Nie chciałem zabierać głosu w dyskusji na temat potrzeby licencjonowania doradców i maklerów, ale czytając spory odnoszę wrażenie, że o większości biorących udział  można powiedzieć to, co Kubuś Puchatek powiedział o Króliku.  “Królik jest mądry – powiedział Puchatek w zamyśleniu…  I ma Rozum….  I myślę, że on właśnie dlatego nigdy nic nie rozumie”.

Szanowni dyskutanci przerzucają się argumentami za i przeciw egzaminom. Jedni są za tradycją a drudzy za wolnością. Trzeci chcą, by same środowiska dbały o to, jak wygląda etyka zawodu,  ale zapominają o jednym – żyjemy w Polsce.  W kraju, gdzie z samorządności adwokatów, radców prawnych czy notariuszy zrobiono fetysz a efektem jest zamknięcie zawodów prawniczych dla osób z zewnątrz.

Gdy zostawimy maklerkę lub doradztwo inwestycyjne firmom czy samemu środowisku, to za 10 lat obudzimy się w świecie, gdzie maklerem będzie mógł zostać tylko syn lub pociotek maklera a doradcą X czy Y sypiający z doradcami inwestycyjnymi . Wybaczcie Państwo brutalność, ale dyskutujecie o świecie, który nie istnieje. Egzamin maklera na poziomie państwa w obecnej postaci chroni środowisko przed zdegenerowaniem, które dotknęło inne polskie środowiska specjalistyczne.

Nie wiem, czy egzamin na doradcę inwestycyjnego powinien mieć właśnie taki a nie inny charakter a makler powinien mieć takie a nie inne umiejętności, ale to, że maklerem może zostać ktoś, kto ma średnie wykształcenie (w świecie, gdzie jeszcze niedawno kasjerkami w supermarketach były absolwentki wyższych uczelni) wydaje mi się jednym z największych osiągnięć polskiego rynku kapitałowego. Nie wiem komu dziękować za to – pewnie nieżyjącemu Lesławowi Padze – i na ile to wyszło przypadkowo (może maklerem musiał zostać ktoś, kto nie miał wyższego wykształcenia i pod niego napisano prawo),  ale to był dobry krok.

Podsumowując egzamin maklerski w obecnej postaci powinien zostać utrzymany, bo jest gwarantem tego, że polskie środowisko nie zamknie się na nowych ludzi. Zawsze, gdy X czy Y z Polski A, B czy C b zostanie trafiony/a jakimś filmem, książką czy ideą i zamarzy o zostaniu maklerem to obecne prawo mu to gwarantuje! Egzamin w obecnej postaci pozwoli to zrobić bez koneksji rodzinnych, kastowych czy innych. Wystarczy, że zda egzamin i będzie mógł szukać swojej szansy na rynku.

Dlatego apeluję – uczmy się na błędach innych –  w imię dobra środowiska zostawmy egzamin, bo za 30 lat będziemy mieli takie kłopoty, jak dziś Państwo ma z zawodami prawniczymi, gdzie od 20 lat nie można otworzyć dostępu do zawodu ludziom, którzy chcą być adwokatami. Przestańmy się oszukiwać, że Polska jest normalnym krajem, gdzie wolność działa, bo nie działa. Jakby to paradoksalnie nie brzmiało, to obecne państwowe ograniczenia gwarantują, że ograniczeń nie ma.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

9 Komentarzy

  1. gzalewski

    Adam, wlasnie w obecnym kształcie (nie jako egzamin panstwowy, tylko chodzi o zakres, merytoryke i sposób) zdecydowanie nie. Sprobujmy sobie odpowiedziec do czego służą maklerzy, a do czego d.i.. Ci pierwsi mają mnóstwo roznorodnych funkcji w DM-ach i innych instytucjach rynku. Co więcej jest jeszcze makler giełdowy oraz makler nadzorujący, na ktorego egzaminy przeprowadza GPW. Ich funkcje są różne i różne powinny byc ew progi – niech tam nazwijmy to “licencji”.
    D.I> do czaego służy? Do tego zeby byc zatrudnionym w instytucjach, ktore zgodnie z prawem tego potrzebują. Taka jest moja opinia może brutalna.
    A prosze pamietac, ze mamy jeszcze agenta firmy inwestycyjnej (tez egzamin).
    POZa tym zwroce uwage na jedną rzecz mamy 47 domów maklerskich oraz 46 TFI. I 306 d.i. Przypada po 3.3 d.i na firmę!!!
    Przeciez skoro mają tak niezbedne umiejetnosci to w DMach i funduszach gdzie pracuje po kilkadziesiąt, kilkaste osób powinno być ich chyba więcej. Bo wyglada na to, że więcej jest pewnie członków zarządu, niż doradców w jednej firmie.
    Genialni nadludzie, normalnie. Dodając do tego fakt, że rocznie przybywa ich 16 to chyba naprawde ich umiejetnosci (w doradzaniu i zarządzaniu) powinny być nadludzkie.
    I jeszcze raz – przestanmy wspierać fikcję.
    Oto przyklad jednego z pytan na egzaminie maklerskim (z 2009 roku)

    Treść zadania:

    Wpłacamy dziś na rachunek bankowy kwotę 20.000 zł. W pierwszym roku nominalna roczna stopa procentowa wynosi 9 %, zaś w każdym następnym maleje o 1 punkt procentowy w porównaniu z rokiem poprzednim. Odsetki na rachunku są kapitalizowane na koniec każdego roku. Jaką kwotę będziemy mieć zgromadzoną na tym rachunku po 5 latach oszczędzania?

    A. 28.028 zł;
    B. 28.033 Zł;
    C. 28.039 zł;
    D. 28.042 Zł.

    NIe mowie, ze makler nie powinien umiec rozwiazywac takich zadan (powinien, bo to matma jest) ale wiesz, kto tego typu zadania na żywo KONIECZNIE POWINIEN rozwiazywac, tzw. “doradcy finansowi”. Juz dzis moge sie z Toba załozyc, ze pojdziesz do 10 firm doradztwa finansowego, i w 90% przypadkow ludzie, ktorzy chetnie sprzedadzą Ci kredyt, poopowiadają o mirażach cudzie procentu składanego, nie poradzą sobie z tym zadaniem.

  2. kajet

    Przepraszam, co to jest za logika – “gdyby nie bariera państwowa, byłyby bariery prywatne w postaci nepotyzmu”??? Że dzięki egzaminowi maklerem może się tytułować ktoś, kto zdał egzamin? Przecież ten ktoś jeszcze musi znaleźć pracę. Fakt, że zdał egzamin, nie da mu przewagi nad pociotkami, ponieważ pociotkowie mogą zdać go bez najmniejszego problemu. A tytułowanie się “maklerem” na podstawie samego egzaminu to wątpliwy powód do chwały. Nie widzę w państwowym egzaminie niczego, czego nie mogłyby dać rynkowi – gdyby tego potrzebował – certyfikaty prywatne.

    P.S. Bardzo trudno wprowadzić poprawną frazę z obrazka CAPTCHA…

  3. astanczak (Post autora)

    Grzegorz, nie bronię treści egzaminu (zwłaszcza na poziomie DI, gdzie zakres jest absurdalny i wygląda tak, jak niegdysiejsze lekcje przysposobienia obronnego, na których kazano mi uczyć się ochrony przed skutkami ataku jądrowego i robić sobie samemu zastrzyki przeciwbólowe, gdy zostanie postrzelony w udo), ale bronię >>idei egzaminu w obecnym umocowaniu prawnym poza strukturą samorządową samych M i DI i poza zatrudniającymi M i DI<<<<. Ty dotykasz raczej problemu kultury ekonomicznej społeczeństwa i sprzedawców produktów finansowych. Niestety świat wygląda tak, że jest prasa i produkty prasowe, są dziennikarze i są pracownicy produktów prasopodobnych - no i mamy też doradców inwestycyjnych i doradców finansowych. Kwestia obowiązku zatrudniania DI i M nie różni się niczym od konieczności zatrudniania lekarza w przychodni, farmaceuty w aptece czy elektryka z uprawnieniami na danym poziomie. Mamy egzaminy na traktorzystów, operatorów koparek i czego tam jeszcze. Nie wydaje mi się, żeby to jakoś bardzo szkodziło branży. Jeśli chcemy mieć więcej DI, to rozmawiajmy o tym, że egzamin powinien mieć inną formę a nie o wyrzuceniu całości poza państwo. Jeszcze raz powtórzę - chciałbym mieć wiarę w to, że samorządowa struktura zrobiłaby to lepiej od państwa, ale za długo żyję w Polsce, żeby zamykać oczy na to, jaki będzie finał takiego kroku.

  4. astanczak (Post autora)

    @ kajet >Przepraszam, co to jest za logika

    oparta na doświadczeniu życia w Polsce.

    >maklerem może się tytułować ktoś, kto zdał egzamin

    ktoś, kto miał szansę zdać egzamin bez przebijania się przez struktury kastowe

    >Nie widzę w państwowym egzaminie niczego, czego nie mogłyby dać rynkowi – certyfikaty prywatne.

    to co napisałem – otwartą ścieżkę dla maklerów poza strukturą korporacyjną.

  5. Nievinny

    Zgadzam się z opinią, że egzamin powinien pozostać, ale powinna się zmienić jego forma. W ogóle, cała ta sytuacja między KNF i ZMiD, a także dyskusje wokół tego mnie zniesmaczają. Wszystko to można było załatwić przy jednym stole, bez udziału mediów…
    Choć cieszę się, że dyskusja została podjęta…

    Na swoim blogu opublikowałem felieton na ten temat, linku nie wklejam, żeby nie zostać posądzonym o reklamę. Kto chce ten znajdzie.

    Pozdrawiam
    Nievinny

  6. osoamoroso

    @obrońcy egzaminu

    Zarządzając środkami swoimi, matki, żony i kochanki też miałbym zdawać ten egzamin?

  7. lesserwisser

    @ osoamoroso

    Nie bo jak kochaja to wybaczą. A jak nie kochają to żaden egzamin nie pomoże. A rezultaty moga byc dobrym probierzem prawdziwosci uczucia.

  8. mirek

    Obecny egzamin doradcy powinien umożliwiać prowadzenie własnej działalności. Bez tego to mamy kwalifikowane dupy wołowe – niby spece,ale ktoś mądrzejszy musi ich zatrudnić. To tak choćby dentyści nie mogli otworzyć prywatnych gabinetów – pani Jadzia (pielęgniarka)w (najlepiej) państwowej przychodni musiałaby czasem zerknąć czy komuś całej gęby nie wyrywa. Takie częściowe ubezwłasnowolnienie.
    Natomiast nowa (łatwiejsza) wersja egzaminu byłaby właśnie dla pracowników określonych instytucji finansowych (banków, domów maklerskich).

  9. Pingback: SHAWN

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *