Mistrzowie funduszy hedge – Steve Clark

Steve Clark jest bohaterem dziewiątego rozdziału książki Hedge Fund Market Wizards – czwartej i najnowszej pozycji ze znakomitej serii Jacka Schwagera. Steve Clark zarządza funduszem Omni Global Fund klasyfikowanym często jako „event driven”. Z opisu Clarka wynika, że koncentruje się na transakcjach arbitrażowych związanych z fuzjami i przejęciami.

Założony w 2001 roku fundusz odznacza się średnią roczną skumulowaną stopą zwrotu na poziomie 19,4% przy bardzo niskiej zmienności – największe obsunięcie kapitału  (od szczytu do dołka) wyniosło około 7%.

Clark może pochwalić się fascynującym życiorysem inwestycyjnym – jego pierwszym aktywnym dniem na rynku finansowym, w którym zastępował będącego na wakacjach tradera odpowiedzialnego za animowanie rynku skandynawskich akcji w Warburg Securities był poniedziałek, 19 października 1987 roku. Z tego doświadczenia Clark wyciągnął bardzo ważną lekcję – cenę aktywów finansowych wyznacza gotowość inwestorów do zawarcia transakcji na danym poziomie, który może diametralnie odbiegać od wcześniejszych oczekiwań inwestorów.

Clark posiada umiejętność zawierania interesujących spostrzeżeń dotyczących inwestowania w błyskotliwie brzmiące sentencje. Jedna z nich podsumowuje filozofię inwestowania Clarka – inwestorzy powinni koncentrować się na robieniu tego co przynosi im zyski i unikać robienia tego co przynosi im straty („do more of what works and less of what doesn’t”).

Być może wielu inwestorów chciałoby w pierwszym odruchu nominować powyższą radę w konkursie na „największy banał roku”. Idea Clarka daleka jest jednak od banału i dotyka kluczowych dla skutecznego inwestowania procesów. By zastosować się do rady Clarka inwestor musi wiedzieć co robi na rynku – musi znać kontekst wszystkich transakcji, które zawiera i być zdolnym usystematyzować je według logicznego klucza. Inwestor powinien także wiedzieć jak wygląda jego zestawienie zysków i strat (P&L), powinien wiedzieć, które transakcje były zyskowne, a które przyniosły straty.

Prawda jest taka, że większość inwestorów aktywna jest na różnych rynkach (na przykład akcyjnym i walutowym) lub różnych segmentach rynku (na przykład na blue chipach i małych spółkach), zawiera transakcje w różnym horyzoncie czasowym (długoterminowe transakcje uzupełnia na przykład day tradingiem) i stosuje różne strategie (część transakcji wynika z analizy technicznej, część z analizy fundamentalnej). Clark uważa, że inwestorzy powinni wyodrębnić transakcje, które przynoszą zyski i zastanowić się z czego wynika ich zyskowność. Jeśli odniosą wrażenie, że wynika ona z jakiegoś rodzaju przewagi, którą dysponują w szczególnych sytuacjach rynkowych to powinni się skoncentrować na tym typie transakcji. Jednocześnie powinni zrezygnować z transakcji, których zyski i straty, sugerują, że inwestor nie dysponuje przewagą nad rynkiem w momencie ich zawierania.

Clark uważa, że większość skutecznych inwestorów to mistrzowie jednej strategii („one trick ponies”). W przypadku działalności inwestycyjnej Clarka tym trikiem okazały się transakcje arbitrażowe związane z fuzjami i przejęciami i na tej strategii Clark się skoncentrował.

Co ciekawe, Clark i Schwager zwracają uwagę na fakt, że wielu inwestorów popełnia podobny błąd: przestają się koncentrować na swojej skutecznej strategii i próbują swoich sił w strategiach i na rynkach, w których nie posiadają przewagi. Istnieje kilka możliwych przyczyn takiego zachowania. Jedną z nich jest zdrowa obawa, że kiedyś skuteczna strategia przestanie działać, inwestor straci swoją przewagę i chęć opracowania alternatywnej strategii. Innym powodem może być dużych rozmiarów ego, które podsuwa ideę, że skoro jest się skutecznym w jednej strategii to będzie się skutecznym w innej. Moim zdaniem, do listy powodów można też dopisać nudę – wypalenie spowodowane zawieraniem przez wiele lat tych samych transakcji, zwłaszcza jeśli nie są oparte na błyskotliwej, medialnej strategii (transakcje arbitrażowe przy fuzjach i przejęciach nie brzmią tak spektakularnie jak skuteczne prognozowanie globalnych trendów makroekonomicznych albo próby znalezienie następnego Google wśród tysięcy start-upów).

Chciałbym zwrócić uwagę na inną przydatną radę Clarka, którą zawarł w błyskotliwiej sentencji: to nie cena otwarcia pozycji zabija lecz wielkość pozycji. Z moich obserwacji wynika, że większość inwestorów koncentruje się na poziomie cenowym wejścia i ignoruje część procesu inwestycyjnego związaną z zarządzaniem wielkością pozycji. Zdaniem Clarka, przy otwieraniu pozycji na rynku należy wziąć pod uwagę na tylko poziom cenowy wejścia, ale także wielkość pozycji i emocjonalną odporność inwestora na zmienność. Zbyt duże pozycje, zwłaszcza przy przeszacowaniu emocjonalnej odporności inwestora na zmienność mogą doprowadzić na przykład do szybkiego zamykania pozycji i strat na transakcjach, które w założonych horyzontach czasowych okazałyby się zyskownymi.

Jak wspomniałem wcześniej, Clark porusza dwa ważne zagadnienia: istotność zarządzania wielkością pozycji i istotność uczciwej oceny odporności emocjonalnej inwestora. Aktywne zarządzanie wielkością pozycji, adekwatnie do tolerancji inwestora na zmienność, może także oznaczać umiejętność wyodrębnienia rynkowych sytuacji, które uzasadniają otwarcie dużej czy bardzo dużej pozycji.

W rozmowie ze Schwagerem, Steve Clark zawarł dużo więcej inspirujących dla aktywnych inwestorów idei, nie stronił także od komentowania filozoficznej, życiowej strony inwestowania – dużo miejsca poświęcił kwestii czerpania życiowej satysfakcji z inwestowania i czynników, które sprawiają, że wielu skutecznych inwestorów ma z tym spore trudności.

Wcześniej w tej serii:

Ray Dalio

[Głosów:5    Średnia:5/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *