W środku sezonu ogórkowego trafia się dobra okazja do zweryfikowania kilku obiegowych poglądów na temat giełdy jako źródła zysków.

Komentator finansowy, autor książek, publicysta opiniotwórczego i wpływowego „Wall Street Journal” – Brett Arends – opublikował na łamach tegoż dziennika swoją postkryzysową propozycję 10 mitów związanych z inwestowaniem na rynku giełdowym. Nie jest to typowy spis dobrych rad, jeśli już to raczej lista obserwacji i gorzkich rozczarowań. Potraktowałem je jako umysłową łamigłówkę, małą prowokację do weryfikacji własnych ocen i spojrzenia z boku na cały ten biznes. Chwilami nie zgadzam się z tezami autora, czasem widzę je z innego kąta, nie jestem przekonany czy wszystkie zasługują na nazwę „mit”.

Tak czy inaczej dobrze jeśli rodzą one pytania typu: czy naprawdę wiemy w jaką grę gramy, czy rozumiemy dokładnie sens i naturę inwestycji w giełdę, czy poprawnie dobieramy inwestycyjne narzędzia, czy nie ulegamy czasem stereotypom i nie budujemy wiary opartej na fundamentach z piasku, czy nie oszukujemy swoich oczekiwań i próżno karmimy nadzieje, czy zbyt łatwo nie dajemy się zwodzić podpowiedziom fachowców i popularnym iluzjom?

Pokrótce przedstawię wszystkie mity, ze swoim, szerszym niż oryginalny komentarzem. Zaznaczę jednak, że to tylko wstęp do innej, ułożonej przeze mnie listy, która rozkłada na czynniki pierwsze mity związane ze spekulacją.

MIT 1. [Zawsze] mamy dobry czas na inwestycje w akcje.

Czy potrafimy w czasie rzeczywistym, nie po fakcie, wskazać „zły moment” na inwestycje? Bessa to zawsze ‘okazja’, hossa to jedyny okres na zarabianie. Wskazanie kiedy indeksy są zbyt wysoko jest zadaniem karkołomnym bo ileż razy za niedługi czas wspinały się one dziesiątki procent wyżej. Autor sugeruje by pytać doradców, analityków, sprzedawców funduszy kiedy ostatnio ostrzegali, że nadeszła zła chwila na kupno akcji. To zupełnie tak samo jakby spytać fryzjera czy potrzebujemy właśnie strzyżenia 🙂

Dobry test na dziś:

A/ spróbować sobie samemu odpowiedzieć na pytanie- „czy obecnie mamy dobry moment na kupno akcji?”

B/ sprawdzić dla porównania co zalecają na dziś w tej mierze doradcy i analitycy.

A potem zweryfikować obie odpowiedzi za miesiąc, kwartał, rok. I nie mieć kompleksów wobec profesjonalistów.

Konkludując – autor sugeruje, że na giełdach pojawiają się cyklicznie złe okresy na inwestycje w akcje i nie pomogą nam w ich identyfikacji profesjonaliści.

Ja proponowałbym jednak ów mit nieco zmodyfikować. Owszem, nadchodzą złe momenty na podjęcie inwestycji (jak choćby przedsionki bessy, krachu) ale mitem nazwę raczej fakt, że istnieje możliwość ich prostej i regularnej identyfikacji w czasie rzeczywistym (z góry, przed spadkiem). Kończy się zwykle przedwczesnymi lub zbyt późnymi zakupami a potem niezbyt trafionym momentem wyjścia z inwestycji (fachowcy nie wypadają zresztą w tej grze dużo lepiej). W rezultacie praktycznie i tak przestrzeliwujemy momenty optymalne. Nieustannie jednak będę orędownikiem tezy, że o tym czy pozycja była dobrze zajęta decydują parametry kontroli ryzyka i jej zamykanie a nie samo wejście .

MIT 2. Akcje średnio przynoszą około 10% zysku rocznie.

Już słyszę te głosy protestu i oburzenia sporej grupy inwestorów, która za ponoszone na giełdzie ryzyko domaga się w najgorszym razie takiej właśnie, jeśli nie sporo większej, wielkości procentowych zysków. A dodam, że ta liczba nie uwzględnia przecież jeszcze podatku i inflacji. De facto więc po unettowieniu zostaje nam z tego jakieś 5-7%. Jak w takim razie tak niskie cyfry mogą być mitem? Sprawdźmy…

WIG od kwietnia 1991 roku wzrósł przez 19 lat o około 21% rocznie, nie uwzględniając inflacji (a kiedyś hiperinflacji) i podatków. To były specyficzne lata, z premią za nieefektywność, niepłynność i rozwój, wątpliwe, że są do powtórzenia. I to przy założeniu, że kupujemy średnią czyli indeks i nie bawimy się w trafione lub nietrafione przetasowania portfela. Spójrzmy jednak na nasze agresywne fundusze akcyjne i spróbujmy znaleźć takie, które przez 10 lub więcej lat przynosiły po przynajmniej 10% rocznego zysku a potem określmy czy potrafimy takie z góry, a nie z perspektywy czasu, wytypować…

Dużo większym przybliżeniem będzie pewnie to jak wyglądają te cyfry za oceanem.

Autor podaje szacunki ekspertów, które mówią o 5% jako realnej, średniej wartości wzrostu cen akcji w długim terminie. Pod warunkiem, że kupujemy je po średniej cenie a nie na górkach. Odnalazłem w swoim archiwum dobrze ilustrujący owe wyliczenia artykuł sprzed kilku miesięcy, również z „Wall Street Journal”, pod tytułem „Why Many Investors Keep Fooling Themselves” (Dlaczego wielu inwestorów ciągle ma złudzenia).

Znajdziemy tam statystykę firmy Ibbotson Associates według której amerykańskie akcje od 1926 roku przyniosły średnio 9,8% rocznego zwrotu. Nawet jeśli zdolny menadżer czy doradca, zarządzający kapitałami zarobi regularnie coś ponad to, załóżmy 11 do 13%, to po odjęciu jego prowizji, inflacji i podatków zostaje nam 6%. Jeśli jednak dorówna tylko wspomnianej średniej, co nie jest jak się okazuje takie oczywiste, nasz dochód netto spadnie do 4%. To jest realność. Autor artykułu radzi więc ze swadą: jeśli doradca zaproponuje Ci 6% rocznego zysku netto z góry, zgódź się na 5% i zaproponuj łaskawie, że może zatrzymać sobie resztę. To zakład nazywany na Wall Street „total-return swap”

Kilku prominentnych inwestorów zostało zapytanych na jak duży swap tego typu zgodziliby się. John Bogle, założyciel funduszy Vanguard i autor pasjonujących książek oddałby się za 2,5%, Laurence Siegel szef inwestycji Fundacji Forda – za 3%, William Bernstein – zażądałby 4%. Szokujące ???

Rynki wschodzące są nadal uprzywilejowane ale powoli tracą swoją premię. Jeśli więc wierzyć fachowcom to być może trzeba urealnić własne oczekiwania. Mówimy oczywiście o nielewarowanych inwestycjach a nie o spekulacji. I proszę – kruszymy kopie o jakieś drobne 10%…

CDN

—* Kat *—

[Głosów:0    Średnia:0/5]

6 Komentarzy

  1. JL

    Jaka jest Waszym zdaniem rozsadna (realna) stopa zwrotu z lewarowanych spekulacji na kontraktach z GPW (glownie FW20)? 🙂

  2. Adam_S

    te 4-6 % razy lewar 😛

    a tak naprawde to nie wiem jak to jest… w PL najwyzsze % lokat jest ciagle powyzej 5%, dwa lata temu dochodzilo do 8%.
    po co inwestowac na gieldzie skoro mamy “bezpieczny zysk” za ktory wielcy sa w stanie sie oddac.

  3. Censor

    Link do wyzej wspomnianego artykulu:

    http://online.wsj.com/article/NA_WSJ_PUB:SB128000197220920621.html

  4. Lucek

    “W środku sezonu ogórkowego” – DJ -2,4%; S&P -2,7%; Nasdaq -2,9%

  5. exnergy

    Trzęsą portkami przed “double dip” a i nawet L-shaped recession.

  6. lesserwisser

    Zwykle winna jest precesja, że zaczyna się recesja.

    Precesja lub ruch precesyjny – zjawisko zmiany kierunku osi obrotu obracającego się ciała.

    Precesja planetarna – ruch osi obracającej się planety, powodujący bardzo powolne zakreślanie przez tę oś powierzchni stożkowej. P

    Precesja osi Ziemi powstaje na skutek oddziaływania planet (precesja planetarna) oraz przyciągania Księżyca i Słońca (precesja lunisolarna) co powoduje, że nasz glob wtrącony z położenia równowagi wykonuje długookresowy ruch po pobocznicy stożka, kreśląc na tle gwiaździstego nieba olbrzymi okrąg.

    Zdroworozsądkowo ujmuje to popularne powiedzenie ludowe mówiące, że:
    “Jakbyś się nie kręcił du.a zawsze z tytułu”, trafnie ujmując w tej skondensowanej mądrości nieuchronność i cykliczność zmian. Gospodarki i giełdy oczywiście nie wyłączając, wciąż też stare prawdy są więc na nowo odgrzewane.

    Bo na układy (w tym planetarne) nie ma rady więc raz się jest na górze a raz na dole.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *