Inwestycyjne mity część 2

Fałszywych mniemań na temat inwestycji giełdowych ciąg dalszy.

MIT 3. Nasi ekonomiści prognozują…

W oryginale tak właśnie to brzmi, to nie pomyłka: „Our economists are forecasting…”. Wspomniany w poprzednim wpisie publicysta z „Wall Street Journal” tytułując w ten sposób ów mit daje do zrozumienia, że iluzją są zdolności przewidywania przyszłych stanów i kursów giełdowych przez ekonomistów. Jego komentarz jest krótki, dość emocjonalny i sprowadza się do rozczarowania faktem, że nie zdołali nie tylko ostrzec przed ostatnim kataklizmem gospodarczym i załamaniem cen akcji i nieruchomości ale nawet w początkowej fazie kryzysu twierdzili, że mamy do czynienia z chwilową korektą.

Obiegowa, anegdotyczna opinia głosi, że zdolności ekonomistów w tym zakresie mają się tak jak umiejętności meteorologów prognozowania pogody. Niemniej jednak zamiast powielania stereotypów i emocjonalnych oskarżeń wolę twarde dowody.

Zajmijmy się po kolei podmiotem i orzeczeniem mitu numer 3.

I. Ekonomiści

Giełda naturalnie kojarzy się z gospodarką jako jej barometrem, przedsiębiorczością, biznesem, sprawozdawczością, analizą, księgowością itp i powiązaniami ich z człowiekiem. Któż jak nie ekonomista powinien być najlepiej predysponowany do oceny owych powiązań i wyciągania z nich wniosków na przyszłość? Gdyby było tak rzeczywiście, ekonomiści stanowiliby awangardę inwestorów giełdowych pod względem wiedzy, trafności i bogactwa. Intuicja podpowiada, że tak nie jest. Owszem, Warren Buffett jest z wykształcenia ekonomistą ale czy to prosto ekstrapoluje się na całą ich populację? Nie znalazłem dotychczas na to dowodów a pewnie taka statystyka byłaby ciekawa, postaram się więc pogrzebać w tym temacie.

Dysponujemy za to świadectwami tego jak sprawdzają się w tym , co opisuje kolejne słowo czyli…

II. Prognozowanie

Nie należę do grupy inwestorów, która wierzy, że zyski giełdowe to kwestia prognozowania. Nigdy zresztą się tym nie zajmowałem, co zresztą nie przeszkadzało mi osiągać zysków. Jakie praktyczne korzyści i w jaki sposób powinno przynosić takie przewidywanie? Czy wystarczy prawidłowo za każdym razem określić kierunek ruchów rynków na najbliższy czas? Czy może ich zasięg? A co w przypadku gdy jedno i drugie okazuje się nietrafne?

Po części tylko odpowiedź znajdujemy w pracy “Predicting Stock Price Movements: Regressions versus Economists” (Prognozowanie ruchów cen akcji: regresje kontra ekonomiści), w której Paul Söderlind egzaminuje trafność półrocznych prognoz w tzw. „Ankiecie Livingston”

Dla szybkiego jej przybliżenia:

W 1946 James Livingston rozpoczął regularne odpytywanie grupy poważanych ekonomistów na temat oczekiwanych poziomów wskaźników przemysłowych i gospodarczych, w tym poziomów indeksów giełdowych. Po jego śmierci tę działalność kontynuuje Bank Rezerwy Federalnej oddział w Filadelfii.

Wspomniane studium analizuje jak udawało się do tej pory szacownemu gronu trafiać z prognozami indeksu S&P. Przy czym miarą przyszłych ruchów rynku jest w tym wypadku różnica pomiędzy spodziewaną stopą zwrotu z akcji w stosunku do stopy wolnej od ryzyka czyli prościej mówiąc o ile rynek akcji pobije w zyskowności rynek obligacji (lub odwrotnie). Poniższy wykres przedstawia uzyskane zależności:

economists_vs_real

Estymacje ekonomistów (średnia ze wszystkich ankiet) co do zmian na kolejne 6 miesięcy są naniesione w formie ciągłej krzywej, przerywana linia to rzeczywiste zmiany indeksu S&P. Widać spore niedoszacowanie wielkości wzrostów i spadków, bywało, że rynek zmieniał się o 30% więcej/mniej niż ich oczekiwania. Ja natomiast dodatkowo zaznaczyłem na czerwono wybrane szacunki, które okazały się błędne co do kierunku zmian rynku.

Autor pracy wymienia przy tym pewne swoiste cechy owych prognoz:

– ekonomiści nie wierzą w błądzenie losowe rynków i są przekonani, że można je prognozować

– ich oczekiwania zyskowności sięgały szczytów podczas…recesji

– mediana ich prognoz okazuje się być gorsza od najprostszych, jednoczynnikowych równań (modeli)

– poczynania ekonomistów są obciążone typowymi błędami znanymi z ekonomii behawioralnej (heurystyki)– na przykład zbyt dużą wagę podczas prognoz przywiązywali do ostatnich notowań wobec czego szacunki na przyszłość poruszały się w zbyt wąskich obszarach

Miejmy więc szacunek ale niekoniecznie kompleksy 🙂

CDN

—* Kat *—

(niegdyś student Akademii Ekonomicznej 😉

[Głosów:0    Średnia:0/5]

2 Komentarzy

  1. gzalewski

    Gdyby ktoś trafił książkę „Przewidywanie przyszłości” (praca zbiorowa) polecam materiał: Frank Hahn “Prognozy ekonomiczne”.
    Wielu ekonomistów chyba zapomniało o tym do czego prognozy miały służyć i jaka ma być ich metodologia

  2. Mistrzu

    Jako ekonomista z wykształcenia zgadzam się z tekstem całej rozciągłości:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *