Marzenia nie do spełnienia

Kolejna wojna na Bliskim Wschodzie, tym razem domowa w Libii, przywróciła w mniejszym stopniu na rynki a w większym w prasie, spekulacje na temat demokratyzacji regionu i uczynienia z tamtejszych złóż ropy i gazu bazy do zaspokajania potrzeb energetycznych świata na zasadach wolnego rynku i naturalnego w demokracjach zachodnich połączenia swobód obywatelskich z wymianą międzynarodową. Mówiąc w skrócie – nie wprost – części publicystów marzy się, by Bliski Wschód stał się czymś, na kształt Norwegii. W dużym stopniu wynika to, jak sądzę, z niezrozumienia tego, co ropa i gaz zrobiły z gospodarkami na Bliskim Wschodzie.

Generalnie rzecz ujmując ropa i gaz w krajach takich, jak Kuwejt, Arabia Saudyjska, Iran, Irak czy Libia pozwalały przez lata konserwować zarówno władze, jak i gospodarki w stanie letargu. Zwyżki cen ropy na przestrzeni ostatnich 10 lat czyniły systemy mało podatnymi na zawirowania polityczne i jednocześnie dawały siłę rządom w utrzymywaniu status-quo. Dopiero kilkanaście ostatnich miesięcy przyniosło większe zawirowania, które po części są pochodną wzrostu inflacji, ale też zmian demograficznych w społeczeństwach na Bliskim Wschodzie.

Proste wyliczenie wzrostu populacji i prognoz tego wzrostu w krajach takich, jak Iran, Algieria, Arabia Saudyjska czy Irak w latach 1980-2020 pokazuje, iż liczba ludności w tych państwach w końcu dekady będzie niemal dwukrotnie większa niż w roku 1980. Pochodną jest pojawienie się masy młodych ludzi, którzy nie pamiętają już lat 50, 60, 70 czy 80, które kształtowały obecne modele polityczne. W efekcie szacunek dla władzy spada a rośnie potrzeba zmiany systemowej. Problem w tym, iż kraje Bliskiego Wschodu nie będą wstanie spełnić tych nadziei właśnie z powodu bogactwa, jakim są ropa i gaz ziemny.

W największych gospodarkach regionu mamy – de facto – do czynienia monokulturami gospodarczymi, w których PKB jest w największym stopniu pochodną eksportu ropy i gazu. W efekcie centralną rolę w całości systemu zajmują upaństwowione kampanie naftowe, w literaturze nazywane National Oil Companies (w skrócie NOC) i odróżnianych do zachodnich Public Oil Companies (POC), które powiązane z rządami i potrzebami rządów operują w sposób daleko odmienny od znanych w zachodnich gospodarkach spółek paliwowych. Paradoksem związanym z produkcją ropy jest to, iż nie jest to przemysł generujący wiele nowych miejsc pracy, więc i związek z życiem młodych ludzi wchodzących na rynek pracy jest luźny.

Uzależnienie od ropy i gazu powoduje, iż nie ma właściwie dużego przemysłu czy rolnictwa zdolnego zaspokoić potrzeby na towary czy żywność społeczeństw, co czyni poszczególne systemy skrajnie uzależnionymi od importu. W stereotypowym ujęciu kraje Bliskiego Wschodu są bogate i silne gospodarczo, ale kolejny prosty zabieg – wyłączenie z obliczeń w wymianie międzynarodowej ropy i gazu – pokazuje, iż większość z nich operuje w sytuacji permanentnego deficytu w handlu zagranicznym. To samo dotyczy sytuacji budżetowej, w której wyłączenie ropy i gazu czyni każde z tych państw właściwie niezdolnym do funkcjonowania.

W praktyce oznacza to, iż przez kolejne kilkanaście lat państwa takie, jak Libia, Algieria, Kuwejt, Iran czy Irak pozostaną skazane na bycie eksporterami ropy i gazu przy jednoczesnym napięciu politycznym, którego przejawy obserwujemy nie tylko w ostatnich dwóch miesiącach, ale również wcześniej w Iranie. Oczywiście przy uzależnieniu gospodarek od ropy i eksportu państwa takie, jak Iran czy Libia, mimo kuriozalnych z punktu widzenia Europy – w mniejszym stopniu USA – reżimów politycznych będą dostarczały ropę i gaz poprzez Morze Śródziemne a związki Francji z Algierią czy Libii z Włochami pozostaną równie silne, jak obecnie. Mówiąc w skrócie na Bliskim Wschodzie wiele będzie jeszcze szumu, ale niewiele przyniesie to zmian dla rynku ropy czy gazu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *

Klauzula informacyjna

Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. („My” lub „DM BOŚ”) z siedzibą w Warszawie (ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa). Będziemy przetwarzać, Pani/Pana dane na potrzeby udzielenia odpowiedzi na Pani/Pana zapytanie, możliwości skorzystania z usługi oferowanej przez DM BOŚ, a także realizacji naszych prawnie uzasadnionych interesów, tj. rozpatrywania skarg oraz obrony przed roszczeniami. Ma Pani/Pan prawo dostępu do danych, żądania ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania i przenoszenia. W dowolnym momencie może Pani/Pan także wnieść sprzeciw, z przyczyn związanych z Pani/Pana szczególną sytuacją, wobec przetwarzania Pani/Pana danych dla realizacji prawnie uzasadnionych interesów DM BOŚ. Może się Pani/Pan z nami skontaktować wysyłając e-mail na adres: makler@bossa.pl lub list na adres: ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa, dzwoniąc na infolinię pod numer + 48 225043104 lub odwiedzając jedną z naszych placówek (lista dostępna pod http://bossa.pl/dmbos/oddzialy/). Może Pani/Pan skontaktować z Inspektorem Ochrony Danych m.in. korzystając z e-mail: iod@bossa.pl lub listownie na nasz adres. Więcej informacji o przetwarzaniu Pani/Pana danych, czasie przechowywania, prawach i sposobach kontaktu znajduje się w naszej Polityce Prywatności.