac w sektorze prywatnym. Reszta to konsekwencje.

  4. ekonom polityczny

    @ AStańczak

    Rzuć swoje fajne i dobrze płatne miejsce pracy i zatrudnij się w jakiejś prywatnej produkcji albo usługach za minimalną krajową na umowę śmieciową na czas określony albo zupełnie na czarno, popracuj trochę za “Bóg zapłać” po godzinach, bo “jak nie to won” , posłuchaj trochę tekstów w rodzaju Zapier…kur.. Ch…! pod Twoim adresem, a szybko zrozumiesz, skąd u Rodaków takie tęsknoty…

  5. gzalewski

    @ ekonom polityczny
    znów troche o sprzężeniu zwrotnym, albo relacji przyczyna-skutek

    [korekta, bo zamotalem]

    Twoja skladka przy prowadzeniu dzialalnosci na ZUS – w tej chwili 1000 pln (jako zadanie myslowe – wyobraz sobie ze prowadzisz budę z warzywami w POlsce b – ile musisz wyciągać z biznesu, zeby osiągnąć powiedzmy 2000 pln i czy relacja ZUS 1000 pln/twoj zysk jako przebrzydlego kapitalisty 2000 jest w porządku – powiedzmy nawet czy jest sprawiedliwa społecznie)
    Jesli zatrudniasz pracownikow, to widzisz, ze te skladki ZUS-owskie to powazny problem kosztowy.
    Co więcej i ty i Twoi pracownicy wiedzą, że w zamian masz takie same kolejki u lekarza, terminy na zabiegi z 3 letnim terminem i niesamowitą perspektywę emerytury (Pewnej bo z ZUSU)

    Jak wiesz stawka ZUS zalezy od sredniego wynagordzenia. Jesli relacja zatrudnionych w Panstwowym i prywatnym wynosi
    “Jak wynika z danych GUS, na koniec III kwartału 2011 r. w sektorze prywatnym pracowało ponad 5,3 mln osób, a w państwowym – niecałe 3,2 mln”
    to skladki na ZUS mają świetlaną przyszłość.

  6. astanczak

    @ ekonom polityczny

    > dobrze płatne miejsce pracy

    Masz złe informacje o mnie i o płacach w maklerce w Polsce. Giełda to moje hobby a nie ciepła posadka. Gdybym kierował się tylko zarobkami, to już od kilku lat siedziałbym w jakimś banku.

    Jak przeanalizujesz sytuację biur maklerskich w Polsce – zwłaszcza takich, jak obsługujące inwestorów indywidualnych – to zrozumiesz, że biura mają małe pole manewru. Będąc pośrednikami pomiędzy monopolistą w postaci giełdy, która kieruje się swoją zyskownością a mocną konkurencją o klienta na rynku mogą ograniczać koszty tylko na tym, ile i jak płacą ludziom lub wymuszając większą wydajność. W praktyce oznacza to mrożenie płac lub ich obniżanie albo dokładanie zadań za te same pieniądze.

    Gdyby to były takie kokosy, to jedno biuro za drugim nie rezygnowałoby z obsługi inwestorów indywidualnych.

  7. ekonom polityczny

    @ AStańczak

    No to może rzeczywiście praca sprzedawcy w warzywniaku za 3-3,50 zł/godzinę na czarno na 10 godzin to niezła alternatywa dla Twojej obecnej pracy? 🙂
    Bo to z takich właśnie “super” stanowisk pracy Twoich Rodaków biorą się owe tęsknoty za stabilną sytuacją finansową w jakimkolwiek Urzędzie….

  8. astanczak

    @ ekonom polityczny

    Pracowałem na czarno już jak miałem 15 lat. Posuwanie u ogrodnika w kotłowni, który palił oponami do ciężarówek nie było miłe. Próbowałeś kiedyś piłką do metalu ciąć cały dzień ręcznie opony? Wiesz, jak wygląda zbrojenie w oponie? Podkładanie krowiego łajna pod kwiatki było tam awansem. Jak nadwyrężyłeś nadgarstek przy pchaniu taczki z łajnem i zawiązałeś rękę bandażem, to wylatywałeś z pracy, bo gość bał się, że zrobisz sobie krzywdę i będzie miał kłopoty.

    Jak studiowałem, to po nocach rozpakowywałem tiry w hurtowni, bo pracy dla młodych ludzi nie było. Na magazynie pracowali studenci a kierownikami byli chłopcy po zawodówkach podpięci pod mamusie pracujące w księgowości. Na jakąkolwiek uwagę były tylko dwie odpowiedzi, które nadają się do zacytowania – nie ma obowiązku pracy w X albo, jak jesteś taki mądry, to otwórz sobie swoją firmę, więc… nie mieliśmy uwag, bo nie było dokąd pójść. Nie było zachodnich korporacji, fast foodów, supermarketów. W sumie niczego nie było, poza pierwszą fazą dzikiego kapitalizmu.

    Rynek pracy w Polsce zawsze był trudny i mitem jest, że stał się trudny dzisiaj. W Polsce nigdy nie było łatwo. Poziom cywilizacyjny się podniósł i stąd niektórzy mają poczucie, że są pierwszym pokoleniem, które ma fatalny start w życie.

  9. thome

    niezależnie od dokładności i oceny tej analizy jedno jest rzeczą bezsprzeczną – im więcej wolności, tym więcej bogactwa.

    @ekonom polityczny: Pański opis to klasyczna analiza skutków socjalizmu na rynku pracy. Im bardziej opodatkowana praca niszczona płacą minimalną (czyli zakazem pracy), tym mniej pracy. Im mniej pracy – tym gorsze jej warunki oraz rozrost szarej strefy, bo karanie pracy oznacza jej patologizację (zasadniczo przestępcy nie obawiają się zatrudniać “na czarno” i korzystają z ograniczonej podaży).

  10. ekonom polityczny

    @ thome & astańczak

    Ja też kiedyś za czasów studenckich zasuwałem, więc z grubsza wiem, jak to jest. Nie o to mi chodzi.
    Nie mam też zamiaru (thome) wyjaśniać skąd to się wzięło, ze rynek pracy w PL wygląda jak wygląda – na to i 4 tomy rozmiaru encyklopedii to za mało. Wystarczy tylko, jeśli stwierdzę, że Twoja diagnoza, jakkolwiek częściowo słuszna, jest niestety znacznym uproszczeniem dużo poważniejszego problemu.
    Odniosłem się tylko do zdziwienia i stwierdzenia Adama, że na czymś takim wywaliła się Grecja, na widok sentymentu Polaków do pracy w Urzędzie – nic więcej.
    Rzeczy nie biorą się z niczego, taki sentyment również.

    Gdyby nie warunki pracy i płacy w podradomskich, albo podkieleckich wsiach, czy te wszystkie, obśmiewane przez Wa-wiaków “słoiki” i “janusze z budowy” jeździły by do Wawy po 100-150 km by pracować na czarno za zbyt niskie dla Warszawiaków stawki?

    Tak niestety sprawa wygląda w małych, prowincjonalnych miejscowościach w Polsce – jest jeden prywatny zakład, gdzie jeśli właściciel uczciwy, to daje minimalną krajową + ZUS, jeśli nie, to daje minimalną krajową albo i mniej “na czarno”, jest kilka prywatnych sklepików, z płacą rzędu 3-3,5 “na czarno” i są państwowe instytucje – Szkoła i Urząd Gminy, gdzie w porównaniu z “prywatnymi” miejscami pracy płaca jest często “oszałamiająco” wysoka, a kultura traktowania pracownika znacznie przyzwoitsza.
    Dlaczego więc takim zdziwieniem jest fakt marzeń przeciętnego Polaka o pracy w Urzędzie?

    @ Adam
    Wielu z tych małych miasteczek natychmiast poszłoby do pracy tylko po to, by tak jak Ty ciąć opony piłą, na identycznych z Twoimi warunkach…
    W Wawie jest wybór – albo prywatnie “urobisz się jak dziki” ale zarobisz, albo spokojniej za mniej “na Urzędzie”.
    Na tzw. prowincji ten wybór to fikcja, a praca w Urzędzie jest jak praca w Pałacu…

  11. astanczak

    @ ekonom polityczny

    Problem z tym, że ja nie jestem zdziwiony tym, że Polacy chcą pracować w urzędach – czy raczej woleliby – bo fakty są faktami. Chcą i kropka. Zdziwiony jestem diagnozą, że nowe pokolenie jest “kapitalistyczne”. W mojej opinii nie jest i podesłałem link wskazujący, że czynnik ludzki może być błędem tej diagnozy.

    Osobną sprawą jest dlaczego tak jest. W moim pokoleniu – jeśli coś takiego istnieje – raczej nie chcieliśmy pracować w urzędach i chyba ciągle nie jest to naszym marzeniem. Słabość rynku pracy wydaje mi się więc słabą diagnozą, bo rynek pracy zawsze był słaby.

  12. gzalewski

    “a praca w Urzędzie jest jak praca w Pałacu…”

    Najkrótsze streszczenie Zamku – Kafki 🙂

  13. _dorota

    “Najkrótsze streszczenie Zamku – Kafki”
    Bardzo trafna uwaga, bo mentalność w całym regionie (a może i w większości krajów Europy poza Wyspami) nie odbiega od czasów ck jeżeli chodzi o relacje obywatel – władza. Dlatego urzędy kwitną, a przedsiębiorcy walczą o przetrwanie.

  14. pit65

    @astanczak

    Co innego popracowac dla rozrywki i paru złotych za młodu , a co innego mieć taką perspektywę na całe zycie.
    Kwestia jest tego rodzaju , że pomimo tzw. rozwoju w agregatach typu PKB to gdzies widziałem ładny wykres /szkoda że nie zachowałem/ ,jak to w ostatnich 20 latach “prosperity” Polska gospodarka straciła per capita ponad 30% miejsc pracy i trend był, i jest raczej cały czas spadkowy.
    Rozumiem pierwsze lata reformowania “przeludnionych” zakładów . ale to z wykresu było gdzies 1/3 tych 30%.
    Dla mnie gospodarka rozwijająca się tzw. tygrys to ssie miejsca miejsca pracy /szybko zagospodarowywuje nadmiar bezrobotnych po reformach/ a nie eksportuje bezrobotnych w nieskończoność.
    Więc moje pytanie brzmi z jakiego rodzaju rozwojem mamy do czynienia, a może to jest taki extensywno-propagandowy rozwój wynikający z powolnej likwidacji miejsc pracy w ramach oszczędności by wskaźniki były dobre , takie coś na kształt TPSA , a co za tym idzie dekapitalizacji gospodarki jako całości.

  15. astanczak

    @ pit65

    Odnotuj proszę, że ja nie mówię, jak stare dziady mają w zwyczaju, że miałem ciężko a teraz ktoś ma lekko. Napisałem, że rynek pracy w Polsce od zawsze wyglądał źle albo bardzo źle.

  16. pit65

    @astanczak

    Ależ ja nie twierdziłem ,że mówisz i masz w zwyczaju , więc nie ma sie z czego tłumaczyć.
    Chciałem tylko zaznaczyc , że przykład był raczej nie adekwatny, a to ,że powąchałes swojskich klimatów to ja tylko na plus moge zanotować 🙂

  17. pawel-l

    A propo inwestycji w badania i rozwój:
    „Powszechne jest mniemanie, że innowacyjność bierze się z wydatków na badania i rozwój. To nieporozumienie, bo to wydatki na badania i rozwój biorą się z innowacyjności”
    http://www.obserwatorfinansowy.pl/tematyka/biznes/izrael-to-jeden-wielki-start-up/

  18. lesserwisser

    @ astanczak

    “ja nie mówię, jak stare dziady mają w zwyczaju, że miałem ciężko a teraz ktoś ma lekko.”

    W kategoriach wiekowych uczestników tego bloga to ja jestem stary dziad a widze to odwrotnie gdyż szczerze mówię że ja miałem łatwo a teraz młodzi to mają ciężko.

  19. astanczak

    @ lesserwisser

    Gratulujemy, ale mamy inne zdanie…

  20. miś

    @ astanczak

    kiedy wchodziłem na rynek pracy w 1997 r., ja i moim koledzy ze studiów nie mieliśmy najmniejszych problemów ze znalezieniem pracy i bynajmniej nie mielismy żadnego doświadczenia.

    powiem więcej, każdy młody człowiek, nawet bez studiów, ale który znał choć troche komputer i trochę język angielski też nie miał tych problemów

  21. lesserwisser

    Kiedy ja wychodziłem na rynek pracy w … (wicie rozumicie) to jeszcze łatwiej było, pracownik był szanowany, chroniony, jak był na zwolnieniu czy urlopie do nie mógł przychodzic do roboty i nie do pomyslenia były bezpłatne nadgodziny lub praca w niedzielę.

    I jak ktoś nie nabroil to miał gwarancję wieloletniego zatrudnienia.

    1. astanczak

      @ lesserwisser

      To nie jedliście szczawiu i mirabelek?

      @ miś

      Po 1990 roku były dwa dobre okresy na rynku pracy – pierwszy skończył się w w 1998 roku a drugi w 2008. Jeśli wchodziło się na rynek w szczycie koniunktury, to nic dziwnego, że miało się łatwiej, ale takich okresów w Polsce po 1990 roku było bardzo mało.

      http://www.stat.gov.pl/gus/5840_677_PLK_HTML.htm

  22. Klondike

    @astanczak
    ” Zdziwiony jestem diagnozą, że nowe pokolenie jest “kapitalistyczne”. W mojej opinii nie jest i podesłałem link wskazujący, że czynnik ludzki może być błędem tej diagnozy.”

    Nie bardzo wiem jak rozumieć pojęcie “pokolenie kapitalistyczne” i czy pojęcie to można wiązać z tym czy społeczeństwo chce pracować w budżetówce czy w sektorze prywatnym. Każdy chciałby po prostu pracować tam gdzie ma lepsze warunki, nie ważne czy urząd czy przedsiębiorstwo i chyba nie ma to wiele wspólnego z przekonaniami. Społeczeństwo kapitalistyczne wiązałbym raczej z przedsiębiorczością, chęcią do zakładania firm i wyniki badań w tym kierunku byłyby bardziej interesujące.

    Zresztą prawie dwa miliony osób wybrało głównie sektor prywatny bo głównie tam pracują Polacy, którzy wyjechali za granicę. Tyle że oczywiście na innych warunkach i o te warunki chodzi a nie o to w jakim sektorze jest dane miejsce pracy.

    Jeśli chodzi o polską rzeczywistość to nie oszukujmy się, Polska jest krajem montowni i taniego outsourcingu bazującego na niskich kosztach pracy. Coraz więcej ludzi dostrzega brutalną rzeczywistość i nie chodzi tu o to, że pokolenie nie jest kapitalistyczne tylko o jaki kapitalizm tu chodzi.

    1. trystero (Post autora)

      @ Klondike

      Jeśli chodzi o polską rzeczywistość to nie oszukujmy się, Polska jest krajem montowni i taniego outsourcingu bazującego na niskich kosztach pracy.

      Nie do końca. Polska to także kraj bardzo drogiego outsourcingu, na czele z procesami inżynierskimi, badawczymi i programistycznymi. Tylko, że tych miejsc pracy nie widać. Biura nie dymią, nie zużywają dużo energii a nawet nie różnią się specjalnie od biur, w których outsourcuje się infolinie i tym podobne rzeczy.

  23. lesserwisser

    @ astanczak

    “To nie jedliście szczawiu i mirabelek?”

    Nie jedlim, choć szczawiową z jajeczkiem to i owszem a i mirabelków się zdarzyło skosztować. Dało się żyć więc nie mam powodów by narzekać.

    Pracę miałem ciekawą i rozwijajacą a najgorszy okres (druga połowa 80-tych) spędziłem w Londynie w burzliwym okresie Big Bangu, to się pojadło kawioru, łososia, pepper steaków, Kiev chicken, avocado prawns (tylko nie ostryg) itp.
    Tak więc nawet zima stulecia mnie ominęła.

  24. astanczak

    @ Klondike

    Należałoby szczegółowych wyjaśnień szukać u autora pojęcia. Myślę, że najbliżej będzie pojęciu “urodzonych już po 1990 roku” i takiej definicji trudno coś zarzucić, bo ona stawia jasny próg abstrahując od jakościowych opisów.

    Mój punkt widzenia jest taki, że nie ma znaczenia, czy pokolenie jest takie albo takie tylko, ale jak zapatruje się na kulturę przedsiębiorczości. Tu otwieramy już worek w pytaniami. Jeśli chęć pracy w urzędzie traktować, jako symptom, to dlaczego tak się stało? Kto ponosi winę za to? Polacy udowadniali kilka razy, że potrafią być przedsiębiorczy w lepszych i gorszych warunkach. Osobiście skłaniam się do tezy, że przedsiębiorczość w Polsce zabija jednak państwo – kluczem jest podatek emerytalny w postaci ZUS-u. Przy składce w wysokości 1000 zł. większość małych biznesów się nie opłaca, bo jak small biznesik przynosi zysku na czysto z samej działalności 2000 zł, to jest opodatkowany realnie 50-procentowym podatkiem emerytalnym. W efekcie mamy do czynienia ze zjawiskiem, które ja nazywam “wszyscy zarabiają tylko nie podejmujący ryzyko”, więc nikt nie podejmuje ryzyka i większość chce pracować na państwowym albo w szarej strefie.

  25. Klondike

    Ciekawe jak wyglądałyby wyniki badań w Bangladeszu. Myślę, że całkiem prawdopodobne jest, że wielu wybrałoby posadę urzędnika niż szwaczki w rozpadającej się fabryce. Takie wyniki w Polsce będącej Bangladeszem Europy raczej mnie nie dziwią.

    Gdzieś przeczytane:
    “O słabej innowacyjności polskiej gospodarki świadczy również niski udział towarów wysokiej technologii w strukturze eksportu. Według Banku światowego w 2008 r. high-tech stanowił zaledwie 5 proc. polskiego eksportu. Pod tym względem wyprzedziły nas nawet Ruanda, Burundi, Niger i Gambia.”

  26. Klondike

    @trystero

    To prawda a moje stwierdzenie to pewne uproszczenie bo chodziło mi zarysowanie pewnej ogólnej tendencji. Podobnie jeśli chodzi o innowacyjność w Polsce, też można przecież znaleźć wiele firm innowacyjnych.

    Co do outsourcingu. Spotkałem się ze stwierdzeniami, że lepiej zatrudnić w w takiej firmie osobę biegle znającą języki obce ale bez wykształcenia kierunkowego a następnie ja wyszkolić niż powiedzmy ekonomistę ale bez znajomości języka. Złożoność i zakres obowiązków jest taki, że łatwiej takiego pracownika wyszkolić niż poczekać aż nauczy się języka. Oczywiście ostatnio to się trochę zmienia i koncerny coraz częściej przenoszą do Polski bardziej złożone procesy tu masz rację.

  27. Robo

    Hmm, że niby w czasie II wojny światowej idziemy do góry?

    Wycinka elity kraju przez Nizistów i Sowietów, co najmniej dwa wielkie fronty przetaczające się przez kraj niczym walec…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *