Jedna z ostatnich notek na blogach bossy, która wypłynęła spod klawiatury Trystero, wywołała żywą dyskusję. W jej merytoryczne spory o wiarygodność serwisów Zero Hedge wymieszały się z ocenami ostatniego raportu z amerykańskiego rynku pracy.

Osobiście uważam, że spór o to, czy raport jest obiektywnie dobry ma dla obecności na rynku marginalne znaczenie. Gracze, którzy opierają swoje wejścia na rynek o dane makro nigdy nie robią tego na bazie jednego, zaskakującego raportu. W większości przypadków w danych makro szuka się raczej trendów niż subtelności pojedynczych odczytów. W istocie dane Departamentu Pracy należą do najczęściej korygowanych raportów w kolejnych miesiącach a sam fakt, iż amerykańscy urzędnicy potrzebują trzech miesięcy, by ostatecznie ustalić finalny odczyt zmusza do skupiania się raczej na średnich z kilku miesięcy niż świeżych szacunkach. Niemniej na rynkach najmocniejsze reakcje związane są z pierwszymi przybliżeniami a dokładniej z różnicami wobec średnich lub cichych oczekiwań. W takim kontekście spór o to, czy dane są dobre czy złe jest w dużej mierze jałowy. Możliwe, że więcej uwagi należałoby poświęcić pytaniu, czy są zmanipulowane, ale to zostawiam poszukiwaczom „facetów w czerni”.

Na potrzeby notki rzućmy okiem na moją osobistą aktywność na rynku EUR/USD od poniedziałku do środy (dzisiaj nie handlowałem). Tydzień zacząłem od pozycji długiej, którą otworzyłem o 02:13 EST. Pozycja była rozwijana aż do 12:11 EST, kiedy wyszedłem z rynku zamykając wszystkie pozycje na parze EUR/USD. Powrót na rynek mam o 13:47 EST, tym razem po stronie krótkiej, którą w ramach strategi rozwijałem i utrzymywałem do 17:31 EST, kiedy znowu zamknąłem wszystkie pozycje i wyszedłem z rynku. Kolejny dzień zaczynam o godzinie 02:12 EST znów kupując euro. Pozycja rozwijana – cały czas w jednym kierunku – do 07:09 EST, kiedy zamknąłem pozycje długie. O 07:11 EST zająłem pozycje krótkie na tym samym rynku i znów zgodnie z przyjętymi założeniami sprzedając euro przeciwko dolarowi budowałem i rozwijałem strategię do godziny 14:48 EST, kiedy wszystkie pozycje krótkie zostały zamknięte. Wracam na rynek w środę o 00:40 EST zajmując pozycję pod długiej stronie rynku. Zamknięcie wszystkich pozycji następuje o 04:00 EST a o 04:32 EST już jestem po krótkiej stronie rynku, znów sprzedaję euro przeciwko dolarowi. 05:26 EST zamykam wszystko na rynku. Wracam po długiej stronie o 08:27 EST i siedzę na jajku do 13:01 EST, kiedy zamykam longi, żeby 13:03 EST wrócić na rynek po krótkiej stronie. Dzień kończę o 15:17 EST zamykając krótkie.

Pomińmy wyniki tego biegania po rynku – dla potrzeby notki nie są ważne – skupmy się na czymś innym. Mamy trzy dni handlu po danych z USA, które wzbudzają tyle emocji, są zaskakujące i wywołują falę komentarzy na temat fałszowania, trafności metodologii i szans prezydenta w jesiennych wyborach prezydenckich. Przez fora internetowe, blogi, telewizje i prasę przelewa się fala interpretacji z pytaniami, czy to przełom, czy może jednak tylko przypadek, który zostanie w marcu skorygowany. Konia z rzędem temu, kto znajdzie ślad danych z rynku pracy w przyjętej strategii rynkowej. W istocie dane nie miały żadnego znaczenia. Pozycje były zajmowane bez żadnego spoglądania na dane, bo zwyczajnie w bieżącym handlu nie są brane pod uwagę. Na siłę danymi z rynku pracy w USA, jaki i komentarzami, jakie im towarzyszyły można uzasadnić każdą z powyżej zajętych pozycji i każdą można skrytykować, jako błędną z kanoniczną – jeśli taka istnieje – interpretacją. Naprawdę, to ważniejsze było to, która godzina była w Polsce i czy miałem czas pilnować rynku. Ważniejszy było dłuższe odejście od komputera czy obiad niż jakieś magiczne dane i komentarze do nich. Dlatego proponuję, żebyście w ramach ćwiczenia spojrzeli Państwo w historię własnego handlu przez pryzmat opublikowanych wcześniej danych i poszukali pozycji budowanych w oparciu od dane. Obawiam się, że niewiele tego będzie i może okazać się, że poświęcacie sporo czasu i emocji na coś, co z obecnością na rynku na nie ma znaczenia a w najlepszym przypadku ma znaczenie marginalne. W większości przypadków związek będzie pozorny.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

11 Komentarzy

  1. Adam_S

    Adamie,

    Wg mnie kazdy kto gra w tak krotkim terminie nie przyklada uwagi do danych. Z reguly ruch rynku nastepuje przed dotarciem informacji do inwestora i jedynie co mozna w takiej sytuaacji zrobic to dopasowac sie do ruchu a potem poszukac czy byla jakas infoamrcja podana ktora taki ruch wywolala. Nastepnie ewentualna analiza wartosci tego komentarza pozwoli zrewidowac swoje fundamentalne podejscie – o ile na nim w jakims stopniu opieramy swoje decyzje.

  2. astanczak (Post autora)

    Myślę, że można postawić odważniejszą tezę – dobre czy złe dane kupuje/sprzedaje się zanim pojawią się na rynku a po danych tylko modyfikuje swoje podejście lub realizuje zyski/straty. Następujący po danych szum zwykle nie ma już większego znaczenia dla osób, które są aktywnie obecne na rynku.

  3. kathay

    Jak przełożyć to na wiedzę, że każdy news i tak zostaje odzwierciedlony w cenie? Nawet nie news ale jego odbiór, interpretacja.

  4. astanczak (Post autora)

    @ Kathay

    Moim zdaniem wyłącznie interpretacja, bo nie specjalnie wierzę w neutralność newsa. Zresztą sam fakt, iż na rynku operujemy pojęciami typu “dobry raport” czy “złe dane” przesuwa akcent właśnie na interpretację.

  5. lesserwisser

    Myślę, że prawda leży pośrodku, jak zwykle, tylko nie została odpowiednio wyartykułowana, moim zdaniem.

    Kathay napisał: “Jak przełożyć to na wiedzę, że każdy news i tak zostaje odzwierciedlony w cenie? Nawet nie news ale jego odbiór, interpretacja.”

    Mamy tu słusznie wspomniane dwa aspekty sprawy – odbiór oraz interpretacja – tylko brak rozróżnienia między nimi.

    Z kolei a.stanczak zdaje się nie zauważać różnicy miedzy nimi, wprawdzie dość subtelnej ale praktycznie istotnej, podkreślając wyłączną rolę interpretacji.

    “Moim zdaniem wyłącznie interpretacja, bo nie specjalnie wierzę w neutralność newsa. Zresztą sam fakt, iż na rynku operujemy pojęciami typu „dobry raport” czy „złe dane” przesuwa akcent właśnie na interpretację.”

    Wchodząc między popitkę i zakąskę powiem jak ja to widzę.

    Mamy tu do czynienia z dwoma osobnymi reakcjami rynku na informację okołorynkową:

    1. odbiór – czyli recepcja newsa,czyli reakcja rynku na bodziec informacyjny. Reakcja szybka (bo i flash news jest szybki), zasadniczo odruchowa, niejako intuicyjna, w której liczy się głównie sposób percepcji informacji (właśnie “dobry raport” czy “złe dane”) oraz to czy dana informacja była spodziewana czy też zaskoczeniem, itp.

    Od charakteru i formy podania informacji zależy tu stopień jej wcześniejszego zdyskontowania przez rynek.

    2. interpretacja informacji – rozumiana jako myślowy proces wydobycia i wyjaśnienia jej prawdziwej istoty i rzeczywistego wpływu na rynek.

    Czyli mamy tu do czynienia z post-analizą, modyfikującą i korygującą pierwszą reakcję recepcyjną (odbiór informacji przez rynek).

    W przypadku informacji – raportu o zatrudnieniu- opisanej przez Trystero, mieliśmy właśnie do czynienia z pierwszą emocjonalną odbiorową reakcją rynków, skutkującą wystrzałem indeksów, nie w pełni uzasadnioną. Rynek tak zareagował bo niejako czekał na dobre wieści.

    Następnie zaś zaczęła się faza interpretacyjną, szukanie sedna sprawy, w której różne ZH i inni komentatorzy zaczęli podkreślać pewne podskórne kwestię rynku pracy w USA, niewidoczne na pierwszy rzut analitycznego oka, oraz zmiany metodologii ujmowania danych o bezrobociu.

    Interpretacja ta pozwoliła trochę inaczej spojrzeć na te dane no i rynek odreagował to po swojemu, gdyż prawda leży po środku, zazwyczaj.

    1. astanczak (Post autora)

      > Z kolei a.stanczak zdaje się nie zauważać różnicy miedzy nimi… podkreślając wyłączną rolę interpretacji

      Powiedziałbym raczej, że nie daje wiary w to, że możliwy jest odbiór bez interpretacji w dowolnym punkcie całego tego procesu pracy nad newsem. Przed, po, czy w trakcie zawsze dane są interpretowane, reinterpretowane i – tu już wracam do notki – mają marginalne znaczenie dla praktyki rynkowej. Sam fakt, iż po danych połowa sprzedaje a połowa kupuje powinien być ostrzeżeniem przed pochopnymi tezami na temat zachowania rynku na bazie danych.

  6. lesserwisser

    Ja to widzę odmiennie, odbiór – pierwsza reakcja – ma charakter bardziej emocjonalny niż racjonalny, stąd podatność rynku na newsy, szczególnie w trudnych momentach i nadreaktywność (zarówno na złe jak i dobre).

    Interpretacja racjonalna, reinterpretacja już na trzeźwo, to drugi etap i kolejne etapy reakcji na newsa, rodząca cenowe procesy dostosowawcze.

    “Sam fakt, iż po danych połowa sprzedaje a połowa kupuje powinien być ostrzeżeniem przed pochopnymi tezami na temat zachowania rynku na bazie danych.”

    To jest dla mnie żaden argument: bo co to znaczy? Że połowa rynku kupuje a połowa sprzedaje? Że ma jednego sprzedającego przypada dziesięciu kupujących (bo wartościowo musi się zgadzać).

    Przecież wystarczy jeden zgodny kupujący i jeden sprzedający, reagujący na dany news, i już jest transakcja, podanej cenie. I co, mówiąc, że połowa rynku jest wtedy za a połowa przeciw, to wprawdzie nie skłamiemy ale też nie mówimy całej prawdy.

  7. astanczak (Post autora)

    > To jest dla mnie żaden argument

    I pewnie dlatego mówimy obok siebie.

    > połowa rynku jest wtedy za a połowa przeciw

    No właśnie o to idzie, że nie możemy widzieć, jakie motywacje stoją za transakcjami, które pojawiają się po danych. Możemy ograniczyć nasz spór do ludzi, którzy składają zlecenie po opublikowaniu danych, ale i tu wpadniemy na kolejną rafę w postaci np. automatów, które ruszają za rynkiem.

    Osobiście należę do planktonu w oceanie a i tak na moim rachunku dane wywołują zmiany i ruch, bo właśnie ruch rynku powoduje, że zaczynają się składać zlecenia. Z samymi danymi nie ma to żadnego związku. Nie ma to żadnego związku z interpretacją danych, reinterpretacją danych – to jest czysta reakcja na ruch ceny.

    Dane dobre czy złe nie mają żadnego związku z tym, co dzieje się na rachunku, bo oceniane są zmiany wyłączenie przez pryzmat pozycji. Jak ruch rynku po danych jest przeciwko pozycji, to trzeba podjąć decyzję, co się robi z pozycją a nie, czy dane są dobre, czy złe – to nie ma żadnego znaczenia.

    W praktyce dane, po których rynek idzie przeciwko pozycji są raczej wezwaniem do poczekania na wygaszenie pierwszego ruchu i wyjścia z rynku na korekcie, żeby ograniczyć wpływ ruchu rynku na rachunek. Znowu interpretacja danych jest ostatnią rzeczą, jaką się w takich momentach robi – trzeba się skupić na jak najlepszym wymanewrowaniu się bagienka, jakie wciąga a nie dyskutowaniu, czy dane są dobre, czy złe.

    Obrazowo rzecz ujmując, jak się szło po lodzie na zamarzniętym jeziorze i lód się załamał, to trzeba się skupić na ratowaniu tyłka a nie dyskusji na temat wyższości skali Fahrenheita nad scalą Celsjusza.

    Już tak na boku – w moim przypadku nie ma żadnego znaczenia, jaka jest reakcja rynku. W skrajnym przypadku ruch ceny może rzucić pozycją na stoplossy i na tym kończy się reagowanie i interpretowanie danych. Śmiem sądzić, że nie jestem w tym osamotniony.

  8. lesserwisser

    Czy to co dziś stało się na GPW ok godz. 14, czyli zjazd ze stromej górki na pazurki (a raczej to na pazury) wpasowuje się w odbiór czy może interpretację newsa/informacji.

    Ok 14 0 pojawiły się plotki (szybko zdementowanych) o ograniczeniu dostaw ropy przez Iran dla 6 państw UE, a zaraz potem również o rozważanym przesunięciu wypłaty transzy pomocowej dla Grecji przez UE, co znacznie popsuło nastroje na rynku.

    Następujący po tej informacji szum nie ma już większego znaczenia dla osób, które są aktywnie obecne na rynku, poza szumem w głowie po odreagowaniu swoje podejścia do realizuje zysków i strat.

    Czyli – stara zasada – sprzedawaj plotki kupuj fakty – wciąż sztymuje.

    1. astanczak (Post autora)

      > wpasowuje się w odbiór czy może interpretację newsa/informacji.

      Może słowo skorelowanie byłoby prostsze od jakiegoś dużej narracji?

  9. lesserwisser

    A może słowo, że rynek jest “z-Dow-owany” lepiej tu pasuje, choć on podobno dyskontuje wszystko?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *