Wyłom w inwestycyjnych teoriach

Dominujący dotychczas motyw inwestorskich decyzji, oparty na tzw. „efekcie dyspozycji”, wymaga zasadniczej rewizji.

 

Dla wszystkich interesujących się ekonomią behawioralną będzie to lekkie trzęsienie ziemi. Dla reszty niech będzie to inspiracja dla wsłuchania się we własne motywacje.

Efekt dyspozycji zakłada, że inwestorzy działają w oparciu o nie do końca racjonalne przesłanki to jest sprzedając zyskowne pozycje zbyt szybko a straty utrzymując w portfelach zbyt długo. Czyli parafrazując: tnąc zyski, hodując straty. Podręczniki opisujące behawioralne podłoże decyzji inwestycyjnych wyjaśniają za pomocą tego efektu wszelkie mechanizmy giełdowych transakcji, również w polskich pracach znajdziemy je dość szczegółowo wyjaśnione (książki i artykuły Zielonki, Tyszki czy Zaleśkiewicza). Efekt ów jest dobrze udokumentowany szeregiem eksperymentów i w zasadzie osadza się na tym, że to EMOCJE inwestorów w stosunku do zysków i strat motywują najczęściej ich preferencje w kierunku posiadania lub nie papierów wartościowych.

Sierpniowe (2012 r) wydanie żurnala “Review of Financial Studies” zawiera pracę dwóch amerykańskich akademików- Itzhaka Ben-Davida i Davida Hirshleifera – będącą efektem drobiazgowych badań 77. tysięcy rachunków giełdowych, aktywnych w latach 1990-1996 u jednego z dyskontowych brokerów. Szereg zaobserwowanych zjawisk podsunął im nieco inne wyjaśnienie motywacji stojących za decyzjami inwestorów:

to nie kwestia odczuć czyli nienawiści do strat i obawy o znikający zysk napędzają zlecenia, te preferencje zastąpiły w nowej teorii PRZEKONANIA (ang. beliefs, które można również tłumaczyć jako wierzenia).

Dokonujemy więc transakcji zamykających lub powstrzymujemy się przed nimi głównie dlatego, że mamy oczekiwania co do przyszłej ceny papierów, wierzymy i obstawiamy, że zachowają się w ten czy inny sposób, nawet, jeśli jest to jedynie płocha nadzieja. Napędza nas raczej przekonanie co do dalszego rozwoju kursu w którąś ze stron niż lęk o zysk i awersja do ucinania strat. I choć autorzy w dużej części zastępują dotychczasowe emocjonalne preferencje owymi przekonaniami, oddając tym ostatnim dominującą rolę, te pierwsze jednak nadal w jakimś stopniu, zdecydowanie mniejszym niż dotychczas sądzono, motywują część inwestujących. Dodać należy, że całą paletę motywacji uzupełniają również dużo mniej istotne powody jak optymalizacja podatkowa, przymus uzupełniania depozytu (margin call), awersja do strat czy przypadki losowe.

Mamy więc nowy wymiar psychologiczny ram działania zarówno giełdowych inwestorów jak i spekulantów (w tym systemowych). Przyznam, że właśnie tej drugiej grupy brakowało mi w dotychczasowych tezach, wywodzących się wprost z Teorii Perspektywy ułożonej przez protoplastów ekonomii behawioralnej – Kahnemana i Tversky’ego. Zdecydowana większość eksperymentów była przeprowadzana z dala od giełdowej rzeczywistości to jest w grach opartych o preferencje wyboru określonej kwoty w warunkach ryzyka i niepewności. Dla mnie były zbytnim uproszczeniem, nie oddawały dużo bardziej skomplikowanych związków przyczynowo–skutkowych zachodzących w giełdowych interakcjach pomiędzy uczestnikami obrotu, szczególnie tych działających w sposób systematyczny, mechaniczny.

Jeden z przytaczanych przez obu naukowców przykładów wskazuje właśnie na klasyczne działanie spekulantów krótkoterminowych, często dokonujących transakcji. Strategie oparte o własne umiejętności i przekonanie o posiadanej wiedzy każą im szybko zamykać niewielkie straty by uchronić rachunek przed większymi ich rozmiarami. Gdyby dominantą działań były emocjonalne lęki, wyprowadzone z efektu dyspozycji, prowadziłoby to do hodowania strat.

Kolejny przykład – uśrednianie strat w każdym rodzaju. Przywoływani naukowcy powołują się na nie jako czysty przykład ujawnienia przekonań czyli wiary w to, że kurs się podniesie a oczekiwana wartość papieru jest wyższa, choć obecnie jest przez rynek wyceniany nieefektywnie (poniżej wartości )

Asymetrii nie stwierdzili również w przypadku transakcji zakończonych małymi zyskami lub małymi stratami, a przecież zgodnie z efektem dyspozycji te pierwsze powinny być zamykane dużo częściej.

Nie zanotowali również efektu dyspozycji w obszarze dużych strat – jeśli inwestorzy mają skłonności do ich przetrzymywania to dlaczego wykryto proces przeciwny czyli im bardziej pozycja zanurzała się w straty tym rosło prawdopodobieństwo jej likwidacji? Za to najmniejszą ilość zamykanych pozycji wyliczyli dla transakcji, w których cena nie zmieniła się po czasie.

Te nowo odkryte hipotezy nie zmieniają jednego: inwestorzy nadal wykazują tendencje w kierunku nieracjonalności bez względu na to czy impuls rodzi się pod wpływem emocji czy pochodzi z przekonań…

Jakie ma to dla nas znaczenie w najprostszym z możliwych kontekstów? Przede wszystkim dla własnej samooceny dobrze byłoby z pełną wobec siebie szczerością sprawdzić czy działamy z perspektywy aktualnych zysków i strat (emocjonalnie) czy raczej tworzymy w sobie przekonania, które wpływają na nasze decyzje mocniej niż impulsywna ocena pozycji, bądź też czy pozostajemy pod wpływem jeszcze innych czynników. Zależnie od tego trzeba bowiem dobrać stosowne środki zaradcze lub zaplanować drogę dalszego rozwoju.

Na osobny wpis zasługuje z pewnością sam wątek „przekonań” (beliefs).

[Głosów:0    Średnia:0/5]

83 Komentarzy

  1. lesserwisser

    Zacznę od parafrazy słynnego stwierdzenia Hegla – ,Jęśli fakty przeczą teorii tym gorzej dla faktów”.

    Ja, ujmę to tak – Jeśli rzeczywistość rynkowa przeczy teorii, tym gorzej dla rzeczywistości.

    “Modele nie służą do tego, żeby przedstawiać naszą idealną utopijną wersję rynków. Z założenia mają służyć zwiększaniu skuteczności prognozy.”

    Ujmę to inaczej – modeke służą do opisania rzeczywistości dla jej lepszego zrozumienia. Niekoniecznie po to by lepiej prognozować, choć i do tego mogą sie przyczynić.

    Przecież Hipoteza Efektywnego Rynku nie służy prognozowaniu, a jej przesłanie jest takie – jeśli rynki są efektywne informacyjnie to nie jest możliwe systematycznie osiaganie ponadprzeciętnych zysków (regularne pokonanie rynku).

    Są liczne dowody na to, że da się osiagać w miarę regularnie wyniki lepsze niż indeks szerokiego rynku. Czy zaprzecza to hipotezie ogólnej HER, nawet jeśli wyłom ten dotyczy nielicznych podmiotów czy osobników?

    Absolutnie nie, gdyż oznacza to jedynie, że rynki nie są wcale w pełni
    efektywne (modelowo)jak zakładają niektórzy) ale to wcale nie znaczy że automatycznie teoria HER jest błędna. Działają bowiem na rynku siły i czynniki, które utrudniają rynkom osiagnięcie wysokiej efektywności a nawet czasem uniemożiwiają. I nie chodzi mi tu o fakt, że uczestnicy rynku wcale nie działają racjonalnie ekonomicznie, w swojej masie. Mnie tu chodzi o wpływy i mozliwości wielkich graczy rynkowych.

    “operujemy w ramach patologicznych warunków (zgodnie z jakimikolwiek normami…) to już jest nasze własny subiektywny osąd.”

    Zgodnie z normami racjonalności ekonomicznej (rachunek) a nawet zdrowego rozsądku. Kryzys 2008 spowodowany był dętymi kredytami hipotecznymi, które udzielane były gorliwie przez założenia fachowe i pościagliwe (prudent) podmioty – takie jak banki. Czy cały ten system nie był patologiczny do cna i nie opierał się na przekręcie ustawionym z całą premedytacją? To tylko jeden przykład patologizacji praktyk ekonomiczno-prawnych, a można je mnożyć. Np. , że są niby
    to big to fall, a jednak a padły, i że jednym pozwolono paść a innych się ratowało.

    Co więcej w sytuacji totalnego zagrożenia okazuje się, że nic nie działa – nie honoruje sie zobowiązań kontraktowych, nawet gdy ktoś posiada polisę ubezpieczeniową u renomowanego ubezpieczyciela.

    Weźmy na tapet sytuację poszkodowanych w USA przez huragan Kathrina. Okazało się że ich polisy to świstek papieru i guzik dostali, gdyż inaczej zbankrutowała by cała branża ubezpieczeniowa, z uwagi na gigatnyczna skalę szkód. Branża, przy nieoficjalnej neutralności
    władz administracyjnych, wybrała więc mniejsze zło, bo inaczej wszystkie inne ubezpieczenia wzieły by w łeb i byłby totalny klops.

    Tak więć rzeczywistość skrzeczy i wypacza realną rzeczywistość a tego nie mogą opisać modele, bo modele z założenia opisują sytuacje, które są niejako uogólniony wzorcem, odnoszą się do stanów i zjawisk przykładowych, a więć takich które moga służyć za przykład – w dobrym znaczeniu.

    Capisci?

    A teraz pytam – czy człowiek o zdrowych zmysłach, nawet analityk mógł zakładać że coś takiego jest w ogóle możliwe? Ba nawet insiderowi na
    nku hipotecznym majprawdopodobniej nie starczyło wyobraźni na

  2. investor_ts

    @blackswan

    “Nie sądzisz investor, że lepszym określeniem jest „wyznawca”?” – złośliwa bestia 🙂

    “to nie model jest zły, to rzeczywistość jest do kitu i trzeba ją zmienić tak, aby lepiej pasowała do modelu.” – chyba niechcący trafiłeś w sedno. Lakatos twierdził, że “uczeni mają grube skóry i nie porzucają teorii po prostu dlatego, że fakty jej przeczą”. Zostawmy w spokoju ekonomistów z ich “patologicznymi” modelami i wracając do wyżej wspomnianego problemu z peryhelium Merkurego przyjrzyjmy się praktyce fizyków. W 1859 roku Le Verrier zauważa, że ruch Merkurego przebiega inaczej, niż wynikało to z zasad mechaniki. Myślisz, że ówcześni naukowcy, zgodnie z późniejszymi zaleceniami sir Poppera, ochoczo porzucili teorię Newtona? Nie. Postawili hipotezę, że to dziwne zachowanie Merkurego jest efektem wpływu nieznanej dotąd planety Wulkan. Postulowanej planety oczywiście nie znaleziono. Czy skłoniło to naukowców do porzucenia teorii? Nie, postawiono hipotezę o niesymetrycznym rozkładzie masy Słońca, która też zawiodła. Potem pojawiła się hipoteza o istnieniu niewidzialnego pyłu kosmicznego (sic!) oraz inne. I pewnie pomysłowi fizycy długo mogliby wymyślać kolejne hipotezy ratujące klasyczną mechanikę, gdyby nie A. Einstein, który w 1916 roku opublikował Ogólną Teorię Względności. To tylko jeden z wielu przykładów na to, że tezy naiwnych falsyfikacjonistów możemy włożyć między bajki.

    Pozdrawiam,

  3. GZalewski

    @ investor_ts
    No tak, tylko te kolejne hipotezy jakoś nijak sie nie mają do tego co robią wyznawcy HFR 🙂
    Oni trwają przy swojej i koniec

  4. blackswan

    @lesserwisser

    >> Zacznę od parafrazy słynnego stwierdzenia Hegla – ,Jęśli fakty przeczą teorii tym gorzej dla faktów”.

    Dobre podsumowanie objętej przez Ciebie linii argumentacyjnej 🙂

    @investor_ts
    @lesserwisser
    @GZalewski

    Nie jestem historykiem idei, więc nie wiem o czym dokładnie pisał w ten sposób Hegel, jednak spotkałem się z takim podejściem w wykonaniu wielu. Sprowadza się ono do wiary, że możliwe jest stworzenie społeczeństwa zgodnie z wymarzonym wzorem i ideałem. Do tego, że wszystkie nasze niedociągnięcia, te błahe oraz te poważniejsze, możemy skutecznie wyeliminować, zrzucić ich ciężar i znaleźć się bliżej Raju. Szlachetne.

    Podobnie jest z niektórymi teoriami w naukach społecznych, czy też poniekąd w przyrodniczych. Investor podał bardzo ciekawy przykład procesu powstawania coraz to nowych hipotez tłumaczących ruch Merkurego i tego w jaki sposób je aktualizowano. Z mojego punktu widzenia wniosek investora, jakoby był to „(…) tylko jeden z wielu przykładów na to, że tezy naiwnych falsyfikacjonistów możemy włożyć między bajki” jest nietrafiony. Przykład Merkurego obrazuje, że w rzeczywistości proces formowania ostatecznie przyjętej hipotezy był w dużej mierze losowy i rządził nim przypadek. Dodatkowo, olbrzymią rolę w tym procesie odgrywał system wierzeń (np. niewidzialny pył). Wierzenia nie mają wiele wspólnego z nauką. Jeżeli dzięki jakimś wierzeniom odkryjemy naukową prawdę, to czy proces jej odkrycia mogę uznać za naukowy? Bo de facto dokładnie o to investor_ts zapytałeś.

    Zwróć również uwagę, że w przeciwieństwie do nauk przyrodniczych, zmienianie hipotez jest znacznie szybszym procesem niż w przypadku nauk społecznych. Od czasów Starożytnej Grecji aż tak wielkiego przełomu nie było.

    Słusznie zauważył Gzalewski, że w przypadku HER jakoś wielkiego przełomu nie było. Inna sprawa, że dyskutujemy dopiero na próbce 50 niespełna lat.

    Natomiast analizując logikę procesu i jego spójność, nie można wykorzystywać przykładu ruchu Merkurego jako argumentu przeciwko falsyfikacjonistom. Przecież on z definicji mówi o krytycznym podejściu do każdej teorii, również tej Einsteina.

    Podsumowując: bardzo ciekawy przykład, dobrze wpisujący się w moją koncepcję wierzeń, ale nie adresujący bezpośrednio problemu z falsyfikacjonizmem. Jedyny argument kontr Popper jaki dostrzegam w Twoim punkcie, to wyidealizowana przez niego wizja przebiegu procesu naukowego. Cóż, nauka jest idealistycznym pojęciem sama w sobie.

    Przyznaję jednak rację: rzeczywisty proces, opierający się o metodę prób i błędów, odbiega od wymarzonego przez filozofów nauki procesu naukowego.

    Wracając do wypaczeń, czy też patologii ekonomii jak to określił investor – bo tutaj wątek cytatu z Hegla dopiero się zaczyna. Pozwolę sobie tutaj odpłynąć.

    Mamy jakąś dziwną predyspozycję do tworzenia własnego wzoru nieskazitelności, ideału, w przypadku którego wszystko będzie sprawnie funkcjonowało. Dodajmy do tego funkcjonowanie w pełnej zgodzie z odgórnie narzuconymi oraz powszechnie akceptowanymi normami moralnymi i etycznymi (czego zwolennikiem jest m.in. Michael Sandel) i otrzymamy absolut. Rozumujemy, że skoro dostrzegamy teoretyczną możliwość istnienia takiego ideału, to możemy spróbować wprowadzić go w życie.

    Yogi Berra, baseballowy odpowiednik Kazimierza Górskiego miał cudowną na to odpowiedź:
    „W teorii, nie ma różnicy pomiędzy teorią a praktyką, w praktyce jest”.

    Wszystko byłoby piękne i eleganckie jak najwspanialsza teoria, ale skłonność ludzi do nadmiernego korzystania z różnego rodzaju używek jest w stanie znacząco wpłynąć na zachowanie i podejmowane decyzje.

    Pewnych instynktów nie jesteśmy w stanie po prostu wyeliminować. Już sam fakt, że mutacja DNA to bardzo powolny i stopniowy proces powinien dawać nam dużo do myślenia. Przecież od tych dziesiątków tysięcy lat jesteśmy cały czas tymi samymi ludźmi, dysponującymi ciągle tym samym genetycznym arsenałem.

    To co ostatnimi laty zademonstrowała nam nauka, przede wszystkim dzięki postępowi mocy obliczeniowej, to kosmiczna złożoność naturalnych fenomenów. Dodatkowo uświadomiliśmy sobie, że efekt motyla w przypadku najmniejszych perturbacji parametrów wejściowych prowadzi do olbrzymich efektów końcowych. Zakładając, że matematycznie opiszemy sztucznie stworzony, upiększony model fragmentu naszej rzeczywistości (instrumentalizm), możemy szybko uzmysłowić sobie olbrzymie konsekwencje najmniejszej pomyłki. Błąd modelu (model error) staje się coraz bardziej istotny i ma olbrzymie konsekwencje (np. w przypadku makroekonomii, gdzie błąd modelu jest coraz bardziej narastający, najdelikatniejsza zmiana poziomu bezrobocia powoduje nieliniową zmianę wielkości prognozowanego deficytu).

    Innymi słowy: powoli poznajemy ideę chaosu i tutaj możemy twierdzić bądź nie, że istnieje podstawowy generator i jakimś cudem jesteśmy w stanie go odkryć i w końcu go odkryjemy (optymizm), bo nie oszukujmy się, przy tym stopniu złożoności potrzebny byłby Cud, żeby zrozumieć ekonomiczny Big Bang każdego procesu.

    Ironicznie, z biegiem czasu coraz mocniej wierzymy w możliwość odkrycia wielkiej teorii spajającej . W przypadku fizyki teoretycznej sprowadza się to do Wielkiej Teorii Unifikacji, w przypadku Ekonomii w dominującym jej wydaniu (nie mówię tu np. o ekonomii eksperymentalnej w wykonaniu np. Vernona Smith’a) sprowadza się to do wykorzystywania wyidealizowanych, aksjomatycznych pojęć takich jak racjonalizm, efektywność, optymalność itp. Takie podejście cechuje naiwność i nie ma raczej wiele wspólnego z głoszonymi przez jej apologetów postulatami racjonalności. W zasadzie jest ono sprzeczne samo w sobie! Nie jest z mojego punktu widzenia racjonalnym zachowaniem, jakkolwiek byśmy racjonalności nie zdefiniowali, aby zakładać istnienie czegoś i całe życie temu założeniu podporządkować! Czy można dostrzec jakieś punkty wspólne takiego podejścia do spirytualizmu? Moim zdaniem tak.

    Nie widzę w istocie większej różnicy pomiędzy wiarą w zbudowaniu społeczeństwa działającego w oparciu o zasady racjonalności, optymalności czy efektywności a wiarą w przedsięwzięcie polegające na ekspedycji w przestrzeń kosmiczną celem odkrycia eliksiru dającego nam nieśmiertelność i wieczny odlot. Może powinniśmy wybrać się statkami kosmicznymi w poszukiwanie Raju?
    (Nie wiem czy znany jest Wam fakt istnienia polskiej grupy ds. kosmosu).

    Disclaimer: reductio ad absurdum nie jest trollingiem, lecz formą dowodu logicznego (po polsku: dowód nie wprost).

    Dlatego, jakakolwiek normatywna rola HER jest z mojego punktu widzenia przekreślona, gdyż będąc sprzeczna sama w sobie skazuje się na porażkę. Podkreślam, że chodzi mi o normatywną, a nie deskryptywną czy jakąkolwiek pozytywną, rolę HER.

    Co do części deksryptywnej lesserwisser ma dobrą uwagę pisząc:

    >>> Ujmę to inaczej – modeke służą do opisania rzeczywistości dla jej lepszego zrozumienia. Niekoniecznie po to by lepiej prognozować, choć i do tego mogą sie przyczynić. Przecież Hipoteza Efektywnego Rynku nie służy prognozowaniu, a jej przesłanie jest takie – jeśli rynki są efektywne informacyjnie to nie jest możliwe systematycznie osiaganie ponadprzeciętnych zysków (regularne pokonanie rynku).”

    Istotnie, jeśli hipotezę HER analizować będziemy pod kątem trafności jej opisu rzeczywistości i uciekniemy od normatywnych osądów dyskusja może mieć merytoryczny sens.

    Podstawowe pytanie jakie się nasuwa i jest to podstawowe założenie HER: na poziomie agregatu opis jest precyzyjny. Nie ma sensu analizować układu w skali mikro, zapominamy o behawioralnych inklinacjach jednostek i ich nieracjonalnym zgodnie z dogmatami zachowaniu. Analizujemy układ w skali makro i mamy nadzieję, że agregat będzie zrównoważony. WRONG! Tutaj pojawia się specyfika tego układu: kaskady zachowań stadnych, wirusowe rozprzestrzenianie się nietrafionych osądów, półprawd i kłamstw etc. Najmniejsze odchylenie od „normy” na poziomie mikro ma olbrzymie konsekwencje na poziomie makro.

    Jeżeli cokolwiek planujemy, musimy z definicji prognozować. Less zauważył, że model może służyć jedynie opisowi, jednak nie do końca ma rację. Idea tworzeniu modelu, jeśli nie jest rozrywką wyłącznie intelektualną, sprowadza się do pomocy w gospodarowaniu, w podejmowaniu decyzji itd. Im dokładniejszy opis i trafność modelu, łudzimy się, tym zwiększa się moc prognostyczna.

    W zasadzie tego typu myślenie polega zarówno na starcie (przyjmowanie założeń o agregacie, pomijając mikro i fakt, że mikro się nie uśrednia) jak i na końcu (skuteczność prognozy). Pozostaje więc „moc opisowa”, pomagająca nam zrozumieć. I tutaj kolejny paradoks: jeżeli chcemy dobrze zrozumieć działanie czegokolwiek powinniśmy to analizować oddolnie, a nie odgórnie. Kolejny minus dla HER.

    Dalsze wnioski lessa:

    >>> Są liczne dowody na to, że da się osiagać w miarę regularnie wyniki lepsze niż indeks szerokiego rynku. Czy zaprzecza to hipotezie ogólnej HER, nawet jeśli wyłom ten dotyczy nielicznych podmiotów czy osobników?
    Absolutnie nie, gdyż oznacza to jedynie, że rynki nie są wcale w pełni
    efektywne (modelowo)jak zakładają niektórzy) ale to wcale nie znaczy że automatycznie teoria HER jest błędna. Działają bowiem na rynku siły i czynniki, które utrudniają rynkom osiagnięcie wysokiej efektywności a nawet czasem uniemożiwiają.

    Tutaj znowu jest wyjście: tworzymy model opisujący sytuację pożądaną, idealną (Hegel) i potem braki tego modelu tłumaczymy popapraną rzeczywistością. Nie tylko jest to odwrócenie naturalnego podporządkowania modelu w stosunku do rzeczywistości, jest to dodatkowo podejście w żadnym wypadku nie pomocne.

    >>> I nie chodzi mi tu o fakt, że uczestnicy rynku wcale nie działają racjonalnie ekonomicznie, w swojej masie. Mnie tu chodzi o wpływy i mozliwości wielkich graczy rynkowych.
    „operujemy w ramach patologicznych warunków (zgodnie z jakimikolwiek normami…) to już jest nasze własny subiektywny osąd.”
    Zgodnie z normami racjonalności ekonomicznej (rachunek) a nawet zdrowego rozsądku. Kryzys 2008 spowodowany był dętymi kredytami hipotecznymi, które udzielane były gorliwie przez założenia fachowe i pościagliwe (prudent) podmioty – takie jak banki. Czy cały ten system nie był patologiczny do cna i nie opierał się na przekręcie ustawionym z całą premedytacją? To tylko jeden przykład patologizacji praktyk ekonomiczno-prawnych, a można je mnożyć. Np. , że są niby
    to big to fall, a jednak a padły, i że jednym pozwolono paść a innych się ratowało.

    Normatywna część. Co do jej treści częściowo z Lessem się zgadzam – poziom różnych wypaczeń (są wypaczeniami, bo prowadzą do niespójności i sprzeczności) jest współcześnie olbrzymi. Tak się składa, że nasze normatywne osądy są podobne, ale wychodzimy od różnych założeń. Nie jest to jednak w żaden sposób argument za HER. Nie możemy argumentować za HER poprzez powołanie się na wypaczenia, które zawsze będą istnieć i których nigdy nie wyeliminujemy. Jest to w zasadzie, z punktu widzenia retoryki, argument broniący HER przed atakiem na nierzeczywistość jego założeń, poprzez odpowiedź o nierzeczywistości jego założeń!

    >>>Co więcej w sytuacji totalnego zagrożenia okazuje się, że nic nie działa – nie honoruje sie zobowiązań kontraktowych, nawet gdy ktoś posiada polisę ubezpieczeniową u renomowanego ubezpieczyciela.
    Weźmy na tapet sytuację poszkodowanych w USA przez huragan Kathrina. Okazało się że ich polisy to świstek papieru i guzik dostali, gdyż inaczej zbankrutowała by cała branża ubezpieczeniowa, z uwagi na gigatnyczna skalę szkód. Branża, przy nieoficjalnej neutralnościwładz administracyjnych, wybrała więc mniejsze zło, bo inaczej wszystkie inne ubezpieczenia wzieły by w łeb i byłby totalny klops. Tak więć rzeczywistość skrzeczy i wypacza realną rzeczywistość a tego nie mogą opisać modele, bo modele z założenia opisują sytuacje, które są niejako uogólniony wzorcem, odnoszą się do stanów i zjawisk przykładowych, a więć takich które moga służyć za przykład – w dobrym znaczeniu.

    Ależ oczywiście. Dlaczego takie myślenie jest błędne napisałem na samym początku tego wpisu komentując cytat z Hegla.

  5. astanczak

    @ all

    Piękny wywód, ale – poza jednostkowymi przypadkami – pomijający kluczowy problemy – HER w nazwie ma słowa hipoteza. Jak każda hipoteza ma tendencję do brutalizowania się i banalizowania. Nie jestem zwolennikiem ani przeciwnikiem HER, bo traktuję HER właśnie w kategoriach hipotezy a więc propozycji. Pewnie dlatego zauważam, że część przeciwników HER ma tendencje do zwalczania własnego wyobrażenia HER a nie HER samej w sobie.

    Przypomnę tylko, że nauka polega na tym, że jak się chce zwalczyć jakąś hipotezę, to trzeba przedstawić własną i poddać ją intersubiektywnej kontroli. Jeśli będzie lepsza, to stara może zostanie porzucona lub postawiona na bocznym torze. HER mieści się w tym modelu – możliwe, że po części na bazie przyzwyczajenia, ale to już zarzut raczej do ekonomii, jako nauki niż samej hipotezy. Dlatego trzeba też oklaskiwać ludzi, którzy ja krytykują. Osobiście, gdybym utożsamiał się z akademicką ekonomią czułbym się nieswojo z faktem, że największe wyzwanie HER rzucił psycholog.

    Paradoksalnie problem Merkurego i wyjaśnienie jego anomalii dzięki teorii Einsteina nie jest dobrym przykładem w tym kontekście, bo pokazuje, jak powinno rozwijać się naukę – szukamy hipotez i nowych wyjaśnień aż dojdziemy do punktu, w którym konkurencyjne hipotezy zostaną odrzucone na gruncie nowych ustaleń.

    Za HER stoi jeden bardzo ważny, choć nie do końca naukowy argument – to jest prosta teza oferująca proste wyjaśnienie. To istotne, bo jak nie ma prostego wyjaśnienia, to nauka ma tendencje do mnożenia bytów – te wszystkie 11 wymiarów w teoriach fizycznych są doskonałym przykładem. Od czasów Diraca postulat prostoty – a może nawet estetycznej jakości w formułowaniu prawd naukowych – jest poważnie traktowany. HER w jakiś sposób mieści się w tej prostocie, chociaż ten podział na mocną, słabą i semi-mocną psuje ją estetycznie i w sumie dla mnie właśnie ten podział wskazuje, iż HER polegnie w starciu z alternatywnymi teoriami.

  6. blackswan

    @ admini

    komentarz mi nie wchodzi – chyba za bardzo rozlałem wodę 😉

  7. blackswan

    @ astanczak

    “Paradoksalnie problem Merkurego i wyjaśnienie jego anomalii dzięki teorii Einsteina nie jest dobrym przykładem w tym kontekście, bo pokazuje, jak powinno rozwijać się naukę – szukamy hipotez i nowych wyjaśnień aż dojdziemy do punktu, w którym konkurencyjne hipotezy zostaną odrzucone na gruncie nowych ustaleń.”

    Błąd. Obrazuje błądzenie losowe stawianych hipotez i źródła niektórych hipotez w wierze (np. w pył wpływający na przebieg ruchu Merkurego).
    Dodatkowo pokazuje olbrzymie znaczenie jednostki wybitnej w procesie naukowym.
    Dodatkowo – testowanie hipotez przy naukach przyrodniczych jest znacznie prostsze od testowania hipotez w przypadku nauk społecznych.

  8. blackswan

    wszystko sprowadza się do umiejętnie skonstruowanego eksperymentu,
    to jest ta magiczna część każdego procesu naukowego
    miejsce, w którym nauka spotyka się z magią 😉

    niebagatelnie trudniejsze dla nauk społecznych
    plus trudniejsze testowanie…

    ciemność, widzę ciemność

  9. astanczak

    > Obrazuje błądzenie losowe stawianych hipotez i źródła niektórych hipotez w wierze.

    Nie do końca – raczej wskazuje, iż nauka rozwija się w ramach paradygmatów. Szukanie pyłu – zwłaszcza w czasach, kiedy astronomia obserwacyjna właściwie nie istniała – mieściło się w paradygmacie fizyki newtonowskiej. W sumie zupełnie nie rozumiem dlaczego stawia się zarzuty ludziom za te hipotezy. Czy ktoś się przy nich upiera dzisiaj?

    Generalnie jednak robimy bardzo duże nadużycie stawiając HER zadania, jakie stawia się hipotezom na gruncie fizyki. To nie ta liga – HER przy teoriach fizycznych to filatelistyka.

  10. blackswan

    “Nie do końca – raczej wskazuje, iż nauka rozwija się w ramach paradygmatów”

    A te paradygmaty jak się rozwijają? Stopniowa powolna ewolucja czy raczej przełomy i wyłomy po czasie nieurodzaju? Metoda prób i błędów.
    W przypadku nauk przyrodniczych błąd jest szybciej zauważalny niż w przypadku nauk społecznych. I w tym cały jest ambaras.

  11. blackswan

    @ astanczak

    zauważ jeszcze jedną rzecz: to nie paradygmaty zmieniają hipotezy, lecz hipotezy zmieniają paradygmaty!

  12. astanczak

    > W przypadku nauk przyrodniczych błąd jest szybciej zauważalny niż w przypadku nauk społecznych.

    W przypadku nauk społecznych samo mówienie o nauce jest problematyczne. Stąd pewnie część powyższego sporu – stawianie przez HER zadań, których spełnić nie może.

    > A te paradygmaty jak się rozwijają?

    Nie będziemy tu cytowali 300 stron książki Kuhna “Struktura rewolucji naukowych” – każdy może sobie przeczytać.

    >to nie paradygmaty zmieniają hipotezy, lecz hipotezy zmieniają paradygmaty

    Myślę, że w praktyce jednak zupełnie coś innego – dowody i akceptacja wyników badań. Można sobie wyobrazić naukowca, który porzuca wyjaśnienie orbity Merkurego bez einsteinowskiej teorii, ale będzie jak narrator z piosenki Cohena “They sentenced me to twenty years of boredom for trying to change the system from within.”

    Nauka zna takich, którzy wracają z zapomnienia po latach, bo mainstreamowy paradygmat ich odrzucał. Daleko nie szukając w bliskiej tobie działce był gość, który nazywał się Louis Bachelier – niedoceniany w swoim czasie.

  13. lesserwisser

    @ blackswan

    Faktycznie niezły wywód. Szkoda, że nie jestem w nalezytej formie by skomentować pewne wielce ciekawe kwestie i aspekty.

    @ stańczak

    No i mamy tu dwie jakże trafne uwagi:

    1. “zauważam, że część przeciwników HER ma tendencje do zwalczania własnego wyobrażenia HER a nie HER samej w sobie”

    Jak najbardziej, najczęsciej zaś ci kprzeciwnicy nie przetrawili dobrze całości założeń, róznych sprzężeń, a przede wszystkim implikacji HER.

    2. “Za HER stoi jeden bardzo ważny, choć nie do końca naukowy argument – to jest prosta teza oferująca proste wyjaśnienie. To istotne, bo jak nie ma prostego wyjaśnienia, to nauka ma tendencje do mnożenia bytów – te wszystkie 11 wymiarów w teoriach fizycznych są doskonałym przykładem.”

    To samo odnosi się do metody CAPM, pochodnej od HER, która mimo pewnych uproszczeń i niedoróbek oraz licznych krytyk nadal broni się właśnie swoją prostotą w percepcji i stosowaniu. Wielu już ją nieraz pogrzebało a ona wciąż się całkiem nieźle ma.

    @ All

    Z HER wynika wiele wniosków, rodzących rozne konsekwencje, a jednym z nich jest to że inteligentni i racjonalni aktorzy działajacy na efektywnym rynku (motywowani mksymalizacja rezultatów) powodują to, ze ceny rynkowe powinny odpowiadać realnej wartości aktywów (intrinsic value).

    Wiadomo jednak, że tak nie jest w praktyce i dzieki temu powstała skuteczna szkoła teorii inwestowania w wartość, z sukcesem praktykowana przez Warrena Buffetta.

    Czy jest to argument przeciwko HER? Niekoniecznie. Czemu nie – jednen z autorów napisał, że aby nastapiła konwergencja ceny i wartości musi istnieć (być opracowana i przyjęta) spójna i wiarygodna metoda prawidłowej wyceny wartości aktywów. A takiej zasadniczo brak, więc rozne są percepcje wartości godziwej tego samego instrumentu.

    @ Przeciwnicy HER

    Chciałbym zwrócić waszą uwagę na pewien paradoks związany z HER, który opisał John Paulos w głośnej książce “A matematician plays the stock market”.

    Otóż zauważył on, ze aby HER była ważna niezbędne jest aby wielu uczestników rynku musi uważać, ze jest ona fałszywa. Bo gdyby większość zaakceptowała HER to wtedy mało kto byłby skłonny trejdować akcjami, zamiast tego istosowali by podejście Buy and Hold.

    A ponieważ wtedy nie było by praktycznie obrotu akcjami (bardzo mała płynnośc rynku) to byłby niewielki dopływ bieążcej informacji z rynku więc taka informacja nie mogła by być prawidłowo odzwierciedlona w cenach.

    Logiczne jest zatem, że im więcej HER ma przeciwników (mniej zwolenników) to tym bardziej by się ona spawdzała (poprzez wzmożony trading).

    No i oczywiście w odwrotnej sytuacji też by działał podobny mechanizm – im mniej było by jej przeciwników tym (więcej zwolenników) tym mniej by się HER sprawdzała.

    Dlatego też cieszą ojca takie dziatki, i nie gniewam się wcale, gdy ujawniają się coraz to nowi przeciwnicy HER. I tak trzymać! 🙂
    vice-versa.

  14. blackswan

    @ lesserwisser

    “To samo odnosi się do metody CAPM, pochodnej od HER, która mimo pewnych uproszczeń i niedoróbek oraz licznych krytyk nadal broni się właśnie swoją prostotą w percepcji i stosowaniu. Wielu już ją nieraz pogrzebało a ona wciąż się całkiem nieźle ma.”

    cóż, sam Fama w swojej pracy z 1965 “The Behavior of stock market prices”, napisanej przed sformułowaniem przez niego Hipotezy Efektywnych Rynków, zauważył pewien problem z teorią portfelową Markowitza. Problem polega na tym, że zakłada ona rozkład o skończonej wariancji, a nie ma żadnych przesłanek aby takie założenie przyjmować. Tutaj znowu zatoczone jest koło, bo można argumentować: ok, ale założenia nie są istotne (doprawdy mistrzem i geniuszem tej retoryki jest moim zdaniem Friedman.) W tym przypadku jednak są istotne szalenie – chodzi tu o niesławne grube ogony i majestat problemu indukcji.

    Rzecz jasna, jak na politycznie poprawnego akademika przystało, Fama dopowiedział, że fakt niemożliwości zaprzeczenia hipotezie Mandelbrota (dot. rozkładów Pareto stabilnych) przy odniesieniu jej do danych rynkowych, nie świadczy jeszcze o tym, że nie można przyjąć jakiegoś innego rozkładu, również charakteryzującego się grubymi ogonami, w przypadku którego wariancja będzię skończona, jak to zakładał w wersji hardkor ortodoks Markowitz.

    PS. Być może zainteresuje Cie lesser fakt, że Markowitz inwestując własne środki emerytalne kierował się heurystyką 1/N a nie własnym modelem. Pisał o tym m.in. Gerd Gigerenzer. Ciekawy strzał samobójczy dla własnej teorii. Matematykę przewagi 1/N nad modelem Markowitza w warunkach zdominowanych przez rozkłady z tłustymi ogonami zademonstrowali Taleb i Mandelbrot.

    Generalnie ta dyskusja powoli już schodzi na poziom teoretycznych meandrów bardzo złożonych zagadnień.

    Nie jestem też żadnym zadeklarowanym przeciwnikiem HER. Lubię to po prostu krytykować 😉 Mało rzeczy daje tyle do myślenia, w ramach umysłowego eksperymentu, jak dywagacje o tej hipotezie. Jest szalenie elegancka, szalenie prosta i na swój sposób w tej prostocie piękna. I ma fenomenalne ambicje.

    Tak samo jak na swój sposób piękne są inne modele, chociażby Black-Scholes. Trochę już wiosen spędziłem parametryzując to cudeńko umysłowych osiągnięć ludzkości i ostatecznie doszedłem do jednego wniosku: handlując w oparciu o BS handluje się wadami tego modelu. Wszyscy traderzy posługujący się jakimkolwiek modelem wyceny opcji doskonale zdają sobie sprawę z ich braków. Ostatecznie, wszystko sprowadza się do prostej walki: nie zostać frajerem i nie dać zwieść się na manowce. Pułapek jest cała masa. Czy potrzebny jest model BS żeby handlować opcje? Absolutnie nie! Czy handlowano opcjami zanim Scholes z Blackiem i Mertonem sformalizowali swój model, opierając się na m.in Bachelierze? Oczywiście, że tak! Czy ceny handlowanych opcji gruntownie uległy zmianie po wprowadzeniu modelu? Nie!

    To model goni za rzeczywistością, a nie na odwrót. Choć, istotnie powstaje ciekawa sytuacja, kiedy większość zaczyna korzystać z danego modelu. Pewnego rodzaju utylitaryzmem jest wówczas korzystanie i dostosowanie się do wierzeń innych. Ale chwila chwila, przecież to jest właśnie psychologia tłumu!

    Co się zaś tyczy cytowanego Johna Paulosa – nie on pierwszy zwraca uwagę na refleksyjną zależność pomiędzy naszymi oczekiwaniami, a rzeczywistością. Obserwując i opisując rzeczywistość również na nią wpływamy. Pewien spekulant giełdowy Grzegorz Soros również często odwoływał się do tego fenomenu.

    Bądź co bądź, sami jesteśmy uczestnikami teatru, który chcemy pojąć.

  15. gzalewski

    zaraz zaraz
    “Otóż zauważył on, ze aby HER była ważna niezbędne jest aby wielu uczestników rynku musi uważać, ze jest ona fałszywa. Bo gdyby większość zaakceptowała HER to wtedy mało kto byłby skłonny trejdować akcjami, zamiast tego istosowali by podejście Buy and Hold.”

    Czy nie to samo można powiedzieć o AT – która też jest jakimś tam modelem?

  16. lesserwisser

    @ blackswan

    “To model goni za rzeczywistością, a nie na odwrót. Choć, istotnie powstaje ciekawa sytuacja, kiedy większość zaczyna korzystać z danego modelu. Pewnego rodzaju utylitaryzmem jest wówczas korzystanie i dostosowanie się do wierzeń innych. Ale chwila chwila, przecież to jest właśnie psychologia tłumu!”

    Ano goni, ale czy co źle? Problem w tym, że chyba wszyscy (prawie wszyscy) wymagają od modeli ekonomicznych aby pracowały praktycznie z pełną sprawnością – niemalże 100% sprawdzalnością. Tak jak mechanizmy w technice.

    A tak się nie da, bo mamy do czynienia i z czynnikiem ludzkim i ze splotem tylu rozmaitych okoliczności, których wszystkich nie da się uwzglednić w modelu, że uwzglednienie ich wszystkich skutkowało by koniecznością wprowadzenia kobylastych wzorów, w których zatracała by się istota modelu.

    Modele te bowiem nie muszą być 100% niezawodne, wystarczy że opisuja one rzeczywistość w zadawalającym stopniu (choć nie każdemu to wystarczy), bo one wyjściowo mają bardziej charakter poglądowy niż utilitarny. Są wyjściową propozycją, która jest podstaw do dalszego dopracowania, modyfikowania i ulepszania, krok po kroku.

    Autorzy postępowych idei, jak np. model wyceny opcji, w pełni zdawali sobie sprawę z pewnych niedoskonałości i luk swoich modeli. Fisher Black w we wstępie do artykułue “How to use holes in Blacj-Scholes” (1989) pisał tak:

    “Tche Black-Scholes formula is still around, even though it depends on at least 10 unrealistic assumptions. Making the assumptions more realistic hasn’t produce a formula that works better across a wide range of circumstances.

    In special cases, though, we can improve the formula. If you think investors are making an unrealistic assumption like one of those we used in deriving the formula, tjat is strategy you may want to follow that focuses on that assumption.
    …….”

    Modele opisują uproszczoną rzeczywistość, czasem tak wyidealizowaną, że daje to podstawę do zarzutów – Och jakiez to nierealistyczne jest, bo to, tamto i siamto.

    Zarzut o nierealistości założęń wyjściowych pada pzy wszystkich teoriach uważanych za przełomowe w swoim czsie – MM, HER, CAPM, BS, etc. A jak u podstaw modelu są uproszczenia, które powodują

    @gzalewski

    “Czy nie to samo można powiedzieć o AT – która też jest jakimś tam modelem?”

    Richtig to samiutko, dokładniutko!!!

  17. lesserwisser

    eee

    “Zarzut o nierealistości założęń wyjściowych pada pzy wszystkich teoriach uważanych za przełomowe w swoim czsie – MM, HER, CAPM, BS, etc.

    A jak u podstaw modelu są uproszczenia, które powodują krytykę – nierealistycznośc czy teoretyczności, to może i dobrze, bo przecież można urealistyczniać kolejne uproszczenia i sprawdzać jak i kiedy model będzie działać, gdy takie założenie się urealistycznie lub nawet wyeliminuje. Bp z tego bierze się postęp i satysfakcja, że się przyczynilo do postępu, no i mołojecka sława też.

  18. pit65

    Ja tam wiem jedno.
    Żaden model nie odda rzeczywistości.A jeżeli nie odda rzeczywistośći w 100% to każdy błąd z czasem wywróci tę misterną konstrukcję.
    Staje się kamieniem węgielnym rzeczywistośći, która po pewnym czasie wywróci misternie opracowywaną konstrukcję.
    Pewnie na pewnym etapie pomaga w zrozumieniu tak jak setki wskażników AT.NA tym polega poznanie.
    Ale gdy spełni swoje zadanie poznawcze trzeba je odrzucić jako zbedny gadżet stanowiący pewien bufor między mna , a rzeczywistością zakrzywiający proces poznawczy .
    i zataczając pewne koło wraca sie do najprostrzego modelu
    “kup tanio sprzedaj drogo”.I to wystarczy.
    Czyż do handlu “marchewką giełdową” potrzebny jest HER, CAPM,BS ???
    Problemem jest natomiast jak z hipotezy powstaje paradygnat wykładany na uniwersytetach jako naukowy wykładnik do stosowania tworząc taką , a nie inną rzeczywistość z przeświadczeniem ,że opisuje on rzeczywistość poprawnie.Prowizorka napędzana naiwną wiarą banalnie mówiąc.
    A potem zdziwienie, że rzeczywistość krzyczy.
    A co ma robić?

  19. Ekonom polityczny

    Do tej dyskusji o HER (dla mnie totalna, choć elegancka bajka, wymyślona przez kosmicznie oderwanych od rynków ludzi, siedzących w wieżach z kości słoniowej) dołożę dowcip, oddający sedno sprawy:

    Co robi wyznawca HER, widząc leżący na chodniku banknot 100 zł?
    Nie schyla się po niego, bo wie, że warunkach rynków efenktywnych ktoś już to zrobił przed nim! 🙂

  20. lesserwisser

    @ pit65

    “Żaden model nie odda rzeczywistości.A jeżeli nie odda rzeczywistośći w 100% to każdy błąd z czasem wywróci tę misterną konstrukcję.”

    Kolego perfekcjonisto, nigdy nie będziesz miał do czynienia z modele, który w 100% odda rzeczywistość. Modele to tylko bliższe lub dalsze przybliżenie rzeczywistości.

    No dobra, weżmy model – algorytm sterujący – który wyrabia się z dokładnością 99,99999% – super prawda, tylko pozazdrościć. To odpowiada zboczeniu z dokładnego toru o 1 cm na każdy 1 kilometr.

    A teraz załóżmy, że wysyłamy próbnik na Marsa – na jakieś tam morze, wzniesienie czy inne tam cudo, widoczne przez teleskop. Na Marsa jest jedynie 78.389.000 km. Tak więc nasz próbnik zboczy o ok 784 km.

    Czemu napisałem jedynie? Ano temu, ze jakbysmy go poslali na Jowisza to by zboczył 7.780 km, dla Plutona to bedzie ok 60 tysiecy km, a w
    przypadku najblizszej gwiazdy Proxima Centauri (4,22 lata świetlne), to by ją zapewne minął tak że hej.

    Mamy to do czynienia z dużą precyzją ale również z efektem działania skali i czasu. HER może zawodzić w krótkich okresach czasu, ale w dłuższej perspektywie ceny powinny zbliżać się z wartością. Jesli tak nie będzie to znaczy, ze albo nie potrafimy właściwe wycenic wartości albi inwestorzy są bezmyslni. Albo i jedno i drugie.

    “Problemem jest natomiast jak z hipotezy powstaje paradygnat wykładany na uniwersytetach jako naukowy wykładnik do stosowania tworząc taką , a nie inną rzeczywistość z przeświadczeniem ,że opisuje on rzeczywistość poprawnie”

    To jest faktycznie problem, z którym mamy do czynienia w praktyce akademickiej. Nie jest dobrze, gdy jakąś teorię wyznawaną przez daną szkołę lub naukowca sprzedaje się jako prawdę objawioną, jedynie słuszną. Gdy nie wspominą się o zastrzeżeniach, watpliwościach oraz o konkurencyjnych teoriach i modelach.

    Zauważ, że w przypadku wszystkich wymienionych przeze mnie słynnych modelach mielismy ten sam problem. Czołowe czasooisma ekonomiczne nie chciały publikować ich, długo zwlekano i weryfikowano i dopiero po kilku podejściach i wstawiennictwu uznanych autorytetów (o bardziej otwartych głowach) publikacje te ujrzały światło dzienne.

    Z Akademią jest tak do dziś, dalej nabiera wody w usta, dalej ignoruje nowatorskie idee, a jak znajdzie w nich mały bład (czesto nieistotny) to zajeździ autoa i konkurencyjną teorię jak przysłowiową kobyłę i zdyskredytuje.

    Czemu tak? No bo naukowcy okopali się na swoich pozycjach i bronią ich, bo za tym idzie gruba kasa.

  21. Ekonom polityczny

    @ Lesserwisser

    “Jesli tak nie będzie to znaczy, ze albo nie potrafimy właściwe wycenic wartości albi inwestorzy są bezmyslni”.

    Ani jedno, ani drugie. A co, jeśli kierują się nie chłodnym rozumem i kalkulacjami prawie matematycznymi, tylko emocjami?
    HER w ogole nie uwzględnia tego, że CZŁOWIEK JEST ISTOTĄ EMOCJONALNĄ.
    HER uważa, że inwestorzy to Roboty.

  22. lesserwisser

    @ Ekonom polityczny

    “HER w ogole nie uwzględnia tego, że CZŁOWIEK JEST ISTOTĄ EMOCJONALNĄ.
    HER uważa, że inwestorzy to Roboty.”

    Ujmę to inaczej – HER zakłada, że INWESTOR NIE JEST ISTOTĄ EMOCJONALNĄ TYLKO RACJONALNĄ EKONOMICZNIE.

    T nie HER uważa, że inwestorzy to Roboty, tak o systematykach-mechanikach uwążają co tradują intuicyjnie! I chyba mają rację! 🙂

  23. pit65

    @Less

    Technika to nie to samo.
    Zobacz na różniće odchyleń.
    Przy takich odchyleniach jakie ma HER technika byłaby kupą szmelcu i lot na księżyc nigdy by się nie odbył.
    A my przyjmujemy to za dobrą monetę.

    Pomijając w ogólę abstrakcję jeżeli chodzi o założenia HER.
    Chodziło mi o co innego , że bład modelu jaki by nie był zawsze prowadzi do jego dysfunkcji. Kwestia czasu.

    “HER może zawodzić w krótkich okresach czasu, ale w dłuższej perspektywie ceny powinny zbliżać się z wartością. ”

    No właśnie jak ma duży bład to raczej zawodzi w długim okresie.

    “Jesli tak nie będzie to znaczy, ze albo nie potrafimy właściwe wycenic wartości albi inwestorzy są bezmyslni. Albo i jedno i drugie.”

    Albo ktoś steruje ceną- wariant najbardziej prawdopodobny.
    To co pisałem ten kto ma monopol na emisję pieniądza czyli możliwość zmiany miary ma wpływ na jedna stronę ułamka ceny czyli de facto przyczynia się do sterowania wartością.
    Przykład: bańki na rynku i kontrakcja ze strony BC.
    Ach wg. HER nie istnieje coś takiego jak Bańka- kolejne piękne założenie.
    W szczególności obniżenie stóp procentowych i zwiększenie
    dostępności kapitału potęguje efekt „klątwy zwycięzcy”, czyli sytuacji w której uczestnicy rynku licytują się o dobro o niepewnej wartości i wygrywający niemal zawsze przeszacowuje jego wartość prowadząc do baniek.
    Z kolei ew. pęknięcie czyli jak to określasz , że ceny powinny zbliżać się z wartością jest niemożliwe , ze względu na skutki.
    Jak widać HER przestaje działać nie przez mechanizmy ja opisujące , ale całkowita abstrakcje założeń u zarania, których powstała.

  24. Ekonom polityczny

    @ Lesser

    I jeszcze jedno. U absolutnych podstaw HER leży założenie jednakowego dostępu do informacji u wszystkich uczestników Rynku, bez względu na ich posiadany kapitał.
    Na jakim rynku zostało to KIEDYKOLWIEK choć na chwilkę spełnione?
    O takim drobiazgu, jak jednakowa reakcja na tę samą informację u wszystkich uczestników rynku nie mówię (co samo w sobie jest Kosmiczną Bzdurą, bo jeden uwierzy, inny nie, jeden się zastanowi inny strzeli transakcję od razu itd.)

  25. lesserwisser

    @ Pit

    “Przy takich odchyleniach jakie ma HER technika byłaby kupą szmelcu i lot na księżyc nigdy by się nie odbył. A my przyjmujemy to za dobrą monetę.”

    Pit, pewnie że HER to nie technika, dlatego tez nie wymagajmy od niej 100% sprawności. Ona ma być pomocna w grze rynkowej, zwieksząć nasze szanse na wygranej. A w tej grze, jak zresztą w kazdej grze, chodzi o uzyskanie szansownej przewagi – edge’a.

    A przewagę tę uzyskujemy wtedy gdy nasze szansę na wygraną są większe niż na przegraną, czyli już cosik w podobie do 52-55%. Czy dalej temu do 100% czy bliżek, drogi kolego.

    Czyśbyś chciał by HER była maszynką do robienia pieniedzy, czarną skrzynaczką w którą wrzucasz dane a ona wyplunie ci niezawodnie dokładnie to co powinieneś zrobić? Gdyby tak było to nie miałbyś edga, bo wszyscy wokóło wiedzieli by i mieli to samo.

    @ Ekonom

    Masz rację, to założenie jest wielce dyskusyjne, bo nie tylko dostep do informacji nie jest taki sam ale też różne są reakcje ludzi.

    Jednak moim zdaniem problem bardziej lezy w ty, że smart money szybciw mają dostęp do kluczowych informacji i mają potencjalnie większy wpływ na rynek niż przecietni inwestorzy, bo dysponuja gigantycznym kapitałem.

    Natomiast, to że ludzie reagują różnie mniej jest istotne, bo na rynku mamy wypadkowa róznych reakcji zbiorówych, które się częściowo znoszą.

    PS

    Ta oboczna przecież, a jakże ożywiona dyskusja o HER, chyba
    sugeruje wyraźnie potrzebę popełnienia jakiegoś wiekszego wpisu o tym zagdanieniu.

  26. Ekonom polityczny

    @ Less

    To nie jest “wielce dyskusyjne założenie”. To jest założenie Dyskwalifujące Teorię już na starcie.
    I nie pomogą tu stosowane przez fanów HER “protezy” w rodzaju “słabych efektywności” itd.

    Dla mnie kwestia banalna: Garbeć in – Garbeć ałt, jak mawiają polscy informatycy.

  27. pit65

    @Less

    “Czyśbyś chciał by HER była maszynką do robienia pieniedzy, czarną skrzynaczką w którą wrzucasz dane a ona wyplunie ci niezawodnie dokładnie to co powinieneś zrobić? Gdyby tak było to nie miałbyś edga, bo wszyscy wokóło wiedzieli by i mieli to samo.”

    Przestań o tym nie dyskutujemy.Insynuujesz.
    Ale odbijając piłeczkę to twórcy HER widząc ,że częstość zachowań HER jest większa od 50% pomylili to ze skutecznością myśląc ,że wyprodukują maszynke do robienia forsy.
    Tak łatwo nie ma.Odrzucili trend / aka bańka , gruby ogon etc/ idąc na łatwiznę bo nie mogli go matematycznie opisać. Nie dziwię się bo jak nawet dyskrecjonalnie go określisz to to licho sie zmienia w sposób niestacjonarny zgodnie z abstrakcja ludzkiego działania niepodlegającą matematycznym i probablistycznym obliczeniom 🙂
    Ale konsekwencje tego typu “okrojenia rzeczywistości” są takie ,żę systemy z trafnością HER 70% przeciw trendowi dają zyski ujemne , a
    te akceptowalne błędy przez HER czyli trafność 20-30% dają zarobić wbrew HER.
    Jak kiedyś potestujesz mechanicznie to widać to jak na dłoni.
    Osobiście to jest dla mnie dyskwalifikujące bo jak trader wygrywa stosując dla przykładu średnią podążając za trendem tzn. nic innego że HER nie działa.
    Innymi słowy posiłkując się techniką: silnik się rozp….ył , a ja z Marsa startuję na Proxiona i jeszcze idzie mi to lepiej niż z silnikiem 🙂
    To się nazywa potęga wiary wyznawców , że takie cudo działa.

  28. blackswan

    @ all

    Dzięki Panowie za ciekawe argumenty!

    @ Investor_ts, Astanczak

    Ukłony dla Astanczaka za wspomnienie o Kuhnie w kontekście zmiany paradygmatu naukowego (co za temat!), i dla Investora_ts za wspomnienie o Lakatosie (jego korespondencja z Feyerabendem wskoczyła do mojej “flaneur shortlist” 😉 )

    Zapewne wrócimy do tego tematu jeszcze nie raz.

    Ze swojej strony udział w tym wątku zakończę cytatem z Poppera, postulującym eliminację psychologizmu. Długo się już nad nim zastanawiam i cały czas próbuję rozgryźć ten orzech. Poniższy fragment można moim zdaniem interpretować również jako punkt wyjścia dla odpowiedzi na pytania dotyczące procesów powstawania paradygmatów naukowych. W zasadzie, Popper jest bez wątpienia purystą.

    “I said above that the work of the scientist consists in putting forward and testing theories.

    The initial stage, the act of conceiving or inventing a theory, seems to me neither to call for logical analysis nor to be susceptible of it. The question how it happens that a new idea occurs to a man – whether it is a musical theme, a dramatic conflict, or a scientific theory – may be of great interest to empirical psychology; but it is irrelevant to the logical analysis of scientific knowledge.”

    Fragment pochodzi z “The Logic of Scientific Discovery”

  29. lesserwisser

    @ Eko…

    “To nie jest „wielce dyskusyjne założenie”. To jest założenie Dyskwalifujące Teorię już na starcie.”

    Słynna teoria Modiglianiego-Millera zakłada, między innymi,
    co następuje:

    1. wszyscy mają równy i nieograniczony dostęp do kredytów,
    2. wszyscy otrzymują kredyt po stopie wolnej od ryzyka, niezależnie
    od stopnia zadłużenia,
    3. też jest pośrednie załozenie, że wszycy uczestnicy rynku mają taki
    sam dostęp do informacji,

    Jakoś nie spotkałem się dotychczas z zarzutem, że te upraszczające założenia, ktoś powie wręcz naiwne i nierealistyczne, na starcie dyskwalifikują tę uznaną teorię.

    Zwróć uwagę na fakt, że jak to zauważył jeden spotrzegawczy kolega z forum, HER ma w nazwie HIPOTEZA, i chyba ze wszystkimi konsekwencjami z tego wynikającymi.

    Encyklopedia Zarządzania tak oto wyjasnia znaczenie słowa hipoteza:

    “Przypuszczenie lub domysł naukowy, wysunięty prowizorycznie dla wyjaśnienia jakiegoś faktu lub zbioru faktów, tworzona gdy dla pewnych zjawisk i faktów brakuje uzasadnienia w przyjętych teoriach, jej celem jest pomoc w odkryciu nieznanych przyczyn lub praw przyrody, wymaga sprawdzenia, które może dopiero potwierdzić lub obalić dany domysł.

    Hipotezą w matematyce nazywamy jakieś zdanie, które jeszcze nie zostało udowodnione, ale jego dowód jest prawdopodobny.”

    Jak widać jest to przypuszczenie, pewne założeńie, a nawet prawdopodobny domysł, który dopiero wymaga rozstrzygającego udowodnienia lub obalenia.

    Cóż więc stoi na przeszkodzie aby liczni, i jakże zażarci, krytycy HER przedstawili twardy spójny dowód na to że to lipa i bzdura, lub choćby przedstawili alternatywną teorię lepiej opisującą mechanizm rynkowy i otaczającą nas rzeczywistość.

    Gwarantuję, że Nobel z ekonomii murowany. Jednak,jak na dziś, to jakoś nie widzę tych konkutrencyjnych teorii, choć wielu niedoszłych
    obalaczy HER aktywnie nad tym pracuje od dziesięcioleci. A jak ktoś zna taką teorię lub model, choćby tylko hipotezę, to bardzo chętnie poznam. No poza wariantem A. Lo – oczywiście.

    @ pit
    O twórcach HER.

    “Tak łatwo nie ma.Odrzucili trend / aka bańka , gruby ogon etc/ idąc na łatwiznę bo nie mogli go matematycznie opisać. Nie dziwię się bo jak nawet dyskrecjonalnie go określisz to to licho sie zmienia w sposób niestacjonarny zgodnie z abstrakcja ludzkiego działania niepodlegającą matematycznym i probablistycznym obliczeniom .'”

    Hmm, gości E. Fama – twórca HER, obronił dysertację doktorską pod ttytułem “A distribution of the Daily Firsy Differences of Stock Prices: A Test of Mandelbrot’s Stable Paretian Hypothesis” (1963), a potem opublikował artykuł “Mandelbrot and the Stable Paretian Distrubution” (Journal of Business, October 1963).

    Tak więc Fama był jednym z pierwszych ekonomistów finasnowych, którzy wiedzieli że ceny rynkowe mogą charakteryzować się nieograniczoną wariancją, ze wszelkimi konsekwencjami z tego wynikającymi:

    Zacytuję Famę : “We shall see later that if mandelbrot’s hypothesis is upheld, it will radically revise our thinking concerning both the nature of speculative markets and the proper statistical tools to be used when dealing with speculative prices.”

    To chyba daje trochę do myślenia i wskazuje, że Gienek F, to nie jest wcale aden naiwniak, ba on nie jest tez w ciemię bity, więc może jednak coś jest na rzeczy!

    Pit, a kogo masz na myśli pisząc – “To się nazywa potęga wiary wyznawców , że takie cudo działa.”???

  30. investor_ts

    @all

    Ja również dziękuję wszystkim. Mimo pewnych niedogodności związanych z narzędziem jakim jest internet (osobiście preferuję rozmowę), dyskusja była ciekawa.

    @blackswan

    W cytowanym przez ciebie fragmencie Popper czyni rozróżnienie na, jak to nazwał H. Reichenbach, kontekst odkrycia i kontekst uzasadnienia. Jak pisze, kontekst odrycia jest irracjonalny i nie podlega logicznej analizie. To może być np. jabłko spadające na głowę, marzenie senne, usłyszany temat muzyczny, itp. Stanowi on obszar zainteresowania psychologii. Kontekst uzasadnienia możemy poddać logicznej analizie i stanowi on obszar zainteresowania filozofii nauki i metodologii. A więc wiedzę oceniamy nie ze względu na źródła ale uzasadnienie.
    Na marginesie: Popper miał inny problem. Teorii naukowych nie da się ani zweryfikować (co sam wykazał) ani sfalsyfikować (co wykazali H. Poincare i P. Duhem na długo przed ukazaniem się “Logik der Forschung”). Ale to temat na zupełnie inną dyskusję.

    Pozdrawiam,

  31. pit65

    @Less

    NIkogo w szczególności.
    Sam próbuje łączyc tę metodologie patrzenia na rynek i wybierać te elementy, które usprawniają moje działanie w miarę skromnych możliwości.
    NAtomiast zawsze pamiętam ,że jest to hipoteza i puki nie wyjdzie poza tę nazwę to pogląd ,że cenami trzęsie grubas jest tak samo równoprawny , a może nawet bardziej biorąc pod uwage sterylne tezy HER i szarą rzeczywistość dnia codziennego.
    Oczywiście na obie trzeba patrzec z przymrużeniem oka i robic swoje.
    My oczywiście mamy taki bias ,że jak w dopisku bedzię “naukowy” to prawie jak oficjalna nauka.
    To, że ktoś napisał książkę , doktoryzował się nie robi z hipotezy nauki co najwyżej zapewnia prestiż dla delikwenta uwikłanego w hipotezę.
    Trzeba być ostrożnym zwłaszcza jeśli w taki czy inny sposób skłania Cię do wtapiania swoich oszczędności.
    No chyba ,że potraktujesz to jako swój wkład w rozwój z nadzieją ,że kiedyś hipoteza zmieni nazwę na nauke.

  32. blackswan

    @investor_ts

    to jeszcze Cie pomaltretuję 😉

    Jak rozumiem pisząc, że:

    “Teorii naukowych nie da się ani zweryfikować (co sam wykazał) ani sfalsyfikować (co wykazali H. Poincare i P. Duhem na długo przed ukazaniem się „Logik der Forschung”)”

    odnosisz się do faktu, że w przypadku falsyfikacji dowolnej teorii możesz zawsze odrzucić część jej założeń i pozostawić pozostałe niezmienione. Innymi słowy eksperyment i jego wynik (obserwacja) nie mogą zaprzeczyć nigdy pojedynczej hipotezie, lecz jedynie “koniunkcji owej hipotezy i milczących założeń”. (nota bene: zawsze pisząc hipoteza utożsamiam ją z jej założeniami)

    Ciekawe rozumowanie to jest! Przemawia do mnie absolutnie. Jest tutaj spora arbitralność naszego postępowania w kontekście obchodzenia się z hipotezą w świetle częściowo zaprzeczających jej faktów. Dowolną hipotezę, w świetle zaprzeczających jej faktów, możemy udoskonalić o element inkorporujący nowe obserwacje czy też poprzez odrzucenie milczących założeń, które zostały bezpośrednio danym doświadczeniem zaadresowane.

    Jak rozumiem różnica między Poincare czy Duhamem a Popperem sprowadzała się do innej definicji “prostoty”. Popper słusznie moim zdaniem zwracał uwagę, że arbitralność tkwi w samej definicji jakie charakterystyki powinno posiadać proste rozwiązanie. Pisał:

    ” What the conventionalist calls ‘simplicity’ does not correspond to what I call ‘simplicity’. It is the central idea of conventionalist, and also his starting point, that no theory is unambiguously determined by experience; a point with which I agree. He believes that he must therefore choose the ‘simplest’ theory. But since the conventionalist does not treat his theories as falsifiable systems but rather as conventional stipulations, he obviously means by ‘simplicity’ something different from degree of falsifiability.

    The conventionalist concept of simplicity turns out to be indeed partly aesthetic and partly practical.”

    Różnica między nim a Poincarem czy Duhamem polega na przyjmowaniu innych definicji oraz innych zbiorów wytycznych przy dyskryminacji między poszczególnymi teoriami, w świetle faktu, że zasadniczo zgadzają się co do niemożliwości jednoznacznego ‘odkrycia’ (determined) teorii poprzez doświadczenie.

    W sumie, zastanawiając się nad różnicami i podobieństwami między nimi tak na szybko, w ten cudowny sobotni poranek, to zarówno Poincare jak i Popper są arbitralni we własnych definicjach prostoty (estetyczna czy praktyczna kontra prostota zdefiniowana jako stopień falsyfikalności).

    Jeśli był to problem Poppera jak napisałeś, co do czego się zgadzam (wprowadzając pojęcie falsyfikacji stworzył nową meta-definicję i nie był w stanie skutecznie rozwiązań za jej pomocą problemu arbitralności) to był to równie duży problem dla Poincare’a czy Duhema.

    Pozdrawiam

  33. investor_ts

    @blackswan

    Dalszą dyskusję proponuję przenieść na priva, co by nie zamęczać czytelników bossy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *