Inwestowanie mechaniczne – psychologia decyzji 4

Automatyczne podejmowanie decyzji wiąże się z pewnego rodzaju przymusem podejmowania działań wtedy gdy zostaną spełnione z góry wyznaczone kryteria zawarcia transakcji lub gdy komputerowy system transakcyjny po prostu wygeneruje zaprogramowany sygnał.

 

Aktywność wymuszona swego rodzaju przymusem, który wypływa z logiki, ciągłości, spójności i przewagi całej strategii, poza redukcją żalu przynajmniej jeszcze w 2 dobrze opisanych obszarach wpływa korzystniej na psychikę inwestora w porównaniu do metod nieautomatycznych, wymagających każdorazowo podejmowania ciągu decyzji.

Pierwszy z nich:

Odpowiedzialność (ang. responsibility)

Nie zawsze chcemy ją przyjąć na siebie jeśli chodzi o decyzje inwestycyjne i czasem nawet nieświadomie próbujemy ją delegować na otoczenie, tak by uwolnić od niej swoje emocje i pozbyć się poczucia winy, jednego z najbardziej wyniszczających psychikę procesów. Nie zdajemy jednak sobie sprawy, że na poziomie podświadomości i tak zżera nas ona od środka. Podjęcie błędnej decyzji powoduje, że jej konsekwencje staramy się, często nieświadomie, przypisać światu zewnętrznemu. Przykłady można mnożyć na wiele sposobów choć kilka z nich ma dość powszechny charakter.

W części więc odpowiedzialność za nasze porażki przenosimy na bliżej nieokreślone zjawiska lub osoby: ONI sterują kursami, ktoś manipuluje ceną sprzedając duże pakiety, rynki zachowały się irracjonalnie itd.

Większą ulgę poczujemy jeśli powód da się łatwiej oraz realniej zidentyfikować i w jego kierunku możemy skanalizować naszą złość: komputer się zawiesił, internet nie działał, Goldman Sachs wydał rekomendację sprzedaży, szef FED zachował się nieodpowiedzialnie itp.

Czasem mniej lub bardziej świadomie szukamy źródeł, które pomogą nam w pewien sposób zrzucić na nie decyzyjną odpowiedzialność: czytając i wykorzystując analizy zewnętrzne, słuchając porad na forach, próbując podpytać maklera, oglądając kanały telewizyjne poświęcone giełdzie.

Zdarzenia, rzeczy, zachowania na które uda nam się zdelegować naszą odpowiedzialność wydają się niezależne od nas, nie czujemy wpływu na ich treść. Kiedy mają jednak incydentalny, losowy charakter  najczęściej tworzą jedynie pozory – tylko my bowiem w efekcie podejmujemy ostateczne decyzje, tylko my mamy wpływ na to jak zarządzamy ryzykiem, tylko pełne przyjęcie odpowiedzialności za nasze kompleksowe działania świadczy o inwestycyjnej dojrzałości. Na to wskazuje Van Tharp w tekście, który omawiałem niedawno (punkt 1 i 2).

Nieco inaczej wygląda to na przeciwnym biegunie – kiedy osiągamy sukcesy. Jak udowadniają eksperymenty przeprowadzane przez behawiorystów zysk (czyli przejaw sukcesu) przypisujemy najczęściej sobie i swoim umiejętnościom, choć czasem udaje nam się zidentyfikować fart, szczęśliwy zbieg okoliczności jako źródło powodzenia w transakcji. Takie podejścia również rozmywają nasze właściwe rozumienie problemu odpowiedzialności.

Trzeba też zaznaczyć, że istnieje inny, nieco rzadszy motyw poczucia odpowiedzialności – obciążanie nią siebie samego (obwinianie się), umniejszające nasze poczucie wartości, w sytuacji gdy strata nie powstaje z powodu naszych złych zachowań. Tak działa np. efekt wyniku (outcome bias) kiedy podejmujemy decyzję w sposób optymalny dla posiadanych informacji a mimo to stracimy w transakcji.

Wielokrotnie przywoływani ojcowie ekonomii behawioralnej czyli Kahneman i Tversky zaobserwowali w swojej pracy “The Psychology of Preferences”,  że omawiany w poprzednim wpisie żal posiada silne powiązania z odpowiedzialnością. Raczej można mówić w tym wypadku o korelacji obu niż jakiejś zależności. W obu występuje efekt awersji (unikania), który może czasem powodować paraliż decyzyjny, a z pewnością prowadzi w wielu sytuacjach do nieracjonalnych działań i decyzji.

Co istotne w tych rozważaniach to podobny wpływ mechanicznych strategii decyzyjnych: konsekwentne stosowanie się do przyjętych zasad, z góry określonych, dających zastosować się w sposób mechaniczny, PRZYCZYNIA SIĘ DO ZMNIEJSZENIA LUB WRĘCZ ZREDUKOWANIA negatywnych EMOCJI związanych z poczuciem odpowiedzialności za decyzje na poziomie transakcji, których ciąg prowadzi do końcowego wyniku, bo o taki efekt wyciszenia, łagodzenia chodzi, nie o pozbycie się całościowej odpowiedzialności w ogóle.

Zwrócę jeszcze uwagę, że odpowiedzialność może przybierać nieco różne odcienie zależnie od źródła mechanicznych decyzji i w rezultacie generuje nieco odmienne emocje, którym trzeba się przyjrzeć.

W pierwszej sytuacji reguły strategii pochodzą z zewnątrz, są ułożone przez kogoś innego – tak właśnie to wygląda w wypadku metody DCA. Mniej doskwiera wynik działań jeśli świadomie przyjmujemy, że to taktyka powszechnie stosowana od kilkudziesięciu lat, przetestowana w różnych warunkach i wiemy doskonale jakie są jej wady i zalety w zależności od tego na jakim rynku przyjdzie nam działać.

W drugiej sytuacji zasady dokonywania transakcji układamy sami. O ile redukcję emocji zapewnia ścisłe ich wykonywanie o tyle swego rodzaju niepewność i lęk, czyli odczucia nieco innego rodzaju i wymagające innego przepracowania rodzą myśli o tym czy nie popełniliśmy błędów przy opracowaniu i testowaniu strategii i czy rzeczywiście wyłapaliśmy jej przewagę.

CDN

—Kat—

[Głosów:0    Średnia:0/5]

7 Komentarzy

  1. blackswan

    “Jak udowadniają eksperymenty przeprowadzane przez behawiorystów zysk (czyli przejaw sukcesu) przypisujemy najczęściej sobie i swoim umiejętnościom, choć czasem udaje nam się zidentyfikować fart, szczęśliwy zbieg okoliczności jako źródło powodzenia w transakcji.”

    jakiś link? kilka słów o tym, co to były za badania?

  2. investor_ts

    @blackswan

    Voilà!
    http://scholar.google.com/scholar?q=%22self-attribution+bias%22

  3. blackswan

    investor_ts

    dzięki za link.
    znam temat z autopsji.

    zaciekawił mnie sposób konstrukcji tego typu eksperymentów. idąc twoim tropem trafiłem na interesującego autora. ukłony.

  4. kathay (Post autora)

    Nie wiem dlaczego ten efekt wydawał mi się oczywisty 🙂
    podziękowania @investor-ts !

  5. blackswan

    Istotnie, jest on absolutnie oczywisty, już nawet o nim chyba w teleekspresie trąbili…
    Sęk w tym, że jeśli się pisze, że badacze coś udowodnili etc. to wypada podać jakiś odnośnik do tych badań.
    (ostatnimi laty słowem kluczem jest “nauka coś wykazała”, “badacze coś udowodnili”, “eksperymenty zademonstrowały”, a zwykle jest tak, że kiedy zada się komuś pytanie o konkrety tych badań odpowiedzią jest cisza)

  6. exnergy

    Jak się wie co się robi to nie ma wątpliwości, żalu itp. A jak się robi coś na siłe…

  7. lesserwisser

    A jak się nie wie co się robi, bo robi to za nas systematycznie jakiś automat to też raczej nie ma wątpliwości, a co do żalu to nie jestem pewien.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *