Kilka notek wcześniej oglądaliśmy na blogach tabelkę zmian procentowych indeksów regionu, do którego zalicza się GPW, na tle innych rynków diagnozując sytuację pytaniem o przyczyny słabości. Dziś rzut oka na drugą stronę tabeli ze specjalnym akcentem na ostatnią notkę na blogach.

Zacznijmy prostej konstatacji, iż taki a nie inny flow kapitału spowodował, iż od dna kryzysu najlepszymi inwestycjami nie okazały się wcale rynki wschodzące, ale starzy wyjadacze – indeksy amerykańskie, niemieckie czy londyński FTSE. Polecana wcześniej tabelka z serwisu stooq pokazuje, iż w bieżącym roku FTSE-250 zyskał już blisko 23 procent a pięcioletnia zmiana wynosi 104 procent. Z ważnych średnich europejskich lepszy jest tylko niemiecki DAX. W przypadku obu średnich coraz trudniej mówić o straconej dekadzie, bo zwyżki w perspektywie 10 lat wynoszą po 150 procent.

Naprawdę Wielka Brytania radzi sobie coraz lepiej, choć trudno mówić o jakimś fajerwerku. Niemniej kondycja funta mimo polityki luzowania ilościowego ze strony Banku Anglii wskazuje, że inwestorzy dobrze zapatrywali się na przyszłość gospodarki i mocne zachowanie londyńskiej giełdy jest sygnałem siły gospodarki i żywotności City, które wyszły obronną ręką z kryzysu niszczącego prestiż większości centrów finansowych świata. Wielka Brytania ma też dobre perspektywy demograficzne, które równie dobrze rokują zawsze atrakcyjnemu rynkowi nieruchomości na Wyspach (oczywiście przez dobre perspektywy rozumiem tu raczej potencjalny wzrost cen a nie optymistyczne perspektywy dla nabywców).

No dobrze, jaki zatem jest cel tej laurki? W największym stopniu jest pochwałą kryzysu, który pozwolił oczyścić się gospodarkom takim, jak brytyjska czy niemiecka i skorygować ekstrawagancje i ślepe ścieżki, w  które prowadzi świat współczesny kapitalizm. Relatywnie mocne na tle Warszawy wzrosty w Londynie czy Frankfurcie sygnalizują, iż kolejny raz kryzys może okazać się oczyszczający dla gospodarek o trwałej kulturze wspierania wolnego rynku. W tym sensie brak kryzysu w Polsce i relatywnie słabe zachowanie GPW powinno być traktowane, jako ostrzeżenie, że gdzieś w dłuższej perspektywie polską gospodarkę czeka korekta na ścieżce rozwoju a nie Złota Era, jak wynika to z optymistycznego raportu omówionego w poprzedniej notce na naszych blogach.

Oczywiście giełdy są dyskusyjnym miernikiem siły gospodarek. Można pomyśleć sobie dobry rozwój kraju bez silnej giełdy, choć już trudno bez mocnego sektora finansowego. Jednak przy latającym wolno po świecie kapitale trudno nie zadać pytania o brak docenienia polskiego tygrysa? Skoro mamy teraz swoje złote lata, to dlaczego złotą dekadą GPW była raczej dekada poprzednia a nie obecna? Dlaczego nie szybujemy na historycznych maksimach, jak indeksy na rozwiniętych rynkach? Ktoś raczy nie cenić naszego potencjału zarysowanego w raporcie linkowanym przez Trystero? Skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak średnio?

[Głosów:0    Średnia:0/5]

12 Komentarzy

  1. _dorota

    Istotne jest rozróżnienie, czy to Wielka Brytania radzi sobie coraz lepiej, czy londyńska giełda, bo to nie to samo.

    http://swiat.newsweek.pl/kryzys-w-wielkiej-brytanii–glebokie-ciecia-i-nizszy-poziom-zycia,99925,1,1.html
    (koniec zeszłego roku)

    Dobre zachowanie giełd rozwiniętych (w porównaniu z EM) jest też może kwestią ucieczki od ryzyka. Również pochodną (czasowego) odzyskiwania atrakcyjności przez rynki kapitałowe – przy rekordowo niskich stopach jest sporo pieniądza na rynku.

    Gdzieś ostatnio czytałam materiał o rekordowej dezindustrializacji (trudne słowo), która miała miejsce w GB (w przeciwieństwie do Niemiec i do nas). W dłuższym terminie nie oprą gospodarki na londyńskim City, tak jak to miało miejsce w przeszłości. Ten model wyczerpuje się.

    Generalnie – to wszystko powoduje moją wstrzemięźliwość co do uznania kryzysu za zakończony. Szczególnie w odniesieniu do Wielkiej Brytanii. “Wall Street” i main street w tym przypadku może się mocno rozjechać.

  2. astanczak (Post autora)

    @ _dorota

    Ocenianie kondycji gospodarki przez rynek pracy w obecnym punkcie troszkę mija się z powszechnym przekonaniem, że naprawdę mocna poprawa następuje tu zawsze na samym końcu. Trzeba poczekać jeszcze kilkanaście miesięcy i wówczas zobaczymy. USA też nie tworzy miejsc pracy z dynamiką znaną z poprzednich okresów wychodzenia ze spowolnienia. Widać, że dostosowania się teraz głębsze.

    Przy okazji – stopa bezrobocia w UK spadła ostatnio ze szczytu 8,4 do 7,7 procent. W szczycie koniunktury było bliżej 5 procent a to już jest poziom, który można uznać za pełne zatrudnienie. Rynek pracy w Wielkiej Brytanii wygląda ciągle lepiej niż w innych krajach europejskich.

  3. trendfollower

    @AStanczak
    ” Dlaczego nie szybujemy na historycznych maksimach, jak indeksy na rozwiniętych rynkach? Ktoś raczy nie cenić naszego potencjału zarysowanego w raporcie linkowanym przez Trystero?”
    A czy widział Pan wyniki polskich bluechipów? Dla przykladu ( z pamięci – jadę właśnie transportem publicznym) Pko – 5 pod rząd coraz gorszych wyników kwartalnych patrząc rok do roku. Kghm podobnie, peo, pkn. I czym tu ten latający kapital ma się interesować?

  4. astanczak (Post autora)

    @ trendfollower

    W przypadku KGHM stopa dywidendy w okresie zadyszki nie wyglądała źle. Jeśli chodzi o PKO, to tu akurat od historycznych maksimów nie brakuje wiele, więc rynek jednak docenia spółkę. Naprawdę w przypadku PKO pesymistycznie było kilka miesięcy wcześniej – bank był wyceniany znacznie niżej niż teraz nominalne i fundamentalnie. Ostatnio podgonił i to o wielkości porównywalne ze wzrostami indeksów na rynkach bazowych. W Warszawie nie brakuje wartości. Pytanie pozostaje otwarte – jeśli mamy złotą erę, to dlaczego na GPW tego nie widać? Kiedy rynek ma przekonanie, że jakiś kraj czeka złoty okres, to potrafi oderwać się od fundamentów – na GPW radykalnego oderwania ostatnio nie było.

  5. _dorota

    “Pytanie pozostaje otwarte – jeśli mamy złotą erę, to dlaczego na GPW tego nie widać?”

    Rzeczywiście z jakichś nieznanych powodów jesteśmy sytuowani bliżej BRIC niż innych EM:

    http://www.btinvest.com.sg/system/assets/19501/Barclays_Asset_allocation_Whatever_happened_to_EM_equity_markets.pdf
    str.6 szczególnie

    Czyli mamy anomalię, pod którą można zagrać.

  6. bloom

    Z racji wykonywanej pracy mam kontakt z tą uboższą częścią społeczeństwa której niestety jest coraz więcej i tak sobie dumam czy “Rynek” nie dostrzega przypadkiem 2 milionów bezrobotnych, prawie miliona na umowach “śmieciowych”, Bóg wie ilu pracujących za najniższą pensję, rozrastającej się w szalonym tempie biurokracji i zadłużenia? Sprzedane 500 więcej jachtów nie zrekompensuje wiele 😉

  7. astanczak (Post autora)

    @ bloom

    Takie opinie zawsze obsadzają przeciwników w roli niewrażliwców i cyników. Dlatego uwaga tylko na boku.

    To nie jest tak, że jakaś pula osób poniżej progu ubóstwa ma związek z wycenami na giełdach. W USA jest bardzo duża populacja korzystająca z pomocy społecznej a ceny akcji rosną i Wall Street jest częścią gospodarki.

    Zawsze w takich momentach dobrze odwołać się do innego przykładu i wybrać taki wyciskający łezki.

    Jeśli dobrze pamiętam globalny rynek branży, którą określa się mianem pet care to jakieś 100 mld dolarów rocznie. Jednocześnie spora część ludzi na świecie żyje w biedzie lub umiera z głodu. To coś mówi o współczesnym świecie, prawda? Mówi. Czy zatem możemy zadać pytanie, czy miłośnicy spa dla różnych kotków i piesków są bydlakami? Czy nie raczyli zauważyć, że szamponik dla pieska za 29,99 USD może uratować życie dziecku w Afryce lub dać mu jeść na 30 dni? Może jakoś można przesunąć te 100 mld dolarów z pet care w inny segment?

    bloom, masz pomysł jak?

  8. pit65

    @bloom

    Z całym szacunkiem , ale to nie ta relacja choc można takie wrażenie odnieść jak sie słucha i ogląda różne programy paraekonomiczne.
    Zamień słowo rynek na np. służba zdrowia wtedy relacja zabrzmi mniej więcej tak: dlaczego lekarze nie dostrzegają 2 mln….. itd.
    Odp. bo to nie ich biznes zapewniac pracę bezrobotnym , ale leczyć.
    Tak samo rynek – ma dostarczać cenę to jego statutowa działalność.
    Relacja jest więc niejako w drugą stronę bezrobotny bezpośrednio ani nie wpłynie na status sł. zdrawia ni na cenę stąd byc może względna mizerota i jednego i drugiego choć byc może nie wsensie bezwzględnych wartości porównania statusu ludzi zatrudnionych tam z bezrobotnymi. Skoro nie uczestniczy to zarówno sł. zdr. jak i rynek ma bezrobotnego tam gdzie “pan może pana majstra….” cytując Wiesia Gołasa.
    I tak ma być bo obydwie instytucje nie są od zapewniania pracy.

  9. _dorota

    “obydwie instytucje nie są od zapewniania pracy”
    Tu nie o to chodzi. Pytanie brzmi: jak długo jobless recovery może być recovery. Astanczak twierdzi, że nie zawsze będzie jobless, no, zobaczymy.

    Niewykluczone zresztą, że nowy punkt równowagi jest przy niższym poziomie zatrudnienia, z powodów technologicznych.

  10. astanczak (Post autora)

    @ _dorota

    Nie, to nie tak. Nawet kiedyś napisałem notkę o problemie wypełnienia postulatu pełnego zatrudnienia w kontekście polityki Fed. Możliwe, że ekonomiści dojdą do punktów, w którym pogodzą się z faktem, że pełne zatrudnienie nie mieści się w przedziale 3-5 procent, ale 5-6 procent. Naprawdę to już dziś dla każdej gospodarki jest na innym poziomie. Podręcznikowe definicje i realny świat już nie raz stawały w konflikcie.

  11. pit65

    @_dorota
    “jak długo jobless recovery może być recovery”

    To zależy w jakim kontekście wypowiadane są te słowa.
    Jeżeli w kontekście medialnych zaklinaczy bad reality to tak można w nieskończonośc tylko to nie jest jobless recovery tylko PR i niskich lotów propaganda.
    W kontekście różnych szkół ekonomicznych jobless recovery ma zwłoke w stosunku do prawdziwego economy recovery co właściwie jest w korelacji ze zdroworozsądkowym postrzeganiem osobistym , że aby zatrudnić dodatkowego pracownika muszę mieć pewien zakres czasu by stwierdzić ,że się poprawia i wtedy pomyślec czy mnie na takowego stać.
    Wyjątkiem od tej reguły jest Państwo, które zatrudnia na poczet tych i przyszłych podatków więc może w jakimś zakresie interweniować i zastosować natychmiastowe recovery.

    “Astanczak twierdzi, że nie zawsze będzie jobless, no, zobaczymy.”

    No cóż może tak być. Już to trenowano w różnych …izmach z raczej per saldo opłákanym skutkiem.

    “Niewykluczone zresztą, że nowy punkt równowagi jest przy niższym poziomie zatrudnienia, z powodów technologicznych.”

    Jak ja to zawsze powtarzam filozoficznie:

    Stworzenie /technologia/ w jakimś tam stopniu alienuje twórcę /człowiek/ jeżeli pozwolimy sobie na odrobine bezreflekcji 🙂

  12. bloom

    @ astanczak

    nie mam zamiaru walczyć o bezrobotnych i ubogich, chodzi mi tylko o to że powiększa się grupa ludzi którzy nie wydają pieniędzy bo ich nie mają a to ma wpływ na Rynek tak samo jak to że państwo czyli rząd od tygodnia nie wypłaca zasiłków. Co będzie jak zaskórniaki przywłaszczone z OFE się skończą? Czy nie to dyskontuje Rynek?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *