Rozczulił mnie do łez komentarz comiesięczny przy okazji publikowania wyników przez fundusze Investors TFI. Chodzi o fundusz Investor Central and Eastern Europe. Oto fragment:
„Słaby wynik funduszu był wynikiem transakcji na kontraktach terminowych. Fundusz zajął krótkie pozycje po początkowych wzrostach indeksów w okolicach poziomu 2400 dla WIG20. Spowodowane to było oczekiwaniem korekty po wcześniejszych wzrostach przy bardzo wykupionych wskaźnikach technicznych. Niestety zamiast oczekiwanej korekty i pozostania w trendzie bocznym rynek kontynuował wzrosty i Fundusz musiał zamknąć pozycję ze stratą. W przyszłości Fundusz ograniczy wielkość zajmowanych pozycji w kontraktach tak aby sytuacja jaka miała miejsce w marcu już się nie powtórzyła”
Ktoś może powiedzieć, że się czepiam, ale w mojej opinii takie zdanie można odczytać również „niespecjalnie mając politykę dopracowaną zarządzania ryzykiem, pozwoliliśmy sobie w marcu na spekulacje kontraktami. Nie wyszło, więc następnym razem nie będziemy kombinować”. Nie czepiam się wyników funduszu. Uważam, że jak na strategię, którą przyjęli jest zupełnie normalnie. Ale naprawdę nie rozumiem tłumaczenia, w którym profesjonaliści obrażają się na rynek, albo instrument w wyniku poniesionej straty. Nie wygląda to wtedy najlepiej.
Swoją drogą wyjaśnienie w komentarzu dotyczącym Investor FIZ wygląda następująco:
„W marcu nastąpiło silne odbicie indeksów i znaczna ich część ustanowiła nowe szczyty. Niestety wpłynęło to negatywnie na wycenę aktywów Funduszu w tym miesiącu. Spodziewaliśmy sie stabilizacji na rynkach a nie tak gwałtownych wzrostów. W związku z tym portfel został zabezpieczony kontraktami terminowymi na których fundusz poniósł znaczącą stratę. Przewidując stabilizacje na rynkach akcji fundusz szukał zysków na innych polach poprzez operacje na rynku walutowym, które także nie przyniosły profitów, a portfel akcji zachowywał sie tylko stabilnie”
Ja rozumiem, że nasi przedsiębiorcy przy okazji zabawy opcjami nie wiedzą, że zabezpieczanie ma konkretny cel i nie ma sensu się ekscytować zyskami z „operacji na pochodnych”, a później płakać nad stratami, z tychże samych pochodnych, tak jak miało to miejsce w przypadku Macieja Dudy.
Ale specjaliści od zarządzania? Tłumaczą inwestorom, że mają stratę w wyniku zabezpieczenia? Nie rozumiem.


Dodaj komentarz