Inwestowanie mechaniczne – psychologia decyzji

Prezentowane niżej zjawiska dotyczą w zasadzie większości strategii, w których decyzje podejmuje się automatycznie, mechanicznie, matematycznie (niekoniecznie komputerowo) .

W kilku wpisach zamieszczonych w ostatnim miesiącu prezentowałem zmodyfikowaną strategię uśredniania DCA czyli automatycznego budowania portfela w równych ratach, kilka jej modyfikacji, a także długoterminową taktykę dopasowywania posiadanych aktywów znaną jako „Rebalancing”. Te metody inwestycyjne łączy przynajmniej jedna cecha – zakupy i sprzedaż aktywów (akcji, obligacji czy funduszy) dokonuje się w sposób całkowicie mechaniczny, bez potrzeby dokonywania specjalnych analiz jakiegokolwiek typu, bez konieczności śledzenia aktualnych informacji, bez odwoływania się do makro czy mikroekonomii, rachunkowości itp. Wymagają co najwyżej nieco podstawowej wiedzy logicznej i matematycznej oraz zrozumienia procesu ich działania na tle tradycyjnej wiedzy o inwestowaniu.

Ich przewaga nad metodami „sekwencyjnymi”, takimi jak np. analiza techniczna czy fundamentalna, tkwi również w psychologicznych ramach ich funkcjonowania. Zdecydowałem, że to dobry moment by zaznaczyć to na blogu. Dlatego tydzień temu w ramach „przedbiegów” wrzuciłem do dyskusji w wątku „Rozmów…” hasło „radzenie sobie z emocjami na giełdzie”. Nie wyszły tam jakieś specjalnie pomocne konkluzje, ale wiem, że dyskusje na tego rodzaju tematy są niezwykle trudne, szczególnie pomiędzy mężczyznami (proszę nie posądzać mnie o szowinizm żadnego rodzaju 🙂 ).

Przez kilka ostatnich lat poświęciłem tematom związanym z psychologią inwestowania naprawdę sporo czasu. Mogę stwierdzić, że to co zwykle serwują nam artykuły branżowe to jedynie ozdobna powłoczka, zbiór stereotypów i schematów. W literaturze natomiast sporo miejsca poświęca się źródłom (heurystyki, efekty behawioralne, błędy), jednak niemal w ogóle sposobom panowania nad emocjami. A przypomnę, że we wspomnianej wyżej dyskusji pozwoliłem sobie zauważyć następujący fakt: chociaż wszyscy odpytywani przez mnie inwestorzy twierdzili, iż psyche i emocje odpowiadają wg nich za 70-90% sukcesu to większość z nich nie poświęcała niemal wcale czasu na zgłębienie tego tematu. Tu rozpościerają się więc całe hektary ugoru.

Nie znaczy to, że chciałbym poprowadzić jakąś krucjatę. Nawet gdybym chciał to nie powinienem. Przeprowadziłem sporo rozmów w tej materii ze znajomym psychologiem. Z wieloma proponowanym przeze mnie rozwiązaniami się zgodził, część dopowiedział, innych niestety nie do końca rozumiał z racji specyfiki tematu, jednak udzielił mi ważnej rady: ponieważ nie mam stosownych uprawnień więc dla dobra i bezpieczeństwa innych nie powinienem zajmować się tego typu poradnictwem i sugestiami. Z czym się oczywiście zgodziłem. Co nie przeszkadza jednak rozmawiać o pewnych fundamentalnych kwestiach, nie ingerujących zbyt głęboko w umysły i zachowania.

Pierwsza z nich, bez której w ogóle nie ma rozmowy o jakimkolwiek treningu i uładzaniu emocji i zarazem kluczowa bo otwierająca cały proces dochodzenia do samokontroli:

Aby kontrolować własne emocje, należy najpierw je wydobyć, wyodrębnić, zidentyfikować i odróżnić, nazwać, opisać, pozwalać umysłowi myśleć o nich zamiast spychać je głęboko do podświadomości, zagłuszać używkami lub ignorować. Jak bowiem radzić sobie z wrogiem lub współpracować z przyjacielem nie znając go wcale lub tylko pobieżnie?!  Z powodów wspomnianych wyżej nie planuję jednak wykładów w tym temacie choć pewne elementy z tym związane pojawią się siłą rzeczy same.

Nieodłączną częścią istnienia procesów emocjonalnych są ich źródła i przyczyny, których poznanie pozwala na odpowiednią adaptację. Z tego co obserwuję jest z tym sporo kłopotu, bardzo często poszukiwania bodźców przez inwestorów idą w niewłaściwym kierunku, dlatego słyszymy i czytamy o tym, że jacyś „Oni manipulują kursami” albo, że „rynki zachowują się nieracjonalnie”. Rozpoznanie źródeł pozwala na neutralizację części zagrożeń, dokonanie stosowanych zmian, dopasowanie sposobu myślenia i stonowanie emocji.

Celem kolejnych wpisów ma być niewielka zaledwie próba zmierzenia się z tego typu problemami, sygnalizacja zagadnienia i jak zwykle inspiracja dla osobistych poszukiwań. Ponieważ mechaniczna strategia znana jako DCA jest całkiem nieźle już opisana i zdefiniowania na gruncie ekonomii behawioralnej więc ona, jako prosty reprezentant tego typu podejść, będzie służyć w charakterze laboratoryjnej myszy. Spróbuję bowiem rozłożyć ją na czynniki, które pomogą pokrótce odpowiedzieć na pytania:

Jakie procesy z zakresu psychologii i ekonomii behawioralnej stoją za stosowaniem mechanicznych metod inwestycyjnych tego typu?

Czy zdajemy sobie sprawę co nas w nich pociąga lub wręcz przeciwnie – zniechęca?

Jakie wnioski dla własnego podejścia możemy z opisów tych mechanizmów przejąć, jak zrozumieć w ich kontekście nasze myśli i działania?

—Kat—

[Głosów:0    Średnia:0/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *