Gdzie się podziała chińska bajka?

Kolejne doniesienia z Pekinu nie nastrajają optymistycznie. Alcoa ostrzega spadkiem popytu na aluminium w państwie środka. Dane z rynku miedzi sygnalizują pierwszy od lat spadek konsumpcji metalu przez Chiny. Wszyscy dostrzegamy też sygnały, iż gospodarka, która miała zastąpić USA na podium złapała już nie tyle zadyszkę, co grypę, która – w błędnym mniemaniu – jest prostym przełożeniem recesyjnego spowolnienia w Europie. A może jest jednak inaczej?

Stali czytelnicy blogów bossy pewnie pamiętają, iż od zawsze byłem przeciwnikiem sprzedawania na rynku bajek, iż popyt z Chin będzie nieskończony i już za kilka świat zostanie wywrócony do góry nogami. W sumie z nabytego sceptycyzmu zachowywałem dystans do opowieści o niekończącym się popycie na ropę, upadku dolara, końcu euro i wielkiej katastrofie, która czeka za rogiem. To samo właściwie z automatu przełożyłem na Chiny.

W przypadku Chin popełniłem nawet kilka notek sygnalizujących zmienne, które w bliższej lub dalszej przyszłości mogą mieć wpływ na gospodarkę pomijanych milczeniem przez hurraoptymistów. Wielu swoją wiarę w Pekin posunęło do organizowania dzieciom prywatnych lekcji chińskiego. Szczęśliwie moje lata szczenięce w obserwowaniu gospodarki połączyły się z nastoletnią miłością do Japonii, która w latach dziewięćdziesiątych wystawiła na próbę dziecięce marzenia o świecie zdominowanym przez japońską elektronikę, japońską motoryzację i japońskie banki. Do dziś częścią tej choroby jest większy szacunek do firmy Sony niż do firmy Samsung, chociaż to druga jest ważniejszym graczem w skali globu.

Między innymi przez prywatne „odczarowanie” Japonii nie mogłem zrozumieć, jak można nie dostrzegać w Chinach zagrożeń, które wcześniej niż później muszą się przelać się do gospodarki. Pisałem już kiedyś o demograficznej bombie, która tyka w Chinach. Od zawsze należało ją uzupełniać o nierównowagę w postaci nadmiernej obecności państwa w gospodarce, którą kryzys jeszcze bardziej powiększył. Właściwie wszyscy już dzisiaj wiedzą, że Chiny zbudowały imponujące projekty, które nie potrafią na siebie zarobić. Nie brakuje miast, które budowano dla setek tysięcy mieszkańców a zasiedlone są w dziesiątkach tysięcy.

Osobie, która pamięta echa różnego rodzaju programów pięcioletnich z PRL-u,  reportaż z odnośnika na końcu notki, musi narzucać jedno skojarzenie – Chiny są na prostej ścieżce do kryzysu, który zracjonalizuje zarówno potencjał kraju, jak i coraz bardziej postawioną na głowie gospodarkę. W istocie bez głębokich studiów – których zresztą nie brakuje – widać, iż rząd w Pekinie stanął wobec problemów wykraczających poza recesyjne spowolnienie w strefie euro i proces delewarowania się konsumentów w skali globu. To już nie jest kryzys światowy – to jest kryzys genetycznie wbudowany w model gospodarczy, jaki w Chinach był praktykowany i stale się praktykuje.

Jako osoba wyleczona z dziecięcego snu o wielkiej Japonii, która nie poddała się chińskiej bajce, polecam wszystkim czytającym po angielsku bardzo stary, ale zupełnie pomijany w Polsce przez ekonomistów tekst Paula Krugmana. Przyszły noblista, na łamach pisma Foreign Affairs z 1994 roku ostrzegał przed hurraoptymistycznym traktowaniem Azji. Tytuł mówi właściwie sam za siebie, więc nie warto nawet tłumaczyć na polski: The Myth of Asia’s Miracle. Po lekturze i krytycznym oglądzie rzeczywistości może okazać się, iż wbrew przekonaniu wielu futurologów koniec świata, jaki znamy – z dominująca rolą Zachodu, jako silnika gospodarczego – może być dalej niż wielu sądzi.

Ghost Cities

[Głosów:0    Średnia:0/5]

17 Komentarzy

  1. _dorota

    “Wielu swoją wiarę w Pekin posunęło do organizowania dzieciom prywatnych lekcji chińskiego.”
    Kojarzę pewnego profesora/rektora/niedoszłego senatora, który to uczynił. Jest ich więcej? (pytam, bom z prowincji 😉 ).

    Co do nauki chińskiego jeszcze – w polskich miastach zaczynają działać Instytuty Konfucjańskie, które są ździebko kontrowersyjnymi placówkami:
    http://en.wikipedia.org/wiki/Concerns_and_controversies_over_Confucius_Institutes

    Oczywiście te pomówienia o szpiegostwo to żałosny przykład myślenia spiskowego.

  2. astanczak (Post autora)

    @ _dorota

    Taki trend przynoszony ze świata. Osobiście pamiętam taką samą modę w odniesieniu do Japonii, bo zachorowałem na nią.

    No i jeszcze jedną – w połowie lat 90 Polacy wmówili sobie, że będą uczyli się rosyjskiego, żeby “wprowadzać Rosję biznesowo do Europy”.

    http://www.youtube.com/watch?v=XKslM3KDLmY

  3. GZalewski

    do tego, jak bardzo nie rozumiemy Chin dołożę to:
    http://czarne.com.pl/katalog/ksiazki/prowadzacy-umarlych

  4. ralfowitz

    Wtem!

    http://ftalphaville.ft.com/2012/10/03/1189771/chinese-property-is-baaaaack/

    ps Co to znaczy ‘Dodajesz komentarze zbyt szybko’?

  5. astanczak (Post autora)

    @ ralfowitz.

    Myślę, że chińskiego rynku nieruchomości nie sposób zrozumieć tylko przez wykresy. Zresztą mieszkania to tylko część opowieści – jest jeszcze problem masowo budowanej infrastruktury, która generuje koszty.

    Jak już przerzucamy się linkami:

    http://www.youtube.com/watch?v=Eel1r1nm1lU&feature=rellist&playnext=1&list=PLDA24601C5B667D6F

    Jeśli w Chinach budują te wszystkie mieszkania, jak to coś, to chyba jest tam jeszcze więcej zagadek.

  6. Kornik

    “Przyszły noblista, na łamach pisma Foreign Affairs z 1994 roku ostrzegał przed hurraoptymistycznym traktowaniem Azji.”

    Krótka piłka, gdybym w 1994 sprzedał krótko “hurraoptymistyczne traktowanie Azji”, zgodnie z ostrzeżeniami “przyszłego noblisty”, to gdzie bym dzisiaj leżał – pod palmami, czy pod mostem?

    Myślę, że to będzie najlepsza odpowiedź na pytanie zawarte w tytule.

    **

    http://www.ekonomia24.pl/artykul/706205,941147-Bruksela-przygotowala-plan-osmioletni.html

    Czy osobom pamiętającym “echa różnego rodzaju programów pięcioletnich z PRL-u” narzucają się jakieś skojarzenia?

  7. astanczak (Post autora)

    @ Kornik

    > gdzie bym dzisiaj leżał

    Zawsze w takich momentach należy zadawać pytanie dlaczego leżę lub nie leżę a nie, czy bym leżał.

  8. Kornik

    No, ale pytał się pan gdzie ta bajka, więc gdzie Chiny są dzisiaj, a gdzie w 94? Nie trzeba zaraz jechac do Chin, wystarczy “luknąć” na indeks giełdowy, stąd takie a nie inne pytanie. Więc jak to wygląda?

    A co do szukania odpowiedzi na pytanie: dlaczego leżę pod mostem.

    Czy nie dlatego, że sprzedałem krótko czyjeś opinie, zamiast “olać” podpowiedzi “dobrych wujków” – nawet jeśli to “przyszli nobliści” – NIE KŁÓCIĆ SIĘ Z RYNKIEM i kupować FAKTY?

  9. [bossa.pl] (Post autora)

    @ Kornik

    OK – teraz zrozumiałem poprzedni komentarz. Drobna uwaga jednak – nie sugerowałem nawet przez chwilę, że ktoś gdzieś leży, tylko wskazałem na pułapkę dyskutowania o sytuacjach potencjalnie niemożliwych. Nie znam nikogo, kto w 1994 roku kupował czy sprzedawał w Polsce akcje chińskich spółek.

  10. Kornik

    “nie sugerowałem nawet przez chwilę, że ktoś gdzieś leży”

    A ja też nie mówię, że w 94 kupowałem Chiny. 🙂

    …Chociaż – nie wiem – muszę sprawdzić producenta zeszytów i kredek. 🙂

  11. blackswan

    “pułapkę dyskutowania o sytuacjach potencjalnie niemożliwych”

    ?

  12. [bossa.pl] (Post autora)

    @ blackswan

    Czego nie rozumiesz? Nie zauważasz, że ludzie mają tendencję do używania w dyskusjach stanów przeszłych potencjalnych, których prawdopodobieństwo wystąpienia jest skrajnie niskie?

  13. blackswan

    Zostawię cię autorze z tą zagadką. Powodzenia 🙂

  14. RomanTT

    Jezeli jest tak zle to dlaczego jest tak dobrze? Jezeli roczny wzrost gospodarki o 8% nie jest szokujaco imponujacy to co nim jest?
    Model gospodarczy Chin jest, jak ostatnie 30 lat pokazuje, wyjatkowo skuteczny. W 1994 Chiny byly w poczatkowej fazie rozwoju, i z pewnoscia niewielu potrafilo przewidziec fenomenalny rozwoj gospodarki.

    Oto inne spojrzenie na “ghost cities” http://www.brw.com.au/p/sections/eco/why_you_shouldn_fear_china_ghost_jSu8ErLZZInxlAPIoIrzgL

    Wielu znajomych posyla swoje dzieci na nauke jezyka chinskiego, normalka. Nigdy natomiast nie slyszalem by ktokolwiek sie uczyl w Polsce rosyjskiego, bo trzeba Rosje wprowadzic biznesowo do Europy. Ciekawe.

    1. astanczak (Post autora)

      > Jezeli roczny wzrost gospodarki o 8% nie jest szokujaco imponujacy to co nim jest?

      Proszę umieścić te 8 procent w kontekście przyrostu liczby ludności poszukujących pracy. Generalnie spadek dynamiki poniżej 5 procent niesie zagrożenia odpływem ludzi z miast do wsi, gdzie nie ma dla nich już miejsca a to połączone z rozwarstwieniem buduje napięcie polityczne i stary chiński problem – zagrożenie buntami chłopskimi.

  15. RomanTT

    To jest ciagle powtarzana CLICHE. Niby dlaczego przy rozwoju ekonomii ponizej 5% ludzie maja odplywac z miast na wies? Chiny nie maja rozwinietych uslug na poziomie zachodu jeszcze, wiec maja tutaj potezne pole do popisu. W innych krajach to nie nastapilo ani nie nastepuje ucieczka z miast do wsi nawet bez jakiegokolwiek rozwoju. W USA bezrobotni jakos nie uciekaja na wies na przyklad.

  16. astanczak (Post autora)

    > W USA bezrobotni jakos nie uciekaja na wies na przyklad.

    Rozważy Pan tezę, że nie są emigrantami do miast w pierwszym pokoleniu?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *