Restauracje na giełdzie

Gdyby ktoś zapytał mnie, których sektorów nie polecałbym na rynku akcyjnym i musiałbym odpowiedzieć bez przygotowania, na podstawie intuicji, to wymieniłbym linie lotnicze i spółki restauracyjne.

Ostatnie zamieszanie ze spółką Emporium notowaną na NewConnect (prowadzi sieć koktajlbarów) skłoniło mnie do sprawdzenia czy intuicja dobrze mi podpowiada. Zaledwie 3 miesiące po debiucie spółka odwołała prognozy, 6 miesięcy po debiucie poinformowała, że istnieje wysokie zagrożenie utraty płynności finansowej. Całkiem niedawno zbankrutowała spółka Polrest z WGPW prowadząca sieć restauracji. Czy sektor restauracyjny jest jakiś pechowy?

Na rynku głównym notowane były cztery spółki restauracyjne (Amrest, Sfinks, Polskie Jadło i Polrest – już nienotowany). Na rynku NewConnect znalazłem kolejnych sześć spółek restauracyjnych i barowych. Postanowiłem sprawdzić jak zachowywały się ich kursy od debiutu do 5 marca 2012 roku. Dane pochodzą ze Stooq (uwzględniają splity i PP). Dołożyłem wszelkich starań by obliczenia były poprawne, ponieważ jednak dokonywałem ich ręcznie, istnieje ryzyko pomyłki.

Poniższa tabela przedstawia zestawienie spółek restauracyjnych z NewConnect i WGPW (dla spółek z NC indeksem jest NCindex, dla spółek z WGPW indeksem jest WIG):

Spółka Ticker Debiut Kurs odniesienia Kurs pierwszy Kurs ostatni Zmiana od KO Zmiana indeksu
Maxi Pizza MXP 2008.02.21 1,5 4,53 0,27 -94,0 -58,7
Sakana SKN 2008.05.08 2,97 10,05 0,5 -95,0 -49,6
RC Union RCU 2008.06.25 11,75 8,23 1,1 -86,6 -34
Premium Food PFR 2008.12.18 2,45 3 1,4 -53,3 10,7
Emporium EMR 2011.08.03 3,8 4,75 0,61 -87,2 -13,3
PinotCaro PCR 2011.11.07 0,335 0,33 0,25 -24,2 -0,5
Średnia -73,4 -24,2
Amrest EAT 2005.04.27 24 24,5 70 185,7 58,4
Sfinks SFS 2006.06.08 28 28 1,8 -93,5 4,6
Polrest POL 2007.06.06 20 24,5 0,07 -99,7 -37
Polskie Jadło PLJ 2008.06.10 6,5 6,39 0,68 -89,4 -6
Średnia -55,5 -13,6

Można zauważyć, że spółki restauracyjne, zarówno na WGPW jak i na NewConnect spisują się zdecydowanie gorzej od indeksów. W gruncie rzeczy, tylko Amrest pozwolił zarobić inwestorom. Jak myślicie co jest przyczyną tego stanu rzeczy?

Wraz ze wzrostem zamożności Polacy zapewne częściej jedzą poza domem – trudno więc doszukiwać się przyczyn po stronie popytu. Być może o słabych stopach zwrotu spółek restauracyjnych, które, nie oszukujmy się, wynikają ze słabych wyników finansowych, decyduje niski poziom kompetencji kadry managerskiej?

Tymczasem w USA, spółka restauracyjna, Chipotle Mexican Grill jest jedną ‘z gwiazd’ ostatniej hossy. Przyniosła inwestorom około 900% zysku od marca 2009 roku i jest podawana jako dowód, że w nawet tak tradycyjnych segmentach gospodarki można stosować innowacje technologiczne.  Co jest nie tak z restauracjami na polskiej giełdzie?

[Głosów:0    Średnia:0/5]

5 Komentarzy

  1. PG

    Jako główną przyczynę obstawiałbym debiut u szczytu hossy i robienie wycen pod ultraoptymistyczne scenariusze zakładające agresywny rozwój przy wysokim udziale finansowania dłużnego.

  2. albrecht

    Przyczyna porażki biznesowej to po prostu koszmarny stosunek ceny do jakości – jeżdżę trochę po świecie (eu, usa) i tak fatalne jedzenie jak w np. Krakowie ciężko jest znaleźć gdziekolwiek indziej. Model biznesowy sfinksa, ś.t.p. polrestu, rc union (sioux) to znaleźć zaocznych studentów, przeszkolić ich przez 8-12 godzin z grillowania ochłapów z kurczaka, albo wieprza + mieszania z tanią zieleniną + frytkami, lub przez 2-4 godziny z kelnerowania i robić na tej bazie knajpę (z obowiązkową shoarmą, polędwiczkami i “stekami”). Jedzenie w polskich sieciówkach jest nie tylko prymitywne, ale po prostu niesmaczne i niedopracowane (pod względem powtarzalności, jakości) i przygotowane przez zupełnych amatorów (sam jestem w stanie zrobić podobnie “wyrafinowane” potrawy w ciągu 30-45 minut). Polskie knajpy sieciowe nastawione są na łupienie klienta obniżając bezustannie jakość i równocześnie pozując na “modne” miejsca. Np ceny sushi w PL są zupełnie zbliżone do zachodnioeuropejskich a jakość składników dzieli przepaść. W takim biznesie, gdzie każdy od razu jest w stanie sobie wyrobić indywidualną opinię, jednak jedzenie powinno być na pierwszych miejscu, a nie założenie, że “klient średnio zostawia 30 zł, więc zróbmy tak, aby koszty jedzenia były jak najniższe”.

    Do tego dochodzi oczywiście brak szacunku do klienta w wykonaniu menedżerów/właścicieli, którzy wierzą, że ciemny lud kupi wszystko i pisanie np. że do w potrawie jest parmezan a dodawanie jakiegoś wyrobu seropodobnego to po prostu marketing :-/

  3. luka$$$

    biznes resteuracyjny w polaczkowie to główne siedlisko przekrętów i różnej maści oszustów. więc nic dziwnego ,że kursy lecą na łeb na szyje.
    Szkoda ,że nie notują na naszej bananowej giełdzie macdonald Polska.
    tu myślę przez ostatnie 5 lat zarobilibyśmy z 500%…

  4. kajet

    A może te spółki mają po prostu wysokie bety? Próba jest bardzo mała. Wyniki Premium Food czy Sfinksa można wytłumaczyć czynnikami specyficznymi. Sfinks popłynął na opcjach (czyli na skrajnej niekompetencji ówczesnego zarządu) – nie łączyłbym więc do końca jego notowań z branżą, w której działa.

  5. D.

    Porównując np. restauracje z sieci Piwna Kompania z tą całą resztą Sfinksów itp. W restauracjach tej sieci trzeba rezerwować miejsca z dużym wyprzedzeniem – dlaczego ?? Po prostu dają lepszej jakości jedzenie albo przynajmniej jest smaczniejsze no i klimat;) a ceny mają porównywalne i czasami niezłe promocje. Czyli po prostu polskie restauracje sieciowe mają drogo i niesmacznie.

    Swego czasu pracując w Berlinie można było wyskoczyć na obiad i zjeść coś dobrego nawet za 4-5 euro. W Warszawie nie zjemy dobrego obiadu za 4-5 zł a ceny obiadów kształtują się ok 20 zł więc są droższe niż w Berlinie :).

    Podsumowując. Restauracje w Polsce mają duże przebicie (znaczy że wytworzenie obiadu to jakiś ułamek jego ceny dla odbiorcy). Więc jeśli są nierentowne to oznacza że są słabo zarządzane. Dodatkowo na zachodzie czasami taniej jest zjeść coś na mieście niż przygotować obiad samemu (nie mówiąc już o oszczędności czasu). Po prostu jest i taniej i smaczniej i stąd też wynika kultura jedzenia na mieście :).
    Restauracje kupując hurtowo mają taniej i zarabiają prawdopodobnie tylko na tej różnicy między cena hurtową a detaliczna. Dodatkowo jest duża konkurencja a jeśli cenami nie można zbytnio konkurować to konkurują jakością.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *