Książka, którą właśnie odłożyłem po przeczytaniu na półkę, zaskoczyła mnie zupełnie nie od tej strony, od której zaskoczenia mogłem się spodziewać.

O ile dobrze pamiętam haczykiem by ją przeczytać była ciekawość samego tytułu: „Trade the trader”. Gdyby swobodnie przetłumaczyć go posługując się kontekstem całej książki, wyszłoby to mniej więcej tak: ”Żeby zarobić na rynku musisz być szybszy/sprytniejszy od reszty zawodników”. Bo rynek to my wszyscy, którzy nawzajem próbujemy wydrzeć sobie zyski, nie jakieś mistyczne jestestwo o kilku głowach, które raczą nas ogniem i siarką.

Gdyby natomiast wskazówką miały być recenzje – nigdy bym tej książki pewnie nie przeczytał. Rozumiem jednak teraz zaskoczenie czytelników.

Wstępem do zrozumienia całości przekazu niech będzie sylwetka samego autora. Quint Tatro wyssał trading z mlekiem matki. Regularnie pojawia się w mediach (TV, internet, czasopisma) jako specjalista od Analizy Technicznej. Nie był, jak większość z nas, samoukiem ale szybko poszukał sobie mentorów. To spory plus dla kariery, gorzej kiedy nauczycielem staje się… Jim Cramer :-/ Niemniej jednak wiedza, którą zdobył przydała się by zdobyć kolejne szlify i doświadczenie w funduszu hedgingowym. Ostatni etap trwa do dziś – własny fundusz, doradzający i zarządzający powierzonymi kapitałami – Tatro Capital. Niestety nie dokopałem się do jego wyników inwestycyjnych.

Gdyby ktoś chciał przyjrzeć się bliżej temu jak robi to Tatro proponuję jego kącik na —>  stocktwits.tv

To przełożona na język praktyki treść wspomnianej książki.

Jeśli ktoś okaże się zaszokowany faktem, że można prowadzić profesjonalny fundusz i tradować na akcjach kapitałem klientów w oparciu o klasyczne formacje A.T. typu trójkąty, RGRy i tym podobne rzeczy to przyznam, że stąd właśnie brało się i moje zaskoczenie, które wyraziłem już w pierwszym zdaniu tego wpisu…

A co nowego oferuje w takim razie sama książka?

Trzeba przyznać, że Tatro w minimalistycznej wersji ale celująco dostrzega i wyjaśnia jak działają mechanizmy gry giełdowej gdy oddzielić je od całej ekonomiczno-prognostyczno-(quasi)analitycznej domieszki, jak prawidłowo dobrać mentalnie strategię, poszukiwać przewagi nad rynkiem, jak w najprostszy sposób zarządzać pozycją, ryzykiem i kapitałem, a przy tym definiuje praktycznie podstawowe błędy i skróty myślowe, które zidentyfikowali na potrzeby inwestorów spece od finansów behawioralnych. Cóż z tego jednak skoro sam w nie wpada?!

Jego plan gry opiera się niemal w całości na samych formacjach. Serwuje nam jednak nowe podejście do otwierania za ich pomocą pozycji – oprócz klasycznego wejścia podczas wybicia nad/pod granicę, definiującą formację, doradza 2 inne rozwiązania:

1. Opóźnione – czyli wyczekanie do momentu gdy cena zamknięcia dnia wypada pod/nad ograniczeniem formacji; to dla tych, którzy mają czas tylko na to by otworzyć notowania jedynie na finał sesji

2. Wyprzedzające – czyli zajmować pozycję zanim nastąpi wybicie z formacji – to dla wszystkich niecierpliwych

To ostatnie jest mocno kontrowersyjne i zaprzecza idei klasycznej A.T. ponieważ wprowadza element losowy i prognostyczny zamiast typowego opartego na reakcji. Sprowadza się więc do czegoś czego on sam nie mówi wprost ale ja mogę dodać od siebie, znając dobre i złe strony quasi_obiektywnej A.T.: nie ma znaczenia jak wybierzesz sobie punkt na wykresie, który da ci jakąkolwiek przewagę, choćby psychologiczną, ważne, że będziesz potrafił tak operować stopami by suma transakcji zyskownych przekroczyła stratne (dodatnia wartość oczekiwana).

A skoro liczy się zasadniczo jedynie ryzyko i taktyka operowania stopami to autor proponuje swoje autorskie rozwiązanie. Z perspektywy indywidualnego inwestora nawet dość praktyczne, dlatego poświęcę mu kolejny wpis.

Stali czytelnicy bloga zapewne wiedzą gdzie leży pułapka, w którą próbuje wmanewrować wiernych akolitów autor.

Po pierwsze – z oczywistych względów nie wspomina o subiektywności form graficznych na wykresach; jeśli chcesz znaleźć trójkąt na wykresie to znajdziesz go wszędzie,  nawet tam gdzie go nie ma. Po drugie- formacje wyglądają krystalicznie tylko z perspektywy czasu – to tzw. efekt myślenia wstecznego, o którym przy formacjach piszę regularnie. Po trzecie- wszelkie narzędzia A.T. tradowane od przypadku do przypadku skazują inwestycję na skrajnie LOSOWE rozkłady zysków/strat (co znaczy tyle, że “przewaga” czyli “the edge” zostaje zduszona w zarodku, narażając portfel na brak zysków w ogóle lub same szczęśliwe trafy).

Jeśli Tatro przeżyje z takim podejściem wiele lat w tym funduszu to udowodni, że nawet losowość może dać jakąś przewagę w A.T. pod warunkiem, iż niemal całość uwagi poświęcimy stopom i żelaznej kontroli ryzyka. Jeśli nie przeżyje powinien honorowo dopisać drugą część książki, nadając jej tytuł: „Dlaczego strategie z pierwszej części nie zechciały zadziałać”.

—***Kat***—

[Głosów:0    Średnia:0/5]

6 Komentarzy

  1. osoamoroso

    “wszelkie narzędzia A.T. tradowane od przypadku do przypadku skazują inwestycję na LOSOWE rozkłady zysków”

    Przyznam, że nie znane są mi narzędzia, które skazywałyby inwestycję na nielosowe rozkłady zysków.

  2. exnergy

    “Po pierwsze – z oczywistych względów nie wspomina o subiektywności form graficznych na wykresach; jeśli chcesz znaleźć trójkąt na wykresie to znajdziesz go wszędzie, nawet tam gdzie go nie ma. ”

    Może właśnie na tym on jedzie?

  3. Trader

    FlexFolio By Quint Tatro

    http://www.minyanville.com/qp/

    Flexfolio Total Average Return 15.37 %
    2010 YTD Return 7.99 %
    2009 Return 16.75 %
    S&P 500 -6.50 %
    Nasdaq 16.37 %
    Since Inception 03/03/2008

  4. Pingback: Blogi bossa.pl » Trzypoziomowy stop podążający

  5. Pingback: CURTIS

  6. Pingback: GREGORY

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *