Co decyduje o słuszności decyzji?

W poprzednim tekście zauważyłem, że losowość na rynku finansowym utrudnia ocenę procesu inwestycyjnego. Złe wyniki inwestycyjne, zwłaszcza w krótkim terminie, nie muszą oznaczać konieczności poprawienia procesu inwestycyjnego a dobre wyniki inwestycyjne nie muszą oznaczać, że nie trzeba go ulepszyć.

Losowość na rynku finansowym, ale także w innych dziedzinach gospodarki i życia skłania do postawienia trudnego pytania: czy ocena słuszności decyzji lub strategii powinna być oparta na jej rezultatach czy na ocenie poprawności procesu, który doprowadził do jej podjęcia?

W przypadku rynku finansowego, idea ignorowania rezultatów w ocenie decyzji lub strategii wydaje się bardzo nieintuicyjna, być może zupełnie pozbawiona sensu. W końcu zdecydowana większość inwestorów aktywnie inwestuje na rynku w celu osiągnięcia lepszych wyników niż te oferowane przez inwestowanie pasywne albo usługi zarządzania aktywami.

Z drugiej strony, większość inwestorów potrafi zupełnie ignorować rezultaty pojedynczych transakcji i zdaje sobie sprawę, że to nie rezultat poszczególnych transakcji lecz ich zgodność z opracowanym i wdrożonym planem inwestycyjnym decyduje o ich poprawności.

Większość osób zgodzi się także z ideą, że złe decyzje mogą przynieść korzystne rezultaty a dobre decyzje mogą przynieść negatywne konsekwencje. Na potrzeby tego tekstu definiuję dobrą decyzję jako podjęcie działania, które w oparciu o wszystkie realistycznie dostępne w momencie podejmowania decyzji informacje, w największym stopniu prowadziło do osiągnięcia zamierzonych celów. Przy takiej definicji możemy wyodrębnić dobre decyzje tworzące korzystne wyniki, dobre decyzje generujące straty, złe decyzje generujące straty i złe decyzje przynoszące pożądane wyniki.

Odnoszę wrażenie, że zarówno na rynku finansowym jak i w biznesie zdecydowanie dominuje skupianie się na rezultatach w ocenie postawy jednostek i poprawności strategii.

Opisany problem wzmacniany jest przez fascynację sukcesem – skłonność dostawców porad i ekspertyz do koncentrowania się na obserwowaniu i badaniu przedsięwzięć, które odniosły sukces i wyciąganiu z tych analiz ogólnych wniosków dotyczących zachowań i idei, które przynoszą sukces. Takie podejście narażone jest przede wszystkim na survivorship bias – na każdego Steva Jobsa może przypadać 999 przedsiębiorców-wizjonerów, których ten sam styl zarządzania, który przyniósł Jobsowi zasłużone miejsce w historii przedsiębiorczości doprowadził do porażki. Na każdego Raya Dalio może przypadać 999 zarządzających, którzy nie odnieśli sukcesu na rynku kapitałowym choć kierowali się zbliżoną filozofią inwestycyjną. O sukcesie lub porażce decydują także okoliczności, w których stosowano daną strategię i czynnik losowości (fart/pech). Budowanie strategii poprzez wyodrębnienie rzucających się w oczy cech jakiegoś projektu, który odniósł sukces i oparcie na nich struktury innego przedsięwzięcia naraża na konsekwencje wspomnianych wyżej błędów kognitywnych.

Podobny zarzut można sformułować wobec moich tekstów na blogu poświęconych mistrzom funduszy hedge i opartych na inspirującej książce Jacka Schwagera. Na swoją obronę mogę zauważyć, że myślą przewodnią książki Schwagera jest to, że wiele różnorodnych, często przeczących sobie strategii, może przynosić zyski na rynku finansowym.

Moim zdaniem sformułowanie jednoznacznych kryteriów decydujących o tym kiedy oceniać decyzje czy działania na podstawie rezultatów a kiedy na podstawie jakości procesu jest bardzo trudne. Słusznym wydaje się założenie, że im większa jest rola czynnika losowości w decydowaniu o wynikach, im bardziej nieprzewidywalny i złożony jest system, w którym podejmowane są decyzje lub działania tym większą rolę powinno się kłaść na ocenę procesu a nie jego rezultatów. Także trudności w mierzeniu wyników jakiegoś przedsięwzięcia, na przykład prognozowania, mogą być czynnikiem skłaniającym do skupienia się na ocenie procesu.

Czy można bezpośrednio wykorzystać te rozważania na rynku finansowym? Moim zdaniem, omawiany problem jest silną przesłanką na rzecz ułatwienia oceny własnego procesu inwestycyjnego. Wszak jedną z przyczyn, dla których świat skupia się na rezultatach a nie procesie jest fakt, że z reguły łatwiej mierzy się wyniki niż jakość procesu. Pamiętając o tym inwestorzy mogą poświęcić czas na zapisanie swoich oczekiwań dotyczących konkretnych transakcji i wdrażanych strategii inwestycyjnych. Może temu służyć dodatkowa kolumna w dzienniku transakcyjnym. Inwestorzy mogą także zapisywać przesłanki za i przeciw konkretnemu działaniu – to może także pozwolić im w przyszłości zidentyfikować ignorowane a przy dołożeniu staranności dostępne dla nich informacje.

W ten sposób niezależnie od wyników transakcji lub strategii inwestycyjnej inwestorzy będą w stanie sprawdzić jakość swojego procesu inwestycyjnego konfrontując swoje rzeczywiste oczekiwania z tym co wydarzyło się na rynku. To tym bardziej istotne, że w momencie otwarcia pozycji zaczyna działać silny, skuteczny aparat uzasadniający decyzję i po upływie pewnego czasu niezwykle trudno jest odtworzyć motywy, które doprowadziły do jej podjęcia.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

15 Komentarzy

  1. pixin

    Czasy są takie, że masy kapitału przelewają się z miejsca na miejsce, a ich ruchami rządzą emocje i chęć zarobku. Ja zacząłem grać na giełdzie i zainwestowałem w 11 firm, w dużej mierze skupiając się na intuicyjnym odbiorze przeze mnie filmików z wypowiedziami prezesów zarządów 🙂 Jak mnie dana osoba osobiście przekonywała (ale nie merytorycznie, bo na ekonomii się nie znam, tylko tak… ludzko) i kurs akcji był niski, to kupowałem. Może to jest klucz do sukcesu?

  2. blackswan

    Wszystko do pierwszego wyboldowanego zdania jest spójne (oprócz kwestii w stylu “być może zupełnie pozbawiona sensu” – coś co jest być może zupełnie pozbawione sensu jest równoznaczne z czymś być może pozbawionym sensu, tak samo jak osoba która jest być może całkowicie szczęśliwa jest po prostu być może szczęśliwa, bo przecież oba sformułowania dopuszczają możliwości bycia niepozbawionym sensu w pierwszym przypadku i nieszczęśliwym w drugim.

    Tak naprawdę jednak dopiero od wyboldowanego fragmentu zaczyna się grubo nieprawidłowe rozumowanie, tj. niespójne z założeniami przyjętymi w ramach tego rozumowania. Nie jest to kompletna sprzeczność (w sensie wszystkie założenia wykluczają każdy wyciągnięty wniosek), ale stosunkowo blisko do reductio ad absurdum. Gdyby się to udało zrobić kompletnie, to tekst powinien zostać rozpowszechniany wszędzie, gdyż byłby przełomowy (solidny dowód nie wprost na anarchię w inwestycjach). Intuicyjnie na szczęście wiemy, że byłoby to bzdurą, wobec czego możemy bezpiecznie założyć, że kompletna sprzeczność nie istnieje.

    Tak czy inaczej dzięki za tekst – food for thought, że się tak wyrażę.

    PS. Zauważyłem na bossablo tendencję do samoobalających wpisów. Poprzedni wpis Kathay to cudo autoironii 😀

  3. blackswan

    errata:

    napisałem, że wszystko do pierwszego wyboldowanego fragmentu jest spójne. Chodziło mi o wszystko do dalszego wyboldowanego fragmentu, zaczynającego się od “Słusznym wydaje się założenie, że im większa jest rola czynnika losowości w decydowaniu o wynikach, im bardziej (…)”

  4. GZalewski

    Zwróć uwagę co podkreślał Schwager, w kazdej niemal z ksiażek z serii “MW” – w miarę długi okres działania (z kilkoma wyjątkami), STABILNE wyniki, relatywnie atrakcyjna relacja obsunięć do wyników.
    Gdy to było spełnione, koncentrował się na procesie. A ten faktycznie był różny.
    Wszycy ci, którzy zachwycają się jednorazowo tylko stopą zwrotu (jak. u np. Andy Zaky’ego)niczym nie rożnią sie od takiego kolesia, który wlasnie zapuścił kilka systemów do testów i wybrał ten, który ma najlepszy wynik, nie patrząc w jaki sposób do tego doszedł.
    Stąd te wszystkie rankinki najlepszych zarządzajacych w roku, 5 latach itp – gdzie gwiazdy jednego roku, są maruderami w kolejnym i odwrotnie.
    Wtedy faktycznie możemy być przekonani o losowości tych wyników.

    No a drugi wątek to wlasnie kwestia tego, ilu przypada Jobsów na tego jednego widocznego w mediach (to znaczy ile firm bardzo dobrze sobe radzi, choc nie koniecznie w takiej skali – biznesowej i medialnej), oraz to ilu przypada nieudanych biznesów w prowadzeniu podobnej strategii (czyli to co poruszyłeś)

    1. trystero (Post autora)

      @ GZalewski

      O Schwagerze wspomniałem wyprzedzająco. Bardzo cenię jego pracę.

      No a drugi wątek to wlasnie kwestia tego, ilu przypada Jobsów na tego jednego widocznego w mediach (to znaczy ile firm bardzo dobrze sobe radzi, choc nie koniecznie w takiej skali – biznesowej i medialnej), oraz to ilu przypada nieudanych biznesów w prowadzeniu podobnej strategii (czyli to co poruszyłeś)

      Skłaniam się ku hipotezie, że w systemie zwycięzca bierze wszystko na samym szczycie znajdują się ludzie używający strategii – wejdę na szczyt albo stracę wszystko, przy czym w wielu pod-systemach taką strategię stosować można wielokrotnie ponieważ traktuje się w nich porażki jako cenne doświadczenia (jak w Dolinie Krzemowej). Albo więc ludzi gotowych realizować ten typ strategii jest bardzo mało albo jest ich sporo ale większość z nich przegrywa (na każdy Facebook przypada 10 000 nieudanych start-upów) a my widzimy tylko wygranych.

  5. Ekonom polityczny

    @ pixin

    Znam kilka równie dobrych sposobów, z pewnością dających zbliżoną do “metody przekonujących pyszczków” szansę na sukces:

    1 Obserwowanie pogody: słońce – rynek wzrośnie, deszcz – spadnie (albo odwrotnie, na zasadzie “kontrariańskiego” podejścia)

    2 Liczenie facetów w okularach, mijanych w drodze do pracy: gdy nieparzysta ilość- wzrośnie, parzysta -spadnie

    itd. itp….

  6. Andrzej

    Kat po sąsiedzku opisuje różne aspekty książki Tharpa, właśnie w niej jest także fragment mówiący o ocenie procesu, a nie wyników.
    Tharp, jak pisze, wziął tę i inne zasady z modelowania dobrych traderów, którzy jak rozumiem ją stosują .
    W jego programie Super Trader jednym z warunków “promocji” jest osiągnięcie 95% efektywności w co najmniej 100 transakcjach. Przez efektywność rozumie zgodność z zasadami i procedurą, za błąd zaś odstępstwo od jej reguł a nie stratę.

  7. pixin

    Ekonom polityczny, czy też na podstawie pogody wybierasz sobie żonę? 😉 Wejście finansowe w firmę, to jak małżeństwo – ja tak uważam, takie podejście do biznesu mnie osobiście przekonuje.

  8. Jack

    @ pixin

    Ilość najprzeróżniejszych zmiennych wpływających na końcowy wynik procesu podejmowania każdej decyzji jest ogromna. Większość z nich nigdy nie jest nawet świadomie rozpoznana. Warunki pogodowe należą m.in. do tej kategorii i znajdują swoje odzwierciedlenie w zachowaniach inwestorów.

    http://www.jstor.org/discover/10.2307/2117565?uid=3738840&uid=2&uid=4&sid=21102284399471

  9. pixin

    Jack, właśnie dlatego ja, będąc lepszym psychologiem-amatorem, niż inwestorem, czytam z prezesów zarządu jak z otwartej księgi. To, że oni znają się na twardych danych mi wystarcza, ja skupiam się na tym, co mówi ich ciało, jak te dane na nich wpływają, czy widzą światełko w tunelu dla swojej firmy. To mi wystarczy do zainwestowania 🙂 Każdy ma jakiś własny patent, ja Wam właśnie zdradziłem mój.

  10. pixin

    Jeszcze i to, że właśnie dlatego, że danych do ogarnięcia jest za dużo, ja się skupiam na intuicyjnym rozpoznaniu sytuacji, a pomaga mi w tym jako taka znajomość ludzkiej mimiki, fizjonomii, itd. W skrócie: prezes firmy zna się na twardych danych, a ja się skupiam na tym, co on chce komunikuje niewerbalnie. I też nie chodzi o jakąś ścisłą metodę, raczej skupiam się na swoich odczuciach, emocjach i intuicji – czy ten człowiek mnie przekonuje, czy nie. Czyli inwestowanie przez szósty (kobiecy?) zmysł 😉

  11. Bogdan

    Pixin
    Metoda może być bardzo dobra, a możesz zdradzić wyniki?

  12. pixin

    Na razie 80% spółek z portfela wybranego tą metodą rośnie 🙂

  13. Bogdan

    Zatem metoda jest genialna. Może wiecej szczegółów? Parę tickerów? 😉

  14. pixin

    To proste – przynajmniej dla mnie 😉 – wpisuję “centrum wyników” w popularnej telewizji biznesowej, oglądam buźki preziów, czasem wystarczy nawet paręnaście sekund wypowiedzi, potem patrzę na akcjonariat spółki i na wykres cen akcji od wejścia na giełdę. Jak buzia sensowna, cena niska, akcjonariat bezpieczny, to kupuję 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *