Moje poprzednie wpisy o ryzyku wygenerowały, z tego co się dowiedziałem, kilka dyskusji w internecie a także polemiki mailowe. Postaram się krótko i przystępnie do nich odnieść poniżej.

Nie chciałbym wchodzić przy tym w akademickie spory i dzielić włos na wysoko abstrakcyjne cztery części. Interesuje mnie praktyczny wymiar na poziomie inwestora, posługującego się analizą dyskrecjonalną, techniczną czy systemami.

Rzeczywiście „ryzyko” nie dorobiło się w finansach jednej, wyczerpującej, powszechnie stosowanej i przekrojowej definicji. Doczekało się za to dziesiątków opisów, modeli i zastosowań. Spróbuję zwrócić uwagę na jego kilka aspektów, bardziej intuicyjnych niż akademickich.

Najwięcej sporów budzi relacja 2 pojęć: zmienności i ryzyka, których użyję dość często, jako że trudno znaleźć zamienniki. W poprzednim wpisie próbowałem pokazać w sposób możliwie najprostszy jak zmienność nie powinna być stosowana wymiennie z ryzykiem, choć wzajemne wpływy obu są odczuwalne. Najprościej rzecz ujmując i w sposób praktyczny, ową zależność ująłbym następująco:

– na zmienność rynku nie mamy niemal żadnego wpływu, jest kategorią niezależną od naszych decyzji i analiz

– ryzyko zależy od nas w bardzo dużej mierze; możemy je wyznaczać między innymi właśnie w oparciu o zmienność rynku, ale nie musi to być regułą; zmienność można więc określić jako jedną z determinant ryzyka (pokażę owe zależności na przykładzie)

W niektórych ujęciach ryzyko może być miarą bardzo subiektywną a do tego jedynie opisową, w innych – obiektywnie mierzalną. I co ciekawe – w każdym z tych przypadków definicja wcale nie będzie błędna.

Dla kogoś ryzykiem może być po prostu sama możliwość czy prawdopodobieństwo utraty całości lub określonej części kapitału.

Dla kogoś innego okresowe, choć jedynie papierowe straty (tzw. drawdown – spadek kapitału inwestycyjnego), bądź też zrealizowane, realne straty (zamknięte pozycje).

Ryzykiem nie musi być nawet sama strata (uszczerbek na kapitale) ale na przykład niezrealizowanie założonego celu inwestycyjnego (np. osiągnięcie zysku poniżej dochodów z lokat).

Jeszcze ktoś może zadecydować, że dla niego jedyne ryzyko to bankructwo spółki giełdowej, której akcje posiada, ale nie cykliczne spadki jej kursu w bessie/korekcie. Jeżeli ktoś inwestuje bardzo długoterminowo na zasadzie „kup i trzymaj” to do momentu zamknięcia portfela żadne bessy mogą go nie interesować w kategorii „ryzyko”. Takie podejście zresztą jest nagminnie wszczepiane w umysły klientów przez fundusze – w reklamach o ryzyku nie mówi się niemal wcale albo odsyła do ciężkostrawnych dokumentów.

Z tego punktu widzenia pęknięcie poglądowe przy określaniu ryzyka przebiega wzdłuż dwóch kategorii:

1/ Inwestorskiej

Nazwijmy je pasywne. Najczęściej odnosi się do akcji, obligacji, papierów dłużnych czy jednostek funduszy inwestycyjnych. Nie zawiera lewara. Portfel tego typu pozostawiony samemu sobie podlega wahaniom ale jego szanse przetrwania w długim terminie są niemal pewne (choć niekoniecznie zyskowne)

2/ Traderskiej (spekulacyjnej)

Zdecydowanie aktywne. Często dotyczy derywatów i podpiera się lewarem. Wymaga nieustannej kontroli gdyż hodowanie straty może zakończyć się bankructwem.

Paradoksalnie różnica w obu nawet jeśli dotyczy zmienności posiadanych instrumentów to już niekoniecznie w zmienności samego portfela, która to właśnie jest bliższa rzeczywistemu ryzyku. Jeśli inwestor posiada na rachunku akcje o zmienności 20% kupione za cały kapitał to w uproszczeniu zmienność tej inwestycji wynosi 20%. Dla porównania zlewarowany 20-krotnie rachunek tradera w instrumentach o zmienności 1% ma tę samą zmienność czyli 20%. Ryzyko ukrywa się w lewarze a co za tym idzie wielkości pozycji oraz timingu (aktywności w zmianie pozycji) a nie samej zmienności aktywu.

Pójdę jednak dość daleko i nie będę oponował jeśli ktoś stwierdzi, że dla niego ryzyko to zmienność instrumentów. Tyle, że aby robić porównania pomiędzy różnymi klasami aktywów musimy i tak znaleźć dla niej wspólny odnośnik a wąskie patrzenie tylko przez pryzmat zmienności nie jest konieczne gdyż rzeczywiste ryzyko możemy w przeciwieństwie do zmienności dowolnie modelować dla naszej korzyści. Jak bardzo jednak zwodnicze może być myślenie w kategorii wyłącznie zmienności pokażę w kolejnym wpisie.

—Kat—

[Głosów:1    Średnia:5/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *