Chiński credit cruch nie wzbudził poważniejszych emocji w Polsce i na świecie. Najwyraźniej uznano, iż bank centralny ma wystarczająco dużo narzędzi i przykładów z bliskiej przeszłości w innych krajach, by skutecznie poradzić sobie z zatkaniem się rynku międzybankowego, które zresztą sam wywołał. Niemniej dynamiczny wzrost stawek SHIBOR, jaki miał miejsce w w końcówce czerwca zmusza do postawienia pytania, co myślą dziś ludzie, którzy ogłaszali tezy o świetlistej przyszłości Chin, jako lidera światowej gospodarki i zbiorze BRIC, jako nowej nadziei.

Czytelnicy blogów bossy bez trudu przypomną sobie tezy wielu znanych ekonomistów, którzy głosili swoje myśli o wieku Azji, która już za chwilę miała zdominować świat pod przewodnictwem mądrych Chińczyków. Europa i Ameryka miały zbankrutować a centrum świata przesunąć się gdzieś na pogranicze Ameryki, Azji i Oceanii. Dziś te optymistyczne głosy przycichły a ekonomiczni celebryci jakby mieć chwalą się emigracją do Singapuru. W cień poszedł też mój ulubiony wskaźnik zaczadzenia umysłów azjatycką ślepotą, czyli prywatne lekcje chińskiego a chwalenie się emigracją biznesów do Brazylii wyszło z mody.

Również protesty w Brazylii zostały przyjęte z zaskoczeniem. Indie mają swoje problemy. Najmniej emocji wzbudza Rosja, ale po wymianie prezydenta na premiera czy premiera na prezydenta Moskwę znów traktuje się, jako dziwaczne miejsce, w którym słowo demokracja trzeba uzupełniać dopiskiem rosyjska. W istocie mur zbudowany z cegiełek nowych gwiazd światowej gospodarki okazał się stać na bardzo słabym fundamencie, który pomijano bądź milczeniem, bądź tezą, że może nie wszystko tam się zgadza, ale generalnie kierunek jest oczywistością – świat zachodni chyli się ku upadkowi a słońce wschodzi w innych rejonach świata.

Dziś widzimy, że Chiny okazują się mieć problemy strukturalne, które były oczywistością dla osób słabo rezonujących z globalnym ożywieniem zainteresowania Państwem Środka. Sam podkreślałem na blogu w kilku notkach, że nie wierzę w to, że władze w Pekinie będą wstanie reformować gospodarkę zachowując monopol polityczny. Oczywiście Chiny nie są PRL-em z połowy lat 80, kiedy nikt do końca nie rozumiał mechanizmów gospodarczych a lekarstwa sprowadzały się raczej do ideologicznych sporów niż diagnozy. Niemniej Chiny zdają się jednocześnie ożywiać gospodarkę i ją reformować, co razem zdaje się być przepisem na zakalec.

Najciekawsze jest to, iż szok w postaci dynamicznej zwyżki stawek SHIBOR nie zaowocował naprawdę poważnymi analizami przyczyn kryzysu, ale znakiem zapytania. Większość komentatorów nie ma już dziś problemu z podpisaniem się pod tezą, że jak przychodzi powiedzieć coś naprawdę poważnego o Chinach, to okazuje, że proste analogie nie działają. Sektor bankowy w małym stopniu jest odpowiednikiem sektora bankowego w świecie zachodnim. Niby wprowadza się standard BASEL III, ale jednocześnie w Chinach nie ma czegoś takiego, jak prawo regulujące upadek banków. W istocie prawo upadłościowe dla firm obowiązuje ledwie kilka lat, więc doprawdy mówienie dziś o Chinach językiem zachodniej analizy jest pokazem odwagi.

Wszystko wskazuje na to, że Chiny czeka kilka naprawdę trudnych kwartałów, w trakcie których rząd będzie próbował jednocześnie gasić pożar i dolewać benzyny do ognia. Mieszanka będzie wybuchowa i już teraz można założyć, że kolejne kwartały wprowadzą jeszcze większe zamieszanie, którego finał jest dziś trudny do przewidzenia. Jeśli potraktować poważnie ostrzeżenie związane z nerwową końcówką czerwca na chińskim rynku międzybankowym, to w kolejnych miesiącach należy oczekiwać kolejnych tego typu drgawek. Wszystko bowiem wskazuje na to, że w księgach chińskich banków jest bałagan na tyle duży, że tylko kryzys jest wstanie jakoś to uporządkować.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

6 Komentarzy

  1. _dorota

    c.d.n.? (mam na myśli próbę wskazania, w jakich obszarach kryzys chiński przełoży się na resztę świata najsilniej)

    PS. P.Profesor, który obstawił Armageddon w Europie chwalił się kiedyś tym, że posyła dzieciaki na lekcje języka chińskiego. Wobec pomyłek w tak kluczowych dziedzinach życia pozostaje mieć nadzieję, że garnitury i buty wybiera mu żona.

    1. astanczak (Post autora)

      Nie wiemy, jak to wszystko się rozwinie – wiemy, że mit cudu chińskiego pęka. Nie wykluczyłbym jednak scenariusza, w którym okaże się, że przemożny wpływ Chin na światową gospodarkę również okaże się mitem i kryzys w bankach chińskich nie będzie szczególnie mocno promieniował na świat, bo Chiny to ciągle rynek przyszłości.

      Weźmy taki wykres jednego z najchętniej kupowanych dóbr na świecie:

      http://2.bp.blogspot.com/-yfP45MYaBwE/UF_tlxQWIRI/AAAAAAAAGZ8/5zfkIX8CWF0/s1600/iPhone+Estimates+by+Region.png

      Jak widać na region APAC nie przypada szczególnie dużo tego tortu a tylko w przypadku Chin i Indii mówimy o 2/5 światowej populacji.

  2. ekonom polityczny

    BRIC’i nie brykają, bo skończyła się hossa surowcowa, od której są zależne.
    Przemożny wpływ Chin na gospodarkę świata jest faktem, ale… w dziedzinie wyrobów nisko przetworzonych.
    Nie byłoby kończącego się właśnie brazylijskiego cudu bez Chin (kto kupuje od B. najwięcej rudy żelaza?).
    Nie byłoby potężnej rozbudowy (nadmiar mocy produkcyjnych?) sektora górniczego w Australii w ostatnich latach bez Chin:
    http://blog.bcaresearch.com/australia-a-fading-star

    Ale nic nie trwa wiecznie i teraz nadchodzi czas zmniejszania się wpływu Chin na świat…

  3. astanczak (Post autora)

    @ ekonom polityczny

    Przypadek Australii jest ciekawy – zwłaszcza dla osób, które śledzą rynek AUD/USD. Ostatnie przesilenie polityczne pokazuje, że Australię czeka dostosowanie do nowej rzeczywistości, bp świat się układa na nowo.

  4. legrand

    hmm szukanie przyczyny w braku demokracji jest powierzchowne..jesli teoria Misesa-Hayeka jest prawdziwa to prawdziwy kryzys zacznie sie w Chinach , kiedy zaczną stymulowac konsumpcyjny popyt wewnętrzny wykorzystując zgromadzone rezerwy

  5. wykresologia

    Jak autor sam zauwazyl Ludowy Bank “credit crunch” wywolal sam. Co wiecej wydaje mi sie ze moze uznac go za swoj sukces – zaden bank nawet maly, uwiklany w produkty inwestycyjny o krotkiej zapadalnoaci i wysokim oprocentowaniu nie padl – a to oznacza, ze chinski sektor bankowy ma jeszcze troche “tluszczyku”. Wyobrazmy sobie co staloby sie w USA gdyby stawki overhight chocby jednego dnia siegnely talich poziomow. Istny pogrom wsrod malych bankow! A Chinczycy mogli sobie pozwolic nq kilka dni ciszy ze strony bamku centralnego i dopiero potem zapewnienie, ze kontroluja sytacje. To sum up: to byl test odpornosci, stress test w praktyce, ktory chinskie banki zdaly.

    Przepraszam za literowki – pisze z telefonu i w pociagu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *