Medialna śmierć spekulacji

Ostatnia notka Grzegorza Zalewskiego zainspirowała mnie do napisania kilku luźnych zdań na temat zapomnianej spekulacji na rynkach surowcowych. Na rynku trwa spór o to, czy obecne spadki ceny ropy są tylko przejściowym epizodem a kolejne lata przyniosą jej zwyżkę w rejon 200 dolarów za baryłkę, czy może jednak rynek będzie potrzebował dekady, by wrócić w rejon 100 dolarów za baryłkę. Niezależnie od tego warto odnotować śmierć walki ze spekulacją – medialnej walki ze spekulacją.

Kilka tygodni wcześniej zaprezentowałem człowieka, który miał stać się jednym z najbardziej wpływowych ludzi w Waszyngtonie, bo wnioski z jego analiz były przyczynkiem do prac nad wprowadzeniem nowego prawa zakazującego inwestowania na rynkach surowcowych. Dziś ropa spadła o blisko 100 dolarów na baryłce a wybory w USA zostały rozstrzygnięte, więc chętnych do walki ze spekulacją na rynku surowcowym ubyło, ale już dziś można założyć, że problem za jakiś czas wróci. Po prostu, jak nie ma kogo kopnąć, to kopie się spekulanta.

Zwycięstwo Baracka Obamy związane było również z nadziejami na to, iż – mówiąc kolokwialnie – dowali on tłustym krowom z WallStreet podatki, weźmie pod but wielkie kampanie naftowe, czym ulży klasie średniej i masom pracującym miast i wsi. Tak, słusznie wyczuwacie Państwo złośliwość w tych zdaniach, ale trudno nie było odnieść wrażenia, iż w Baracku Obamie wielu widzi nowego lidera lewicy, który zdmuchnie prawicę na świecie a wielkie koncerny przestaną pasożytować na biednych ludziach głodujących przed stacjami benzynowymi.

Sam byłem zwolennikiem tezy, iż zwyżka na rynku surowcowym nosiła cechy klasycznej bańki spekulacyjnej, ale nie miałem wątpliwości, iż na ową bańkę spekulacyjną składamy się wszyscy. Zamiast utrzymywać jeden samochód kupujemy drugi, zamiast jeździć na wczasy pociągami, latamy samolotami i – last but not least – oszczędzamy na emerytury w różnego rodzaju funduszach, od których wymagamy, żeby zarabiały dla nas worki pieniędzy. No to zarządzający szukali za nas szansy na rynku, który miał jeden z najczytelniejszych trendów wzrostowych w ostatnim czasie, podgrzewany powszechnym przekonaniem o fundamentalnym charakterze surowcowej hossy.

Dziś jakoś nikt już nie wspomina o tym – i tu nawiązanie do notki Grzegorza Zalewskiego – iż spadki na rynkach surowcowych mogą mieć również związek ze spekulacją, ale tym razem zakładającą dynamiczną przecenę ropy. Uważniejsi obserwatorzy rynku ropy odnotowali, iż w ostatnim czasie jednym z najpopularniejszych kontraktów opcyjnych był ten, który da zarobić, jeśli cena ropy spadnie poniżej 30 dolarów za baryłkę. Uczestnicy rynkowej gry wiedzą, iż popularność takich opcji bywa przez rynek czytana, jako argument za spadkami cen na rynku bazowym dla danej opcji – w tym wypadku ropy.

Można tylko dodać, iż politycy nie widzą w tym nic złego, bo tym razem spekulanci działają w dobrą stronę. Oczywiście spekulanci i inwestorzy nie działają w interesie społecznym tylko własnym. Wymusza to na nich układ rynkowych sił a taki a nie inny kształt cen wymaga zajmowania pozycji zgodnych z tym, czego wymaga działalność gospodarcza, zabezpieczanie się przed stratami i cała mas innych elementów, dla których wymyślono na świecie instrumenty pochodne.

Na koniec chciałbym jeszcze pokazać jeden wykres, który zabija pewną tezę, iż na zwyżkach cen ropy pożywiają się tylko wielkie koncerny paliwowe a normalny człowiek jest ich ofiarą. Widać na nim, jak kształtuje się akcjonariat w przemyśle paliwowym i kto tak naprawdę jest właścicielem wielkich koncernów naftowych. Przeszło 70 procent udziałów należy do różnego rodzaju firm zbiorowego inwestowania a blisko 25 procent do indywidualnych inwestorów. Autorzy tego wykresu słusznie zauważają, iż ogólne przekonania o wielkim kawałku tortu zjadanym przez wielkie kampanie naftowe kosztem społeczeństwa mogą być trudne do obrony w świecie zdominowanym przez equity culture.

(źródło: API)

Wykres pochodzi z ciepłego jeszcze dokumentu The Truth About Oil and Gasoline opublikowanego 14 listopada przez American Petroleum Institute (zrzeszenie producentów paliw – w skrócie API). API to instytucja, która nie pojawiła się nigdy na stronach blogów bossy, więc warto przy okazji polecić przejrzenie ogólnie dostępnych na jej stronach publikacji.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

4 Komentarzy

  1. HDK

    Często się zastanawiam nad tym problemem i mam wrażenie że kluczowym elementem, pomijanym w wielu przekazach jest zmienność – która na pewno jest uciążliwa dla dużej części rynku. Próbuje sobie wyobrazić obecną sytuacje linii lotniczej, która przy prognozach cen ropy na 200$ zabezpieczała swoje dostawy. Nawet jeżeli nie jest to nietrafiona inwestycja zabezpieczająca przy użyciu kontraktu, a “jedynie” zabezpieczenie w postaci opcji, to kupowanie opcji przy takiej zmienności też jest bardzo drogie. Trochę mnie niepokoją sytuacje w których sukces/porażka instytucji tak silnie zależy od prawidłowych/błędnych zabezpieczeń o charakterze spekulacyjnym – jak w skrajnym przypadku ostatniego numeru odstawionego przez Porsche i Volkswagen.
    Z drugiej strony czasami nachodzi mnie taka szersza refleksja – że gdyby przy utopijnym założeniu każdy używał tylko tyle gruntu ile potrzebuje, starczyłoby dla wszystkich, natomiast nie oznacza to od razu że osobą, którą należy obwiniać o zupełnie odmienny stan rzeczy jest pośrednik nieruchomości.

  2. Vox

    Mam pytanie, być może naiwne.
    na ile sprawdza się formacja podwójnego szczytu?
    jezeli spojrzymy na wykres:

    http://stooq.pl/q/?s=s%26p500&c=mx&t=l&a=ln&b=1
    to zasięg spadku S&P500

    to pi razy oko 100pkt!
    Od 1500 na szczytach litery M
    do środka M (800)
    zasieg spadku 1500-800??

  3. Vox

    przecież oznaczałoby to poziom 300 pkt na WIG20?
    a to jest niemożliwe!
    czemu AT się myli?

  4. gzalewski

    Vox na giełdzie niemożliwe często staje sie faktem. NIe zapominaj o tym

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *