Tajemnice inwestycyjnej literatury , część 2

Kontynuując wątek znaczenia literatury dla edukacji postaram się o wyjaśnienie w tym i kolejnym wpisie jeszcze dwóch kwestii ściśle powiązanych z tytułowym tematem.

Zanim jednak do tego przejdę winien jestem krótkie wyjaśnienie.

Intelektualny masochizm – odczuwam go wówczas gdy Adam kopie mnie w 4 litery na blogu obok a ja to uwielbiam 🙂 Przynajmniej wiem, że muszę przemyśleć i wyjaśnić ewentualne luki we wpisach.

Wyszło, że ja jestem inwestycyjnym Nergalem, który rwie na strzępy książki o Analizie Technicznej i popija je krwią 😉 Jeśli za to czeka mnie mołojecka sława to niech tak będzie 🙂 Po cichu zdradzę, że jest nieco inaczej…

Primo – jestem fanem wszelkiej literatury o giełdzie, zdarza mi się czytać kompletne okropieństwa wierząc, że w tym szaleństwie jest jakaś metoda 🙂

Secundo – pisząc o testowaniu pomysłów mam na myśli wszelkie ich rodzaje, Analiza Techniczna to tylko wycinek.

Tertio – wpis poprzedni miał wyraźny cel: pokazywał DLACZEGO czytelnicy rozczarowują się pomysłami z książek (proszę mnie do tej grupy nie zaliczać) – mieszają one bowiem sacrum z profanum, intuicję z techniką, naukę z czuciem; tymczasem czytelnik oczekuje jasnego przekazu – strategii od A do Z, którą sam ewentualnie może sobie tuningować intuicyjnie.

Quatro – gdyby literatura rzeczywiście była tak pomocna mielibyśmy 90% a nie 10% wygrywających na giełdzie.

Quinto – nie wyobrażam sobie, że pomysły książkowe można tak sobie trzask prask zastosować na realnych pieniądzach bez sprawdzenia ich efektywności albo przynajmniej swojej intuicji w osiąganiu przewagi za ich pomocą; problem w tym, że w wersji książkowej wiele z nich nie da się zastosować w tej prostej, surowej ale jakże romantycznej wersji… To co różni tych , którzy je stosują to najczęściej właśnie ów szósty zmysł interpretacji i wyczucia…

Sexto – weryfikacja nie jest taka zła jak ją malują, ale o tym w kolejnym wpisie.

 

Przejdźmy do meritum

Kwestia 1:

Czego można się nauczyć od zwycięzców inwestycyjnych konkursów?

 

Pozostając z całym dla nich szacunkiem mam obawy, że wiedza, którą się dzielą może przypominać casus opisany przez mnie w przypadku literatury – sporo w ich działaniach miejsca na decyzje intuicyjne i interpretacje (zresztą sami to potwierdzają). Czyli nie dającą się zreplikować w żaden sposób kompetencję o subiektywnym zabarwieniu. Doświadczenie, szósty zmysł, talent czy intuicja są unikalnymi cechami każdego człowieka, trudno je nie tylko powielić, ale nawet spisać czy świadomie wydobyć albo w ogóle w systematyczny sposób wykorzystywać! Nie mam wątpliwości, że dotyczy to wszystkich tych zwycięzców polskich edycji, z którymi miałem okazję prowadzić rozmowy i wywiady.

W tych rozmowach zawsze naciskam pytaniami w temacie losowości. I pewnie nie będzie dla nikogo zdziwieniem, że oni sami mają świadomość tego, że brak im jeszcze stabilnej powtarzalności wyników, że przypadek i szczęście pomagały im w sukcesie, że nigdy nie decydują się na tak duże ryzyko na pozakonkursowych rachunkach, że nie wszystkie starty kończyły się na podium.

Ale znajdowałem oczywiście mocne punkty, w miarę wspólne dla wszystkich odpytywanych – posiadanie pewnych cech generujących przewagę na rynku (mniej lub bardziej uświadomioną), wypracowane wyraźne zasady dokonywania transakcji, podejmowania decyzji oraz samokontroli, do tego pewne wyczucie rytmu rynku i jego reguł, a także brak strachu przed ucinaniem strat (ważna część przewagi).

Nie znajdowałem natomiast jakichś systematycznych, powtarzalnych, precyzyjnych wzorów opisujących ich proces podejmowania decyzji o wejściu na rynek. Zwykle była to mieszanka o dużej zawartości analizy technicznej różnego rodzaju z jakimś motywem głównym (Fibbonacci lub wybicia) oraz WŁASNEJ OCENY. Ponownie więc jest to wiedza lub umiejętność, których nie da się zapisać otwartym tekstem i wykładać w książce/blogu ponieważ ten intuicyjny składnik trzeba wyssać z mlekiem matki lub wyuczyć w sobie przez lata. W zasadzie największa korzyść z takiej wiedzy dla świata byłaby wówczas gdyby mogli oni pokazywać to co robią i myślą w czasie rzeczywistym. Pytanie – czy równie skutecznie ?

Tak czy inaczej swoje doświadczenia z tych rozmów niejednokrotnie przemycam również do innych tekstów wpisów niniejszego bloga.

 

Gdyby ktoś chciał zobaczyć tego rodzaju wiedzę w dużo bardziej powtarzalnej formie to proponuję przyjrzeć się zawodnikom amerykańskich mistrzostw Robbins World Cup Trading Championships, które w przeszłości wielokrotnie komentowałem w tekstach i na forach. Jest w tym wprawdzie inwestycyjny show, ale trzeba przyznać, że rok takiej harówki zmniejsza szansę losowości i szczęśliwego trafu, szczególnie widoczne jeśli zawodnicy po kilka razy stają na pudle. Wśród wielokrotnych zwycięzców znajdują się również autorzy książek i poradników multimedialnych:

John Holsinger i Kurt Sakaeda (obaj robią kursy na DVD),

Larry Williams (kilka książek, kursy inwestowania na żywo),

Robert Miner (książki, był w Polsce na wykładzie),

Andrea Unger (książka w języku włoskim)

Larry Jacobs (szef Tradersworld Magazine i kilku podręczników)

czy nawet Robert Prechter, który wygrał kiedyś dywizję elliotowską w mistrzostwach USA dwie dekady temu.

Proszę bardzo – to są zdaje się owe poszukiwane NAZWISKA, które powinny gwarantować SKUTECZNĄ wiedzę w swoich podręcznikach i kursach.

Znam większość z ich prac (niestety po angielsku) i zasada ich odbioru jest identyczna jak opisana w poprzednim wpisie – proponowane przez nich metody muszą obronić się same. Po części tak jest – choćby system wybicia ze zmienności, który przypisuje się Larry Williamsowi (sam przyznał, że wygrał za jego pomocą wspomniane Mistrzostwa), ten sam, który wykorzystuje Paweł Rejczak w swojej rubryce. I choć zdecydowanie większą część tej literatury stanowią analizy i strategie oparte na Analizie Technicznej to w ogromnej ilości przypadków towarzyszą im elementy wymagające interpretacji i intuicji. Co ponownie znaczy, że nie każdy z czytelników odniesie prostą do przełożenia korzyść na rachunku… Ale zwrócę jeszcze raz uwagę – warto sięgnąć tam dla inspiracji czy też odnalezienia czegoś, co szczególnie wpasuje się mentalnie w nasze własne umiejętności.

 

CDN

 

—KAT—

 

[Głosów:0    Średnia:0/5]

19 Komentarzy

  1. Corvin

    “Quatro – gdyby literatura rzeczywiście była tak pomocna mielibyśmy 90% a nie 10% wygrywających na giełdzie.”

    – tu się wkrada jakiś błąd nawet więcej niż logiczny, pytanie ile osób faktycznie czyta może bliżej tych 10%?

    “tymczasem czytelnik oczekuje jasnego przekazu – strategii od A do Z, którą sam ewentualnie może sobie tuningować intuicyjnie.” – skąd takie założenie ? jest dość naiwne, albo Kathay ma kiepskie zdanie o czytelnikach albo faktycznie dobrze z nimi nie jest

    A z tym zdaniem się zgodzę: “Ale zwrócę jeszcze raz uwagę – warto sięgnąć tam dla inspiracji czy też odnalezienia czegoś, co szczególnie wpasuje się mentalnie w nasze własne umiejętności.”

    dlatego warto było wskazać książki lub cokolwiek co mogłoby być źródłem inspiracji a nie mętliku w głowie

  2. kathay (Post autora)

    Wystarczy poczytać komentarze krytykujących- zdaje się, że spora część jest na “nie” czyli literatura jest do bani.

  3. kathay (Post autora)

    Gdyby literatura tak prosto i liniowo coś wnosiła to czytających
    byłoby 100%. Myślę że zdecydowana większość albo przeczytała
    przynajmniej 1 książkę albo jeden artykuł, co zresztą nie robi
    w tym wszystkim różnicy

  4. Corvin

    w takim razie nie dyskutujmy o absolutach typu 100% ograniczmy się do ludzi, którzy czytają i się rozwijają, poszukują inspiracji.

    Jeśli ktoś nic nie czyta i jest z tego dumny to gratuluje. Jego koniec, nawet nie finansowy, ale intelektualny jest bliski.

  5. pit65

    „Quatro – gdyby literatura rzeczywiście była tak pomocna mielibyśmy 90% a nie 10% wygrywających na giełdzie.”

    To jaka byłaby stawka wygranej gdy 10% płaci tym 90% ?
    Pewnie mniej niż 3-ka w lotto 🙂

  6. lesserwisser

    “gdyby literatura rzeczywiście była tak pomocna mielibyśmy 90% a nie 10% wygrywających na giełdzie.”

    Trudno się z tym zgodzić, gdyż stosunkowo niewielka liczba graczy czyta literaturę, to raz, a dwa to to, że samo przeczytanie jeszcze niewiele znaczy, bo potem trzeba wszystko przemyśleć i przyswoić to co nam (owemu inwestorowi) jest potrzebne i co ubogaci jego wiedzę w temacie.

    A trzy czyli tertio, aby coś to dało to trzeba trochę poćwiczyć, jak to mawiają wojskowi, musi nastąpić rozpoznanie bojem., a potem modyfikacje, przemyślenia, udoskonalenia itd.

    Pod pojęciem “czyta literaturę” rozumiem więc – naprawdę czyta – ze zrozumieniem, z refleksją i z mocnym postanowieniem zastosowania przyswojonego materiału.

    I do tego by zacząć szansowną walkę z rynkiem zazwyczaj nie wystarczy przeczytać jedną czy dwie pozycje, tylko kilka o szerszym spektrum zagadnień.

    Dlatego twierdzę, że bardziej prawdziwe (w sensie bliższe rzeczywistośći) jest poniższe twierdzenie:

    “gdyby literatura rzeczywiście NIE była tak pomocna mielibyśmy 1% a nie 10% wygrywających na giełdzie.”

    Twórcy metody technicznej analizy rynku, zwanej Market Profile, albo czasem szkoła logiki rynku, podają taki oto wzór na sukces w grze rynkowej (chodzi o wykorzystanie szans stwarzanych przez rynek):

    Rezultaty = Zrozumienie rynku X (TY + strategia tradingowa)

    Nasze rozumienie rynku bierze się właśnie ze studiowania literatury, analizowania przykładów, naszych przemyśleń i rozmów z innymi graczami, najlepiej bardziej doświadczonymi.

    Ten przepis na sukces rynkowy, będący kombinacją trzech czynników ma więc wyraźnie charakter osobniczy – najważniejszym elementem jest w nim człowiek – Ja, Ty, Wy.

    Jego rozumienie rynku bierze się z odpowiedniego poznawania fachowej literatury tematu. Jego – “Ja” – jego postawa psychiczna w grze też uświadamiana jest przez czytanie literatury, która wypunktowuje psycho-emocjonalne uwarunkowania wpadek i sukcesów. Jego metoda tradingu i wybór systemu w znacznym stopniu zależą też od zdobytej wiedzy, umożliwiającej łatwiejsze odsiania zdrowych ziaren od różnych plew, które często się nam serwuje.

    Z pozostałymi stwierdzeniami nie mogę natomiast się nie zgodzić, niestety. 🙂

    PS

    Z wrodzonej przekory nie mogę nie zauważyć, że:

    “Gdyby mechaniczne systemy tradingowe rzeczywiście była tak pomocne to mielibyśmy 90% a nie 10% wygrywających na giełdzie.”

    Warto to przemyśleć, i to poważnie!

  7. Corvin

    Chwilka chwilka tylko, że te mechaniczne systemy tradingowe też trzeba stworzyć, ja tu czytałem coś o ich testowaniu ale przecież trzeba je zaprojektować, zaimplementować, przetestować i wdrożyć, dalej utrzymywać, rozwijać etc. I tu jest znacznie mniejsze pole na intuicje. Ostatecznie algorytm działa deterministycznie a to oznacza, żeby go stworzyć trzeba mieć odpowiednią wiedzę i pewnie często większą niż dla systemów dyskretnych niemechanicznych. Także zapotrzebowanie na wiedzę tu jest nawet większe im mamy więcej wiedzy o rynku tym bardziej jesteśmy stworzyć jego akuratny model, lub jego kolejną iterację. To akurat nawiązując do Taleba Nassima, który wskazuje, że rynek to proces stochastyczny niestacjonarny na pewno ma rację natomiast mimo to pewne zjawiska się powtarzają. Mając więcej wiedzy można na tym skorzystać. Zresztą literatura giełdowa to nie tylko AT i AF. I nie wiem dlaczego wątki na blogu idą w kierunku świętych wojen pod tytułem czy jesteśmy za AT czy nie. Albo czy jesteśmy za systemami mechanicznymi czy przeciw a może jak Kathay zauważył literatura jest do bani, to może zamknąć bloga, bo po co czytać? coś co też jest formą literatury a ta jest do bani, GZalewskiego też nie rozumiem, z jednej strony współtworzy wydawnictwo Linia (i chwała mu za to) a z drugiej strony jakoś nie widzę jego wielkiego entuzjazmu do literatury, czyż by to była tylko forma dywersyfikacji dochodów?

  8. Adam_S

    Lesserwisser:
    “Dlatego twierdzę, że bardziej prawdziwe (w sensie bliższe rzeczywistośći) jest poniższe twierdzenie:

    „gdyby literatura rzeczywiście NIE była tak pomocna mielibyśmy 1% a nie 10% wygrywających na giełdzie.”

    zgadzam sie calkowicie z twoim zdaniem.

    co prawda naleze do grona kryrykujacego dostepna literature bo albo zbyt skomplikowana, zbyt oderwane od rzeczywistosci, badz nieskuteczne badz, badz badz… co prawda nie przeczytalem tych ksiazek wiele, ok 15 calych i moze 5 pobieznie, ale prawda jest ze mi bardzo pomogly z podstawowyi pojeciami i baza do gry na gieldzie.
    bez nich byloby to ciagle bladzenie po omacku, a tak czlowiek dostal latarke do reki i przynajmiej co nieco widzi w tym miejscu w ktorym swieci.

  9. gzalewski

    powtorze pytanie, bo zniknelo jakos
    ” a z drugiej strony jakoś nie widzę jego wielkiego entuzjazmu do literatury”

    na jakiej podstawie taki wniosek?

  10. lesserwisser

    @ Adam S

    “co prawda naleze do grona kryrykujacego dostepna literature bo albo zbyt skomplikowana, zbyt oderwane od rzeczywistosci, badz nieskuteczne badz, badz badz…”

    No właśnie wspomniałeś o aspektach związanych z percepcją tej literatury (zresztą nie tylko tej, bo ma to wymiar uniwersalny), o czymś co przekłada się później na nasze zrozumienie rynku i skuteczność naszego działania.

    Zbytnie skomplikowanie, utrudnia lub wręcz uniemożliwia percepcję przekazywanej treści a przede wszystkim wpływa na spójność przyswojonej treści. Natomiast zbytnie uproszczenie (nie w sensie językowym) prowadzi do tego, że umknąć nam może sama istota omawianego zagadnienia, sedno sprawy.

    Nie dalej jak wczoraj, poszedłem do piwnicy po narzędzia by naprawić lampę i wzrok mój padł na starą książkę o rynku giełdowym porzuconą na półce. Nie zaglądałem do niej ze 20 lat, ale wczoraj toczyła się akurat dyskusja o bazie więc wziąłem tę książkę na górę, zmyślą że coś konstruktywnego w niej znajdę.

    O bazie nic progresywnego nie znalazłem, no to z ciekawości przejrzałem rozdział o AT, i zadumałem się, bo wprawdzie niewiele było stron natomiast było tam “samo suche”, samo treściwe i to jeszcze jak. Przykładowo w części omawiającej figurę Głowa z ramionami, były na rysunku zamieszczone i omówione elementy, których nie znalazłem u innych, albo ich nie pamiętam.

    A były to elementy istotne w mojej ocenie, i aż dziw że ich nie pamiętam z literatury, choć H&S jest chyba moją ulubioną formacją i całkiem sporo niej wiem.

    Oświeciło mnie na chwilę i sobie pomyślałem, że najciemniej jest pod latarnią, u Murphego znaczy się, który choć gruby jednak tego nie omawia, a tak go reklamują, że niesie oświaty kaganek.

    Utrzymując się w konwencji, i przykładzie z latarką, powiem tak – wszystko nam się w głowie nie zmieści i wszystkiego nie spamiętamy, kiedy więc zdarza nam się błądzić po omacku, to zajrzenie do właściwej pozycji (jak się ma pod ręką dobrą literaturę) działa jak światło latarki, wprawdzie niewiele wokół widać, ale skoncentrowany snop światła oświetli nam to czego akurat potrzebujemy i szukamy.

  11. Odzyskany: gzalewski 2011-12-18 14:55

    “z drugiej strony jakoś nie widzę jego wielkiego entuzjazmu do literatury”
    o kurcze, a na jakiej podstawie?

  12. Corvin

    @gzalewski brakuje jakiegoś pozytywnego zdania z Twojej strony, jakiegoś pozytywu warto czytać bo to i to … albo nie wiem temat literatury jako autora (Twoja najnowsza książka czeka u mnie w kolejce) ale i jako wydawcy, super że będzie Market Wizards po polsku ale do tego czasu doczytam po ang (czeka od dawna cierpliwie na półce), od Was wszystkich z bossa w tych wątkach mi brakuje np mini recenzji, wskazówek na co zwracać uwagę, kiedyś któryś z Was polecił “One good trade” i bardzo mi się ta książka podoba. Tym czasem większość tematów jest od czapy typu a to czy to AT jest złe a czy nie, a czy mechaniczne są lepsze od intuicyjnych, a może odwrotnie. może za to autorzy by polecili książki które np opiszą budowę systemów mechanicznych lub ich konfrontację z intuicyjnymi?

  13. gzalewski

    O ksiazkach jest b. duzo ostatnio. Od lat pisałem sporo ich recenzji (kilka jest na blogu). PRzymierzam sie do swojej notki na temat tego, co dla mnei bylo istotne. Choc teraz (wlasnie z uwagi na dzialalnosc wydawniczą), ktos moze uznac, ze to marketing.

    Przede wszystkim wazne jest to, ze wiele ksiazek ktore mnie kształtowały, teraz patrze na nie z dystansem. Ale wciaz wiele z nich polecałbym poczatkującym. I to jest ten duzy problem. Bo wielu, chciałoby ominąć rafy i mielizny i już “mieć gotowy” przepis. Ale to właśnie owe rafy i mielizny, kształtują nasz charakter i doświadczenie (polecam Życie na Mississipi, Marka Twaina 😉 )

  14. Corvin

    Co masz na myśli pisząc rafy i mielizny? jeśli chodzi o marne pozycje wypaczające i dezinformujące to się nie zgodzę, gdybym był taki początkujący to wolałbym czerpać ze źródeł, które dają nadzieje na prawidłowe ukształtowanie to nie muszą być pozycje łatwe nawet wręcz przeciwnie. Co do marketingu się nie zgodzę oczywiście można mieć do wszystkiego stosunek szyderczy, niemniej robisz/cie świetną robotę. Bardzo dobrze, że w końcu ktoś się za to zabrał. I wypełnia lukę na rynku wydawniczym i praktycznie wszystko co wydajesz jest must have, albo można określić swoistą klasyka literatury gatunku. Spora część tego stoi już u mnie na półce. Ja mogę czytać i po angielsku ale cieszy serce to, że to jest w końcu wydane po polsku. Raczej zapełniasz palącą lukę a nie jest to jakiś biznesik w stylu wydajmy jakąś bzdurę typu jak zarobić 2 mld na wszystkich rynkach na maksymalnej dźwigni bez stopów 😉 tylko kupcie mojego ebooka on zmieni Wasze życie. Btw czy można polecić też coś na wszystkich poziomach zaawansowania?

  15. gzalewski

    Lata temu przeczytalem kalendarz spiralny carolana. Wtedy koncept i lektura zrobil na mnie wrazenie. Pozniej jednak stal sie podstawa pogladu, ze wszelkie wnioskowania tego typu (czyli przez analogie) to mozna sobie na polke odlozyc. Ale dla innych tenze kalendarz moze byc podstawa genialnych ich zdaniem metod. Wiec to co jest wartosciwe jest b. Subiektywne

  16. Corvin

    @gzalewski To może inaczej co uważasz obecnie za wartościowe? wiadomo że wszystko jest subiektywne i wszystkim nie dogodzisz. Dla mnie jako dla umysłu ścisłego niesamowite jest, że poważni ludzie używają fibbonaciego, moim zdaniem to działa tylko na zasadzie samospełniającej się przepowiedni i dlatego, że wiele osób w to wierzy, chyba z braku laku, ale teraz to ja robię offtopic.

  17. gzalewski

    Sztuka podejmowania decyzji (Sources of Power) Gary Kleina
    🙂
    NIe do zrozumienia, jak sie jest na początku

    (ps. jesli wiesz ze spora czesc rynku uzywa idiotyzmu, to nie musisz wierzyc w ten idiotyzm, ale warto wiedziec co oni zrobią)

  18. Corvin

    “(ps. jesli wiesz ze spora czesc rynku uzywa idiotyzmu, to nie musisz wierzyc w ten idiotyzm, ale warto wiedziec co oni zrobią)”

    dokładnie tak robię :), a książce z ochotą się przyjrzę

  19. Corvin

    @gzalewski książka od roku stoi na półce w kolejce, kupiona po Twojej rekomendacji na blogu (zapomniałem że tą konkretną pozycję mam), także jak widać czytelnicy bloga, korzystają jak się im coś dobrego poleci 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *